wróć do strony głównej


ÓŻANIEC - MARYJNY CZY CHRYSTUSOWY ?



„Zwykle rozumiemy różaniec jako modlitwę błagalno-proszącą. Modlimy się w określonej intencji np. w intencji Ojca św., ale... różaniec jest przede wszystkim modlitwą uwielbienia: chwalimy Maryję, ale nade wszystko uwielbiamy "błogosławiony Owoc Jej łona, Jezusa", za wszystko, co uczynił dla naszego zbawienia” (ks.Andreas Heinz).


reprodukcja z obrazka

Różaniec święty często nazywany jest “modlitwą maryjną”, co nawet u niektórych wierzących wywołuje krytyczne podejście do tej modlitwy i, jakże często, odrzucenie jej. A skąd się bierze takie błędne przekonanie ? Otóż stąd, że w Różańcu na 12 formuł modlitewnych, które odnoszą się do każdej kolejnej tajemnicy - aż 10 to „Zdrowaś Maryjo”. Mimo to, jeśli nawet mają w tym względzie trochę racji, w żadnym razie nie powinno to być powodem odrzucenia Różańca. Bo tak naprawdę, są to tylko racje pozorne !

Owszem, to prawda, że „dzisiaj odbieramy "Ave Maria" jako modlitwę maryjną, a nie, jak przed wiekami, w duchowości cysterskiej, jako modlitwę uwielbienia Chrystusa. Wynika to głównie stąd, że po Soborze Trydenckim dołączono do "Ave Maria" prośbę "Sancta Maria", która niezwykle wyraźnie zaakcentowuje treści maryjne” (ks.Andreas Heinz), sprawiając wrażenie, że postacią dominującą w Różańcu jest Maryja.

Prawdą jest, że według starego legendarnego przekazu, to właśnie Maryja przekazała różaniec świętemu Dominikowi Guzmanowi i pouczyła go, jak należy odmawiać tę modlitwę. Stąd utworzyło się przekonanie, że Różaniec jest modlitwą maryjną... Prawdą jest i to, iż wielokrotnie, w każdym dziesiątku powtarzana antyfona „Zdrowaś Maryjo”, wprost narzuca modlącym się sugestię maryjności Różańca. Ponadto, niewątpliwie na takie domniemanie wywarły swój znaczący wpływ różne formy Różańca, które już w swym tytule niosą zapowiedź maryjności, jak choćby popularna nowenna Pompejańska do Królowej Różańca Świętego albo Różaniec do Matki Bożej Miłosierdzia, Różaniec do Łez Matki Bożej czy Różaniec ku czci 13 Cnót Najświętszej Maryi Panny... Zresztą, jakiekolwiek byłyby powody skłaniające do mniemania, iż Różaniec jest modlitwą maryjną, to na pewno wynikają z błędnego rozumowania ! Ale o tym – za chwilę.

Zresztą, gdyby nawet tak było, to przecież nie ma w tym nic złego, że ktoś uważa Różaniec za modlitwę maryjną i nie ma się o co spierać !... Takie podejście byłoby najlepsze, gdyby nie to, że oponenci modlitwy różańcowej – nie tylko sami ją odrzucają będąc przekonani, iż Maryja w niej przesłania nam Jezusa, ale swoimi argumentami jeszcze innych potrafią skutecznie zbałamucić i odwieść od Różańca !

A przecież wystarczyłoby w świetle Ducha Świętego rozważyć tę modlitwę i zastanowić się, co stanowi jej treść. Wystarczyłoby zastanowić się „o Kim myślimy, gdy odmawiamy Różaniec ? O Maryi czy o Jezusie ? O Matce, czy o Synu ? Dobrze jest zadać sobie to pytanie, nawet jeśli koraliki naszego różańca są już mocno wytarte” (Mateusz Krawczyk)

Wtedy już nikt nikomu nie miałby szans narzucić błędnego pojmowania, bo każdy sam rozumiałby, że wszelkie te obawy są całkiem bezpodstawne. Wtedy już każdy sam umiałby zadbać o to, aby „Różaniec się nie zagubił w pobożności maryjnej, stającej się celem dla siebie do tego stopnia, że w praktyce zapomina się, iż Maryja ma prowadzić do Chrystusa. Bo jeśli w polu widzenia pozostaje przede wszystkim Królowa nieba oraz Jej siła wspomożycielska i opiekuńcza, to również gubi się charakter autentycznej modlitwy skierowanej do Jezusa. Na takie niebezpieczeństwa i przerosty jest tylko jedno antidotum: autentyczne skierowanie się do Jezusa Chrystusa poprzez oparcie się na konkretnych wypowiedziach Pisma Świętego, zwłaszcza Nowego Testamentu” (wg Rainera Scherschela)...

