wróć do strony głównej



IEKAWOSTKI RÓŻAŃCOWE



„Różaniec ponagla nasze palce, usta i serca do szerokiej symfonii modlitwy i z tego powodu jest największą modlitwą, jaką kiedykolwiek ułożył człowiek”(Sługa Boży Fulton John Sheen).



Pierwszy... pierwsza... pierwsze w Różańcu

Pierwsze „modlitwy powtarzalne”, czyli wielokrotne powtarzanie tego samego zwrotu, pojawiły się we wczesnym okresie wschodniego chrześcijaństwa monastycznego, gdzie w klasztorach, wielokrotne w ciągu dnia, praktykowano wezwania do Jezusa. Była to tzw. „modlitwa Jezusowa”, która wkrótce wyszła także poza mury klasztorne. Po pewnym czasie szczególnie zalecano, aby wzywano Pana Imieniem "Jezus", co sprawiło, że Jezus stał się głównym adresatem modlitw powtarzalnych. Po pewnym czasie wezwania w modlitwie osobistej sprowadzono do tzw. modlitwy "jednozdaniowej" czyli aktu strzelistego.

W kolejnym etapie tych przeobrażeń modlitwy Jezusowej „doszło do skoncentrowania się osobistej modlitwy w tzw. modlitwie "jednozdaniowej", ulubionej formule modlącego się indywidualnie”, którą jako pierwszy zaczął uprawiać święty Jan Kasjan, mnich żyjący na przełomie IV/V wieku, powtarzający ją wielokrotnie jako akt strzelisty.

Pierwsze świadectwo wielokrotnego powtarzania tych samych modlitw w chrześcijaństwie zachodnim, zawdzięczamy zapisom znanego historyka Kościoła, Sozomena. Dotyczyło ono sławnego patriarchy życia pustelniczego, Pawła z Teb (228-341), który: "Ciągle się modlił, codziennie trzysta modlitw składając Bogu w ofierze, jakby się uiszczał z jakiejś daniny. Aby się zaś niepostrzeżenie nie pomylić w rachubie, trzysta kamyków wrzucał w zanadrze, i po każdej modlitwie jeden kamyk wyrzucał. Kiedy wyrzucił ostatni kamyk, znaczyło to, że liczba modlitw równa się pełnej liczbie kamyków". Za jego przykładem poszli inni, powiększając grono egipskich pustelników zwanych Ojcami pustyni, którzy modlili się przede wszystkim Psalmami.

Pierwsze, czyli „najstarsze formy "Zdrowaś Maryjo" pochodzą także z chrześcijaństwa wschodniego. W grekojęzycznej, tak zwanej "liturgii Jakubowej", pojawił się następujący tekst: "Bądź pozdrowiona pełna łaski. Pan jest z Tobą. Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona, gdyż urodziłaś Odkupiciela naszych dusz". Także w greckiej liturgii Markowej Kościoła egipskiego, tekst zawartej w niej modlitwy brzmi niemal dosłownie. Zalecenie z kalendarza liturgicznego, że modlitwę tę trzeba odmawiać trzykrotnie, umacnia domysł, że "Zdrowaś Maryjo" od początku znajdowało zastosowanie jako modlitwa powtarzalna...

Tenże święty Jan Kasjan, będący jednym z największych autorytetów duchowych Kościoła Wschodniego i Zachodniego, który przez lata żył pośród Ojców pustyni (w Egipcie), jako pierwszy przeniósł wschodnie doświadczenia życia zakonnego, zwłaszcza modlitw powtarzalnych, na grunt Europy Zachodniej.

Jak podają liczne przekazy, to maronici, chrześcijanie z północnej Syrii, jako pierwsi wprowadzili różaniec oraz Droga Krzyżową na grunt rzymskokatolicki. Trudno powiedzieć, jak to się stało. Może poprzez św.Marona, który żył na przełomie IV/V wieku i także był eremitą (ojcem pustyni) w północnej Afryce (w Syrii), a ponadto przyjacielem św.Jana Chryzostoma ? Może więc przez owego świętego przyjaciela lub przez świętego Jana Kasjana, który w tym samym czasie żył wśród ojców pustyni ? A może dokonali tego sami maronici (patrz RÓŻANIEC ZDOBYWA ŚWIAT i CIEKAWOSTKI RÓŻAŃCOWE), czyli członkowie Kościoła założonego przez św.Marona, których znaczna część w VII wieku, uciekając przed prześladowaniami muzułmanów arabskich, przeniosła się do Libanu ?

„Pierwsze świadectwo wielokrotnego odmawiania „Zdrowaś Mario” w chrześcijaństwie zachodnim znajduje się w żywocie Ildefonsa, biskupa Toledo († 667) (patrz LEGENDY...).

Najprawdopodobniej za pontyfikatu papieża Sergiusza I (687-701), Syryjczyka z Palermo, po raz pierwszy ofertorium z tekstem "Zdrowaś Maryjo" zostało wprowadzone do liturgii wraz z Maryjnym świętem Zwiastowania. Fakt wejścia "Zdrowaś Maryjo" do liturgii, mógł wybitnie sprzyjać rozpowszechnianiu się Pozdrowienia Anielskiego w modlitwie prywatnej. Najpóźniej od IX wieku, znana już była praktyka odmawiana tej modlitwy najpierw w klasztorach, a potem wśród ludzi świeckich...

„We wczesnym Średniowieczu mnisi irlandzcy, którzy mieli zwyczaj odmawiania wszystkich 150 psalmów, albo przynajmniej 1/3, tj. 50 psalmów – pierwsi wprowadzili tzw. „modlitwę zamienną”. Często bowiem przy spowiedzi nakładano za pokutę odmówienie "trzech pięćdziesiątek", jak nazywano psałterz w języku staroiryjskim. Jednak w tym czasie większość ludzi świeckich nie potrafiła czytać. Jedynie niewielka liczba wiernych znała psalmy na pamięć, toteż dla niewykształconych braci zakonnych i dla ludzi świeckich wyszukano łatwiejszą, zastępczą formę pokuty. Na miejsce psalmów weszła Modlitwa Pańska i zamiast 50 psalmów odmawiano 150 razy "Ojcze nasz". Dla ułatwienia w liczeniu używano sznura z nawleczonymi koralikami, zwanego „Paternoster”.

W pierwszych wiekach II tysiąclecia chrześcijaństwa, w kręgach św.Bernarda z Clairvaux († 1153) i założonego przez niego zakonu cysterskiego, po raz pierwszy zastąpiono modlitwę "Ojcze nasz" Pozdrowieniem Anielskim. Praktyka ta rozpowszechniła się i utrwaliła w szerokich kręgach wiernych.

Kiedy "Zdrowaś Maryjo" uzyskało podobną popularność co "Ojcze nasz", wszystkie praktyki przeniesione z modlitwy psałterzowej na Modlitwę Pańską, znalazły także zastosowanie w modlitwie maryjnej, zwłaszcza do "odprawiania" pokuty po spowiedzi. W ten sposób pojawiło się pierwsze praktyczne „zastosowanie” „Zdrowaśki...”

Według dominikanów, Różaniec jako taki, po raz pierwszy zaistniał w chwili objawienia jakiego doświadczył ich współbrat, Dominik Guzman (1170 - 1221), kaznodzieja i założyciel zakonów dominikańskich, kiedy to „Najświętsza Maryja Panna objawiła mu rodzaj nowej modlitwy, która, jak powiedziała, będzie jedną z najskuteczniejszych broni w walce z błędami i trudnościami... Pod natchnieniem Maryi, święty Dominik zrozumiał, że aby nawrócić dusze prowadzone na zatracenie przez albigensów, fałszujących wszystkie tajemnice zbawienia, trzeba wyłożyć im te tajemnice w ich prawdziwej postaci, ale nie w abstrakcyjny sposób katechizmowy, lecz w konkretnej i żywej postaci, jak czyni to sama Ewangelia” (o.Garrigou-Lagrange). Zatem udał się do wiosek zamieszkiwanych przez heretyków, gdzie zgromadził tłumy i nauczał je o misteriach zbawienia — wcieleniu, odkupieniu i życiu wiecznym, co zaowocowało ich masowym nawracaniem. Właśnie w taki sposób, w 1213 roku, zostało odniesione pierwsze spektakularne zwycięstwo różańcowe !

Dominikanie są zdania, iż to święty Dominik jako pierwszy rozpoczął łączenie odmawiania Różańca z rozważaniem tajemnic wiary. Zgodnie z tym, o czym go pouczyła Maryja, dokonał on selekcji różnych rodzajów tajemnic i po krótkim pouczeniu odmawiał 10 Zdrowaś Maryjo. W ten sposób ujął Różaniec w odpowiednią formę rozmyślania. On sam tak się modlił i takiego Różańca uczył innych Ale „na początku każdy wybierał tajemnice wedle własnego uznania, podczas odmawiania 150 "Zdrowaś Maryjo”.

Tenże Święty był przekonany, że głoszenie Ewangelii tym bardziej zapobiegnie rozprzestrzenianiu się współczesnych mu herezji, o ile będzie wsparte modlitwą i pokutą W związku z tym, zwracając się do wiernych świeckich, powołał do istnienia III Zakon oraz Bractwa Różańcowe, które początkowo nosiły nazwę Bractw Najświętszej Maryi Panny. Pierwsze Bractwo Różańcowe powstało w Palencji w roku 1221.

Pierwsze rozdzielenie dziesiątek większymi paciorkami, miało miejsce w XIII wieku, co można stwierdzić na podstawie posągu Gerarda Templariusza z 1273 w Naudrin koło Liège i manuskryptu XIII w. pouczającym o dzieleniu „Pozdrowień Anielskich" przez większe paciorki oznaczające „Pater noster”.

Także w XIII wieku Różaniec po raz pierwszy uzupełniono wyznaniem wiary, a po każdym dziesiątku dodano „Chwała Ojcu”. Według świadectwa Jana de Maily z 1240 r. można stwierdzić, że już wtedy, na wzór odmawiania Psałterza z Biblii, odmawiano „Gloria Patri”.

Początkowo powtarzano jedynie Pozdrowienie Anielskie, czyli "Ave Maria". Dopiero w XIII w. kiedy epidemie "czarnej śmierci" oraz krwawe wojny dziesiątkowały Europę, pozostawiając obfite śmiertelne żniwo, po raz pierwszy dołączono prośbę do Maryi, aby modliła się „za nas grzesznych teraz i w godzinę śmierci naszej". Jednak nie było w niej jeszcze zamykającego modlitwę słowa „Amen”. Ta nowa część błagalna znalazła się w wydanym w 1566 roku katechizmie trydenckim, a całą powstałą w ten sposób wersję Różańca zatwierdził dopiero papież, św.Pius V, bullą „Consuerunt romani pontifices z 17 X 1569 roku. Także na jego polecenia zamieszczono ją w brewiarzu rzymskim.

Znana nam w obecnej formie modlitwa „Ave Maria” ukształtowała się dopiero pod koniec XIII wieku, kiedy po raz pierwszy powiązano ze sobą ewangeliczne słowa Pozdrowienia Anielskiego oraz słowa św.Elżbiety: „błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławion owoc żywota Twojego”.

Niemal do końca XIII w. te dołączone słowa, które święta Elżbieta skierowała do Maryi, odmawiano bez Imienia Jezus. W praktyce odprawiania Różańca — kapłan mówił słowa: "Ave Maria, gratia plena, Dominus tecum", a wierni lub zakonnicy odpowiadali: "Benedicta tu in mulieribus et benedictus fructus ventris tuis". Dopiero w drugiej połowie tego wieku, na polecenie papieża Urbana IV (1261-1264), po raz pierwszy do „Ave Maria” zaczęto dodawać Imię Jezus. W dołączonym Imieniu Jezus, „Zdrowaś Maryjo” osiągnęło swój punkt szczytowy.

Gdyby przyjąć, że wynalazek Różańca polega na połączeniu wciąż jednakich powtarzalnych modlitw podstawowych z ciągiem "stacji" z życia Jezusa, to należałoby powiedzieć, że Henryk Suzo (1295-1366) jako pierwszy praktykował Różaniec, w którym rozważania o męce Jezusa, połączone były z podstawowymi modlitwami: "Ojcze nasz" czy też "Witaj Królowo" lub "Zdrowaś", gdy mowa o Najświętszej Pannie.

Według źródeł (kartuskich), Heinrich Egher Calcariencis (†1408), koloński kartuz z Kalkar, był pierwszym, który podzielił 150 „Zdrowaś Maryjo” na piętnaście dziesiątek poprzedzonych odmówieniem „Ojcze nasz”.

W roku 1409, młody nowicjusz z zakonu kartuzów w Trewirze, Dominik z Prus, mając na uwadze fakt, że ciągłe powtarzanie tej samej formuły mogłoby często prowadzić do błądzenia myśli, wpadł na genialny pomysł, aby połączyć odmawianie "Zdrowaś Maryjo" z rozważaniem tajemnic naszej wiary. W ten sposób usta wymawiałyby słowa Pozdrowienia Anielskiego, natomiast duch kontemplowałby różne momenty historii naszego zbawienia”. Tak więc życie Jezusa i Jego Matki podzielił na 50 pojedynczych wydarzeń, począwszy od zwiastowania do powtórnego przyjścia Pana przy końcu czasów.

Po słowach: "benedictus fructus ventris Tui, Jezus" ("Błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus"), za każdym razem dołączał zwięźle sformułowane jedno wydarzenie. W ten sposób spontanicznie ułożył pięćdziesiąt dopowiedzeń, nazwanych przez niego klauzulami, które pozwalały mu przejść przez całe życie Chrystusa w trakcie pozdrawiania Jego Matki. Przy kolejnej tajemnicy z życia Jezusa zatrzymywał się dłużej lub krócej medytując nad nią i przechodził do następnego "Ave Maria" ("Zdrowaś Maria"). Tak powstał pierwszy Różaniec łączący modlitwę ustną z medytacją obejmującą całe życie Jezusa i Maryi. Niektóre źródła podają, że później uzupełnił je do 150 klauzul.

Dominik z Prus wraz z byłym przeorem Adolfem z Essen oraz Johannem Rode, który od 1419 roku był nowym przeorem klasztoru – jako pierwsi poświęcili się rozpowszechnianiu tej formy modlitwy różańcowej z dopowiedzeniami sprzyjającymi medytacji. I tak różaniec stworzony przez nowicjusza kartuskiego zdobywał Europę w niesamowitym tempie. Aby zapamiętać wszystkie dopowiedzenia zaczęto nawet rzeźbić przedstawienia każdego z nich.

Bretoński dominikanin, błogosławiony Alain de la Roche (1428-1475) był pierwszym, który podzielił 150 paciorków różańcowych na trzy części: radosną – w celu rozpamiętywania tajemnicy Wcielenia, bolesną – poświęconą Męce Pańskiej i chwalebną – odmawianą na cześć Wszystkich Świętych. Każda z części miała po 50 paciorków. On też, na wzór Psałterza zawierającego 150 Psalmów, dla zastępczej modlitwy powtarzalnej, na którą składało się 150 „Zdrowaś Maryjo” – jako pierwszy wprowadził nazwę „Psałterz Maryi”. Także on po raz pierwszy do modlitewnego sznura dołączył krzyżyk, wizerunek Maryi, obrączkę oraz pięć pierwszych paciorków, które wtedy miały inną niż obecnie – eschatologiczną wymowę. Pierwszy - wielobarwny, oznaczał bowiem liczne grzechy modlącego się, drugi - biały, symbolizował śmierć, trzeci – czerwony, był znakiem sądu Bożego, czwarty – czarny, przypominał o piekle, zaś ostatni, w kolorze zielonym, nadzieję chwały niebieskiej. Także on po raz pierwszy przedstawił światu Obietnice Różańcowe dane mu przez Maryję w objawieniu, które zostało uznane przez Kościół jako autentyczne.

Inne źródła podają, że to Jakub Sprenger (1436-1496), także dominikanin, pierwszy wprowadził podział tajemnic różańcowych na radosne, bolesne i chwalebne. Każdą z nich rozważano w połączeniu z odmówieniem jednego „Ojcze nasz” i 10 „Zdrowaś Maryjo”.

Około połowy XV wieku, dominikanie z Kolonii stali się pierwszymi, którzy skrócili 50 tajemnic różańcowych do 15, aby je łatwiej można było zapamiętać, bez konieczności spisywania. Dalej już, za sprawą tego samego Jakuba Sprengera, który był także założycielem Bractwa Różańcowego w Kolonii, owa skrócona forma bardzo szybko poszła w świat, zyskując wszędzie dużą popularność.

Papieża Sykstus IV († 1484) w wydanej przez siebie Bulli, jako pierwszy spośród papieży wspomniał o Różańcu złożonym jedynie z 15 „Ojcze nasz” i 150 „Zdrowaś...”. „Teologia Różańca zawsze opierała się na związku ilości psalmów z liczbą „zdrowasiek”, natomiast trzy części Różańca łączono z trzema Osobami Boskimi. Pierwsza – radosna – miała wskazywać na działanie Boga Ojca w historii ludzi; druga – bolesna – na dzieło Syna, a trzecia – chwalebna – na czasy Ducha Świętego. Trzy części Różańca tłumaczono również jako trzy etapy zbawienia – Wcielenie, Odkupienie, Chwała niebios” (Źródło: http://www.krajski.com.pl/rosary.htm).

Od XV wieku widoczny jest wyraźny rozkwit Bractw Różańcowych, dla których pierwszy statut opracował w 1476 r. przeor dominikańskiego kościoła św. Andrzeja z Kolonii.

Pierwszy poświęcony różańcowi dokument papieski, to wydana 30 maja 1478 bulla Pastoris aeterni Sykstusa IV, zatwierdzająca Bractwo Różańcowe przy kościele Dominikanów w Kolonii. Członkowie tego bractwa - pisze papież - "zwykli odmawiać w ciągu trzech dni każdego tygodnia piętnaście razy Modlitwę Pańską i sto pięćdziesiąt razy Pozdrowienie Anielskie na cześć Najświętszej Maryi Panny, a modlitwy te i pozdrowienia nazywają różańcem. Również poza Kolonią, w innych miastach i miejscowościach bardzo wielu wiernych obojga płci należy do tego bractwa".

Około 1500 roku powstał jeden z pierwszych obrazów różańcowych przedstawiający Maryję z Dzieciątkiem trzymającym w ręku różaniec, obok których klęczą św. Dominik i męczennik - Piotr z Werony. Pod płaszczem opieki Maryi znajdują się licznie zgromadzeni i świeccy.

Pierwszym dużym obrazem ołtarzowym, stanowiącym wielkie dzieło zarówno pod względem formy (162 cmx 194,5 cm), jak i treści, był obraz niemieckiego malarza Albrechta Dürera pt. „Święto różańcowe”, który mistrz namalował w 1505 roku na zlecenie Bractwa Różańcowego, skupiającego niemieckich kupców z Wenecji.

Hiszpański dominikanin, Alberto de Castillo, w 1520 roku, jako pierwszy zaczął nazywać „tajemnicami” zapowiedzi treści rozważania, dodawane na początku każdego dziesiątka.

Pierwszą oficjalną aprobatę dla Różańca, w roku 1520, wyraził papież Leon X. Można powiedzieć, że modlitwa różańcowa upowszechniła się tuż przed rewolucją protestancką w Kościele.

Odkąd modlitwa różańcowa po Soborze Trydenckim (1545-1563) stała się praktyką wszystkich rodzin chrześcijańskich, zwyczaj ograniczania modlitw do pięciu dziesiątek stał się powszechny. 15 ustalonych tajemnic podzielono na 5 radosnych, 5 bolesnych i 5 chwalebnych, a każdej tajemnicy przypisano dziesięć „Zdrowaś Maryjo”. W 1569 roku papież Pius V (dominikanin) Konstytucją Apostolską „Consueverunt romani Pontifices” w dniu 17 września 1566 r jako pierwszy zatwierdził tę formę Różańca dla całego Kościoła. Dwa lata później, czyli w 1568 roku, wprowadził ją do brewiarza. Forma ta przyjęła się powszechnie w całym Kościele na Zachodzie, co nadało różańcowi wartość ogólnoeuropejską.

Tenże papież, Pius V, w bulli z dnia 17 marca 1569 roku, po raz pierwszy postawił wymóg, że rozważanie tajemnic z życia Pana Jezusa jest warunkiem koniecznym do otrzymania odpustów. Różaniec uzupełniono więc rozważaniem tajemnic.

Ten sam papież w roku 1571, po wielkim zwycięstwie nad Turkami w bitwie morskiej pod Lepanto, świadom, komu zawdzięcza cudowne ocalenie Europy przed islamem, dzień 7 października ogłosił świętem Matki Bożej Zwycięskiej. A ponieważ zdawał sobie sprawę z wielkiej mocy modlitwy różańcowej, wspierającej wojska katolickie, sprawił, że wierni po raz pierwszy mogli tego dnia szczególnie uroczyście czcić Maryję różańcową w kościołach, w których istniały Bractwa Różańcowe.

Rok późnej, czyli w 1572 roku, decyzją papieża Grzegorza XIII, nazwa święta Matki Bożej Zwycięskiej została zmieniona. Odtąd dzień 7 października po raz pierwszy zaistniał jako święto Matki Bożej Różańcowej.

W roku 1576 ukazała się publikacja pierwszego formularza Mszy wotywnej („różańcowej”).

Około roku 1600 po raz pierwszy włączono do Różańca trzy wezwania: wiary, nadziei i miłości, symbolizowane trzema „Zdrowaśkami” na początku modlitwy, zaraz po „Ojcze nasz”.

Pierwszym poważnym utworem muzycznym o tematyce Różańca świętego, była „Sonata różańcowa” skomponowana w 1670 roku przez mieszkającego w Sazburgu Heinricha Franza Bibera (†1704) , w której zilustrował muzycznie 15 tajemnic różańcowych.

W 1716 roku, papież Klemens XI w podzięce za kolejne zwycięstwo nad Turkami odniesione pod Belgradem, rozszerzył święto Matki Bożej Różańcowej na Kościół w całym świecie. Jednocześnie przeniósł je na pierwszą niedzielę października, która wtedy po raz pierwszy stała się dniem świątecznym dla każdego katolickiego zakątka Ziemi., w którym oddaje się szczególnie cześć Matce Bożej Różańcowej

W roku 1826 Maria Paulina Jaricot we francuskim Lionie założyła pierwszą wspólnotę Żywego Różańca, która po zatwierdzeniu przez papieża, pod koniec jej życia liczyła już trzy miliony członków na całym świecie.