„Cały Stary testament daje świadectwo o Chrystusie. Ponieważ tajemnice różańcowe opisane są w Piśmie świętym Starego i Nowego Testamentu, dlatego Różaniec jest modlitwą ewangeliczną, jest streszczeniem Ewangelii i zarazem modlitwą chrystocentryczną, ukierunkowaną na Chrystusa Odkupiciela człowieka.” (o.Szymon Niezgoda OP).

Przekonajmy się o tym sami, rozważając Pozdrowienie anielskie

Mówiąc: „łaski pełna, Pan z Tobą...” – należy zastanowić się – dlaczego sam Bóg Ojciec polecił niebieskiemu posłańcowi wyakcentować to szczególne wyróżnienie ? Otóż „podczas zwiastowania anioł pozdrawia Maryję i nazywa ją – keharitomene. Pełna łaski oznacza tu zjednoczenie Maryi z Bogiem w Trójcy Świętej od momentu jej poczęcia. Bóg przebywa w niej od samego początku jej życia i dzięki temu zostaje zachowana od grzechu pierworodnego” (ks.Włodzimierz Wołyniec).

Dlaczego ta skromniutka Panna została wypełniona Jego łaską...? A dlatego, że właśnie Ona jedna, jedyna spośród wszystkich ludzi, jest niepokalanie poczęta i obdarzona tak wielką mocą, która miała Jej umożliwić pokonanie szatana (Rdz 3,15). Ale przede wszystkim dlatego, że właśnie do Niej, wybranej przed wiekami, najbardziej godnej ze wszystkich niewiast, posłaniec Boży miał się zwrócić z jedyną i niepowtarzalną misją - przyjęcia Boga wcielonego, który przez Jej przeczyste łono miał zstąpić tu, na ziemię.

Mówiąc: „Błogosławionaś Ty między niewiastami...” – trzeba rozważyć – dlaczego ? Ano dlatego, że Ojciec Niebieski już w swym zamyśle uczynił Ją błogosławioną nie tylko między niewiastami, ale najdoskonalszą spośród wszystkich stworzeń, Taką, w której „ani pierworodnej, ani uczynkowej winy skaza nie postała”, by była godna począć i wydać nam na świat Jezusa, Syna Bożego Jednorodzonego. A wtedy, mówiąc: „..i błogosławion owoc żywota Twojego – Jezus” – dotkniemy już samego sedna, czyli Jezusa, który jest Światłem ze Światłości, Bogiem prawdziwym z Boga prawdziwego, przez którego „wszystko się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało” (wg J 1,3).

Jak widać, rdzeniem "Zdrowaś Maryjo" jest dogmat o Chrystusie. Kiedy więc mówi się tutaj o Maryi "błogosławionej między niewiastami", to przede wszystkim oddaje się chwałę Temu, Kogo Ona urodziła i ze względu na Kogo doznaje Ona czci jako błogosławiona. Każde bowiem „Zdrowaś Maryjo" przechodzi w pochwałę owocu Jej łona. A jeśli dobrze się zastanowić dlaczego oddajemy cześć Matce Pana naszego, to bez trudu można pojąć, iż całość „Ave Maria” jest skierowana na oddawanie czci Bogu Ojcu, który przez Maryję dał nam Jezusa... Lecz to i tak jeszcze nie wszystko !

„Patrząc pobieżnie można odnieść wrażenie, że kult maryjny, szczególnie w Polsce, jest przesadzony, albo że przysłania samego Boga. Ale to nieprawda, bo jeśli przyjrzeć się Jej postaci, to widać wówczas, że nie tylko nie przysłania, ale pomaga w lepszym zrozumieniu Go albo w przyjęciu wobec Niego właściwej postawy. Bo Nazaretanka jest człowiekiem – i to takim, który w tę bliskość Boga wszedł najbliżej jak to jest możliwe” (Paweł F.Nowakowski –historyk, teolog, adiunkt w Instytucie Kulturoznawstwa Akademii „Ignatianum” w Krakowie – „Rycerz Niepokalanej” nr 3/2015).

Mimo, iż Święta Dziewica doznała takich wielkich łask, to Ona sama w swojej skromności i pokorze, zawsze chciała być postrzegana jakby na marginesie. Sama utożsamiła się ze służebnicą Pańską. I takiego porządku Kościół zawsze przestrzegał. Lecz przede wszystkim świadczą o tym rozważania tajemnic Bożych, które są nierozłącznie związane z tą modlitwą. Sama modlitwa bowiem, nawet powtarzana wiele razy, jest tylko zewnętrzną formą, „mechanicznym” wypowiadaniem utartych słów. Dlatego Różaniec święty nie byłby Różańcem, gdyby miał polegać jedynie na takiej modlitwie. Bo właśnie rozważania poszczególnych tajemnic z życia Jezusa i Maryi są tutaj najważniejsze ! One są sercem, duszą Różańca !!! I te dwa elementy scalone ze sobą, czyli modlitwa i rozważania, tworzą właściwy Różaniec. Zresztą, przybliżmy je:



W części radosnej

I. Anioł zwiastował Najświętszej Maryi Pannie, że pocznie Syna Bożego – Jezusa. Tutaj należy podkreślić „chrystocentryczną dynamikę " "Ave Maria"... Istotnie, w pierwszej części najpierw czcimy Maryję: "benedicta Tu in mulieribus" (błogosławionaś Ty między niewiastami), ale tekst nie zatrzymuje się „w połowie” lecz dalej zmierza, by osiągając swój szczyt i cel w Jezusie, który z woli Ojca i za Jej zgodą wzrastał w Jej świętym łonie: "benedictus fructus ventris Tui, Jesus" (błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus).

Pozdrowienie Maryi przez Anioła i nazwanie Jej pełną łaski, to oczywisty wyraz niezwykłej czci dla Jej osoby, mimo iż „na Wschodzie nie pozdrawiano kobiet. Anioł nie pozdrowił ani nie uczcił osobiście nawet mężczyzny i kapłana Zachariasza, gdy zapowiadał narodzenie Jana (Łk 1,11-13)... Tak byłoby i w przypadku Maryi, gdyby nie to, że tutaj chodziło o Jezusa, o Mesjasza, Syna Bożego, który miał się z Niej narodzić, ale w chwili pozdrowienia anielskiego Ona o tym jeszcze nie wiedziała. Przeto nic dziwnego, że była zaskoczona; że „zmieszała się na te słowa i rozważała, co mogłoby znaczyć to pozdrowienie” (Łk 1,29). Dlatego właśnie na pozdrowienie i uwielbienie Chrystusa w dalszych słowach położono tak wielki nacisk, iż z początku nawet "Ave Maria" nazywano "Salutatio Dominica" (Pozdrowienie Pańskie).

II. Elżbieta wita Maryję, jako Matkę Pana –noszącą w swoim łonie błogosławiony Owoc ! A jej radosne powitanie ukierunkowane jest w pierwszym rzędzie na Tego, kogo Maryja przynosi... Dalej, święta Dziewica cieszy się i dziękuje Bogu, za wielkie rzeczy, które Jej uczynił ! A tą naprawdę „wielką rzeczą” dla Niej jest poczęcie Mesjasza !

„Mówi się: błogosławiony mąż, błogosławiony chleb, błogosławiona niewiasta, błogosławiona ziemia albo coś jeszcze między stworzeniami nazywa się błogosławionym, jednakże w swoim rodzaju błogosławiony jest jedynie owoc Jej łona, ponieważ nad wszystkim jest Bóg błogosławiony na wieki” (św.Bernard z Claivaux).

III. W Betlejem narodził się Jezus. Aniołowie, pasterze i królowie z radością i szacunkiem Jego przyszli zobaczyć, Jemu oddali cześć. Natomiast „Maryja jest błogosławiona i w szczególny sposób przez wiernych pozdrawiana, ponieważ urodziła upragnionego Mesjasza, Taką interpretację spotykaną najwyraźniej w Nowym Testamencie, potwierdza nie tylko całe Pismo Święte, lecz także odczucia wiernych wyrażone w najwcześniejszych zwyczajach modlitewnych”.

IV. Jezus został ofiarowany Ojcu Niebieskiemu. Symeon długo czekał na Jezusa, a potem uznał w Nim Mesjasza i przepowiedział Jego przyszłość. Maryja przy tym była „w tle”, jedynie jako Matka. Wprawdzie Symeon w swym proroctwie dotknął i Jej przyszłości, ale tylko w takim kontekście, że Syn Jej będzie znakiem sprzeciwu, a miecz przeniknie serce Jej właśnie z tego powodu.

V. Maryja i Józef szukali Jezusa i odnaleźli Go w świątyni. To On wykazał się tak niezwykłą mądrością, taką bystrością swego umysłu, że zadziwił poważnych nauczycieli Pisma i znalazł posłuch u nich. To On upomniał swych ziemskich rodziców słowami: „Czyż nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do Mego Ojca ?” Oni zaś w tym momencie nie mieli już nic do powiedzenia.