W 1893 roku, papież Leon XIII wprowadził do Litanii Loretańskiej wezwanie "Królowo Różańca świętego - módl się za nami", co sprawiło, że wierni po raz pierwszy mogli uczcić Matkę Bożą Różańcową jako Królową ich ulubionej modlitwy. Dwa lata później, czyli w 1895 roku, ten sam papież ogłosił miesiąc październik miesiącem szczególnej modlitwy różańcowej, po raz pierwszy nadając mu tak wysoką rangę, a także po raz pierwszy zalecił, by w kościołach odmawiano różaniec przez cały październik.

W dniu 16 października 2002 roku papież św.Jan Paweł II ustanowił Rok Różańca Świętego, w którym został wydany List apostolski „Rosarium Virginis Mariae”, a do Różańca świętego dodana jeszcze jedna część, która została nazwana „Tajemnice światła”. Tak więc wierni po raz pierwszy mogli rozważać w Różańcu działalność Jezusa podczas Jego życia ziemskiego opisaną w tych tajemnicach. W ten sposób w modlitwie różańcowej znalazła swe odbicie całą Ewangelia.

Opracowano na podstawie źródeł:

Rainer Scherschel „Różaniec modlitwa Jezusowa Zachodu” – patrz bibliografia

ks.Marek Chmielewski „W szkole różańca świętego” – patrz bibliografia

http://www.rozaniec.dominikanie.pl/006.html

http://www.jasnagora.com/wydarzenie-6068

http://adonai.pl/modlitwy/?id=rozaniec&action=23#1

http://liturgia.wiara.pl/doc/419741.Kontemplowac-z-Maryja/3



Długa droga do „Zdrowaśki” różańcowej

„Kiedy mówimy o „Zdrowaś Maryjo”, winniśmy najpierw uświadomić sobie, że będący dzisiaj w użyciu tekst tej modlitwy, stopniowo w ciągu stuleci ułożył się dopiero w pewną całość. Składa się on z większej ilości elementów pochodzących z różnych czasów i źródeł” (wg R.Scherschela).

„Najstarsze formy "Zdrowaś Maryjo" pochodzą z liturgii Wschodu, gdzie znajdują się najwcześniejsze świadectwa. W grekojęzycznej tak zwanej "liturgii Jakubowej" pojawia się następujący tekst: "Bądź pozdrowiona pełna łaski. Pan jest z Tobą. Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona, gdyż urodziłaś Odkupiciela naszych dusz". Także w greckiej liturgii Markowej Kościoła egipskiego, tekst zawartej w niej modlitwy brzmi niemal dosłownie. Zalecenie z kalendarza liturgicznego, że modlitwę tę trzeba odmawiać trzykrotnie, umacnia domysł, że "Zdrowaś Maryjo" od początku znajdowało zastosowanie jako modlitwa powtarzalna...

Trudno jest wyrokować o wieku i pochodzeniu określonych tekstów w starych liturgiach wschodnich, ponieważ w późniejszych czasach często przyjmowano nowe elementy z innych liturgii. Jednak godne uwagi jest to, że o przyjęciu "Zdrowaś Maryjo" ze Wschodu przez liturgię zachodnią, zadecydowało prawdopodobnie święto Zwiastowania, kiedy ujawniło się ono w liturgii i czytaniach z Pisma Świętego związanych z tym świętem. Tym samym owa "tradycja" biegnąca ze Wschodu na Zachód, dokonywała się na wspólnej płaszczyźnie pojęć biblijnych...

Jeśli ofertorium z tekstem "Zdrowaś Maryjo" wprowadzone zostało wraz z Maryjnym świętem Zwiastowania, musiało to nastąpić za pontyfikatu Sergiusza I (687-701), Syryjczyka z Palermo, który wprowadził w Rzymie też inne zwyczajowe na Wschodzie święta maryjne”. Jednak na Zachodzie „Zdrowaś Maryjo” przyjęło nieco inną formę, bo w praktyce modlitewnej Kościoła do Pozdrowienia Archanioła Gabriela i błogosławieństwa Elżbiety dla Maryi zawartego w perykopie o spotkaniu obu niewiast, dodano jeszcze imię „Maryja”, lecz nie od razu do tej modlitwy dodano Imię Jezus. Na to trzeba było czekać jeszcze kilka długich wieków...

Fakt wejścia "Zdrowaś Maryjo" do liturgii, mógł wybitnie sprzyjać rozpowszechnianiu się jej w modlitwie prywatnej. Cystersi już w pierwszych wiekach II tysiąclecia, modlitwę "Ojcze nasz" zaczęli zastępować Pozdrowieniem Anielskim, co rozpowszechniło się i utrwaliło w szerokich kręgach wiernych. Odtąd znana już była praktyka odmawiana tej modlitwy najpierw w klasztorach, a potem wśród ludzi świeckich, jako modlitwy powtarzalnej...

Od XI wieku zaczęły mnożyć się świadectwa prywatnego odmawiania i częstego powtarzania tej modlitwy, jednak wciąż było to tylko „mechaniczne” wypowiadanie słów zawartych w Pozdrowieniu Anielskim, rozszerzonym o błogosławieństwo Elżbiety.

Święty mnich i pustelnik Aybert z Hennegau († 1140) "sto razy dziennie klękał i pięćdziesiąt razy padał na ziemię oparty na rękach, za każdym razem odmawiając „Zdrowaś Maryjo...”. Również współczesny Bernardowi z Clairvaux (ok.1090-1153) mnich Rainaldus kiedy w objawieniu dowiedział się, że musi umrzeć, wytrzymał tę próbę dzięki nieustannie odmawianemu Zdrowaś Maryjo: „Odtąd, jak długo jeszcze leżał na swoim łóżku, odmawiał nieustannie sercem i ustami pozdrowienie dla Dziewicy Matki, które od dawna zwykł był często powtarzać i ze słowami tego najsłodszego wezwania wyzionął swego błogosławionego ducha”.

Błogosławiona Ascelina z Boulancourt (1120-1195), bliska krewna Bernarda z Clairvaux... w pewne dni odmawiała trzysta, a w dni świąt i wspomnień Maryi, nawet tysiąc razy "Zdrowaś Maryjo"... Ida z Löwen (ok.1226 r.) „codziennie tysiąc sto razy klękała i tyleż razy powtarzała, albo recytowała takąż ilość pozdrowień dla Błogosławionej Matki i Dziewicy”. Błogosławiona Benvenuta Briani († 1291 r.) odmawiała codziennie tysiąc, w niedzielę dwa tysiące, a w święto Zwiastowania – trzy tysiące Pozdrowień Anielskich. Natomiast święta Maria z Oigny († 1213) do każdego z odmawianych 150 Psalmów miała zwyczaj dodawać jedno Zdrowaś Maryjo na kolanach. Jak widać z tego, „Zdrowaś Maryjo” od początku związane było z duchowością ascetyczną, bardzo podobną do tej, która stanowiła pierwotny kontekst modlitwy Jezusowej na Wschodzie.

Nie tylko dzisiaj trudno jest nam zrozumieć i zaakceptować tak wybujałą gorliwość w odmawianiu „Zdrowasiek”, ale i w tamtych czasach spotykało się to z dużym krytycyzmem, gdyż ilość tych modlitw często daleko odbiegała od jakości. Było to bowiem mechaniczne, żeby nie powiedzieć – bezrozumne ich „odklepywanie”. W związku z tym, podjęto starania zmierzające do ograniczenia tych modlitw powtarzalnych. A wszystko zaczęło się od Irlandii.

„Psałterz miał w tym kraju własną nazwę, która brzmiała: "tri coecait", czyli trzy pięćdziesiątki... Wprawdzie podział Psałterza na trzy pięćdziesiątki nie jest wynalazkiem Irlandczyków, gdyż spotyka się go już u Orygenesa, Hilarego z Poitiers, Augustyna, Grzegorza z Tours i innych, jednakże dzięki irlandzkiej praktyce modlitewnej i pod irlandzkim wpływem, stał się on popularny na kontynencie. Odmawiano jedną lub więcej pięćdziesiątek, zwłaszcza dla odbycia pokuty albo jako modlitwę za zmarłych. Aby jednak móc modlić się psalmami, potrzebne były jeszcze pewne wstępne warunki... czyli odpowiednie wykształcenie, a przede wszystkim umiejętność czytania i dysponowania odpisem psalmów. We wczesnym i dojrzałym średniowieczu, krąg ludzi zdolnych do odmawiania trzech pięćdziesiątek był bardzo wąski i ograniczał się przeważnie do klasztorów oraz cienkiej, górnej warstwy szlachty.

Skoro świeccy nie znający języka łacińskiego musieli i chcieli przecież, odprawić zadaną sobie przy spowiedzi pokutę, i jeśli rozpowszechnione księgi pokutne przewidywały jedną, dwie lub trzy "pięćdziesiątki" dla odbycia nałożonej pokuty, to ci wszyscy, co nie mogli odmawiać psalmów, musieli mieć możność odbycia pokuty zastępczej. I tak, obok cielesno-ascetycznych form pokuty jak klęknięcia, prostracje, głębokie pokłony połączone z aktami strzelistymi, pojawiła się tu przede wszystkim Modlitwa Pańska, gdzie każde "Ojcze nasz" połączone z pokutnymi ćwiczeniami cielesnymi, zastępowało jeden psalm. Stąd niedaleka już była droga do modlitwy "Zdrowaś Maryjo" odpowiednio ujętej liczbowo w połączeniu z klęknięciami. I tak, w pierwszych wiekach II tysiąclecia chrześcijaństwa, w kręgach św.Bernarda z Clairvaux († 1153) i założonego przez niego zakonu cysterskiego, modlitwę „Ojcze nasz” zaczęto zastępować modlitwą „Zdrowaś Maryjo”, co stosunkowo szybko wyszło poza mury klasztoru i rozpowszechniło się wśród wiernych.

„Zdrowaś Maryjo” na Zachodzie od początku przyjęło się jako wezwanie imienia Maryi, podczas gdy imię Jezusa jako dopowiedzenie do „owocu Twojego łona”, zupełnie nie występowało przed połową XIII wieku. Dopiero od tego czasu zaczęło pojawiać się, choć początkowo – z rzadka. Wcześniej jednak, ale także w XIII wieku, do Pozdrowienia Anielskiego dodano słowa św.Elżbiety: „błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławion owoc żywota Twojego”. Prawie w tym samym czasie pod wpływem przesłanek pragmatycznych, kiedy epidemie "czarnej śmierci" oraz krwawe wojny dziesiątkowały Europę, dołączono prośbę do Maryi, aby modliła się za „nas grzesznych teraz i w godzinę śmierci naszej". Dopiero w ciągu XIV wieku do przyjętego dotąd brzmienia „Ave” – systematycznie dodawano imię Jezus albo Jezus Chrystus oraz Amen na zakończenie całej modlitwy.

Jeszcze tylko trzeba było, aby "Zdrowaś Maryjo" uzyskało podobną popularność co "Ojcze nasz", a już wszystkie praktyki przeniesione z modlitwy psałterzowej na "Ojcze nasz", mogły znaleźć zastosowanie w modlitwie maryjnej. Ta ewolucja odbyła się rzeczywiście na dużą skalę w stuleciach od XI do XIII w wyniku oddziaływań, jak powyżej wspomniano, irlandzkich ksiąg pokutnych. Określone liczby psalmów były stopniowo zastępowane przez tyleż "Ojcze nasz" i "Zdrowaś Maryjo" liczonych na odpowiednich sznurach do modlitwy. Natomiast środkowoangielska reguła z XIII wieku dla zakonników klauzurowych, przewidywała zamiast Psalmu odmawianie „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Maryjo”, które traktowano na równi: jednemu mogło odpowiadać „Ojcze nasz”, drugiemu - „Zdrowaś Maryjo”.

Z biegiem lat "Zdrowaś Maryjo" stało się tak popularne i tak upowszechniło się jako modlitwa powtarzalna (głównie w XII w.), że wiele reguł zakonnych i uchwał synodalnych potwierdziło jego znaczenie i przyczyniło się do jeszcze szerszego jego upowszechnienia. A stało się to tak: „Zdrowaś Maryjo” umieszczono obok „Ojcze nasz” i powiązano z nim tak ściśle, jak żadną inną modlitwę. Zatem już w dojrzałym średniowieczu osiągnęło ono pozycję uprzywilejowaną wśród popularnych modlitw powtarzalnych, praktycznie dorównując znaczeniem modlitwie "Ojcze nasz"... Potem, aż do czasu zakładania Bractw Różańcowych, co miało miejsce głównie pod koniec XV wieku, w ramach opisanych tutaj zwyczajów modlitewnych, „Zdrowaś Maryjo” nie tylko występowało obok "Ojcze nasz", lecz niemal całkowicie je zastąpiło

Jeszcze dobitniej pozycję „Zdrowaś Maryjo” zaznaczają liczne uchwały synodów tamtej epoki, nalegając na to, aby każdy wierny, poza Modlitwą Pańską i wyznaniem wiary, umiał na pamięć „Zdrowaś Maryjo”. Synod z Cambrai z 1310 roku wydał postanowienie, „aby duszpasterze kościołów w niedzielę lub przynajmniej raz w miesiącu zachęcali parafian oraz przysposabiali ich dzieci do nauki wiary, to znaczy uczyli „Zdrowaś Maryjo”, „Ojcze nasz” i „Wierzę w Boga”. Nadto przez wieki utrwalił się zwyczaj odmawiania przed kazaniem „Zdrowaś Maryjo”... (Źródło: Rainer Scherschel „Różaniec modlitwa Jezusowa Zachodu” – patrz bibliografia).



Czym się zasłużył dla Różańca, tak mało znany Dominik z Prus ?

„Dopiero wtedy, gdy modlitwa „Zdrowaś Maryjo”, która już od dłuższego czasu znana była jako modlitwa powtarzalna została połączona w sposób konkretny i trwały z rozważaniami o życiu Jezusa, można mówić, że „wybiła godzina narodzin Różańca” (wg Rainera Scherschela). Wiele złożyło się na to, że właśnie wtedy, w XV wieku miało miejsce duchowe przebudzenie Europy i szukanie Boga. „Poprzednie stulecie było dla europejskiej cywilizacji wiekiem rozczarowań i klęsk. Najpierw wojna stuletnia miedzy Anglią i Francją zaczęła dzielić Europę zjednoczoną dotychczas pod hasłami wspólnej wiary. Potem przyszła "czarna śmierć", która w ciągu niespełna czterech lat do tego stopnia zdziesiątkowała ludność, że na przykład ze stu czterdziestu dominikanów z Montoelier przeżyło zaledwie siedmiu. Niektórzy, jak pewien irlandzki mnich, myśleli, ze na całym świecie nikt poza nim jednym nie przeżył tej zarazy. ... Paryscy gracze w kości robili z nich różańce, by zapomniawszy o doczesnych rozkoszach, uciekać się do litościwej Matki. Ludzie dostrzegli marność tego świata. Zaczęli bardziej myśleć o swej duszy niż o ciele, doznając satysfakcji w takim sposobie życia. Zapanowała epoka ducha, czasy medytacji i modlitwy, przede wszystkim modlitwą różańcową” (wg Wincentego Łaszewskiego „Różaniec” nr 4/1997)].

Wielką zasługę dla tego dzieła położył młody zakonnik z kartuskiego klasztoru w Trewirze, który miał takie samo imię jak słynny założyciel zakonu dominikanów - czyli święty Dominik Guzman. Oto opowieść o tej historii:

W małej wiosce rybackiej niedaleko Gdańska, urodził się mały Rupert, który później znany był jako Dominicus Prutenus albo Dominicus Borussus, czyli Dominik z Prus, jako że ziemie te były wówczas częścią państwa krzyżackiego. Rupert pochodził z rodziny niemieckiej, ale obok języka ojczystego, znał także język polski. Kiedy miał 11 lat, umarł mu ojciec, toteż matka, starając się zapewnić synowi odpowiednie, kierowane męską ręką wychowanie, wysłała go do Gdańska, powierzając nauczycielowi, którym był stary dominikanin. Inne źródła podają, że pierwsze nauki pobierał w szkole parafialnej prowadzonej przez dominikanów. Tak czy inaczej, podstawowe wykształcenie zawdzięczał dominikanom, u których niewątpliwie, jako bardzo zdolny i pojętny uczeń, przyswoił też łacinę. Z tą umiejętnością około roku 1400, już jako młodzieniec, mógł podjąć studia na Akademii Krakowskiej.

Również i tam, na słynnym Uniwersytecie Jagiellońskim, Rupert odznaczał się błyskotliwym umysłem. Jednak życie studenckie nie wpłynęło dobrze na prowadzenie się zdolnego, skłonnego do pobożności, ale, niestety, dość też chwiejnego wówczas człowieka, który łatwo ulegał licznym pokusom czyhających na młodych prowincjuszy w wielkiej europejskiej stolicy. Jak później sam napisał o sobie: był to dla niego okres uganiania za niewiastami oraz upodobania w hazardzie; bardzo burzliwy, okres w jego życiu... Wspominał słowa swoich kolegów-studentów, którzy mawiali: „Jeśli kobiety i gry hazardowe nie zrujnują Ruperta, zostanie takim duchownym, że trudno by w Krakowie o lepszego". Wiedzieli bowiem, że ku własnej zgubie skłania się ku obu tym występkom. Szczególnie gra kusiła go, czyniła niestałym i sprowadzała na złe drogi”. Wprawdzie ukończył studia uniwersyteckie, ale musiał uciekać z Krakowa i w ogóle z Polski, z powodu długów i skandalicznych historii, w które wplątało go uprzednio prowadzone hulaszcze życie.

Po ucieczce z Krakowa tułał się po całej Europie, gdyż do rodzinnego domu bał się wrócić. W różny sposób, to jako nauczyciel, to jako zarządca zarabiał na życie, aby wciąż na nowo przegrywać pieniądze, robić długi i być wypędzanym. Jednakże zdrowy rdzeń pozostał w nim nietknięty. I tak podjął pewnego dnia próbę wstąpienia do zakonu. Nagle, ku zdumieniu zaskoczonych kolegów, postanowił zostać zakonnikiem i w 1405 roku, podczas pobytu z kompanami w Pradze, próbował wstąpić do klasztoru. Ale gdy przełożeni dowiedzieli się o jego dotychczasowym trybie życia, odmówiono mu przyjęcia. Próbował jeszcze ponowić tę próbę w innych miejscach, ale bez powodzenia, gdyż z takim włóczykijem nikt już nie chciał rozmawiać.

W roku 1407, w okresie wielkopostnym, kiedy próbował w kościele oczyścić się ze swoich grzechów, miała pojawić mu się osoba w niebieskiej szacie, biednie ubrana, której dał jako jałmużnę ostatni grosz. Tajemnicza postać, dziękując powiedziała, że w zamian za ten szczery dar otrzyma odpuszczenie swoich grzechów. Dominik powiązał ją z Najświętszą Marią Panną... Bywał jeszcze w Gnieźnie i w Zgorzelcu, aż wreszcie, w swej tułaczce, 25-letni wówczas młodzian, jesienią 1409 r. dotarł do Trewiru nad Mozelą, do opactwa świętego Albana. Dowiedziawszy się o istnieniu poza murami miasta klasztoru kartuskiego, postanowił jeszcze raz prosić o przyjęcie, tym razem do surowego, kontemplacyjnego zakonu kartuzów. Szczęśliwie trafił na obranego właśnie przeorem, również młodego i wyrozumiałego Adolfa z Essen, który rozpoznał w Rupercie zdrowe ziarno powołania i przyjął go. Można powiedzieć, że dał mu ostatnią szansę. Było to chyba jednak coś więcej: przeor Adolf musiał odczytać w sercu Dominika wielkie pokłady wielkoduszności i szlachetności, jakich nie zdołały zatrzeć namiętności i grzechy, w które się ów nieszczęsny młodzieniec wplątał. Tak oto Rupert, a teraz już Dominik, został zakonnym nowicjuszem.

Przeor pomógł mu w przywróceniu wewnętrznego ładu, w nawróceniu i umocnieniu duchowym. Wysłał go do dobrego spowiednika, aby przed nim złożył spowiedź z całego życia. Sam zaś wprowadził Dominika w duchowość i modlitwy kartuzów. Nauczył go także „Różańca o życiu Jezusa”, i to w postaci takiej, w jakiej on sam od wielu lat go odmawiał, mianowicie, w połączeniu z myślnymi rozważaniami życia Jezusa. A ponieważ praktykował również średniowieczny, wywodzący się z pobożności cysterskiej zwyczaj odmawiania pięćdziesiątek Ave Maria, polecił nowicjuszowi, jako środek do wewnętrznego rozwoju, codziennie odmawiać pięćdziesiątkę Pozdrowienia Anielskiego. Ofiarował mu też napisaną przez siebie książkę: „Różany ogródek naszej Najświętszej Pani”.

Z początku młodego zakonnika zachęciło zapewnienie, że jeszcze nigdy nie słyszano, aby ktoś, kto codziennie odmawiał tę modlitwę, nie osiągnął odczuwalnej poprawy swego życia. Zaczął więc chętnie odmawiać Pozdrowienie Anielskie. Szybko jednak okazało się, że jest to dla niego zajęcie nudne i nieużyteczne. Trudno się dziwić, że nowicjusz podczas tej monotonnej modlitwy był roztargniony i miał trudności w utrzymaniu swoich myśli, zatem przeor polecił mu, by podczas powtarzania 50 „Zdrowaś Maryjo” rozważał życie Jezusa i Jego Matki. Niestety Dominik zupełnie nie mógł się skupić na modlitwie: wydawało mu się wprost niemożliwe, aby rytmiczne powtarzanie Ave Maria móc połączyć z medytacją Ewangelii.

Światło przyszło niespodziewanie w Adwencie A.D. 1409. Nie wiadomo tylko, czy Dominik całkowicie sam wpadł na ten genialny pomysł, aby życie Jezusa i Jego Matki podzielić na 50 pojedynczych wydarzeń, począwszy od zwiastowania do powtórnego przyjścia Pana przy końcu czasów, czy też kierował się sugestiami rozważań zaproponowanych przez przeora. A może wizja drzewa, jakiej doświadczyła święta Mechtylda, a którą znał z lektury, posłużyła mu za zachętę do klauzul różańcowych. Sam bowiem napisał wyraźnie: „Że życie naszego Pana Jezusa Chrystusa miało być połączone ze „Zdrowaś Maryjo” w różańcu, to sam Pan dobrze ukazał, jak czyta się w „Księdze duchowej łaski” (patrz RÓŻANIEC MARYJNY CZY CHRYSTUSOWY ?).