W części światła i części bolesnej

Obie części, w całości, we wszystkich tajemnicach odnoszą się do Jezusa. Nawet podczas wesela w Kanie Galilejskiej, gdzie występuje Maryja, najważniejsze przesłanie, które pada z Jej ust, brzmi: „Zróbcie wszystko, cokolwiek [On] wam powie”... I to Jezus dokonał wtedy cudu przemiany wody w doskonałe wino.

W części chwalebnej

I i II tajemnica wprost dotyczą Jezusa.

III. Duch Święty obiecany przez Jezusa został przez Niego zesłany na zgromadzonych na modlitwie w Wieczerniku.

IV. Maryja została wniebowzięta jako jedyna Osoba od razu z duszą i z ciałem. Dlaczego ? Przede wszystkim dlatego, że była Matką Jezusa. Dlatego, że Jej ciało, które skrywało w sobie „Drogę, Prawdę i Życie”, nie mogło być poddane żadnemu rozkładowi ni żadnej profanacji, jakie są naturalną koleją rzeczy dla wszystkich pozostałych zmarłych.

V. Maryja została ukoronowana przez Boga w Trójcy Jedynego. I choć w tej tajemnicy Ona jest centralną postacią wyniesioną do najwyższej godności, to jednak decydentem i wykonawcą tego zaszczytu był sam Bóg.

Chyba już w tym momencie nikt nie wątpliwości, że to Chrystus jest w centrum prawie wszystkich tajemnic różańcowych, w centrum rozważań, medytacji i kontemplacji ! Stąd Różaniec jest nie tylko Chrystusowy, ale chrystocentryczny, a celem tej modlitwy jest rozważanie tajemnic zbawienia i życia Jezusa w łączności i na wzór Maryi, o której Pismo święte mówi: "Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała w swoim sercu (Łk 2, 19)... Chyba już teraz dostatecznie jasne stało się to, że „Obecność Maryi jest taka cicha, trochę ukryta, ale tam gdzie Ona wchodzi, tam wraz ze sobą przynosi Jezusa” (wg Toma Petersona).

I tylko tyle wystarczy wiedzieć, aby już nigdy nie sądzić błędnie, że Różaniec jest modlitwą, w której Ona, Matka, swoją osobą rzekomo przesłana Syna Bożego – Jezusa. Niechże to zrozumieją wszyscy oponenci, aby już nigdy i nikogo nie odwodzili od tej modlitwy, która w Kościele, po Mszy świętej, jest najważniejszą z modlitw (patrz także: BIBLIJNE PODSTAWY RÓŻAŃCA; DLACZEGO ORĘŻ TEN TAK BARDZO JEST SKUTECZNY i inne...); która jest najsilniejszą bronią w naszej walce z szatanem; która – jak mówią o tym niezliczone świadectwa – jest również najskuteczniejszą modlitwą błagalną.

Niechaj te argumenty dotrą także do wielu prawowiernych, którzy, podobnie jak i tamci, trwają przy błędnym rozumowaniu, bo „choć w dawniejszych pouczeniach Kościoła nie pomijano całkowicie chrystocentrycznego charakteru różańca, to w powszechnej świadomości religijnej katolików i niekatolików pozostaje on obecnie, podobnie jak i w przeszłości, raczej w cieniu. Jednak ten stan rzeczy nie odpowiada pobudkom, które decydowały o powstaniu i szerzeniu się różańca. W jego początkach chrystocentryzm pełnił rolę decydującą. I choć cześć dla Maryi miała nie mniejsze niż dziś znaczenie; była tylko lepiej wpleciona w uwielbienie Chrystusa” (Rainer Scherschel).

Prześledźmy więc „w kontekście historycznego rozwoju religijności”, to wszystko, co, być może, pozwoli nam się pozbyć najmniejszych wątpliwości; co raz na zawsze może nas ustawić we właściwym świetle wobec tej najważniejszej ze wszystkich innych modlitw.



Praźródłem modlitwy różańcowej takiej, jaką dzisiaj znamy, może być pierwszy list świętego Pawła do Tesalniczan, w którym święty skierował do nich, między innymi, te słowa: „...nieustannie się módlcie...” (1Tes 5,17)... I modlono się - do Boga, jak nauczył nas Jezus Chrystus, ale przede wszystkim do Niego samego, w każdym westchnieniu, w każdej modlitwie - w całym chrześcijańskim świecie. Zanim jeszcze uświadomiono sobie czcigodną rolę Matki Bożej, przez którą Jezus zstąpił do nas, to Jego otaczano niepowtarzalną czcią, ufnością i miłością; do Niego się zwracano w radościach i w cierpieniu, Jego wzywano w każdej potrzebie – tak ciała, jak i ducha.

Już w II wieku, w starym Kościele Męczenników, kiedy zaczęła się rozwijać pobożność psalmiczna, od początku przepojona była ona miłością do Chrystusa. Nawet Psałterz pojmowano i recytowano w duchu chrystologicznym. „Kościół Męczenników widział w Psałterzu nie tylko pewną ilość miejsc jaśniejących Chrystusowym światłem, ale cały Psałterz był dla tego Kościoła proroczą księgą spełnioną w Chrystusie. Niejako każdy psalm potrafił Kościołowi mówić o Chrystusie, albo sam Chrystus przemawiał w psalmie” (Balthasar Fischer).

We wczesnym okresie monastycznym wschodniego chrześcijaństwa, modlitwę nieustanną zaczęto podejmować w klasztorach, ale nie tylko, gdyż na podłożu rosyjskiej pobożności, pojawiła się ona wszędzie tam, gdzie było to możliwe. W literaturze prawosławnej istnieje dawny przekaz opisujący duchowe doświadczenia i przeżycia umiejącego czytać i trochę pisać chłopa, który utraciwszy nieszczęśliwym trafem żonę i cały majątek, wyruszył na pielgrzymkę, by nauczyć się modlitwy nieustannej.

Kto był autorem tej szczególnej peregrynacji modlitewnej, dziś trudno jest ustalić. Wiadomo tylko, że „opat Paisij z klasztoru św.Michała w Kazaniu († 1883 r.) odpisał ją od jakiegoś starca z góry Athos i oddał do druku. Jednakże tamten starzec również nie był autorem opowieści... Pielgrzym zaś, po wielu daremnych wysiłkach znalazł wreszcie „swojego” starca, który wtajemniczył go w modlitwę Jezusową, radząc, aby stopniowo, nie zniechęcając się, odmawiał króciutką modlitwę "Panie Jezu Chryste, zmiłuj się nade mną !" – najpierw trzy tysiące razy na dzień, następnie sześć, potem dwanaście tysięcy. W końcu mówi mu starzec: "Odmawiaj tę modlitwę tak często, jak chcesz, tyle, ile możesz, staraj się poświęcić jej wszystkie godziny dnia i czuwania. I przywołuj imię Jezusa Chrystusa bez liczby, oddając się pokornie woli Boga i od Niego oczekując pomocy. Wierzę, że nie opuści cię i pokieruje twoją drogą".



Wtajemniczony przez mądrego starca w praktykę modlitwy Jezusowej, pielgrzym poświęcił swoje życie na coraz głębsze jej przyswojenie. Z modlitwą na ustach i w sercu, wędrował poprzez całą Rosję, jak długa i szeroka. Z czasem tak bardzo przywykł do tej swojej modlitwy, że boleśnie odczuwał jej brak, ilekroć okoliczności mu w niej przeszkadzały. W końcu nie potrzebował już w ogóle odmawiać jej świadomie, gdyż odbywała się ona całkiem samoczynnie w jego umyśle i sercu. Wśród zajęć i prac, w rozmowie, a nawet we śnie, modlitwa Jezusowa łączyła się z rytmem jego oddechu i biciem serca. Wędrując z miejsca na miejsce, spotykał się z mnóstwem ludzi, z którymi wymieniał duchowe doświadczenia, których teraz sam uczył modlitwy Jezusowej, albo od których dowiadywał się o jej cudownej skuteczności”. Opis jego przeżyć jest tak bezpośredni, barwny i żywy, że od razu urzeka czytelników...

Oddziaływanie modlitwy na całą jego osobę było zdumiewające: "Kiedy doświadczyłem tych i tym podobnych błogich pociech – pisał – spostrzegłem, że pokazują one w trojaki sposób skutki płynące z modlitwy serca: w duchu, w odczuwaniu i w objawieniach. W duchu zaznajemy na przykład słodyczy miłości Bożej, wewnętrznego pokoju, zachwycenia umysłu, czystości myśli, uszczęśliwiającego myślenia o Bogu. W odczuwaniu – miłego ciepła serca, słodyczy wypełniającej wszystkie członki, radosnego drżenia serca, rześkiej lekkości; odczuwamy życie jako przyjemne, nie trapią nas choroby ani troski. W objawieniach- oświecenie rozumu, wnikanie w Pismo Święte, rozumiemy mowę stworzenia, czujemy się oderwani od ziemskiego zgiełku, poznajemy słodycz życia wewnętrznego, jesteśmy pewni bliskości Boga, jak również Jego miłości do nas".