A może wcale nie podlegał wpływom jedynie swego przeora, ale, będąc człowiekiem wykształconym, miał też swoje ulubione lektury i duchowe wzory, znał pisma z biblioteki klasztornej i był bardzo oczytany. Mogło więc być i tak, że Dominik wyodrębnił kilka sugestii podsuwanych przez nie, rozpatrzył całość wydarzeń, przeanalizował i uporządkował je. Tak czy inaczej, trudno byłoby zakwestionować jego zasługę dla powstania znanej nam formy Różańca... On to bowiem po słowach: "benedictus fructus ventris Tui, Jezus" ("Błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus"), za każdym razem dołączał po jednym, kolejnym punkcie wydarzeń związanych z życiem Jezusa i Maryi. W ten sposób ułożył pięćdziesiąt dopowiedzeń, nazwanych przez niego klauzulami, które pozwalały mu przejść przez całe życie Chrystusa w trakcie pozdrawiania Jego Matki.

Przy kolejnej tajemnicy z życia Jezusa zatrzymywał się dłużej lub krócej, medytując nad nią i przechodził do następnego "Ave Maria" ("Zdrowaś Maria"). Rozważania kończą się tajemnicą 50 o zmartwychwstałym i wywyższonym Chrystusie, który jako Rex invictus, jako niezwyciężony Król, panuje na wieki.

Odmawiany przez Dominika Różaniec trwał około godziny, bo nie był tylko ustną modlitwą, ale prawdziwym ćwiczeniem się w medytacji. W taki sposób, kierowany Bożym impulsem, stworzył znakomitą syntezę modlitwy i medytacji czyli pierwszy Różaniec z dopowiedzeniami, a jednocześnie pierwszy Różaniec łączący modlitwę ustną z medytacją.

To odkrycie zupełnie zmieniło Dominika. Przełożeni nie mogli się nadziwić, skąd wzięły się u niego nagłe pozytywne zmiany usposobienia, skąd wypłynęło tyle cnót, których istnienia nikt przedtem nie mógł nawet podejrzewać. On, który słynął z tego, że w ciągu paru dni potrafił przepuścić niezłą fortunę, został po paru latach ekonomem opactwa Marienfloss [dokąd zakon przeniósł się z Trewiru] i doprowadził je do rozkwitu. Tylko przeor Adolf znał jego sekret, toteż zachęciwszy go do spisania klauzul, polecił rozwiesić je w klasztorze dla ogólnego użytku. Adolf z Essen uznał bowiem Różaniec Dominika za natchnione odkrycie i natychmiast je poparł.

Po udzielaniu odpowiednich porad modlitewnych, współbracia zaczęli odmawiać Różaniec według wzoru swego młodego współbrata i szybko docenili ten sposób modlitwy. Tworzyli też jej kopie i niebawem metoda ta była znana wśród kartuzów w Niemczech i we Francji. Przeor bowiem, rozpoznając proroczo znaczenie tego pomysłu, postarał się, aby różaniec Dominika kopiowano i rozsyłano do licznych klasztorów Europy. Jak wynika z dokumentów, w 1455 r. „na cały świat zostało wysłanych już tysiąc egzemplarzy tych dopowiedzeń”.

Dominik, Adolf oraz Johann Rode - od 1419 roku nowy przeor klasztoru –poświęcili się rozpowszechnianiu powyższej formy modlitwy, tak więc różaniec Dominika zdobywał Europę w niesamowitym tempie. Aby zapamiętać wszystkie dopowiedzenia zaczęto nawet rzeźbić przedstawienia każdego z nich. Z czasem coraz liczniejsze rzesze ludzi zaczęły masowo napływać do Marienfloss czując podświadomie, że tam się coś niezwykle istotnego dzieje, a miejsce to stało się prawdziwym strumieniem wody żywej, danym wszystkim ludziom spragnionym Ducha Świętego za przyczyną Matki Bożej.

W roku 1429 Adolf z Essen miał wizję Najświętszej Marii Panny w niebie, w towarzyszeniu chórów anielskich, które śpiewały Ave Maria, dodając klauzule ułożone przez Dominika, z których każda kończyła się zawołaniem Alleluja. Na imię Maryi aniołowie skłaniali głowę, zaś na imię Jezus przyklękali. Brat Adolf uznał, że ci którzy będą modlili się w ten sposób, odniosą duchowe korzyści i uzyskają nagrodę w niebie. Opis wizji zanotował w zapiskach, które odczytano po jego śmierci w roku 1439.

W roku 1458, czyli trzy lata przed własną śmiercią, Dominik, wykształcony na Uniwersytecie Jagiellońskim, opisał swoje medytacje w Liber experientarium. Napisał również wiele innych pism o głębokiej treści teologicznej. W roku 1475 wyszła drukiem pierwsza książka opisująca medytacje brata Dominika – Dis est unser lieben frowen Rozenkranz (Oto Różaniec Naszej Najmilszej Pani). Liczne pisma Dominika doczekały się szerokiego rozgłosu i w XVI wieku mocno wpłynęły na koloński klasztor kartuzów. Kiedy zmarł w1460 roku, był człowiekiem znanym daleko poza Trewirem.

Opracowano na podstawie źródeł: Rainer Scherschel „Różaniec modlitwa Jezusowa Zachodu” (patrz bibliografia); www.maryjni.pl ; http://www.jasnagora.com/wydarzenie-6068 ; http://www.modlitewnik.com.pl/aktualnosci/3-rozaniec-biblijny ; http://liturgia.wiara.pl/doc/2182301.Modlitwa-rozancowa ; https://nondraco.wordpress.com/2013/10/06/7-pazdziernika-od-dominika-z-prus-do-bitwy-pod-lepanto


reprod. ze strony: zakonnica_rozaniec_modlitwa\16701213

Od sznurów modlitewnych do różańca jaki znamy

Przyrząd do odliczania modlitw w formie sznura z nawleczonymi koralikami, znany jest od tysięcy lat i jako wspólny wszystkim wielkim religiom, stosowany do najróżniejszych form modlitwy, do dziś jest używany prawie w całym świecie. Znane są bowiem źródła mówiące o ich występowaniu: w starożytnej Niniwie, w Chinach, w Mongolii, w Japonii, czy w Afryce. Jednak za ojczyznę sznurów modlitewnych, powszechnie uważa się Azję, a w szczególności Indie. Stamtąd bowiem pochodzą najdawniejsze świadectwa o ich używaniu..

Liczba koralików nanizanych na sznury była bardzo różna i zależała od tego ile razy należy powtarzać jakąś mistyczną formułę, jakieś wezwanie, uwielbienie, jakąś prośbę; czy też ile razy wymienić wszystkie cnoty i atrybuty danego bóstwa itp. Sznury służyły więc głównie jako przedmioty kultu religijnego, używane w celu ułatwienia odprawiania modlitwy o charakterze cyklicznym. Ale nie tylko, gdyż przypisywano im również znaczenie magiczne i noszono jako amulety. „Materiał, z jakiego wytwarzano koraliki był różny, począwszy od zwykłych pestek najpospolitszych roślin do szlachetnych i drogocennych kamieni. A niektórzy mnisi azjatyccy używali ludzkich zębów do wyrobu swoich sznurów.

Jeśli chodzi o religie niechrześcijańskie, to praktyka używania sznurów przy odmawianiu modlitw najpóźniej rozwinęła się w islamie, gdyż dopiero w IX w. znajdujemy o nich wzmianki w pismach muzułmańskich autorów. A ponieważ forma modlitwy liczonej jest bardzo powszechna wśród różnych religii niechrześcijańskich, zaczęto w kręgach badaczy wysuwać sugestie, że chrześcijański różaniec jest tworem zapożyczonym.



Jedni utrzymują, że sposób modlenia się przy pomocy sznura przedostał się do chrześcijańskiej Europy w XIII w. z krajów muzułmańskich za pośrednictwem Krzyżowców, toteż akomodację tej formy modlitwy do nowych chrześcijańskich warunków, przypisuje się Piotrowi z Amiens, kaznodziei pierwszej wyprawy krzyżowej. Inni badacze twierdzą, że początki różańca chrześcijańskiego mają swoje źródło w pobożnych praktykach ludów Indii, a muzułmanie, którzy stamtąd przejęli ową formę pośredniczyli tylko w jej przeszczepieniu na grunt chrześcijański.

Oczywiście powyższych sugestii nie można całkowicie odrzucić. Możliwości takiego zapożyczenia istniały, lecz trudno jest określić zakres zależności różańca chrześcijańskiego od podobnych form niechrześcijańskich. Trudno również powiedzieć na ile istniejące między chrześcijaństwem a innymi religiami bariery psychologiczne utrudniały czy nawet uniemożliwiały recepcję sznura modlitewnego. Zresztą przyrządy o przeznaczeniu mnemotechnicznym nie są wcale tak skomplikowane, żeby nie mogły być wymyślone samodzielnie, bez żadnych zapożyczeń w tym zakresie. Wydaje się, iż można przyjąć tezę o oryginalności różańca chrześcijańskiego, którego pierwotne formy spotykamy już w IV w., a więc na długo przed pojawieniem się modlitewnych sznurów muzułmańskich. Oryginalność ową trzeba jednak mierzyć stopniem nasycenia modlitwy nowymi treściami teologicznymi, a nie możliwością zapożyczenia zewnętrznej formy.

Różaniec jako metoda mnemotechniczna

W pierwotnym Kościele, szczególnie zaś w środowisku eremickim, przyjął się zwyczaj wielokrotnego powtarzania określonych modlitw. W związku z tym powstała potrzeba ułatwienia modlitwy w celu uwolnienia pamięci od wysiłku liczenia. I tak, III i IV wieczni mnisi egipscy, zwani Ojcami Pustyni, zaczęli odliczać swe modlitwy przy pomocy zwykłych kamyczków, przekładanych z jednego stosiku na drugi. Z kolei pierwszy przyrząd ułatwiający tę czynność znaleziono przy mumii egipskiej ascetki Thaias z Antinos, żyjącej również w IV w. Był to rodzaj deseczki z nawierconymi otworami, który służył pobożnej niewieście do liczenia modlitw. Mniej więcej w tym samym okresie, we wschodnim środowisku monastycznym związanym ze św. Pachomiuszem († 346) zaczęto używać sznura z nawiązanymi nań supłami, co wynikało z konieczności odmawiania pięćdziesięciu lub stu pięćdziesięciu Psalmów. Z czasem przyrząd ten nazwano kombologiem lub komboschoinion (wieniec, sznurek z węzłami) i taka też nazwa na jego oznaczenie funkcjonuje do dzisiaj w prawosławnym Kościele greckim.


różaniec wykonany przez ss.karmelitanki z Usola Syberyjskiego w Rosji

„Sznury modlitewne były fazą przejściową, prowadzącą ku modlitwie różańcowej... Już na przełomie VIII i IX wieku w klasztorach benedyktyńskich St. Gallen (Szwajcaria) i Reichenau (Niemcy Płd.) reguły nakazywały, aby bracia odmawiali za każdego zmarłego członka klasztoru pięćdziesiąt Psalmów. Odmówienie jednej, dwóch lub trzech pięćdziesiątek Psalmów przewidywały także średniowieczne księgi pokutne jako zadośćuczynienie po spowiedzi” (o.Stanisław M.Kałdon OP). Ok. VI w. w tradycji benedyktyńskiej wytworzył się zwyczaj nawlekania na sznury różnego rodzaju koralików, które z łatwością można było przesuwać. Taki właśnie sznur znaleziono przy grobie św. Gertrudy († 658) oraz św. Rozalii († 1160).

Przedmiot do liczenia modlitw miał różne nazwy. Najpopularniejszą z nich, zachowaną nawet do naszych czasów to „paternoster” (stąd polskie „pacierze” lub „paciorki”). Sznury modlitewne nazywano tak dlatego, iż z początku odmawiano na nich właśnie Modlitwę Pańską. Określono je także: „filium de Pater noster” (sznur do Ojcze nasz ) oraz „signaculum de Pater noster” (wskaźnik do Ojcze nasz). Nazwa „paternoster” przyjęła się tak powszechnie, że doszło do powstania słowa „patere” oznaczającego właśnie tę formę modlitwy.

W związku z coraz większym zapotrzebowaniem na "paternoster", w XIII w. w wielu krajach Europy powstało szereg cechów rzemieślniczych zajmujących się wyrabianiem tych przedmiotów. Znani są rzemieślnicy londyńscy zwani „paternosters", którzy zamieszkiwali ulice o nazwie „Paternoster" i "Ave Maria". Podobne cechy posiadał również Paryż (rzemieślnicy zostali nazwani „paternosters"), oraz Gdańsk, gdzie już w 1350 r. była ulica „Paternosterstrasse", a mieszkający przy niej wyrabiacze różańców używali do produkcji paciorków takich materiałów, jak bursztyn i korale...

[„Nie szczędzono bogactw na ich stworzenie. Złoto, srebro, perły, rubiny, szmaragdy, diamenty, gagat i niebieskie szkło służyły do wyrobu różańców XV wiecznych bogaczy. Tańsze różańce dla dorosłych wykonywano z drewna klonowego, a dla dzieci – z białych kości. Niektóre wyrabiano z korali, bo te – jak mówiono – przynoszą szczęście. Lubiano różańce z drzewa oliwnego, a to ze względu na jego związek z Biblią i wieloma wydarzeniami zbawczymi... Nieraz wyrabiano różaniec z zupełnie niezwykłych materiałów. Św.Teresa z Avila miała różaniec z wysuszonych płatków róż; kiedy szła przez karmelitański klasztor, towarzyszył jej zapach różanych olejków. Natomiast w dominikańskim klasztorze św.Sabiny w Rzymie, znajdował się różaniec z poczernionych, małych wysuszonych pomarańczy pochodzących z drzewa, które prawdopodobnie zasadził św.Dominik” (wg Wincentego Łaszewskiego „Różaniec” nr 4/1997)].

Jeśli chodzi o kształt sznurów różańcowych, to miały one podwójną formę: zamkniętą i otwartą. Wcześniej używana była forma zamknięta. Nie miała ona żadnego podziału, a początek i koniec cyklu paciorków oznaczony był przez węzły na sznurze. Następnie dokonano podziału na dziesiątki,[W XV wieku, złotym wieku Różańca, każdy chrześcijanin – od ziem polskich aż po wybrzeże Hiszpanii – chciał mieć różaniec i chciał się na nim modlić. Ale innych różańców używali, mężczyźni, a innych kobiety. Różańce mężczyzn były krótkie, składały się z jednego dziesiątka i noszono je u pasa. Różańce kobiet składały się ze stu pięćdziesięciu paciorków podzielonych na pięć dziesiątek. Niektóre różańce przykuwały uwagę swoim niezwykłym pięknem. Wiele paciorków było misternie rzeźbionych. Henryk VIII, który do czasu spotkania z Anną Boleyn znany był z wielkiej pobożności maryjnej i który nosił u pasa dziesiątek różańca, miał na paciorku "Ojcze nasz" misternie wykonaną miniaturową rzeźbę przedstawiająca Mszę gregoriańską z Matka Bożą i Dzieciątkiem w chwale...

Jednak, niestety, i tutaj, zwłaszcza gdy posiadanie pięknego, kosztownego różańca było oderwane od wartości duchowych, zaczęła pojawiać się moda różańcowa. Złoty czy perłowy różaniec łatwo stawał się wtedy znakiem powodzenia w życiu doczesnym i niekoniecznie świadczył o bogactwie życia wewnętrznego. Bywało, że różaniec, który był z definicji zewnętrznym znakiem maryjnej pobożności, stawał się mało znaczącym elementem dekoracyjnym stroju nowożeńców, zwykłą formą upominku, pozbawioną swego pierwotnego znaczenia, by na koniec stać się modną ozdobą noszoną nawet w formie naszyjnika.” (W.Ł.jw.).]

W XVII w. różaniec taki wzbogacono o mały krucyfiks. Z czasem dołączono jeszcze paciorki dla 1 „Ojcze nasz" i 3 „Zdrowaś Maryjo", gdy te weszły w powszechne użycie przy odmawianiu modlitwy różańcowej. W takiej mniej więcej formie różaniec przetrwał do dziś. Innym rodzajem sznura różańcowego była forma otwarta. Sznur nie miał złączonych końców: do jednego była przymocowana „kitka" ze sznura, do drugiego zaś mały krzyżyk. Tego rodzaju różańce były używane powszechnie w Europie w XVI i XVIIw.” (Źródło: wg art. Dariusza Cichora ZP (opr.o.Stanisław Tomoń) zamieszczonego w miesięczniku „Jasna Góra” nr 10/1985).

Gdzie się podziały te kosztowne „cacka” różańcowe ? Niektóre przekazywane były z pokolenia na pokolenie jako najważniejszy przedmiot dziedziczony np. po ojcu. „Jednak prędzej czy później ludzie w testamentach dzielili różańce na części, przekazując wybranym sanktuariom po kilka drogocennych kamieni. Przykładem tego jest testament Lady Ann Scope z 1498 roku, która dysponując swym majątkiem, kazała podzielić różaniec na dziesiątki. "Matce Bożej z Walsingham dziesięć mych wielkich paciorków ze złota. Matce Bożej z Westminster dziesięć takich samych paciorków. Św.Edmundowi z Bury dziesięć takich samych paciorków. Św.Tomaszowi z Canterbury dziesięć takich samych paciorków. Św.Tomaszowi Finchamowi z Westminster dziesięć takich paciorków..." (W.Ł.jw.).



Różaniec w różnych postaciach

„W VIII wieku, kiedy bizantyjski mnich składał śluby, w ramach specjalnej ceremonii przyjmował z rąk opata "duchowy miecz" (zob.Ef 6,17). Nowemu członkowi zakonu przypominano, że wybiera życie pełne niebezpieczeństw i ostrzegano, że będzie toczył najtrudniejszą z walk (Ef 6,12), wymagającą specjalnego przygotowania i wyjątkowego oręża (Ef 6,14-17). Podczas ceremonii opat mówił: "Weź bracie, miecz Ducha, którym jest słowo Boże, dla nieprzerwanej modlitwy Jezusowej", a wypowiadając to zdanie, wręczał mnichowi sznur modlitewny. Był on narzędziem do modlitwy tekstami Biblii. Stąd też i jego moc, i skuteczność w walce z najpotężniejszym przeciwnikiem człowieka – diabłem, wrogiem zbawienia. Ten różaniec był inny niż obecnie. Nie był wieńcem paciorków. Przypominał miecz.

Wśród różańców o odmiennym kształcie był i taki, który niósł również inną symbolikę. Modlący się na nim brał do ręki „wieniec zwycięstwa”. To różaniec, który ostatecznie zyskał największą popularność i który znamy do dziś. Zamknięty krąg paciorków odwołujący się do wieńca, mówi o świętości gwarantowanej każdemu, kto wiernie korzysta z tej formy modlitwy, podporządkowując swoje ciało i umysł Bogu....

A jeszcze inną formą różańca była tak zwana „drabina do nieba”. Paciorki tego różańca zostały nawleczone na podwójny łańcuszek, stając się szczeblami drabiny” (Wincenty Łaszewski „Tam nie ma szatana” „Egzorcysta” nr 10(14) październik 3013).



Współczesny różaniec, ogólnie znany i powszechnie używany w całym świecie katolickim, ma postać zamkniętej koronki, składającej się z pięćdziesięciu paciorków podzielonych na pięć dziesiątków. Poszczególne dziesiątki oddzielone są od siebie czterema oddzielnymi koralikami, różniącymi się od pozostałych wielkością, kształtem lub kolorem, albo po prostu odizolowanymi od nich przez większe odstępy. Do koronki przyłączony jest niewielki prosty łańcuszek lub sznureczek z nanizanymi nań pięcioma dodatkowymi paciorkami. Pierwszy i ostatni - oddzielone są od pozostałych trzech, które znajdują się obok siebie. Łańcuszek połączony jest z koronką zwykle przy pomocy medalika, a jego wolny koniec najczęściej zwieńcza krzyżyk.



Można jednak spotkać różańce o innej liczbie paciorków. Osoby zakonne często mają przymocowany do pasa bardzo długi różaniec, którego koronka składa się z piętnastu lub nawet z dwudziestu dziesiątków koralików. Taka koronka ułatwia odmówienie całego różańca jednorazowo, kolejnych części logicznie następujących po sobie. Jeszcze do niedawna składała się z trzech części, zawierających w sumie 15 tajemnic (stąd piętnaście dziesiątków), a obecnie, od 2003 roku, zawiera cztery części, obejmując wszystkie 20 tajemnic z życia Jezusa i Maryi. Znane są także inne różańce, także dłuższe od standardowych, które posiadają koronkę złożoną z 7 dziesiątków paciorków. Taka koronka nosi nazwę Różańca ku czci Siedmiu Boleści Matki Bożej.



Jednak typowa koronka różańca do Siedmiu Boleści Matki Bożej a także do Siedmiu Jej Radości składa się z 7 cząstek po 7 paciorków w każdej, oddzielonych od siebie nie pojedynczymi koralikami, ale medalikami obrazującymi kolejne siedem boleści (lub radości) Maryi. Także różaniec do łez Matki Bożej składa się z 7 cząstek po 7 paciorków, ale białe „łezki” oddzielone są koralikami perłowymi.



Koronka różańca do Przenajświętszej Krwi Pana Jezusa, która zawsze jest koloru czerwonego, składa się z 6 cząstek po 5 paciorków odnoszących się do sześciu tajemnic. Siódmą tajemnicę rozważa się w modlitwie na 3 (+1) paciorkach, umieszczonych na prostym łańcuszku i na tym kończy się rozważania. Natomiast koronka Różańca 13 Tajemnic ku czci 13 Cnót Najświętszej Maryi Panny nie tylko różni się od innych ilością, ale i układem koralików (13 cząstek po 3 paciorki czerwone, oddzielone pojedynczymi paciorkami niebieskimi). Prosty sznureczek za krzyżykiem posiada 4 różnobarwne koraliki, których barwy mają swoje uzasadnienie w modlitwie.


reprod. ze strony: httprozance-i-koronki.blog.pl

Różaniec misyjny jest różnokolorowy. Każda z pięciu dziesiątek paciorków posiada inny kolor, a każdy z nich określa inną część świata, w której pracują misjonarze. Kolor zielony - nawiązuje do zieleni afrykańskich lasów tropikalnych oraz jest kolorem nadziei. Na niektórych różańcach - i tak było do niedawna - Afryka była zaznaczona kolorem czarnym. To znów wiąże się z kolorem skóry. Warto więc zapamiętać, że kolor zielony lub czarny oznacza AFRYKĘ. Kolor czerwony nawiązuje do koloru skóry rdzennych mieszkańców Ameryki czyli Indian i symbolizuje ten kontynent. Kolor biały oznacza kolor skóry Europejczyków, a więc symbolizuje Europę i Ojca Świętego. Kolor niebieski symbolizuje Ocean Spokojny i związany z nim kontynent Australii oraz Oceanię, czyli rozsiane na nim liczne wyspy. Kolor żółty symbolizuje Azję, przypominając kolor skóry wielu mieszkańców tego kontynentu.