„Opowieści pielgrzyma” dotarły także na Zachód Europy, szeroko rozpowszechniając modlitwę Jezusową... Powstał nawet sekciarski ruch, którego zwolennicy określani byli jako "mesalianie" lub "euchici" od syryjskiego względnie greckiego słowa oznaczającego modlitwę, którzy wyrażali pogląd, że człowiek nie ma żadnego innego zadania, jak tylko modlić się i przez modlitwę jednoczyć się z Bogiem...

Nieustanne modlenie się, stanowiło w III, IV i V stuleciu najważniejszy i główny program mnichów-eremitów, zwanych Ojcami Pustyni, którzy opuściwszy świat, aby wieść życie poświęcone wyłącznie Bogu, zamieszkali w Egipcie. Modlitwy ich polegały przede wszystkim na ciągłym recytowaniu krótkich wersetów z Psalmów czy innych Ksiąg Pisma Świętego, albo formułek samodzielnie przez siebie ułożonych. Ojcowie nie stawiali sobie minimum czasu na modlitwę, aby przez pozostały czas oddawać się innym zajęciom. Odwrotnie, ustalali maksimum czasu jaki byli gotowi poświęcić pracom zewnętrznym, by zaraz wracać znowu do modlenia się. Ale by również i przy pracy utrzymać ciągłość modlitw, posługiwali się króciutkimi aktami strzelistymi, które ciągle powtarzali. Pomysłów na przedłużanie modlitwy było mnóstwo. Abba Arseniusz, na przykład, był zdania, że godzina snu w nocy wystarczy mnichowi, by mógł pozostały czas poświęcić modlitwie, a jedna z najbardziej osobliwych realizacji modlitwy nieustannej polegała na tym, aby na czas, kiedy nie można było modlić się samemu, pozwolić zastąpić się innym.

Bardzo trudno było urzeczywistnić sens modlitwy nieustannej z powodu licznych rozproszeń, zwłaszcza, kiedy odmawiało się psalmy, lub kiedy w czasie wspólnego nabożeństwa czytano Pismo Święte, albowiem ruchliwy i niespokojny umysł odurzony różnorodnością, wahał się w tę i w tamtą stronę i nie wypełniał powinności modlitwy jak należy.. I wtedy pewien "Mnich Kościoła Wschodniego" opisał związek modlitwy Jezusowej z medytacją nad Biblią... Stopniowo więc zaczęto skłaniać się ku czuwaniu, rozmyślaniu i modlitwie, kładąc nacisk na naukę stałej pamięci o Bogu podczas każdej pracy, bo, jak mówił święty Bazyli: „wielbiąca pamięć o Bogu i Jego dziełach może w pełni realizować się zawsze i wszędzie, nawet przy pracy ręcznej”. Dostrzeżono, że nieustanna pamięć o Bogu rodzi błogosławione owoce odpowiedniego życia i odpowiednich czynów.

Modlitwa Jezusowa wciąż była najważniejszą z modlitw, ale w pewnym okresie zaczęto kłaść szczególny nacisk, na wzywanie Pana Jego Imieniem. To sprawiło, że Imię "Jezus" stało się głównym adresatem modlitw powtarzalnych. Jednak z czasem zaprzestano ograniczania się do samego Imienia, uświadamiając sobie, że modlitwa Jezusowa zyskuje swoją pełną wartość tylko w powiązaniu ze zorientowanym na Ewangelię rozmyślaniu o Nim. Dalsze przeobrażenia zezwalały już na to, aby w wezwaniach modlitwy Jezusowej, już nie musiało być koniecznie wypowiadane Imię Jezus. Zwrotami: „Synu Boży” i „Panie” zaczynało się wiele wezwań do Jezusa, w których Imię to w ogóle się nie pojawiało. Najsłynniejszą krótką modlitwą powtarzalną, skierowaną do Jezusa Chrystusa, w której nie ma Jego Imienia, jest bez wątpienia: „Kyrie elejson”.



Kolejny etap zmian w modlitwie Jezusowej dotyczył „skoncentrowania się osobistej modlitwy w tzw. modlitwie "jednozdaniowej", ulubionej formule modlącego się indywidualnie”, którą jako pierwszy zaczął uprawiać święty Jan Kasjan, mnich żyjący na przełomie IV/V wieku, jeden z największych autorytetów duchowych Kościoła wschodniego i zachodniego, który powtarzał wielokrotnie wezwanie ze swego ulubionego Psalmu 70: „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu, Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu” (Ps 70,2). Odtąd „modlitwą Jezusową stało się rytmiczne wzywanie Imienia Jezus, umieszczanego zazwyczaj wśród jakiegoś aktu strzelistego” (Heinrich Bacht).

Zasługą świętego Jana Kasjana było także ugruntowanie modlitwy Jezusowej w Europie Zachodniej, co nastąpiło dzięki przeniesieniu przez niego wschodnich doświadczeń życia zakonnego na grunt Zachodni. „Poprzez pisma tego świętego, modlitwa Jezusowa przyszła do nas na Zachód o półtora tysiąca lat wcześniej niż przez „Opowieści pielgrzyma”. Zatem to on stał się pierwszym "pielgrzymem", który mówił łacinnikom o tajemnicach modlitwy nieustannej praktykowanej przez chrześcijan Wschodu”.

Na chrześcijańskim Wschodzie istniała już bardzo wcześnie, poczynając od Orygenesa (185-254), całkiem zorientowana na Pismo Święte, mistyka Jezusowa. Jednakże zwrotu od raczej obiektywnej pobożności Chrystusowej do bardziej subiektywnie odbieranej, silnie poruszającej mistyki Jezusa, która niezależnie od Wschodu dała się poznać także na Zachodzie, nie da się pominąć. Święty Franciszek Ksawery, który nigdy nie znał wschodniej Modlitwy Jezusowej, na łożu śmierci nieustannie modlił się słowami: „Jezu, Synu Dawida, ulituj się nade mną i nad moimi grzechami”...

„Pobożność średniowieczna z upodobaniem wpatrywała się w "ziemskiego" Jezusa, tzn. sprzed Jego zmartwychwstania, odnosząc się z najwyższą czcią wprost do Imienia „Jezus”. Dla jednego z największych czcicieli Jezusa, świętego Bernarda z Claivaux (1090-1153), nie było żadnej innej drogi zbliżenia się do tajemnicy Bożej miłości, jak przez Chrystusa. A zbliżenie się do niej, to ciągła pamięć Jego słów i czynów, Jego życia i cierpienia oraz odpowiadające temu naśladowanie kroczenia Jego drogą... Także dla krewnej Bernarda, Asceliny z Boulancourt, najważniejsze było to, „aby mieć Pana w ustawicznej pamięci”. „Wiem, że nie ma we mnie nic dobrego poza tym, że ciągle myślę o Panu” – mówiła o sobie...

Także w Najświętszym Imieniu Pana, ów święty widział wszystko: „Co równie wzmacnia umysł istoty myślącej ? – rozważał. Co tak ucisza niespokojne zmysły, krzepi siły, ożywia dobre i godne szacunku obyczaje, sprzyja czystym uczuciom ? – pytał, znając jedyną ze wszystkich odpowiedzi... „Kiedy piszesz, nie w smak mi treść, gdy nie ma w niej Jezusa - przekonywał. Kiedy wiedziesz dysputę i przedstawiasz dowody, brzmią mi pusto jeśli nie słyszę w nich słowa Jezus. Jezus jest miodem w ustach, muzyką w uszach, radością w sercu” - zapewniał... I taki właśnie - zdecydowanie Chrystusowy - był rodowód Różańca świętego...


reprod. z „Przymierza z Maryją” nr 62/2012

Modlitwa Jezusowa od XIII wieku rozwijała się przede wszystkim w "tajemnicach" wcielenia, cierpienia i śmierci krzyżowej, nadając kierunek rozwoju niemieckiej mistyki oraz nowej pobożności w XIV i XV wieku. Znana niemiecka mistyczka Mechtylda z Magdeburga (ur.1208 r.) w jednym z doznawanych objawień ujrzała wizję drzewa, mającego oznaczać Chrystusa zarówno w całej Jego Osobie, jak i w poszczególnych dziełach. Innym razem – jak to zostało opisane w „Księdze duchowej łaski” - podczas Mszy widziała, jakby z ołtarza wyrastało drzewo przedziwnej wielkości. Wysokością sięgało aż do nieba, szerokością wypełniało obwód ziemi i pełne było owoców oraz niezliczonych liści. Wysokość drzewa oznaczała boskość Chrystusa, szerokość – Jego doskonałe życie. Owoce natomiast – wszelkie dobro wynikające z dzieł i życia Chrystusa. Na liściach były napisy ze złotych liter:

Jezus Chrystus przez Dziewicę zrodzony.

Jezus Chrystus, ósmego dnia obrzezany.

Jezus Chrystus, którego adorowali trzej królowie.