Popularne są także mini-różańce w postaci krótkich łańcuszków, bransoletek czy pierścionków różańcowych, składające się z jednej dziesiątki. Mogą one służyć do odmawiania „swojej” cząstki w Żywym Różańcu, w którejś z duchowych adopcji itp., ale można na nich odmawiać także cały Różaniec, powtarzając tę dziesiątkę pięciokrotnie.


Różańce mogą różnić się od siebie medlikami, które najczęściej przedstawiają Matkę Bożą pod róznymi wezwaniami, wizerunki świętych lub symbole religijne, ale ostatnio spotyka się także różańce na sztywnej karcie plastikowej, którą można nosić przy sobie w portfelu lub po prostu w kieszeni. Paciorki na takiej karcie są wypukłe i łatwo dają się „odliczać”, toteż i na nich można modlić się gdzieś „w drodze”, nie wyjmując ręki z kieszeni czy z torebki.



Pamiętaj, że różaniec, na którym się modlisz, musi być poświęcony. To bardzo ważne ! Nie ma z tym większych trudności, bo wystarczy, że po Mszy świętej wejdziesz do zakrystii i poprosisz księdza o poświęcenie różańca. Każdy kapłan to uczyni w oparciu o odpowiednią modlitwę Kościoła.

Różaniec maronicki

Maronici, czyli chrześcijanie tworzący Kościół bliskowschodni, którzy od chwili jego powstania, czyli od VII wieku, musieli znosić nie tylko liczne wojny i wielkie prześladowania, zwłaszcza ze strony muzułmanów, ale i straszliwe szykany od różnych heretyków, z powodu odrzucenia ich herezji. Będąc dosłownie garstką chrześcijan, stali się oni „wyspą prawowierności na oceanie herezji” (W.Łaszewski). Doceniając ich postawę, po przybyciu krzyżowców na tereny, które zamieszkiwali, Stolica Piotrowa przywróciła im (bez żadnych formalności) nigdy nie zerwaną łączność z Kościołem katolickim, obdarzając mianem katolickiego Kościoła maronickiego.

Wiele przekazów, które mówią o maronitach, podaje, że to oni wprowadzili na grunt rzymskokatolicki różaniec oraz Droga Krzyżową. Tyle, że sam różaniec maronicki wygląda całkiem inaczej:


różaniec maronicki

(O maronitach - patrz: RÓŻANIEC ZDOBYWA ŚWIAT).

Różaniec maltański

Wiek XVI stał się tyglem wypróbowującym wierność całych narodów w ich miłości do Kościoła i Maryi. W państwach objętych reformacją już za samo posiadanie różańca skazywano na śmierć. Od XV w. uważano go przecież za "demonstratio catholica" i najzwięźlejszy wyraz wiary Kościoła - w epoce prześladowań szybko urósł do symbolu katolicyzmu jako takiego, dla protestantów był zaś przedmiotem najwyższej obrazy. "Nikt nie przydaje Maryi większego bluźnierstwa niż ci, którzy Jej Psałterz i Różaniec odmawiają" - uczył Luter...



W krajach, w których katolicyzm był zmuszony zejść do podziemia, pojawiła się potrzeba nowego Różańca, takiego, z powodu którego odmawiający go nie byli narażeni na zadenuncjowanie przez niechętnych sąsiadów czy znajomych. Szukano więc postaci Różańca, który nie rzucałby się w oczy prześladowców tak, jak dotychczasowy sznur różańcowy. Wówczas to przypomniano sobie o różańcach, jakie rycerze maltańscy nosili przy swoich mieczach. Miały one kształt małego zębatego kółka z wypukłościami służącymi do odmawiania "Zdrowaś Maryjo" oraz krzyżem, na którym odmawiano "Ojcze nasz" i "Chwała Ojcu". Ten maltański różaniec nosiło się na palcu i bez trudności obracało go kciukiem w czasie modlitwy. Posługując się nim, można było w sposób niezauważony przez nikogo modlić się w każdym miejscu i o każdej porze. Rycerze maltańscy używali go podczas wojny, teraz pojawił się on na palcach prześladowanych katolików.

Źródło: http://maryjni.pl/czas-proby,671 - tam znajdziesz całość



Ciekawostką może być także oryginalny różaniec [wraz z modlitwą przypisaną do niego], wymyślony przez Karmelitanki Bose w Aufkirchen (Bawaria) nad jeziorem "Starnberger See" w Niemczech, który jest używany głównie przez dzieci i młodzież.

Ma on 24 koraliki (4 razy po 5 + 4 większe) ponieważ służy do odmawiania wszystkich obecnie czterech części różańca zwykłego. Na dużych koralikach odmawia się Ojcze Nasz, na małych - Zdrowaś Mario, między częściami odmawia się Chwała Ojcu.

Symbolika czterech kolorów jest następująca: czerwony - symbolizuje krew Chrystusa oraz tajemnice bolesne. Odmawia się tylko raz Zdrowaś Mario dla każdej tajemnicy, ciemnoniebieski - symbolizuje kolor nieba oraz tajemnice chwalebne, zielony - symbolizuje nadzieję oraz tajemnice radosne, które są początkiem całej historii Nowego Testamentu, żółty - symbolizuje światło. Cudowny medalik został dodany po to, aby w szczególny sposób polecić wszystkich wstawiennictwu Matki Bożej.

Różaniec i jego opis zawdzięczam Pani Anneke Gerrets z Niemiec a rosary invented by Carmelite Nuns of Aufkirchen, Bavaria, Germany (Źródło: http://jerzybg.republika.pl/cathrosaries.html).

Jakie by nie były nasze różańce, a nawet, gdyby ich wcale nie było, to zawsze pamiętajmy, że i to nie stanowi przeszkody dla modlitwy różańcowej. Piętnastowieczny biskup Cantrbury, Robert Winchelsey „nie prędzej odłożył wykonane zajęcie, nim natychmiast po zakończeniu pracy, gdziekolwiek by nie był, odmówił anielskie pozdrowienie licząc na palcach swych rąk”.


reprod. ze strony źródłowej

Elektroniczny różaniec

Włoska firma... pokazała na targach Sacro Expo elektroniczny różaniec, który cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem. Nie paciorki, ale kolorowe pudełeczko, z którego wydobywa się miły żeński głos, nagrany w profesjonalnym studiu. Głos mówi tajemnice różańca w różnych językach: włoskim, angielskim, francuskim, hiszpańskim i łacińskim, a także polskim. Na każdym pudełeczku jest obrazek. Różańca można słuchać w słuchawkach lub z głośnika. Posiada wewnętrzną pamięć. Kosztuje 40 euro. (wg źródła: http://www.fronda.pl/a/elektroniczny-rozaniec,12939.html)



Nie tylko znany nam Różaniec, ale również wszelkie koronki odmawia się na sznurku (lub łańcuszku) z nanizanymi paciorkami, który często podobny jest do klasycznego różańca, jak np. ten do odmawiania Koronki do Miłosierdzia Bożego (obrazek poniżej). Jak łatwo zauważyć, różni się jednak od klasycznego ilością koralików znajdujących się na początku, na których odmawia się: Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo... i Wierzę w Boga Ojca... Poza tym jest taki sam, jak tamten. Natomiast zupełnie inaczej wygląda krótki łańcuszek do odmawiania Koronki Królowej Pokoju z Medjugorie. Nie ma w nim podobieństwa do krótkiego różańca klasycznego składającego się z jednego dziesiątka koralików. Ten bowiem, poza pojedynczym koralikiem na początku, posiada 7 segmentów po 3 koraliki. Na początkowym odmawia się: Wierzę... a dalej, na 7 trójkach: kolejno Ojcze nasz... Zdrowaś... i Chwała Ojcu... Na nim można także odmawiać koronkę margaretkową, prosząc o siedem darów Ducha Świętego dla kapłana, który objęty jest tą modlitwą. Widoczną na zdjęciu koronkę z malutkich kamyków medjugorskich, wykonała młodzież osierocona podczas ostatniej wojny bałkańskiej, która w ośrodku „Majčine Sielo” usytuowanym na przedmieściu Medjugorie, znalazła swój nowy dom i nowe, spokojne życie.

Obozowy różaniec św.Maksymiliana Marii Kolbe



„Ojciec Maksymilian nigdy nie rozstawał się z różańcem. Miał go przy sobie również podczas aresztowania na warszawskim Pawiaku zima 1941 roku. Zauważył go jeden ze strażników i rozwścieczony spoliczkował zakonnika, a różaniec podeptał. O.Kolbe pozbierał rozrzucone paciorki i odtąd przechowywał je w płóciennym woreczku, który nosił w kieszeni. Gdy pół roku później trafił do obozu w Oświęcimiu, podeptany przez gestapowca różaniec stał się wielkim znakiem Bożej miłości...” (Dorota Krawczyk „Różaniec” nr 7-8/2013 – tam znajdziesz całość).

Katowiczanin, Willibald Pająk, więzień oświęcimski nr 26790, przez wiele lat był współpracownikiem niemieckiego stowarzyszenia Maximilian Kolbe Werk, niosącego pomoc byłym więźniom hitlerowskich katowni. W pracy pomagała mu żona Irena. We wrześniu 1988 roku zgłosił się do niego Wilhelm Żelazny z Chorzowa, były więzień KL Auschwitz, nr 1126, który prosił o pomoc w zdobyciu lekarstw. Podczas jednej z wizyt u państwa Pająków, mężczyzna wyznał, że ma w domu różaniec św.Maksymiliana. – Popatrzyliśmy na siebie z powątpiewaniem – zwierza się pani Irena - zwłaszcza mąż, który był kilka lat w obozie i wiedział, jakie tam panowały warunki, więc absolutnie w to nie wierzył. Mimo to, poprosiłam żeby Żelazny opowiedział, jak wszedł w posiadanie tego różańca. Oto jego świadectwo:

„Byłem więźniem funkcyjnym, sztubowym – opowiadał Żelazny. Pewnego dnia stwierdzono podczas kontroli w mojej sztubie nieporządek, za co mnie skatowano i wyrzucono z funkcji. Potem zostałem zatrudniony w komandzie pracującym nad rzeką Sołą przy wycinaniu wikliny. Po skatowaniu miałem połamane żebra i ciężko rozchorowałem się na płuca... Ciężka praca w wodzie, głód, rany po pobiciu oraz pogarszający się stan zdrowia, spowodowały moje zmuzułmanienie i całkowite załamanie psychiczne. Postanowiłem skończyć udrękę i pójść na druty. Zwierzyłem się z tego koledze więźniowi (...), a ten powiedział mi, że zanim to zrobię, powinienem porozmawiać z księdzem, który mnie pocieszy.

Skontaktował mnie z ojcem Maksymilianem Kolbe. Ten po apelu długo ze mną rozmawiał i na koniec wyciągnął woreczek umocowany po wewnętrznej stronie obozowej bluzy, pod pachą, w którym znajdował się porwany różaniec (w obozie za posiadanie przedmiotów kultu religijnego groziła kara śmierci). Wręczył mi go mówiąc, że udostępnia go na pewien czas, abym go odmawiał, co mi doda sił i podniesie mnie na duchu. Powiedział mi również, że brakuje w nim kilka paciorków zniszczonych przez gestapowca na Pawiaku, lecz te brakujące mam także odmawiać. W woreczku znajdowały się również resztki zniszczonych paciorków, które o.Maksymilian pozbierał z podłogi celi na Pawiaku. Kiedy po pewnym czasie, w znacznie lepszym stanie, poszedłem oddać różaniec, okazało się, że o.Maksymilian poszedł do bunkra na śmierć głodową. W ten sposób różaniec pozostał u mnie. 14 kwietnia 1942 roku zostałem zwolniony z obozu, wynosząc różaniec w taki sam sposób, jak nosił go o.Maksymilian.

Z różańcem tym nigdy nie rozstawałem się, z wyjątkiem dwóch lat po wojnie, kiedy to były u mnie przeprowadzane rewizje. Oddałem go wtedy na przechowanie z innymi rzeczami ks.biskupowi Herbertowi Bednorzowi w Katowicach, z którym była spokrewniona moja żona. Nie wiedział on jednak, że otrzymał na przechowanie różaniec księdza z obozu. Po odebraniu, cały czas przechowuję go w domu”. Kiedy Żelazny wszedł do sekretariatu po odbiór depozytów, był tam pewien ksiądz (także były więzień z numerem 1006). „Prosił mnie, żebym dał mu jakąś część różańca. Dałem mu dwa paciorki” – wspomina. Po jakimś czasie przypomniał sobie jego nazwisko. Był to ks. abp Adam Kozłowiecki – obecny kardynał, który przyjechał do obozu transportem z Wiśnicza. Arcybiskup z Zambii przebywał wówczas w Polsce podczas I wizyty Ojca Świętego. Potem paciorki pojechały z nim do Afryki. Co się z nimi stało ? Nie wiadomo...

Poprosiłam pana Żelaznego żeby przywiózł różaniec kiedy przyjedzie po odbiór leków.. Zgodził się. Po miesiącu przyjechał przywożąc różaniec, który wywarł na mnie niesamowite wrażenie, gdyż wydawał mi się taki zupełnie niezwykły – wspomina pani Irena. Odniosłam wrażenie, że jest autentyczny. Trzymałam go w ręku, oglądałam... "Pan nie może trzymać tego różańca u siebie w domu, bo przecież to nie jest pana różaniec, a poza tym to rzecz święta" – powiedziałam. Pan Żelazny dodał jeszcze, że niektórzy więźniowie chcieli go od niego dostać, ale im nie dał.

Wydawało się, że różaniec powinien wrócić do Oświęcimia, do celi, tam, gdzie zginął św.Maksymilian. Mąż powiedział jednak, że tam byłby narażony na niebezpieczeństwo. Pomyślałam wówczas, że na oświęcimskim osiedlu, gdzie mieszka moja rodzina, jest kościół Męczenników Oświęcimia pw. Św.Maksymiliana i że to będzie godne miejsce. "Niech to pani załatwi i niech ten różaniec u pani zostanie" – zgodził się pan Żelazny... Po przekazaniu, różaniec najpierw leżał w skarbcu, a potem umieszczono go w specjalnym relikwiarzu. 9 października 1994 roku poświęcił go ks.kard.Franciszek Macharski. Przez prawie pół wieku spoczywał zamknięty w pudełku po zegarku... Dziś, cudem uratowany, obozowy różaniec św.Maksymiliana jest bezcenną relikwią

***

Irena Pająk początkowo nie była pewna, czy różaniec naprawdę był własnością św.Maksymiliana. Nurtowało ją kilka wątpliwości. Zastanawiała się głównie nad tym, jak to w ogóle było możliwe, że różaniec wyniesiono poza teren obozu. Rok 1942 charakteryzował się bowiem niezwykłym terrorem. Hitlerowcy przeprowadzali wiele masowych egzekucji. Jednak tego roku było również wiele zwolnień. Jej wątpliwości rozwiał były więzień z Czechowic-Dziedzic, który został właśnie wtedy zwolniony. "Po porannym apelu wyczytano kilkanaście numerów i powiedziano, że mamy się zgłosić pod schreibstubą" – powiedział. "Nie wiedzieliśmy, po co tam idziemy – albo na rozwałkę, albo nas przenoszą lub zwalniają. Rozkazano nam się wykąpać i przebrać w ubrania, w których byliśmy przywiezieni". Mężczyzna zgarnął wówczas pod marynarkę cały plik listów, które otrzymał w obozie. Schował je i... bez problemów przeniósł. Rewizji nie było. Okazało się, że więzień wyszedł w ten sam dzień, co Żelazny” (Henryk Bejda „Cuda i łaski Boże” nr 7/2004).

Największa kolekcja różańców na świecie



Jedną z największych kolekcji różańców można obejrzeć w publicznym muzeum Columbia Gorge Interpretive Center Museum w Stevenson, w stanie Waszyngton. Twórcą niezwykłego zbioru 4 tysięcy różańców jest zmarły w 1975 roku wieku 80 lat Donald Brown z North Bonneville. Ten entuzjasta historii i założyciel Towarzystwa Historycznego Hrabstwa Skamania zajmował się tworzeniem swej niezwykłej kolekcji przez ponad pół wieku. Ostatecznie przekazał ją tłumnie odwiedzanemu Muzeum.

Obok religijnych artefaktów na wystawie zobaczyć można m.in. różańce wykonane ze szkła, kości słoniowej, drzewa, kości i innych cennych materiałów.

Choć w przeszłości niektóre środowiska kwestionowały obecność różańców na wystawie w muzeum utrzymywanym z funduszy państwowych, kwestię tę wyjaśniono, zwracając uwagę, że różańce prezentowane na ekspozycji nie służą do kultu religijnego, lecz są jedynie przedmiotami sztuki o uniwersalnym znaczeniu.

Przed śmiercią w swoich dziennikach Brown napisał, że na pomysł stworzenia oryginalnej kolekcji wpadł, gdy w 1917 roku leżąc w szpitalu z powodu zapalenia płuc, zobaczył różańce, jakie nosiły opiekujące się pacjentami Siostry Miłosierdzia. Przyznaje, że poczuł niezwykłą fascynację różańcem, co zaowocowało nawróceniem. Przyjął chrzest w Kościele katolickim w 1929 roku oraz został tercjarzem w Trzecim Zakonie Dominikańskim. "Kolekcja powstała z ciekawości, ale potem przemieniła się w głęboką pobożność" - podkreślał.

Tworząc kolekcje, korespondował z ludźmi na całym świecie, którzy przysyłali mu niezwykłe przykłady różańców. Sam rzadko podróżował. Na wystawie każdy z obiektów jest szczegółowo opisany, skąd pochodzi, z czego został wykonany lub z jakim wydarzeniem jest związany. Większość zgromadzonych różańców Brown nazywał "dowodami przyjaźni".

W kolekcji znajdują się niezwykle cenne różańce, w tym ten pobłogosławiony przez św. o. Pio oraz inny pobłogosławiony przez bł. Jana Pawła II. Inny wykonała z kości s. Łucja z Fatimy. Jest także różaniec, który nosił przyszły prezydent USA, John F. Kennedy jako żołnierz podczas II wojny światowej.

Ulubionym w kolekcji był dla Browna gigantyczny różaniec wykonany ze styropianowych kul przez dzieci. Służył jako element scenografii na jednym ze szkolnych przedstawień teatralnych.

Źródło: http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,11654,najwieksza-kolekcja-rozancow-na-swiecie.html

Różańce ze skarbca jasnogórskiego

„Szczególną uwagę zwracają na siebie królewskie różańce umieszczone w jasnogórskim skarbcu Najświętszej Maryi Panny. Wśród nich znajduje się różaniec króla polskiego Stefana Batorego wykonany z jaspisu i złota (XVI w.) i Jana III Sobieskiego (XVII w.), którym ten król błogosławił wojska pod Wiedniem (drugi różaniec króla znajduje się w Krakowie w muzeum Czartoryskich.). Na Jasnej Górze jest również różaniec hetmana Karola Chodkiewicza. Urzeka też swym pięknem i dostojnością różaniec królowej Bony i wykonany z kryształu różaniec ofiarowany przez królową Eleonorę, żonę króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego.

Nie brakuje też różańców ofiarowanych przez papieży jako wyraz miłości dla Maryi i więzi Stolicy Apostolskiej z Jasną Górą. Wśród nich swą kosztownością wyróżnia się różaniec papieża Piusa VI (1775—1779), który dzielił tragedię polskiego Narodu i Kościoła spowodowaną rozbiorem Polski... Różaniec Pawła VI — czy mógł stanowić tylko znak wdzięczności za jasnogórski różaniec z korali — „Pro victoria Ecclesiae" wręczony przez Prymasa S.Wyszyńskiego przed trzecią sesją Soboru Watykańskiego II (1964) i także omodlone proste różańce z brzozy, podarowane wszystkim Ojcom Soborowym i na misje w liczbie około 7200 ? Czy może bardziej był życzeniem, aby Jasnogórskie Sanktuarium stawało się szkołą modlitwy różańcowej, zgodnie z jego ewangeliczną naturą, o której pisze Papież w adhortacji „Marialis cultus" ? Wreszcie trzy części różańca Jana Pawła II (jedna z pereł, dwie z bursztynu) złożone na ołtarzu przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej po Mszy świętej, podczas trzeciej pielgrzymki w dniu 13 VI 1987 r...

Trudno też byłoby nie zauważyć kryształowego różańca Michała Krzysztofa Radziwiłła. Obok niego widnieją w gablocie wspaniałe różańce różnych dostojników i mężów stanu wykonane z kamieni półszlachetnych i metali szlachetnych. Wymowę historyczną ma również różaniec O. Augustyna Kordeckiego, przeora i obrońcy Jasnej Góry.

Różaniec Marii Curie Skłodowskiej, poświęcony przez papieża Leona XIII ma inną wymowę i jest raczej ostrzeżeniem i wezwaniem do konsekwentnej modlitwy... Jest też wiele różańców ludzi doświadczonych udręką i cierpieniami, którzy przebywając w więzieniach politycznych, w obozach zagłady i na zesłaniu, w modlitwie różańcowej odnajdywali moc do znoszenia tortur, udręk i wszelkich cierpień... W tych trudnych warunkach obozowych wykonywali go z najdroższego „kruszca", z głodowych racji czarnego chleba, z pestek po owocach, z wełny lub zwykłego sznurka. Wielu modląc się na nich wyprosiło sobie przetrwanie, łaskę ocalenia i powrotu do umiłowanej Ojczyzny...

Czy więcej złożono w Sanktuarium tajemnic różańca bolesnych czy radosnych - nie wiemy. A może chwalebnych ? Wiele różańców, niemal każdego dnia, zawieszają pielgrzymi na ścianach Cudownej Kaplicy. Egzystencjalny ich koloryt trudu, radości i łez zna Maryja i ich ofiarodawcy. My odczytujemy je jako znaki „świadectwa skuteczności" tej modlitwy i wezwanie do codziennej jej wierności... ” (wg Józefa St.Płatka ZP „Jasna Góra” nr 10/1990 – tam znajdziesz całość).

***

Przy wielu sanktuariach w Polsce ustawiono stacje różańcowe, przedstawiające sceny z poszczególnych tajemnic Różańca świętego. Jednak najpiękniejsze stacje znajdują się w naszej narodowej stolicy duchowej – na Jasnej Górze. „Jasnogórskie stacje różańcowe, przeniesione z placu przy Domu Pielgrzyma, mają już swoją kilkuletnią tradycję. Pierwsza stacja została poświęcona 15 sierpnia 1989 r. przez Prymasa Polski kard. Józefa Glempa wspólnie z biskupami: Stanisławem Nowakiem z Częstochowy i Janem Śrutwą z Lublina w obecności ówczesnego przeora Jasnej Góry o. Rufina Abramka. Fundatorami pierwszej stacji byli pielgrzymi, wędrujący na Jasną Górę w Warszawskiej Pielgrzymce Pieszej. Figury zaprojektował sławny rysownik i architekt Wiktor Zin, natomiast wykonał w brązie rzeźbiarz doc. Stefan Dousy z Krakowa” („Jasna Góra” z dn. 7.10.2001)... Następne stacje wznoszono w pewnym pośpiechu na Placu Pielgrzyma, żeby dorównać Kościołowi na szlaku do III Tysiąclecia Chrześcijaństwa, by później wpisywać systematycznie w kolejne lata i świadomość pielgrzymów jasnogórskich, kolejne tajemnice.



„Trzydziestokilkuletni maszynista z Londynu. Anglik. Kiedyś protestant, dziś twórca własnoręcznie robionych różańców. Różańcom poświęca wolne chwile, pisząc o nich na swoim blogu w internecie... Tworzenie różańców to jego sposób nie tylko na wolny czas, ale i na życie. Nie wiem, jak ma na imię, gdyż mówi o sobie po prostu "Rosary Maker"...

Urodził się w typowej anglikańskiej rodzinie, gdzie nikt nie chodził do kościoła, chyba, że z okazji chrztów, pogrzebów czy ślubów. Jego niania, choć nie była katoliczką, posiadała w swoim pokoiku mały katolicki ołtarzyk. Niania uczyła chłopca opowieści z Biblii, które zachwycały małego Rosary Makera. Aż pewnego dnia odkrył u niej w szkatułce... stary różaniec, choć wtedy nie wiedział jeszcze, co to jest... Kiedy kochana niania umarła, on, jako jedyny tak religijny w rodzinie, odziedziczył mały ołtarzyk i niekompletny różaniec po niani... Rosary Maker w jednym dniu przyjął i chrzest, i bierzmowanie w kościele anglikańskim. Nosił w sobie jednak głębokie przekonanie, że to, czego pragnie, to zostać kiedyś katolikiem. Póki co wiedział, że jego rodzina jest na tyle anglikańska, iż aby uniknąć rodzinnych konfliktów musi jeszcze poczekać... W końcu został katolikiem...

Pierwszy w swoim życiu różaniec kupił w Irlandii. W zwykłym kiosku, gdzie różańce były niedbale porozkładane pomiędzy codziennymi gazetami i papierosami. Kolejny różaniec dostał od ojca Tarcisio Benvenuttiego... kiedy odwiedził jego klasztor we Florencji. Wtedy odwdzięczył się ojcu Tarcisio własnoręcznie zrobionym różańcem...

A skąd się wzięła idea własnoręcznego wykonywania różańców ? W adwencie 2011 roku nasz bohater stwierdził, że dobrym pomysłem będzie, aby samemu nauczyć się robić różańce. Gdy już dobrze zaczęło mu iść, postanowił, że różańce będzie także robić w Wielkim Poście jako rodzaj pokuty. Od tego czasu pasja robienia różańców jest zapisywana na jego blogu: www.rosarymakeruk.blogost.com... Każdy zrobiony przez niego różaniec ma swoje przesłanie... Na blogu można znaleźć nie tylko dokładne instrukcje wykonania różańców, ale także informacje o tym, jak się modlić na różańcu (i to w różnych językach), literaturę poświęconą różańcowi czy opis pielgrzymek Rosary Makera do różnych sanktuariów w Anglii. Własnoręcznie wykonanymi różańcami dzieli się on z... Skromny "twórca różańców" poprzez to, co robi, ewangelizuje swoich rodaków”.(wg „Królowej Różańca Świętego” nr.1(5) wiosna 2013 str.4-5 – tam znajdziesz całość).



Polski pustelnik – brat Bogumił Marian Adamczyk,

Obdarowany przez Boga wspaniałym talentem literackim, który pomimo podeszłego wieku, wciąż pożytkuje na Chwałę Bożą, od dziecka pragnął być kapłanem. Bóg jednak pokierował jego życiem inaczej. Jak sam o sobie pisze: „Z konieczności wybrałem życie pustelnicze, gdyż nie czułem powołania by założyć rodzinę. Moje życie pustelnicze, powołanie pustelnicze jest "niechcianą wypadkową" warunków życiowych, ale jestem w pełni zadowolony, że pełnię wolę Bożą podyktowaną przez przełożonych Kościoła.

W początkowych latach obrałem styl wędrownego pokutnika po większych sanktuariach Polski. W worze pokutnym z napisem na plecach „Czyńcie pokutę”, a z przodu trzy razy „pokuty, pokuty, pokuty” z dużym różańcem na szyi, boso wędrowałem po Polsce. Wędrowałem od Bałtyku po gór szczyty, trasą litery M. W latach 60-tych i 70-tych, w sezonie wakacyjnym, kiedy komunizm jakby szczycił się swoim apogeum i tępił przejawy ruchów religijnych, nic dziwnego, że z tego powodu byłem więziony między innymi: w Szprotawie, Kole, w Lublinie, Koszalinie i tym podobnych. Przyświecała mi myśl, aby tym stylem pokutnym przede wszystkim oczyścić własne serce i zachęcić Rodaków do zastanowienia się nad sobą...

Mieszkając w Kalwarii Zebrzydowskiej u starszego brata pustelnika Stanisława Saniewskiego, nauczyłem się wyrabiania solidnych różańców i ta praca towarzyszy mi przez całe życie pustelnicze, dając mi dużo satysfakcji i jest poniekąd moim źródłem utrzymania” (http://bratbogumil.pl/pustelnia/brat-bogumil-marian-adamczyk/).


http://bratbogumil.pl/niepokalana/rozaniec

I tak, różaniec nie tylko wyznaczał każdy jego dzień, nie tylko pozwalał przeżyć, nie tylko przypominał innym o modlitwie, ale stał się bezcennym jego przyjacielem, bez którego zupełnie już nie potrafił żyć. A czasy były takie, że to nie mogło się podobać. W lecie 1963 roku kiedy zatrzymał się w Szprotawie, został aresztowany. Po raz pierwszy zatrzymano go na 48 godzin w celu wyjaśnienia sprawy.

„Do celi więziennej – jak pisał w jednym z listów pokutnych z trasy - nie pozwolili wziąć nawet różańca, tłumacząc, że mógłbym się na nim powiesić... musiałem w depozycie zostawić nie tylko strój pokutny, ale duży różaniec, nanizany na mocnej nitce, czego mi najbardziej brakowało na czas odosobnienia. Dlatego po otrzymaniu pierwszej porcji czarnego chleba, z pomocą własnej śliny zrobiłem 59 gałeczek, wyciągnąłem mocną nitkę z siennika i zrobiłem na poczekaniu więzienny różaniec, zakończony małym krzyżykiem, również uformowanym z chleba. A jednak na nim dobrze się modliło, ile łask spłynęło do duszy – Niepokalana wie o tym najlepiej...

"Z czego obywatel w drodze się utrzymuje – pytano go w czasie śledztwa, skoro nie posługuje się pieniędzmi ? Albo kradnie, albo żebrze. I jedno i drugie jest niedozwolone w Polsce Ludowej". – Utrzymuję się z pracy rąk – odpowiadam na stawiane mi zarzuty. Starszy brat pustelnik, u którego od trzech lat jestem zameldowany, nauczył mnie wyrabiać i reperować różańce, więc w czasie podróży mam przy sobie odpowiednie przybory i raz po raz służę innym swoją umiejętnością, a w zamian, zamiast pieniędzy, otrzymuję żywność...” (http://michaeljournal.org/Listy.htm).

„Brat Bogumił Marian Adamczyk codziennie wstaje o 3.30 rano, rozmyśla, modli się, odmawia wszystkie części Różańca. Po śniadaniu w małym warsztacie toczy różańcowe kuleczki. Jego różaniec liczy 224 paciorki. Paciorki są pięknie lakierowane. W całość wplata medaliki Niepokalanego Poczęcia z Niepokalanowa, szkaplerz i medalik "Jezu ufam Tobie" (Aurelia Pawlak http://katolickarodzina.pl/z-eucharystia-i-modlitwa/387-miesic-roaca.html).

Brat Bogumił jest również autorem kilku poczytnych książek: „Pan Jezus”, „Odmawiajcie różaniec”, „Dwie Katedry”, „Dzieci Boże”, „Rozgrzeszenie” oraz „Listy z pokutnej trasy”. Napisane w formie poematów poetyckich, stanowią bardzo ciekawą lekturę, o czym można się przekonać zaglądając pod zakładkę RÓŻANIEC W POEZJI, gdzie zamieszczono dwa fragmenty poematu „Dwie katedry”.


różaniec wykonany przez brata Bogumiła

„...W wieczór wigilijny 1941 r. [na terenie obozu koncentracyjnego w Gusen] piętnastoosobowa grupa bliskich sobie kolegów, między innymi Piotr Naruszewicz, Stefan Nawiada, Wacław Milke, Mieczysław Paszkiewicz, Alojzy Waluś i inni, utworzyła «Żywy Różaniec», każdy z uczestników zobowiązał się odmawiać codziennie jedną dziesiątkę różańca i zachęcać do odmawiania różańca innych kolegów. Ta forma modlitwy złączyła tych kolegów jeszcze silniej i dodawała wewnętrznej mocy i nadziei na przetrwanie”.

2 lutego 1942 r. więźniowie zorganizowali w obozie potajemnie koncert, na którym śpiewano pieśni religijne i patriotyczne, recytowano poezję polskich poetów. Na tej uroczystości zebrała się pokaźna liczba więźniów należących do kół «Żywego Różańca». Oni też dokonali aktu zawierzenia całego obozu w Gusen Matce Najświętszej. Wyrazem tego było „opasanie” całego obozu paciorkami różańca, które rozrzucili wzdłuż drutów kolczastych (pod napięciem elektrycznym) otaczających obóz. Różaniec otrzymali od więźnia pracującego w magazynie odzieżowym. „Świadomość ta - napisali więźniowie w omawianym tu dokumencie - napawała wiarą, że opieka Matki Najświętszej ustrzeże od nieszczęść i zagłady oraz dodawała ufności, iż przy Jej pomocy przeżycie tego ciężkiego obozu stanie się możliwe. Ta silna wiara w przetrwanie zrodziła wśród członków „Żywego Różańca” myśl, aby po powrocie do kraju złożyć Matce Najświętszej na Jasnej Górze w Częstochowie wotum dziękczynne”. Więźniowie postanowili wówczas zrobić różaniec, który byłby symbolem ich modlitwy i nadziei.

„Pierwszą część - radosną Różańca wykonano w połowie 1943 r. z granitu, z kamienia, który w trudzie i w pocie umęczeni więźniowie nosili na swych plecach. Kostki granitowe w ilości 59 sztuk, wielkości 1 cm3 każda, wykonali więźniowie Hiszpanie (...). Każda kostka posiadała wywiercony otwór, w którym złożono prochy zamordowanych i spalonych w krematorium więźniów. Następnie kostki te zagipsowano i pomalowano na czarny kolor z białymi kropkami - od 1 do 6 - imitującymi kostki do gry. Wykonanie kostek odbyło się w wielkiej tajemnicy”. Wszystkie kostki zostały rozdzielone wśród więźniów.

Drugą część Różańca - bolesną, wykonano w podobny sposób z kawałka drewna odłamanego z obozowej szubienicy. Została ona wykonana dla uczczenia śmierci 17-letniego chłopca, który (przywieziony do obozu wraz ze swym bratem) został rozstrzelany w bestialski sposób. W drewnianych kostkach różańcowych również umieszczono prochy więźniów spalonych w krematorium.

Trzecią część Różańca - chwalebną zrobiono z plastikowej szyby zestrzelonego przez hitlerowców w 1944 r. amerykańskiego samolotu, którego załogę wymordowano w okrutny sposób. Paciorki różańcowe - urny z prochami pomordowanych - w formie czarnych kostek do gry - jak z poprzednich części, również rozdzielono wśród więźniów.

5 maja 1945 r. obóz w Gusen został oswobodzony przez żołnierzy amerykańskich. Wierni złożonym w obozie koncentracyjnym ślubom, byli więźniowie w Gusen, którzy powrócili do kraju, udali się w dziękczynnej pielgrzymce na Jasną Górę, do stóp Tej, która przez wszystkie lata nocy wojennej była ich mocą i nadzieją. Zebrali też ocalone kostki różańcowe i z nich wykonali różańce. W dokumencie zapisano: „Organizatorem wykonania i przekazania różańca na Jasną Górę w Częstochowie był długoletni więzień obozu Gusen, jeden z pierwszych współorganizatorów - Wacław Milke z Płocka.

Ziarna różańca wykonane zostały ze srebra, w których umieszczono kostki - urny. Wykonawcą różańca był Bronisław Piotrowski z Płocka. Uroczyste złożenie różańca-wotum nastąpiło w sierpniu 1960 r. podczas Mszy św. celebrowanej przez byłego więźnia Gusen - ks. Antoniego Jezierskiego, w obecności byłych więźniów - uczestników „Żywego Różańca”. Ofiarowany na Jasną Górę różaniec znajduje się obecnie w Kaplicy Pamięci Narodu (usytuowanej na wałach nad wieczernikiem) w sąsiedztwie różnych wotów i pamiątek związanych z martyrologią Polaków podczas II wojny światowej.

Druga część Różańca - bolesna (z drewnianymi kostkami) została wykonana w 1979 r. przez plastyczkę Annę Grocholską z Warszawy. Ofiarowano ją do akademickiego kościoła św. Anny w Warszawie z intencją przekazania studiującej młodzieży miłości do maryjnej modlitwy różańcowej. Przekazanie miało miejsce w czasie uroczystej Mszy św. celebrowanej przez bp. Zbigniewa Kraszewskiego w asyście kilku księży - byłych więźniów obozu koncentracyjnego. Uczestniczyli w niej także inni więźniowie z Gusen. Od tamtej chwili w kościele św. Anny uczestnicy nabożeństwa różańcowego modlą się na tym różańcu-wotum.

Trzecia część Różańca - chwalebna (z kostkami plastykowymi) z oprawą wykonaną również przez Annę Grocholską została przekazana do wrocławskiej katedry w październiku 1980 r. podczas Mszy św., którą sprawował abp Henryk Gulbinowicz. Asystowali i uczestniczyli byli więźniowie Gusen.

W dokumencie przekazanym Ojcu Świętemu więźniowie, których złączył „Żywy Różaniec”, zapisali, że w ten sposób, dziękują Bogu i Matce Najświętszej za życie i wolność, za to, że mogli wrócić do Ojczyzny i dopełnić ślubu złożonego w ciężkich dniach obozowych cierpień”.(http://www.niedziela.pl/artykul/72397/nd/Modlitwa-rozancowa-w-obozie tam znajdziesz całość artykułu).

Różaniec sybiracki

Marian Jonkajtys, aktor i reżyser, poeta, rzeźbiarz i pedagog, twórca Teatru na Targówku (późniejszej Rampy), miał 9 lat, gdy 13 kwietnia 1940 r., wraz z pięciorgiem rodzeństwa i matką, został wywieziony do północnego Kazachstanu... O przymusowym pobycie w Rosji, napisał we wspomnieniach: "Jak tysiące polskich dzieci zesłańców, doświadczyłem ciężkiej fizycznej pracy ponad siły, głodu, wszy, chorób, nędzy i poniewierki". Do Polski Jonkajtysowie wrócili dopiero po sześciu latach katorgi, w kwietniu 1946 roku...

Wykorzystując swoje liczne talenty, współpracował z teatrem, z Polskim Radiem i telewizją; przez 27 lat był wykładowcą PWST w Warszawie, ale po 13 grudnia 1981 roku odsunął się zupełnie od świata, w którym żył i osiadł wraz z rodziną w niewielkim Sulejówku. Tam zajął się zupełnie inną sztuką: metaloplastyką i rzemiosłem artystycznym... Zaczął też pisać wiersze, w większości poświęcone męczeństwu polskich zesłańców na Syberii i w Kazachstanie. Jeden z nich, zwany „Marszem Sybiraków”, po napisaniu muzyki przez Czesława Majewskiego, stał się oficjalnym hymnem Związku Sybiraków...

W tym czasie Jonkajtys zaprojektował również i wykonał różaniec sybiracki, którego wagoniki-paciorki z inkrustowanymi nazwami miejsc zsyłek Polaków na Syberię, symbolizują polską Golgotę Wschodu. Różaniec został ofiarowany Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II , jako dar Związku Sybiraków. Artysta zmarł w 2004 roku (źródło: „Kalendarz Rodzinny” 30/31 marca.2014r. Wydawnictwa TELEGRAPH S.p. z.o.o.).



Najstarszy przechowywany różaniec na świecie pochodzi z XIII wieku. Znaleziono jego wyobrażenie na nagrobku rycerza z Zakonu Templariuszy niejakiego Gerarda (zm.1273) - sznur różańca przedstawiał 158 paciorków.

Pierwszym śladem modlitwy różańcowej w Polsce jest znajdujący się w kolegiacie głogowskiej nagrobek niewiasty z różańcem w dłoni o 55 paciorkach - to postać Matyldy Brunszwickiej małżonki księcia głogowskiego (1317 zm.), podobnie przedstawienie różańca widnieje na nagrobku Anny księżnej legnickiej (1367 r).

Źródło: http://www.historycy.org/index.php?showtopic=34991

Złote różańce

„Między moją pierwszą a drugą pielgrzymką do Medżugorja, czytałam czasem, że różańce przemieniały się tam na kolor złoty, co wydawało się bardzo dziwne – opowiadała Joanna Ottea. Nie rozumiałam na czym ta zmiana polega. Myślałam, że różaniec zmienia kolor na chwilę. Być może wygląda na złoty w jakimś załamaniu promieni świetlnych, albo może ludziom tak się wydaje.

Owego popołudnia, kiedy dr Wemberley nagrał dla mnie swoją relację z wydarzeń z 12 maja 1989 roku, rozmawialiśmy długo, chodząc w pobliżu kościoła po łące, po której biegały jego dzieci. Powiedział mi, że tego dnia byli na górze Kriżevać. Jedna osoba z ich grupy, Niemka, zauważyła w pewnym momencie, że jej różaniec zmienił kolor na złoty. Zapytałam, czy widzieli ten różaniec. Dr Wemberley odpowiedział, że miał go w ręku i że nie była to zmiana chwilowa. Na kolor złoty zmieniły się łączenia między dziesiątkami w trzech miejscach. Dwa pozostałe zachowały kolor pierwotny.

W podobny sposób zwykle przemieniają się w Medżugorju różańce i inne przedmioty – na kolor złoty. Tylko częściowo. Zawsze część pozostaje niezmieniona.

Właścicielka owego, wyżej wspomnianego różańca, była ogromnie zdumiona i wzruszona. Mówiła, że przed wyjazdem z domu, jej syn oświadczył, że nie uwierzy w objawienia w Medżugorju, dopóki sam nie zobaczy cudu. Ona ten różaniec posiadała od dzieciństwa. Znam także Polkę, która mieszka w Zachodnim Londynie. Ona była w Medżugorju wraz ze swoją przyjaciółką i ich różańce zmieniły się na kolor złoty.

Kiedy w 1991 roku wracałam z mojej trzeciej pielgrzymki do Medżugorja, do lotniska w Dubrowniku jechałam autokarem pełnym nieznanych mi pielgrzymów. Jeden pan pokazał drewniany krzyż, na którym metalowa postać Jezusa miała zmieniony kolor. Lewa ręka i część ciała były złote, reszta postaci zachowała pierwotny kolor. Był to krzyż wielkości dużej męskiej dłoni. Miałam go przez chwilę w swoim ręku i mogłam przyjrzeć się z bliska. Znany Wayne Weible w swoich relacjach również daje świadectwo i wspomina o niezwykłej przemianie koloru różańców. Jest też wiele innych świadectw.

Ciekawa jest opinia eksperta od metali, któremu dano do przebadania różańce przemienione na złoty kolor w Medżugorju. Nazywa się on Robert Brophy. Jest menadżerem w Irish Preciosus Metal Ltd. W Dublinie. Pisze on tak (tłum. aut.): "Bardzo dokładnie przebadałem różaniec, o którym mowa. Między każdą dekadą metal w dwóch krótkich łączeniach zmieniony został na złoty kolor. One definitywnie nie są złote, lecz zmiana koloru jest zadziwiająca. Spodziewałem się, że zmiana dotyczyła tylko powierzchni. Tymczasem złoty kolor przeniknął cały metal sprawiając, że stał się on innym metalem.

To, co stało się blisko krzyża, jest nawet bardziej niezwykłe. Dwa łączenia zmieniły się na złoty kolor, lecz między nimi a krzyżem, cztery mniejsze łączenia przemieniły się na kolor miedziany, który także przeniknął cały metal sprawiając, że stał się on innym gatunkiem metalu. To, co się stało z metalem tego różańca jest bardzo niezwykłe i w mojej opinii byłoby bardzo trudne, a nawet niemożliwe do sfałszowania. Spędziłem wiele lat badając metale i nigdy nie widziałem czegoś podobnego" (Joanna Ottea „Medżugorje świadectwa” – patrz bibliografia).



„Jedynym dowodem, że mój dziadek urodził się w rodzinie katolickiej, był porwany różaniec, który do niego należał, a który ja odziedziczyłem – opowiadał Anthony, pasjonat naprawiający stare różańce. Ani ja, ani moja matka i jej sześć sióstr i siedmiu braci nie zostaliśmy jednak wychowani jako katolicy.

Różaniec mojego dziadka pochodzi prawdopodobnie jeszcze z czasów przed narodzeniem mojej mamy. Przez wszystkie lata swojego życia nie rozstawał się z rozerwanym różańcem, choć porzucił Kościół katolicki i wstąpił do anglikańskiego – tak to przynajmniej wyglądało. Ten różaniec musiał mieć dla niego jakieś szczególne znaczenie... Był przechowywany przez moją Babcię po śmierci Dziadka. Także ona musiała czuć, że on był dla niego ważny. Dziadek zmarł na raka płuc w dniu, w którym jako nastolatek miałem być ochrzczony. Myślę, że jest tajemniczy związek jego śmierci z planowanym dniem mojego chrztu... Chrzest święty wraz z bierzmowaniem przyjąłem w wieku 14 lat Już jako dorosły wstąpiłem, nie bez oporów mojej rodziny, do Kościoła katolickiego. Od 20 lat mam ten dziadkowy różaniec i zawsze będzie on mi przypominał wyjątkowy dzień mojego chrztu i odejścia Dziadka.

Pewnego dnia postanowiłem go jednak zreperować. Rozdzieliłem onyksowe koraliki, a pozrywane łańcuszek wymieniłem na bardzo cienki drucik z mosiądzu. Na oryginalnym medaliku jest wybita grota Matki Bożej z Lourdes, nie zmieniłem też oryginalnego srebrnego krzyżyka. . Musiałem dokupić brakujące, podobne koraliki z onyksu, aby pasowały wielkością do tych oryginalnych... Choć nie byłem do końca pewny, czy takie przywracanie do używalności starych rodzinnych pamiątek ma sens, to jednak jestem zadowolony z ostatecznego rezultatu. Mam teraz różaniec Dziadka, na którym mogę się modlić także za jego duszę...

Kilka lat temu... spotkałem pewnego wykładowcę, nazwę go X, który niezwykle mnie zaskoczył wyznając w trakcie rozmowy, że jest praktykującym katolikiem. X jest aktywistą społecznym, może nie zwolennikiem Stalina, jednak, mimo wszystko, marksistą... Kilka lat później X i ja, nadal byliśmy w kontakcie. Pewnego razu wysłał do mnie maila z pytaniem, czy nadal naprawiam różańce ? Odpowiedziałem mu, że oczywiście, nadal to robię. Wobec tego wysłał mi zdjęcie różańca swojego pradziadka, który mu został przekazany przez ojca. Krzyżyk był niekompletny i brakowało na nim sylwetki Chrystusa. X spytał, czy mógłbym go naprawić. Zgodziłem się rzucić na to okiem i zadziałać.

Musiałem trochę poczekać, zanim nowa pasyjka we właściwym rozmiarze dotarła do mnie z Chin. Kiedy wreszcie była na miejscu, nie mogłem ukryć ekscytacji, widząc, że idealnie odpowiada ona rozmiarom wybrakowanemu krzyżykowi. Wśród różnych drobiazgów danych mi przez siostry Wizytki odkryłem części, które były dokładnie w tym samym wieku co różaniec i idealnie pasującym do niego rozmiarze...

Nie wszystkie różańce mogą być naprawione albo przywrócone do pierwotnego kształtu ze względu na zniszczenie ich części lub dlatego, że niektóre z nich zaginęły i nie można znaleźć części "zamiennych".

Tego ranka naprawiłem także inny stary różaniec, który został zrobiony ręcznie. Paciorki i krzyżyk nosiły ślady użycia. Różaniec miał swoją "aurę"i zdawał się emanować pewnego rodzaju świętością. Z pewnością był kochany i starannie używany.

Kiedy patrzę i trzymam w dłoniach różańce, które naprawiam, często zastanawiam się, jak ich właściciele weszli w ich posiadanie, jakie smutki, radości i intencje były w ich sercach i duszach, kiedy przesuwali paciorki w swoich palcach. Prawie wszystkie różańce były dobrze używane, o czym świadczy ich wygląd. Mam nadzieję, że pewnego dnia ktoś znajdzie także mój różaniec i również będzie mógł powiedzieć, że jego właściciel starannie z niego korzystał” (Anthony „Królowa Różańca Świętego nr 1(9) i 2(10)/2014 – tam znajdziesz całość).



„Zbieram różańce. Z każdego wyjazdu wakacyjnego przywożę jakiś na pamiątkę. Kilka ma swoją historię. Mam stary, XIX-wieczny - podobno powstańca styczniowego, mam mojej babci, która przeszła z nim Sybir, mam pierwszokomunijny stryjka i śliczny, z drobnych perełek, którejś z pięknych kuzynek. Mam też różaniec z Meksyku, Gwatemali, Alaski, Hiszpanii, Ziemi Świętej, a nawet z Japonii. Są zrobione z kamieni półszlachetnych, z pachnącego drewna, z metalu, z tworzyw sztucznych - rozmaite. Czasem mają formę pierścienia albo modnej ostatnio bransolety. Wieszam je na ścianie nad biurkiem, w miejscu pracy i nauki. Patrzę na nie i tak sobie myślę, że nie jest chyba ze światem tak źle, skoro na każdym jego krańcu, gdziekolwiek żyją chrześcijanie, nieustannie robi się różańce. To oznacza, że ktoś je kupuje, że ktoś się na nich modli. Że nosimy w sobie potrzebę takiej modlitwy. Ja sama ? Modlę się na zwyczajnym różańcu, chyba z drzewa lipowego, kupionym mi przez męża wiele lat temu” (Małgorzata, Sopot -- „Rozmowy o Różańcu” „Niedziela” nr 40/2008).



„Z wykształcenia jestem historykiem sztuki kościelnej, [dlatego] zafascynował mnie różaniec także jako przedmiot. Zadziwiające jest, jak wiele kształtów i form przybierał w historii. Dość łatwo to zauważyć, oglądając stare obrazy w kościołach i dokładniej przyglądając się trzymanym przez postacie przedmiotom. Zacząłem też różańce zbierać. Mam sporo ponad setkę. Jest wśród nich różaniec od Jana Pawła II, a jeden z najcenniejszych to różaniec z Bułgarii z czasów głębokiej komuny. Sama historia różańca jest bardzo ciekawa. W październiku można o tym przeczytać w wielu miejscach, tu chciałbym wspomnieć o niespodziewanym dla mnie odkryciu związanym z różańcem.

Wielu moich rozmówców zaskakuje informacja, że istnieją modlitwy oparte na koralikach, które nie są znanym nam różańcem. Większość z nas wie, że muzułmanie modlą się, korzystając z koralików. Jest to subha składająca się z 99 paciorków (może też być 33 lub 66). Wiemy też, że buddyści używają podobnego przedmiotu, zawierającego 108 koralików na pamiątkę 108 braminów obecnych przy narodzeniu Buddy. Także pobożny wyznawca hinduizmu nie rozstaje się z malą, która ułatwia powtarzanie imion ulubionych bóstw. Może niektórzy jeszcze wiedzą, że nasi prawosławni bracia na cziotce odmawiają modlitwę Jezusową, ale już dla wielu zaskoczeniem jest informacja o anglikańskim różańcu z trzech dziesiątek przedzielonych trzema osobnymi paciorkami, na którym odmawiano 33 razy Ojcze nasz dla uczczenia 33 lat życia Jezusa. Ciekawostką w tym ostatnim przypadku jest fakt umieszczania na tych różańcach krzyża znanego nam jako krzyż św. Franciszka z Asyżu”(wg Bogdana Sadowskiego „Posłaniec Serca Jezusowego”) źródło: http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/życie-i-wiara/art,494,nie-lubilem-rozanca.html

Czotka – różaniec prawosławny

„W Kościele wschodnim różaniec nie jest znany w naszej formie, gdyż jego ulubioną modlitwą maryjną pozostaje "Akatyst". Ale i tam ceni się powtarzanie parafrazy "Pozdrowienia Anielskiego", która brzmi następująco: "Witaj, Dziewico, Matko Boża, Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą. Błogosławionaś Ty między wszystkimi niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego, gdyż porodziłaś Zbawiciela naszych dusz". Święty Serafin z Sarowa († 1833) doradza powtarzanie tej modlitwy 150 razy na dzień. Tę samą radę dawali "starcy" zapewniając, że modlitwa ułatwi zbawienie. Radzono też dodawać po każdym dziesiątku "Ojcze nasz" oraz wezwanie: "Otwórz nam drzwi swego miłosierdzia", nadto rozmyślać kolejno epizody z życia Jezusa i Maryi, poczynając od Jej narodzenia, a kończąc na Jej chwale w niebie” („Rycerz Niepokalanej” nr. 10 (364) październik 1986).

Czotka (gr."komboskion"), zwana także brojanica, komboskini albo różaniec prawosławny, oznacza sznur modlitewny z węzełkami wykonanymi z włóczki lub z koralikami nawleczonymi na sznurek, zakończony krzyżem - z reguły łacińskim. Mogą one zawierać: 12,33,50,100,300 albo 500 supełków lub koralików. Ale różańce mnichów modlących się w celach, składają się czasem nawet z 1000 "ziarnek".


reprod. ze strony inter. Różaniec w obrazach

Jest to modlitwa starożytna, modlitwa pierwszych wieków chrześcijaństwa (różaniec bizantyjski), sięgająca IV wieku n.e. Powstała ona wśród mnichów zamieszkujących pustynię egipską i do dzisiaj praktykowana jest przez ortodoksyjnych chrześcijan w prawosławiu i w katolickich Kościołach Wschodnich. Różańce te są częścią szat mnichów, ale i świeccy mogą modlić się przy ich pomocy, otrzymawszy błogosławieństwo u spowiednika. Każdy taki różaniec musi być koniecznie wyświęcony.

Czotki przeznaczone są do modlitwy Jezusowej i choć służą w zasadzie do odliczania ilości modlitw lub pokłonów, to przede wszystkim mają one ciągle przypominać chrześcijaninowi o modlitwie: w pracy czy w miejscach publicznych. Wystarczy włożyć rękę do kieszeni i przebierać "ziarenka". Dlatego nosi się je na ręku. Nie mogą jednak służyć do ozdoby, lecz tylko do modlitwy. Modlitwa na czotkach opiera się bowiem na pouczeniach apostolskich: "Nieustannie się módlcie... (1Tes 5,17), "Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu" (Ef 6,18), a także na przypowieści Jezusa ukazującej, że "zawsze trzeba się modlić i nie ustawać" (Łk 18,1) oraz na nakazie: "Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie" (Łk 21,36).

Spełniając ten nakaz Jezusa, modlący się odmawiają na czotkach 33 lub 100 razy, albo też - zwyczajem św. biskupa Teofana Pustelnika - 3 razy dziennie po 30 razy, jednej z formuł Modlitwy Jezusowej: „Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną” (Mała Modlitwa Jezusowa), albo: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznikiem” (Klasyczna Modlitwa Jezusowa); albo: „Panie Jezu Chryste, przez modlitwy Matki Bożej, zmiłuj się nade mną grzesznikiem” (Maryjna Modlitwa Jezusowa św. Serafina z Sarowa); albo: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nad ...” (imię i nazwisko żyjącej lub zmarłej osoby) (Wstawiennicza Modlitwa Jezusowa); albo: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną” (Synoptycy). Jak widać, wezwanie to można modyfikować, bo celem tej modlitwy nie jest literalne powtarzanie podanych słów, lecz wypełnienie prośby Jezusa, żebyśmy modlili się nieustannie”, ale najczęściej powtarzana jest Modlitwa Klasyczna „Hospodi Iisusie Chrystie, Synie Bożyj pomiłuj mia hresznaho”(Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznym) (wg Łk 18,38). Owocem tej modlitwy jest skupienie umysłu, wyciszenie serca, wyregulowanie oddechu i skoncentrowanie woli na powolnym łączeniu się z Bogiem (a w zasadzie z Bożymi Energiami, używając prawosławnej terminologii). Stopniowo „oddycha się Bogiem” w rytmie wypowiadanej modlitwy. Modlitwa słowami ma stopniowo przejść w milczącą kontemplację Boga.

W starożytności na Rusi, różańce zwane lestowką (schodkami), lestwicą (drabinką), lesinką, wierwicą albo różańcami raskolników, zbudowane były z drewnianych kostek (beleczek), obszytych skórą albo tkaniną i miały formę zamkniętej drabinki. Duchowo symbolizowały bowiem drabinę zbawienia, wchodzenia (wstępowania) na niebo. Zamknięcie (w koło) różańców i drabinek oznacza nieustanną, wieczną modlitwę. Różańce te używane były przez prawosławnych chrześcijan tradycyjnych (Staroobrzędowców) do odmawiania 109 razy Modlitwy Jezusowej: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznikiem”... Źródła:

http://jerzybg.republika.pl/czotki.html

http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C3%B3%C5%BCaniec

http://www.old.cerkiew.pl/faq/faq.php?id=1378

http://www.forum.cerkiew.net.pl/viewtopic.php?t=38

http://rozance-i-koronki.blog.pl/category/czotki/

http://www.parafia.sidcom.pl/parafia/azy/w_sercu/czotki.html

Różańce protestanckie

Protestanci odrzucają różaniec z trzech powodów: z powodu jego treści, bezzasadności oraz formy.

Zastrzeżenia dotyczące treści: Odwołując się do Biblii (np. do 1 Listu do Tymoteusza 2,5) protestanci argumentują, że jedynym pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem jest Jezus Chrystus, dlatego modlitwa wznoszona do kogokolwiek innego jest zniewagą wobec Boga.

Zastrzeżenia dotyczące zasadności: Większość teologów protestanckich jest zdania, że zmarli ludzie (w tym Maria) nie mają świadomości, którą odzyskają dopiero w dniu Sądu Ostatecznego, przeto nie mogą słyszeć modlitw. Podnoszony jest również niekiedy argument odwołujący się do biblijnego, surowego zakazu kontaktów ze zmarłymi.

Zastrzeżenia dotyczące formy: Protestanci mają również zastrzeżenia dotyczące formy modlitwy różańcowej. Odwołując się do Biblii (np. Ewangelii według Mateusza 6,7) argumentują, że mechaniczne powtarzanie słów jest formą modlitwy, przed którą przestrzegał Jezus.

W związku z powyższymi zastrzeżeniami, protestanci nie akceptują katolickiej wersji różańca (i w przytłaczającej większości, także jakiejkolwiek innej formy). Istnieją jednak protestanckie odmiany modlitwy różańcowej praktykowane przez nieliczne grupy i jednostki (stanowiące raczej osobliwy wyjątek od reguły, praktyki takie są nieznane w polskich kościołach protestanckich). Główne formy tych protestanckich odpowiedników modlitw różańcowych to:

Różaniec luterański, różaniec jezusowy, różaniec postny, wywodzi się prawdopodobnie od Marcina Chemnitza, niemieckiego, luterańskiego teologa z XVI wieku. Ma identyczny układ jak tradycyjny katolicki różaniec z tą jednak różnicą, że zamiast Zdrowaś odmawia się Modlitwę Jezusową: Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznikiem. Dzieli się na trzy części: radosną, bolesną i chwalebną. Rozpoczyna się znakiem krzyża, odmówieniem 1 Wierzę, 1 Ojcze nasz, 3 Modlitwa Jezusowa i 1 Chwała Ojcu. Zbudowany jest z 15 tajemnic, takich samych jak w katolickim Różańcu oprócz 4 i 5 tajemnicy chwalebnej, gdzie w 4 tajemnicy chwalebnej zamiast Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny rozważana jest tajemnica Świętych obcowanie, a w 5 tajemnicy chwalebnej zamiast Ukoronowanie Najświętszej Maryi Panny na Królową Nieba i Ziemi, rozważana jest tajemnica Niebiańskie Jeruzalem. W poszczególnych dziesiątkach odmawia się 1 Ojcze nasz, 10 Modlitwa Jezusowa i 1 Chwała Ojcu. Na zakończenie różańca luterańskiego, należy odmówić przedtrydenckie 1 Zdrowaś kończące się na słowach ...Jezus Chrystus. Amen., albo kantyk Maryi Magnificat.

Różaniec anglikański, episkopalny

Różaniec anglikański, różaniec episkopalny, powstał w Kościele Episkopalnym w USA z inspiracji Lynn Baumana w 1980. Rozpoczyna się znakiem krzyża i wersetem: Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu. Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu. Chwała Ojcu.... Następnie 1 Święty Boże, Święty Mocny, Święty Nieśmiertelny, zmiłuj się nad nami (w sumie 4) i 7 Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem (w sumie 28). Ten cykl powtórzyć 4 razy. Na zakończenie 1 Ojcze nasz i werset: Błogosławmy Panu. Bogu, niech będą dzięki.

Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Różaniec

UWAGA: Na stronie internetowej: http://www.magazyn.ekumenizm.pl/content/article/20030914223250698.htm znajdziesz wnikliwy artykuł pt. „Ekumeniczność Różańca”.


reprod ze strony: https://drive.google.com/folderview?id=0B-NECL22PlxjT01ZQTRmZ0JQdWM&usp=sharing

Różańce religii niechrześcijańskich

Różaniec muzułmański, islamski

Tasbih, Misbaha, Masbaha, różaniec muzułmański, różaniec islamski, używany przez muzułmanów do odmawiania 33 razy lub 3-krotność tej liczby czyli 99 razy jednego z atrybutów Boga, np.: Chwała Bogu lub Bóg jest wielki, albo On, który przychodzi. Rzadziej odmawia się ciągiem wszystkie 99 atrybutów Boga, gdyż trudno jest je zapamiętać i zazwyczaj poprzestaje się na 1 dowolnie wybranym atrybucie i jego powtarzaniu.

Różaniec buddyjski

Jamdze, Mae, różaniec buddyjski, używany przez buddystów do odmawiania 108 razy jednej z mistycznych formuł określającej cnoty lub atrybuty oświeconego Buddy, np. O klejnocie w lotosie (klejnot to Budda i jego nauka, a lotos to świat). Podczas odmawiania tych inwokacji często czyni się pokłony.

Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/R%C3%B3%C5%BCaniec

Katolicyzm też posiada swoje odmiany Różańca

Wprawdzie dojrzała postać Różańca jaki dzisiaj znamy, ostatecznie ukształtowała się już w XV wieku, ale istnieją także, spopularyzowane w późniejszych czasach pewne odmiany modlitwy różańcowej. Jedna z nich zawiera tzw. „tajemnice pocieszające”, które można znaleźć we wspólnym modlitewniku i śpiewniku „Gottelslob” (Chwała Boża) dla wszystkich niemieckojęzycznych biskupstw. Znajduje się w nim godna uznania uwaga: „Dla urozmaicenia i uelastycznienia, w większej swobodzie można też odmawiać Różaniec tak, iż podobnie jak przy Modlitwie Pańskiej... włączamy do niego inne tajemnice odnoszące się do prawd wiary oraz wydarzeń z Pisma Świętego”

Historyczny „Złoty Różaniec”

Mimo, iż liczba „klauzul” jakie w XV wieku opracował Dominik z Prus, kartuski mnich z klasztoru trewirskiego, na przestrzeni wieków uległa skróceniu i modernizacji, to jednak ta stara forma Różańca o życiu Jezusa nie zaginęła, lecz nadal żyje w wielu miejscach. Podtrzymywana jest, między innymi, przez Bractwo św.Macieja podczas corocznej pielgrzymki do katedry w Trewirze, w małej wsi austriackiej Schocken koło Bregencji czy w Bractwie św. Mateusza w Dolnej Nadrenii... Bractwa św.Macieja pielgrzymujące corocznie do grobu tego Apostoła w Trewirze, uprawiają w uproszczonej postaci „klauzule” Dominika. Pod nazwą „Złotego Różańca” są one drukowane w modlitewnikach pielgrzymkowych dla Bractwa św.Macieja i mogą bez trudu służyć jako zachęta do modlitwy różańcowej skierowanej do Chrystusa.

„Złoty Różaniec” zachował się nie tylko w Trewirze, ale do dzisiaj odmawia się go również we wsi Schröcken w Voralrberg. Także na jednym z Katholikentag w Monachium kard. Ratzinger poprowadził nabożeństwo różańcowe, na którym odmawiano taki „Złoty Różaniec”, co wywarło na wszystkich silne wrażenie.

Różańcowe zwycięstwo Dürera

„Latem 1505 roku u bram Wenecji zatrzymał się niewielki orszak. Na pierwszy rzut oka widać było, że to przybysze z północy – zdradzały ich stroje i język. Szybko rozeszła się wieść, że przybył mistrz Albrecht Dürer, autor słynnych drzeworytów: „Apokalipsa św.Jana”, „Pasja Chrystusa” i „Życie Maryi”. Malarz patrzył na miasto, w którym gościł 11 lat wcześniej jako ubogi, nikomu nie znany student.

Wspomnienia przypływają ku Dürerowi nieprzerwaną falą. Wraca myślami do Norymbergi, gdzie 34 lata temu urodził się jako syn złotnika. Ojciec chciał, aby przejął po nim warsztat, jednak Albrecht czuł, że złotnictwo nie jest jego powołaniem. Wstąpił więc do pracowni Michaela Wolgemuta. Tam zapoznał się z rzeźbą, malarstwem i grafiką. Po trzech latach wyruszył w tzw. uczniowską podróż. Dotarł do Padwy, Mantui i Wenecji. Młody niemiecki artysta zetknął się po raz pierwszy z kulturą włoskiego renesansu.

Dürer odwiedzał pracownie malarzy – Mantegny i Giovanniego Belloni. Rozwijał swe umiejętności, ale przede wszystkim zmienił swój pogląd na siebie i swoją sztukę. Postanowił nie być już anonimowym malarzem, kolejnym w szeregu rzemieślników. Zaczął poszerzać wiedzę, czytał rozprawy filozoficzne, studia z teorii sztuki, geometrii, matematyki, a zaprzyjaźnieni włoscy malarze wprowadzili go na dwory możnych. Wtem przechodzący uliczny sprzedawca potrącił Dürera i przerwał jego wspomnienia. Mistrz chciał go zbesztać, ale dostrzegł, że handluje on drzeworytami z Apokalipsy i Pasji. Malarz doskonale pamiętał dzień, w którym został wezwany na dwór cesarza Maksymiliana i otrzymał od niego przywilej, w myśl którego nikomu nie wolno było powielać jego grafik. Mistrz westchnął – jakże trudno jest egzekwować polecenie cesarza. Czas jednak ruszyć do domu Fuggera, szanowanego bankiera weneckiego.

Mieszkańcy Wenecji oswoili się już z nowiną i widokiem obcych – tylu ich przyjeżdża. Fugger zaprosił najznamienitszych członków kolonii niemieckiej, którzy przedstawili Dürerowi swoją prośbę. Będąc członkami Bractwa Różańcowego, kupcy niemieccy chcieli, aby mistrz namalował do kościoła San Bartolomeo di Rialto, obraz ołtarzowy. Była to kusząca propozycja – z jednej strony obiecano wynagrodzić trud artysty, z drugiej, on sam mógłby pokazać Wenecjanom, że nie jest jedynie rytownikiem, ale i świetnym malarzem.

Następnego dnia mistrz określił wielkość obrazu, wybrał deski i razem z uczniem zaczął przygotowywać podobrazie. Skleili deski, po czym dodatkowo okleili je płótnem i zagruntowali. Uczeń miał wyszlifować grunt, nadając mu gładką, lśniącą powierzchnię. Wszystkie czynności należało wykonać starannie, aby obraz jak najdłużej oparł się działaniu czasu. Dürer wybrał potrzebne pędzle i farby, zakupił brakujące barwniki i tego wieczoru naszkicował swoją artystyczną wizję.

Obraz miał przedstawiać święto różańcowe, więc w centrum kompozycji malarz ukazał Matkę Bożą i małego Jezusa, którzy rozdają wieńce z róż zgromadzonym wiernym. Na ich czele Dürer umieścił dwie wybitne osobistości – papieża Juliusza II, który przewodził dostojnikom Kościoła oraz cesarza Maksymiliana na czele orszaku możnych – poznanych kupców i bankierów niemieckich. Dürer znał bogatą symbolikę, dlatego czystość, radość i Mękę Pańską "ukrył" w białych i czerwonych kwiatach.

Mistrz Wolgemut mówił mu, że niegdyś świat stworzony uważano za księgę opowiadającą o Bogu. Kwiaty zaś mają szczególne znaczenie, gdyż można je ofiarować Świętym Osobom jako wyraz czci i pamięci. Modlitwa też jest takim duchowym kwiatem. Opowiadał mu również o świętym Dominiku, nad którego wizerunkiem razem pracowali. Święty prosił Maryję o pomoc w walce z herezją albigensów, którzy zakazywali małżeństwa i posiadania dzieci. Matka Najświętsza poleciła Dominikowi, aby łączył wygłaszanie kazań z odmawianiem tak zwanego Psałterza Maryjnego (150 „Zdrowaś Maryjo” i 15 „Ojcze nasz”). Herezja została pokonana i było to jedno z pierwszych różańcowych zwycięstw Maryi. Duchowi synowie świętego Dominika przyjęli na siebie zaszczytną misję szerzenia modlitwy różańcowej, która wzięła swą nazwę od królowej kwiatów. Dürer postanowił, że na obrazie z prawej strony Matki Bożej będzie stał święty Dominik – ojciec różańca.

Mistrz sięgał po Psałterz Maryi, prosząc Najświętszą Panienkę o pomoc w malowaniu obrazu. Wiedział, że podjął się ogromnego dzieła zarówno pod względem formy (162 cmx 194,5 cm), treści, jak i możliwości zmierzenia się z weneckimi malarzami.

Praca posuwała się powoli. Bywały dni, kiedy mistrz siedział wpatrzony w zaczęte dzieło. Zastanawiał się nad wyborem koloru lub sposobem położenia światła. W takie dni nikt nie mógł wejść do pracowni – ani gospodarz, ani znajomy malarz, ani uczeń, który słyszał, jak mistrz odmawia "Zdrowaśki". Minęło już pięć miesięcy i ziomkowie Dürera zaczynali się niecierpliwić, a po Wenecji krążyły złośliwe żarty i plotki, jakoby niemiecki malarz nie mógł sobie poradzić z kolorami. Jednak pewnego październikowego wieczoru mistrz przy pomocy ucznia i zakrystiana przenieśli obraz do kościoła i umieścili go w ołtarzu.

Następnego dnia całe miasto wrzało: „Niemiec skończył pracę ! To prawdziwy artysta. Obraz jest arcydziełem”. Matka Boża pozwoliła mu podołać trudom, ukończyć dzieło i obroniła go przed pychą. Albrecht Dürer wiedział, że to kolejne różańcowe zwycięstwo Królowej Niebios...” (Małgorzata Kowalska „Rycerz Niepokalanej” nr 10 (581) z października 2004 str.330-331). Patrz także w LEGENDACH... - „Różaniec – wieniec z róż dla Maryi”.


reprod. ze strony: http://pl.wikipedia.org/wiki/święto-Różańcowe

O tym, jak Michał Anioł obraz malował

„W czasie, kiedy Albi, Orvieto, Van Eyck, Memling i inni, lepsi lub gorsi, artyści malowali sceny z Sądu Ostatecznego, w Kaplicy Sykstyńskiej powstawał obraz szczególny. W głównym, świętym miejscu Watykanu, miejscu mającym symboliczne znaczenie dla papiestwa, Michał Anioł malował swoje wyobrażenie Sądu, jaki ma się dokonać na końcu czasów. Papież Paweł II polecił mu zapełnić freskami wielką płaszczyznę ściany ołtarzowej. Malarz miał zamknąć temat chrześcijańskiej historii zbawienia i namalować Sąd Ostateczny. Dzieło swe artysta ukończył około 1541 roku, w czasie, kiedy powstawały przygotowania do jednego z największych soborów w dziejach Kościoła: Soboru Trydenckiego.

Malując wielki fresk, Michał Anioł chciał ukazać Ojcom Soboru jedyną prawdziwą perspektywę – perspektywę wieczności, według której człowiek wierzący musi oceniać podejmowane przez siebie wybory i decyzje. Fresk wzywał dostojników kościelnych do poważnego potraktowania prac soborowych. Bóg bowiem sądzić ich będzie z każdego słowa i czynu.. Jednak obraz został namalowany inaczej, niż zamierzał to genialny artysta. Legenda opowiada niezwykłą historię związaną z sykstyńskim freskiem,

Kiedy Michał Anioł zaczął malować swoją wizję Sądu, zauważył ze zdumieniem, że Chrystus Sędzia został umieszczony niesymetrycznie, nieco z boku otaczających Go aniołów i świętych. A przecież Buonarotti pamiętał, że postać Sędziego z gniewnie uniesioną dłonią i wzrokiem skierowanym ku potępionym, zaplanował w centrum kręgu niebiańskich postaci. Próbował więc ratować swój artystyczny zamysł, przesuwając nieco kilku świętych z prawej strony Zbawiciela, ale udało mu się to zaledwie połowicznie.

Wystarczy spojrzeć na fresk, aby dostrzec ten wysiłek artysty: po prawicy Jezusa, a z naszej strony po lewej, widać wklęsłość kręgu otaczającego Chrystusa. Michał Anioł próbował jeszcze rozbudować Chrystusowe szaty, przedstawiając je tak, jakby szarpał je dochodzący z otchłani wiatr, ale wówczas zdarzyła się kolejna niewytłumaczalna rzecz. Farby nanoszone na tynk ściekały, jakby kładzione były na wosk. Zdumiony malarz sprawdzał po wielekroć stosowane przez siebie barwniki, ale nie zdało się to na nic. W innych miejscach farby kładły się należycie, w tym jednym nie chciały słuchać pędzla.

Zirytowany Michał Anioł na kilka dni porzucił pracę nad freskiem. Wrócił pod ścianę kaplicy dopiero wtedy, kiedy zaświtała mu myśl: "Może Bóg chce, abym malował inaczej ? Może nie maluję świętej prawdy ? Może nie tak wyglądać będzie Sąd Ostateczny ?". Mijały godziny, a Buonarotti siedział samotny przed rozpoczętym malowidłem. Patrzył, myślał, pytał Boga, czego od niego oczekuje.

"Zapomniałeś o mojej Matce" – dobiegł go głos cichy, ale brzmiący jak huk dalekich wodospadów. Michał Anioł otrząsnął się. Czyżby coś mu się przywidziało, czy też rzeczywiście przemówił do niego Chrystus ? Ale wokół panowała niczym nie zmącona cisza. Głos się już nie powtórzył.

Istniał tylko jeden sposób, by sprawdzić rzeczywistość tego, co malarz przed chwilą usłyszał. Michał Anioł wspiął się na rusztowania i po prawicy Chrystusa zaczął malować Maryję. Zdziwiony patrzył, jak farby kładą się posłusznie na mokrym tynku i spod pędzla wydobywa się postać siedzącej Niewiasty: pogodnie zamyślonej, wpatrzonej we wstępujące do nieba dusze. Przez następne dni i tygodnie, praca nad freskiem przebiegała bez przeszkód. Bóg pozwolił artyście namalować nawet mitycznego Charona, przeprawiającego się łódką przez Styks...

Michał Anioł oddychał z ulgą i malował, malował, malował. Nagle tynk znowu odmówił przyjęcia kładzionej farby. Artysta tworzył właśnie prawą stronę Sądu – dusze zbawionych, wniebowstępujących. Postacie pociągane niebieską grawitacją, ze złożonymi modlitewnie rękoma albo z podniesionymi w górę głowami, płyną ku wiecznemu szczęściu. "Ale dlaczego farba nie chce mi być posłuszna ?". Michał Anioł nie sprawdzał już jakości barwników. Nie szukał żadnych innych przyczyn, jak tylko tych, tkwiących w zamiarach Wszechmocnego. Odprawił pomocników, a kiedy został sam w świątyni, zaczął się modlić. Długo musiał czekać na chwilę, w której usłyszał szept: "Zapomniałeś o różańcu". I Michał Anioł namalował scenę, w której jakaś postać wciąga do nieba dwóch ludzi uczepionych różańca”.

Tę postać zbawionego, który pochyla się ku potępionym i wyciąga ich do nieba za pomocą różańca, malarz umieścił niemal w centrum obrazu, dając wyraz temu, że jest to możliwe; że różaniec jest silniejszy niż szatan z jego prawami...! A szatan milczy. Stoi opodal chowając się za chmurkę. Nie zbliża się, by nie dotknął go sznur różańcowy; by nie usłyszał przerażających słów błogosławieństwa; by nie znalazł się w kręgu religijnej medytacji...

Źródło: Łaszewski Wincenty opr. „Legendy i opowieści różańcowe” - patrz Bibliografia oraz wg „Egzorcysty” nr 10/2013 str. 33



„Apostoł różańca” bliżej chwały ołtarzy

Katolicki ewangelizator z USA, o.Patrick Peyton CSC, znany na całym świecie jako „Apostoł Różańca” twórca Teatru Rodzinnego i założyciel Krucjaty Różańca Rodzinnego, jest coraz bliżej wyniesienia na ołtarze. Trybunał rogatoryjny przy archidiecezji Baltimore zakończył zbieranie dokumentacji i świadectw świętości duchownego na poziomie diecezjalnym procesu beatyfikacyjnego. Akta liczące 16 tys. stron zostały przesłane do rzymskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Wśród świadectw życia kapłana zebrano liczne relacje przedstawicieli znanych rodzin aktorskich z Hollywood.

Formalną zgodę na otwarcie procesu beatyfikacyjnego o.Pytona dała Stolica Apostolska w czerwcu 2001 roku, jednak postępowanie w 2006 roku zostało przeniesione z diecezji Fall River w stanie Maryland do archidiecezji Baltimore, która ma bogatsze doświadczenie w prowadzeniu spraw kanonizacyjnych. Zakończenie diecezjalnego procesu informacyjnego o. Peytona ogłosił 20 lipca podczas uroczystej liturgii w bazylice w Baltimore abp Edwin F. O’Brien.

O.Peyton, pochodzący z Irlandii zakonnik ze Zgromadzenia Świętego Krzyża, był znanym ewangelizatorem, który w swej działalności często korzystał ze środków społecznego przekazu. Zapraszał do współpracy słynne gwiazdy Hollywood. Miliony radiosłuchaczy w USA znały go z kończącego program radiowy motta-sloganu „Rodzina, która razem się modli, trzyma się razem”. Był autorem także innych, znanych powiedzeń – znaków rozpoznawczych duszpasterskiego dzieła kapłana.

Był niestrudzonym propagatorem modlitwy różańcowej. Jak zawsze podkreślał, modlitwę tę wyniósł z domu rodzinnego. Z różańcem nigdy się nie rozstawał i modlił się na nim nawet podczas jazdy samochodem. Wierzył, że dzięki tej modlitwie i wstawiennictwu Matki Bożej, nie umarł na gruźlicę tuż przed święceniami kapłańskimi.

Patrick Peyton wyemigrował z Irlandii w 1928 roku w wieku 19 lat, wraz ze swoim bratem. Osiedlili się w Scranton, w stanie Pensylwania. Obaj bracia wstąpili do seminarium i zostali kapłanami. W 1941 roku o. Peyton zainicjował Krucjatę Różańca Rodzinnego w Albany. W 1947 roku założył w Hollywood Teatr Rodzinny (Family Theater Productions). Do występów w nim udało mu się nakłonić takie gwiazdy jak Loretta Young, Jimmy Stewart, Bing Crosby i Lucille Ball. Dzięki niemu powstało ponad 600 słuchowisk i programów telewizyjnych, emitowanych ponad 10 tysięcy razy. O.Patrick Peyton zmarł 3 czerwca 1992 r. (KAI/psd 27.07.2010) Źródło: http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,2485,apostol-rozanca-blizej-chwaly-oltarzy.html



„Liga Katolickich Kobiet w Australii (CWLA) potępiła obecny w kulturze popularnej trend polegający na noszeniu różańców jako modnych ozdóbek. Ostatnio czołowe australijskie sklepy z biżuterią i modą młodzieżową prześcigają się w sprzedaży naszyjników-różańców. Ich cena waha się od 10 do 20 dolarów australijskich.

Szefowa CWLA na łamach dziennika „The Sunday Telegraph” skrytykowała ten trend podkreślając, że wyraża on brak szacunku dla uczuć religijnych katolików. „Oni nie mają prawa profanować tego, co otaczamy kultem. Nie noście ich, chyba, że chcecie z różańca zrobić właściwy użytek. To nie są akcesoria mody” – zaapelowała działaczka. Z kolei przedstawicielka kurii archidiecezjalnej w Sydney wyraziła nadzieję, że przypadkowo zakupiony różaniec-gadżet może doprowadzić do duchowego przebudzenia jego właściciela lub właścicielki.

Jak zauważa australijski dziennik, do wzrostu popularności różańców jako ozdobników przyczyniły się takie gwiazdy popkultury jak Madonna, David Beckham, Lady Gaga czy Britney Spears” (KAI/psd) Źródło: http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,2308,nie-robcie-z-rozanca-modnego-gadzetu.html)

Modlitewna grupa na nowojorskiej giełdzie

„Finansowym centrum współczesnego kapitalizmu jest niewątpliwie nowojorska Wall Street, gdzie bije serce światowego biznesu: nowojorska giełda. To właśnie tutaj w największym stopniu spotęgowana jest szatańska pokusa kultu pieniądza, chciwości, wyzysku i skąpstwa. Tutaj wielu zdobyło materialną fortunę, tracąc przy tym swoją duszę. Jednak nie wszyscy maklerzy nowojorskiej giełdy są czcicielami mamony. Niedaleko od budynku giełdy znajduje się katolicki kościół Our Lady of Victory (Matki Bożej Zwycięskiej).

Na terenie tej parafii mieszka tylko 5 rodzin. Jednak w powszednie dni we Mszach świętych uczestniczy tam około 1000 osób pracujących w Wall Street. W każdy pierwszy piątek miesiąca odprawiana jest Msza święta o uzdrowienie chorych oraz za ludzi przeżywających różnego rodzaju kłopoty. Jest to tak zwana "healing Mass". Wtedy kościół jest przepełniony. Jest rzeczą ciekawą, że do tego kościoła zaczęli przychodzić na modlitwę również Żydzi i protestanci, poruszeni przykładem kolegów z nowojorskiej giełdy, którzy są katolikami i tworzą modlitewną grupę. Od 16 lat każdego poranka przed rozpoczęciem transakcji, na siódmym piętrze budynku giełdy, w pokoju dyrektora, około 20 mężczyzn przez jedną godzinę modli się na różańcu i rozważa teksty Pisma Świętego.

Założycielem tej modlitewnej grupy jest John O’Neil. Po wielu latach pracy na giełdzie uświadomił sobie, że praca maklera jest źródłem bardzo silnych i niebezpiecznych pokus. Z tego też powodu szybko przeszedł na emeryturę. Jednak pewnego dnia poczuł bardzo mocne Boże wezwanie, aby wrócić na giełdę i ewangelizować. Początkowo myśl ta wydawała mu się nielogiczna i śmieszna. Jednak zaryzykował i wrócił do pracy na giełdzie. Jego charyzmatyczna działalność sprawiła, że wielu maklerów wróciło do Boga i, o dziwo, po raz pierwszy w historii nowojorskiej giełdy, udało mu się założyć grupę modlitewną. Członkowie grupy spotykają się każdego dnia, przed rozpoczęciem giełdowej sesji na modlitwie oraz prowadzą akcję charytatywną na wielką skalę.

Następcą Johna O’Neil jest 67-letni Robert Monahan, bardzo popularna postać na nowojorskiej giełdzie... Daje dyspozycje swoim ludziom ze stanowiska umieszczonego na słynnym balkonie, gdzie dzwoni dzwon na rozpoczęcie i zakończenie każdego dnia transakcji. W głównym holu giełdy R.Monahan jest znany przez wszystkich. Od czasu swojego nawrócenia stał się osobą powszechnie cenioną i szanowaną. Wcześniej nie akceptował żadnej krytyki i nikomu nie ufał.

Od pierwszych dni swojej pracy na Wall Street , miał bardzo mocną i wpływową pozycję. Kontrolował wszystko z pozycji siły. Byli ludzie, których nienawidził i tacy, którzy jego nienawidzili. Dwa wydarzenia zmieniły jego życie, a mianowicie choroba i śmierć na raka jego żony oraz spotkanie z Johnem O’Neil, który wprowadził go na spotkanie grupy modlitewnej. Monahan doświadczył szczególnego dotknięcia łaską. Został cudownie uzdrowiony z bardzo zaawansowanego raka prostaty (prostate cancer numbers). Lekarze stwierdzili u niego nowotwór w tym stadium, że już nie można go było operować. W pierwszy piątek miesiąca Monahan poszedł na Mszę świętą do kościoła Our Lady of Victory, sąsiadującego z giełdą. Wyspowiadał się, przyjął sakrament chorych i Komunię świętą. Właśnie wtedy Jezus uzdrowił go nie tylko na duchu, ale i fizycznie. Badania lekarskie wykazały wkrótce, że nowotwór całkowicie zniknął.

Od czasu swego nawrócenia każdego dnia rano prowadzi spotkanie modlitewne dla maklerów. Natomiast kilka minut przed12:00 Monahan kończy bieganinę w holu giełdy i idzie do kościoła Our Lady of Victory, aby uczestniczyć razem z około 300 osobami we Mszy świętej, która rozpoczyna się o 12:05. To spotkanie z Chrystusem w Eucharystii jest dla niego najważniejszym wydarzeniem każdego dnia.

Członków grupy modlitewnej bardzo łatwo można rozpoznać wśród maklerów nowojorskiej giełdy. Każdy z nich nosi w klapie marynarki krzyżyk lub stopki dziecka. W większości są to młodzi mężczyźni, którzy oprócz codziennego uczestniczenia we Mszy świętej, modlitwie różańcowej, w studium Pisma Świętego, są mocno zaangażowani w działalność charytatywną. Monahan mówi, że wystarczy pokazać im dobry cel, a oni natychmiast organizują pieniądze. Szukają potrzebujących i pomagają im...

Monahan stwierdza, że inni giełdowi maklerzy darzą członków grupy modlitewnej sympatią i odnoszą się do nich z szacunkiem. Kiedy się z nimi spotykają, w sposób spontaniczny przestają przeklinać. Wielu zwraca się do nich z prośbą o modlitwę. Jest to wzruszające, że wśród proszących o modlitwę są również protestanci i Żydzi. I tak na przykład, jednemu młodemu maklerowi urodziła się córeczka z raną w sercu, a więc bez szans na przeżycie. Przyszedł i poprosił, aby w grupie modlitewnej pomodlili się w intencji jego dziecka. "Zaczęliśmy w tej intencji modlić się i pościć o chlebie i wodzie – mówi Monahan – po niedługim czasie ojciec dziecka przyszedł podziękować za modlitwę, ponieważ dziecko całkowicie wyzdrowiało".

Craig Culver, giełdowy makler, był protestantem. W 1989 roku spotkał się z Monahanem i grupą modlitewną. Rok później został katolikiem. Wcześniej miał problemy z alkoholem. To właśnie postawa członków grupy zachęciła go do uczestniczenia w codziennych modlitewnych spotkaniach. Włączył się również do grupy Anonimowych Alkoholików. Wyznaje: "Modliłem się przez długi okres czasu i modlitwa stała się częścią mojego życia". Członkowie modlitewnej grupy przyszli do pracy na Wall Street, aby pomnożyć swoje fortuny. Właśnie tutaj, w sercu światowej mamony odnaleźli największy skarb, którym jest żywa Osoba Zmartwychwstałego Chrystusa...” (D.R. „Miłujcie się” nr 5-8/1988 – tam znajdziesz całość).



James Caviezel, odtwórca roli Jezusa w filmie Mela Gibsona „Pasja”,

który wszedł na nasze ekrany na początku 2004 roku, urodził się w 1968 roku w pobożnej katolickiej rodzinie w Mount Vernon, w USA. Będąc świadom ciężaru odpowiedzialności, za powierzone mu wcielenie się w postać Chrystusa podczas Jego straszliwej Męki, wyznał, iż zanim rozpoczęły się zdjęcia, oświadczył reżyserowi: "Musimy codziennie uczestniczyć we Mszy świętej. Zanim wezmę ten krzyż, zanim wejdziemy na plan, ja muszę mieć Najświętszą Eucharystię w sobie... Musimy uważać na słowa. Nie chcę przeklinać czy się złościć, gdy mam grać Chrystusa... więc w większości wypadków po prostu milkłem i zaczynałem się modlić... Modliłem się, żeby ludzie nie widzieli mnie, ale Jezusa, jako że jedyną moją motywacją, by grać w tym filmie, było pragnienie, aby świat się nawrócił. I bezustannie odmawiałem Różaniec, żeby Matka Boża prowadziła mnie do swojego Syna... Odkryłem, że Matka Boża zaprowadzi o wiele dalej niż można sobie to wyobrazić...

Na krzyżu lodowaciałem z zimna, dwa tygodnie hipotermii dzień w dzień. W ogóle nie czułem ramion i trząsłem się straszliwie nie do opanowania. Gdy mnie umieszczono na krzyżu, myślałem, że umrę z bólu, tak mnie bolały barki i ramiona, tym bardziej, że wybiłem sobie bark podczas niesienia krzyża. Dwa razy dosięgły mnie smagnięcia podczas biczowania i wiele razy dostałem biczami podczas samego niesienia krzyża. Nie byłem w stanie nawet upuścić krzyża, gdy już nie miałem siły, bo był tak ciężki... [dlatego] nieustannie odmawiałem Różaniec albo medytowałem nad liturgicznymi czytaniami z danego dnia"... Opowiadając o trudach związanych z odtwarzaną rolą, powiedział, iż sama charakteryzacja, a potem usuwanie jej efektów, zajmowało mu aż 12 godzin dziennie. "Mogłem to wytrzymać – mówił- tylko dzięki temu, że w tym czasie odmawiałem Różaniec".

"Miałem szczęście współpracować z doskonałymi ekipami przy wielu produkcjach. Ale mimo wszystko, proszę powiedzieć, jak często odprawiana jest Msza święta na planie przed rozpoczęciem zdjęć ? Albo, czy zdarza się, że można kogoś z ekipy wziąć pod rękę i powiedzieć: «Hej Mel, może byśmy dzisiaj w czasie przerwy obiadowej odmówili wspólnie Różaniec ?«. Czasem, gdy spacerowałem z Melem, ludzie myśleli, że ucinaliśmy sobie pogawędki, czekając, aż kamerzyści będą gotowi, a tu proszę, wspólna dziesiątka Różańca. Myśleli: «Muszą sobie dokładnie przedyskutować tę scenę«, a nikt nie wpadł na pomysł, że my się po prostu modlimy"... („Nasz Dziennik” 21-22 lutego 2004).

„Wśród nas byli muzułmanie, żydzi, chrześcijanie, buddyści, jak również agnostycy - mówił Mel Gibson – i wszyscy pracowaliśmy w doskonałej harmonii... W wolnych chwilach [aktorzy] często rozmawiali ze sobą na tematy wiary. Atmosfera i intensywność duchowych przeżyć w czasie realizacji „Pasji” były tak mocne, że muzułmanie i agnostycy przechodzili na chrześcijaństwo” („Miłujcie się” nr 2/204 str.3-4).


reprod. z „Miłujcie się” nr.2/2004

Mało kto o tym wie

„Jeden ze współczesnych gwiazdorów muzyki, przedstawiający się jako Kid Rock, człowiek o wyglądzie niezbyt zapraszającym do bliższego poznania, ma w swoim repertuarze piosenkę z różańcem. Śpiewa w niej o wyrzuconym z domu piętnastolatku, przysłowiowej czarnej owcy. Jakie czekało go życie ?

Dwie paczki petów, by w dymie się skryć

i kufel piwa, by wstyd i ból zmyć.

Na końcu każdej drogi czai się śmierć,

Ucieczka przed prawem, zniknął życia sens.

Niespodziewanie w barze w Tennesee bohater piosenki spotyka kobietę-anioła.

Nosiła niebieskie dżinsy i różaniec,

Wierzyła w Boga i uwierzyła we mnie

Jej przyjaciele mówili, ze jest lekko stuknięta,

bo z sercem na dłoni, zawsze uśmiechnięta.

Nie myśli o tym, co powiedzą inni.

Widzi samo dobro, jesteśmy szczęśliwi.

...Oto wyrzutek społeczny pogrążający się w beznadziei, i... kobieta z różańcem... Nie mamy wątpliwości, że to różaniec jest ważnym atrybutem dziewczyny, która go nosi. Ona nie jest „jak inni”, dla których liczą się pozory. „Ma serce i patrzy w serce”, jak powiedziałby Adam Mickiewicz...

Czasem zaskakuje nas, że artyści, którzy wychowani byli poza Kościołem katolickim, w agnostycyzmie lub protestantyzmie, także śpiewają piosenki o Maryi. Jedną z najpiękniejszych znanych piosenek jakie związane są z Różańcem, jest utwór „Cud różańca”, zaśpiewany przez Elvisa Presleya, bynajmniej nie katolika. Oto jej słowa:

O błogosławiona Matko, modlimy się do Ciebie,

Dziękując za cud Twojego różańca.

Tylko Ty możesz wstrzymać

Dłoń Twojego Świętego Syna

Dopóki cały świat nie zrozumie.

I dalej Presley – ewangelik - śpiewa słowa modlitwy „Zdrowaś Maryjo”, kończąc słowami nie pozostawiającymi wątpliwości:

I jeszcze raz dziękuję

Za cud Różańca.

Autorem tej nieco tajemniczej piosenki jest Lee Denson, jego pierwszy nauczyciel gry na gitarze i przyjaciel Elvisa Presleya, także muzyk, ewangelik i syn... pastora prowadzącego misje uliczne w kościele zielonoświątkowców.

Od młodości, obaj ćwiczyli się w religijnych utworach gospel, sam Elvis słynął z wykonywania utworów chrześcijańskich. Rozgrzewając głos i w chwilach relaksu śpiewał pieśni religijne. Trzy nagrody Grammy otrzymał za wykonanie utworów chrześcijańskich. Czytał regularnie Biblię i modlił się codziennie. Na szyi nosił krzyż, znak swojej wiary oraz gwiazdę Dawida, na pamiątkę po żydowskich przodkach ze strony matki.

Dlaczego jednak protestant zaśpiewał tak katolicki tekst, jak „The miracle of rosary” ? Presley, będąc już u szczytu kariery, otrzymał tę piosenkę od Lee Densona na ich spotkaniu, które okazało się ostatnim. Kiedy Lee ją zaśpiewał, Priscilla Wagner, przyszła żona Elvisa, powiedziała, że to „najpiękniejsza piosenka, jaką słyszała w życiu”. Kilka lat później, w 1971 roku, doczekała się ona studyjnej realizacji i wydania na płycie „Elvis Now”. Ta miniatura jest perełką muzyczną i bodaj jedynym utworem dedykowanym wprost Maryi i Różańcowi w muzyce popularnej...” (wg Marka Wosia „Kto śpiewa dwa razy się modli” – „Królowa Różańca Świętego” nr 6/2016 – tam znajdziesz całość. Odsłuchanie piosenki na: wwwrozaniec.info/piosenki-rozancowe).

Różaniec na ulicach miasta

Kl.Tomasz Radzymiński, werbista pracujący w mieście Ventanas na misji w Ekwadorze, w swoim liście misyjnym opisał niezwykłe nabożeństwo wyrosłe z tradycji tamtego regionu: „W parafii, w której obecnie pracuję – pisał - istnieje tradycja, której początku nikt nie pamięta. Wiadomo tylko, że była to inicjatywa pewnej grupy ludzi ze szczególnym nabożeństwem do Maryi.

W miesiącu maju, codziennie o 5 rano, gdy jest jeszcze ciemno, wierni zbierają się przed kościołem, aby następnie krocząc ulicami miasta wraz z figurką Maryi, modlić się modlitwą różańcową. Pierwsi przychodzą piętnaście minut po czwartej, siadają na murku naprzeciw kościoła, czekając, aż zostaną wpuszczeni do środka. Gdy około 4.30 otwieramy im drzwi, często zaczynają się wyścigi do figurki. Nie jest to bieg jak po promocje w wielkich marketach oferujących produkty za pół darmo, jednak rywalizacja jest mocno widoczna, gdyż każdy chce dostąpić zaszczytu trzymania figury Maryi we własnych rękach.

10 minut przed godz.5.00, odpowiedzialni za procesję wyciągają przenośny głośnik i zaczynają śpiewać. Procesja rusza i ludzi jest bardzo dużo, jak na tę wczesną porę, czasami nawet 700 osób. Idą dorośli, młodzież, dzieci, a babcie i dziadkowie przyprowadzają swoich wnuków, aby podtrzymywać tę tradycję. Po odśpiewaniu pierwszej pieśni mikrofon przejmuje najczęściej Seńora Agrypina, która zawsze z lekką chrypką prowadzi modlitwy, śpiew i całą procesję.

W tego typu procesjach potrzeba zawsze odpowiedniego "przywódcy", gdyż każdy ma pomysł na to, którędy iść podpowiadając np.: "tamta trasa jest krótsza, lepiej oświetlona, nie ma tylu dziur"... Seńora Agrypina doskonale radzi sobie w "walce z tłumem". Z mikrofonem czy bez niego – zawsze jest najgłośniejsza. Potrafi zawrócić czoło procesji, gdy skręci ono w niewłaściwym kierunku. Ciekawostką jest również to, że gdy któryś z uczestników jest poważnie chory, procesja idzie pod jego dom, aby modlić się o jego zdrowie. Gdy umrze ktoś, kto uczestniczył w porannych procesjach, również wszyscy idą pod jego dom, aby tam odmówić część różańca w intencji duszy zmarłego. Procesja kończy się powrotem do kościoła, gdzie każdy otrzymuje błogosławieństwo i zostaje pokropiony wodą święconą.

Tutejsze poranne procesje mają wielki urok, gdyż przez samo centrum miasta o 5 rano przechodzi pół tysiąca osób, śpiewając: "Este hermoso mes de Maria, mes de alegria..." ("Ten piękny miesiąc Maryi, miesiąc radości..."). Tą pieśnią codziennie rano budzą oni całe miasto, ale naprawdę nikomu to nie przeszkadza”. (Kolekcja listów misyjnych 5/2014 www.werbiści.pl).


reprod. z listu misyjnego jw.

Kard. Joseph Ratzinger, ordynariusz archidiecezji Monachium Fryzyngi, a później papież Benedykt XVI szedł na czele marszu solidarności z Polską po wprowadzeniu w naszym kraju stanu wojennego. Marsz zorganizowano w poniedziałkowy wieczór, 21 grudnia 1981 roku, na monachijskim Odeonsplatz.

Kilkutysięczna, milcząca procesja z zapalonymi świecami przeszła przez centrum miasta do Kościoła św. Anny. Na czele pochodu szedł kard. Ratzinger z przedstawicielami kurii oraz ówczesny premier rządu bawarskiego Franz Joseph Strauss z całym gabinetem. Na wiecu przemawiali burmistrz Monachium i przedstawiciel „Solidarności”. „Solidarność i modlitwa za Polskę” – głosił napis na jednym z transparentów.

W Kościele św. Anny okolicznościowe nabożeństwo, zakończone odmówieniem różańca za Polskę i „Solidarność” oraz więzionych przez komunistyczny reżim Polaków, odprawił kard. Ratzinger. „Módlmy się za tysiące polskich internowanych, o ich uwolnienie” – wzywał wiernych arcybiskup Monachium. W skupieniu i ciszy, trzymając w dłoniach świece i transparenty, tysiące ludzi powtarzało za nim słowa modlitwy.

Organizatorami manifestacji była Solidarność Wolnych Polaków oraz współpracownicy tamtejszej Polskiej Misji Katolickiej. Przed katedrą w Monachium ułożono wielki krzyż z kwiatów z napisami: „Kein Kriegsrecht mehr in Polen” – „Nigdy więcej stanu wojennego w Polsce” oraz „Solidarność”(KAI).

Źródło: http://www.piotrskarga.pl/w-stanie-wojennym-kardynal-ratzinger-byl-z-polska,8603,i.html


Papież Benedykt XVI przekazał przez swego osobistego przedstawiciela w darze dla cudownego obrazu Matki Boskiej znajdującej się w głównym ołtarzu łacińskiej katedry we Lwowie złoty różaniec [2012 r.]... o czym podczas konferencji prasowej oświadczył rzymskokatolicki metropolita lwowski abp Mieczysław Mokrzycki. Według metropolity w taki sposób Benedykt XVI zaświadczył swoją obecność w uroczystościach z okazji 600-lecia archidiecezji lwowskiej” (http://zik.ua/pl/news/2012/09/07/367479).

To był kulminacyjny moment podróży prezydenckiej pary do Włoch. W sobotę prezydent RP Bronisław Komorowski z żoną Anną spotkali się na prywatnej audiencji w Watykanie z papieżem Benedyktem XVI. W trakcie spotkania Ojciec Święty podarował pierwszej parze i całej delegacji różańce” (http://www.se.pl/wydarzenia/swiat/benedykt-xvi-podarowal-parze-prezydenckiej-rozance_156940.html)


Benedykt XVI odmówił Różaniec z biskupami kubańskimi

Ogromną niespodziankę przeżyła delegacja episkopatu Kuby, która 28 sierpnia [2014 r.] wzięła udział w intronizacji wizerunku Matki Bożej z El Cobre – Patronki Kuby w Ogrodach Watykańskich. Po uroczystości biskupi otrzymali od Benedykta XVI zaproszenie na wspólne odwiedzenie tego miejsca i na zakończenie odmówienie tam różańca.

Ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu na zakończenie ceremonii dotarła do nas wiadomość: "Dziś wieczorem o godz. 19 Benedykt XVI czeka na was, aby odmówić z wami różaniec tu, w tych Ogrodach, aby razem pospacerować i zakończyć ten dzień przed Matką Bożą Miłosierdzia [tytuł Maryi z El Cobre – KAI]” – powiedział 29 sierpnia latynomaerykańskiej agencji katolickiej ACI Prensa/EWTN biskup kubańskiej diecezji Santa Clara, Arturo González Amador.

Z dalszej jego opowieści wynika, że papież-senior rozpoczął spotkanie ze swymi gośćmi z Karaibów od odwiedzin różnych wizerunków maryjnych, znajdujących się w Ogrodach Watykańskich, a zakończył je przed figurą Patronki Kuby, przed którą gorliwie się pomodlił. Później jako pierwszy zaczął odmawiać różaniec, który następnie poprowadził jego sekretarz osobisty i prefekt Domu Papieskiego abp Georg Gänswein, a po nim emerytowany sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Tarcisio Bertone.

http://www.idziemy.com.pl/kosciol/benedykt-xvi-odmowil-rozaniec-z-biskupami-kubanskimi/



Papież Franciszek skradł różaniec z trumny spowiednika

Podczas nieformalnej rozmowy z rzymskimi duchownymi papież Franciszek wyznał, że zabrał z trumny swego spowiednika krzyżyk od różańca, który do dziś nosi w małej sakiewce pod sutanną.

Agencja AP informuje, że rozmowa papieża z księżmi dotyczyła okazywania wiernym miłosierdzia. Przy tej okazji wspomniał o „wielkim spowiedniku” z Buenos Aires, przed którym spowiadał się sam Jan Paweł II podczas wizyty w Argentynie.

Kiedy spowiednik zmarł, Franciszek poszedł pomodlić się nad jego trumną. Zdumiony, że nikt nie przyniósł zmarłemu kwiatów zawrócił, kupił bukiet róż, a kiedy układał je wokół trumny spostrzegł, że w dłoniach zmarłego znajduje się różaniec. „W tym momencie odezwał się we mnie złodziej, którego wszyscy w sobie nosimy. Wyrwałem mu z dłoni krzyż i poprosiłem, by dał mi połowę swego miłosiedzia” − opowiadał papież Franciszek. Przez wiele lat nosił krzyż w kieszeni koszuli. Po zmianie ubrania na papieską sutannę bez kieszeni, kazał uszyć sakiewkę, którą nosi pod wierzchnim ubraniem.

− Kiedy zła myśl przychodzi mi do głowy, zawsze sięgam do sakiewki. Odczuwam wówczas łaskę bożą i czuję się dużo lepiej − wyznał Franciszek.

(eg) Źródło: http://www.bibula.com/?p=73850

Zmów różaniec za zmarłego. Na paciorkach z niego samego

Mieszkańcy Południowej Korei wpadli na pomysł, by ze skremowanych szczątków ludzkich zwłok robić różańce. Już wcześniej prochy zmarłych można było przerobić np. na pierścionek. Wszystkie te, mniej lub bardziej dziwaczne, pomysły na obchodzenie się ze szczątkami bliskich łączy jeden wspólny mianownik: nieumiejętność obcowania ze śmiercią i próba uciszenia niepodważalnego faktu nieuchronności przemijania.

Rodziny oddają specjalnym firmom skremowane szczątki swoich bliskich, by te za pomocą specjalistycznej techniki zostały przerobione na kilkadziesiąt małych kuleczek. Paciorki nawleka się potem na sznurki i tak powstaje różaniec.

Na taką, powiedzmy niekonwencjonalną formę, obchodzenia się ze szczątkami bliskich zmarłych zdecydowało się już pół tysiąca osób. Nie jest to jednak tania sprawa – za paciorki do różańca ze swoich bliskich trzeba zapłacić 870 dolarów, czyli prawie trzy tysiące złotych...

Z całym szacunkiem, różaniec za bliskich zmarłych jest niezbędny, jak każda inna modlitwa, ale na litość boską, nie na paciorkach z niego samego” (Marta Brzezińska) Źródło: http://www.fronda.pl/a/zmow-rozaniec-za-zmarlego-na-paciorkach-z-niego-samego,15866.html tam znajdziesz całość.

Biografia Maryi



„Pisanie biografii Matki Bożej jest zadaniem niezwykłym. Wielu mariologów zapewne dopowie - "i niewykonalnym". Podjął się go jednak Paweł F.Nowakowski może dlatego, że sam nie jest postacią tuzinkową. Teolog, historyk i podróżnik, adiunkt w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii Ignatianum w Krakowie. Znawca Dalekiego Wschodu, autor przewodników po Kioto i Santiago de Compostella, twórca programów w TVP Historia...

„Kompozycja książki przypomina tajemnice różańcowe – zwierza się autor powstającej książki. Kręgosłupem dramaturgicznym jest wymieszanie elementów radości i bólu. – Nie ma w życiu Maryi żadnego wydarzenia, które byłoby tylko radosne. Z dzisiejszej perspektywy to rzadkość, bo my szukamy zwykle radości czystej, pozbawionej półcieni i domieszek. Ona jest Matką Syna Bożego i teoretycznie nic lepszego nie może człowieka spotkać, a przecież każda Jej radość jest obarczona poczuciem zagrożenia, lękiem czy bólem. Sposób w jaki Ona sobie z tym radzi, przynosi Jej pełnię chwały – mówi biograf Maryi... Wyniesiona do chwały ale doświadczona przez życie. Podchodząc w ten sposób do Matki Bożej, łatwiej zrozumieć, dlaczego może być Ona naszym wzorem. Idźmy Jej śladem i – wbrew kulturowej presji – nie oczekujmy w życiu jedynie radości...”

Pisząc według tego właśnie klucza swoją książkę, autor na nowo odkrył wielką siłę modlitwy różańcowej... Przy okazji zbierania materiałów do biografii Maryi, Paweł Nowakowski zwrócił też uwagę na niezwykłą popularność nowenny Pompejańskiej. "Było to dla mnie zaskakujące, bo to przecież niezwykle wymagająca modlitwa, ale, jak się okazuje, przynosząca wiele duchowych owoców. A zwykle chodzi o intencje ważne i trudne"... (Piotr Legutko „Biograf Maryi” – „Gość Niedzielny” nr 51-52/2014 – tam znajdziesz całość).

***

Ciekawostką są także „Niezwykłe różańce” – znajdź je na naszej stronie.



Trzeba pamiętać o tym, że nie każdy sznurek z nanizanymi nań paciorkami – to Różaniec święty jaki znamy, na jakim modlimy się do Boga. W wielu bowiem kulturach światowych były lub są nadal używane podobne przedmioty, a także podobny sposób posługiwania się nimi. Nie są to jednak różańce, jakie przyjęły się w kulturze katolickiej Zachodu i rozprzestrzeniły się na cały świat katolicki.

Komboloje - Greckie paciorki

Już na wstępie muszę zaznaczyć, że miałem trudności ze znalezieniem polskiego tłumaczenia słowa komboloi. Najbardziej odpowiednim wydawało się tu słowo "różaniec" ale jak poniżej wyjaśnię całkiem do oryginalnego znaczenia nie pasuje. Bo tak najprościej mówiąc komboloje to zabawka dla mężczyzn, tradycyjna i ulubiona zabawka, i tyle.

Odwiedzając Grecję uważny obserwator dostrzeże w zawieszony na dłoni mężczyzny sznur kilkunastu paciorków przekładanych z wielką sprawnością za pomocą palców. Odwiedzając tradycyjne kafenios gdzie greccy mężczyźni uwielbiają spędzać popołudnia i wieczory nad szklaneczką ouzo, dosłyszy uważny obserwator charakterystyczne "klikanie" przekładanych paciorków.

Komboloj składa się z kilkunastu paciorków nanizanych na rdzeń - „sznurek”. Jeden z kamieni zamocowany jest za węzłem - „stoperem” i zwieńczony ozdobną „kitką”. Rzadkością są komboloje składające się z dwóch większych kamieni, którymi manipuluje się w trochę inny sposób...

Dlaczego Grecy zajmując palce bezwiednym a zwinnym przekładaniem koralików parę godzin dziennie ? Zapytajcie Greków a każda odpowiedź będzie trochę inna”.Jednak nikt nie połączy jej ze znaną nam modlitwą różańcową, bo komboloj nie służy do modlitwy i z prawdziwym różańcem katolickim nie ma nic wspólnego,

Źródło: http://grecja.home.pl/komboloi.htm Tam znajdziesz całość artykułu



UWAGA ! FAŁSZYWE RÓŻAŃCE !

List do Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Dnia 9 Grudnia 2013 Michał Wytrykowski napisał(a): Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Zawsze Dziewica !

Pragnę jak najszybciej ostrzec i uświadomić, że ruch NEW AGE od jakiegoś czasu rozdaje na terenach Polski i za granicą przy Pielgrzymkach darmowe często fluoresencyjne, kolorowe, plastikowe pseudo różańce link poniżej przedstawia jak on wygląda: http://www.youtube.com/

Kolejny link przedstawia jak kobieta tłumaczy sposób modlitwy na podstawie księgi o duchach. I podkreśla że największą ma siłę o godz. 15:00 to jest przeciwieństwo godziny Miłosierdzia !!! http://www.youtube.com/

Proszę to na nowo przestudiować i rozpowszechnić jak również na nowo mówić o Różańcu jako najsilniejszym narzędziu przeciwko szatanowi !!!. Oprócz tego warto jeszcze poinformować, że sataniści nie śpią, również modlą się w innej "koronce" do swoich bożków: http://www.maitreya.org/english/Rosary_explanation_of.htm

Źródło: http://ksd.media.pl/publikacje/1653-uwaga-falszywe-rozance-list-do-ksd

„...Istnieją także „różańce” z satanistycznymi znakami – odwróconymi krzyżami, pentagramami itp. Są one wykorzystywane przez różnego rodzaju okultystów i satanistów, więc na pewno nie powinno się takich przedmiotów trzymać w domu. Jeśli posiadamy taką „biżuterię”, to najlepiej ją zniszczyć lub wyrzucić” (http://miesiecznikegzorcysta.pl/drogowskazy/item/464-newage-owski-rozaniec - tam znajdziesz całość artykułu „Newage'owy różaniec”).

Pod tym adresem mały filmik ukazujący takie różańce: http://www.parafia-rokitnica.pl/cms/download/gender.mp4

A właściwie takich „różańców” nie powinno się wyrzucać, aby wyrzucone nie trafiły do rąk osób nieświadomych lub, co gorsza, do rąk dziecięcych. Bezwzględnie należy spalić je lub pociąć na drobne kawałki i dopiero w takiej postaci wyrzucić.



„Gdzie skarb twój, tam i serce twoje”... Ale ze skarbem różańcowym na ziemi jest inaczej, bo tak wielu jest przeciwko niemu. Przeto na was ciąży obowiązek dbania o niego, czuwania nad nim i chronienia go z wielką ostrożnością, bo te przeciwne moce nie tylko uderzają wprost w Różaniec, ale i okrężną drogą atakują go. Brońcie więc Różańca Różańcem, by złodzieje nie ukradli wam czasu, który należy do Różańca. Brońcie go przed złym odmawianiem, które jak rdza przegryza nawet stal – nieznacznie, a powoli. Brońcie go przed molem lekceważenia, które często przechodzi na was od innych...” (MB do Barbary Kloss).

wróć do strony głównej