Jezus Chrystus ofiarowany w świątyni.

Jezus Chrystus przez Jana ochrzczony itd...

„Księga Mądrości Przedwiecznej” napisana przed dominikanina, Henryka Suzo (1295-1366), była w XIV i XV wieku najbardziej rozpowszechnioną książką do nabożeństwa. W niej to, obok dwudziestu rozważań o cierpieniach Chrystusa i Jego przyjaciół, szczególnie świętej Dziewicy i Matki, Maryi, znajdowało się sto rozważań i modlitw, będących czymś w rodzaju podanych w punktach rozmyślań połączonych z modlitwami. We wstępie książki napisano: "Kto pragnie w sposób krótki, właściwy i zbawienny nauczyć się rozważania w oparciu o umiłowaną mękę naszego Pana Jezusa Chrystusa, jedyne źródło naszego zbawienia; kto pragnie okazać wdzięczność za Jego niezliczone cierpienia – niechaj wyuczy się na pamięć zwłaszcza poniższych stu rozważań, ujętych, odpowiednio do myśli, w te krótkie słowa. Niechaj je codziennie nabożnie odmawia i rozważa ze stu klęknięciami czy innymi stosownymi oznakami pokuty, dodając do każdej z tych oznak po jednym "Ojcze nasz" czy też "Witaj Królowo" lub "Zdrowaś", gdy mowa o Najświętszej Pannie. Oto niektóre z tych rozważań:

I. Ach, Wieczna Mądrości, moje serce wspomina Ciebie, jak po ostatniej wieczerzy, na Górze, pośród trwóg Twego czułego serca, byłeś krwawym potem oblany;

II. Jak byłeś podstępnie ujęty, srogo związany i żałośnie odprowadzony;

III. Panie, jakże byłeś w nocy, twardymi ciosami, opluciem, przewiązaniem Twoich pięknych oczu haniebnie zelżony;

IV. Z nastaniem ranka przed Kajfaszem osądzony i jako winny na śmierć wydany;

V. Przez swą czułą Matkę z bezdennym bólem serca oglądany;

VI. Byłeś haniebnie stawiony przed Piłata, fałszywie oskarżony, na śmierć skazany;

VII. Ty, Wieczna Mądrości, byłeś przed Herodem w białych szatach jak błazen wyszydzony;

VIII. Twoje piękne ciało było, ach, jakże boleśnie, okrutnie biczami na strzępy rozszarpane;

IX. Twoja wrażliwa głowa była ostrymi cierniami przebita, a lube oblicze krwią zalane,

X. Tak oto byłeś skazany i marnie, haniebnie ze swoim krzyżem na śmierć prowadzony...”

Siostry z Töss koło Winterhur modliły się podaną przez Suzona zasadą. Jedna z nich, Jüzi Schulthasin, będąc na łożu boleści, każdego dnia odmawiała 60 „Ojcze nasz”, 60 „Chwalcie Pana wszystkie narody” i 60 „Chwała Ojcu...” z rozważaniami męki naszego Pana od chwili jak wstąpił na Górę, aż do wstąpienia do nieba”.



Korzenie tej modlitwy prawdopodobnie sięgają o wiele głębiej w historię pobożności średniowiecznej, niż to do tej pory przypuszczano. „Wyniki najnowszych badań nad Różańcem wykazały bowiem jasno, że Różaniec w swoich początkach pomyślany był jako medytacja o Chrystusie. Wiele przemawia za tym, że wyrósł on z mistyki (Jesusmystik) wielkiego cystersa, świętego Barnarda z Clairvaux... W bibliotece miejskiej w Trewirze, w modlitewniku cysterskim z około 1300 roku, ks.Andreas Heinz niespodziewanie odnalazł „Różaniec o życiu Jezusa”. Z tego by wynikało, że właśnie cystersi przyczynili się do ukształtowania Różańca. Od nich więc pochodzi nie tylko ciąg 50 "Ave Maria", ale i pomysł połączenia go z rozważaniem tajemnic z życia Jezusa.

W najstarszym Różańcu cysterskim ze stu tajemnicami, mamy zawarte wydarzenia od triumfalnego wjazdu do Jerozolimy aż do śmierci na krzyżu. Ale Różaniec nie zatrzymuje się na współczuciu z cierpiącym Panem, jak to czyni pobożność ludowa, lecz teologicznie poprawnie kroczy dalej, zwracając się ku Zmartwychwstaniu, wniebowstąpieniu i ku końcowi historii zbawienia. Różaniec ten rozważa całą tajemnicę paschy Chrystusa” (wg ks.Andreasa Heinza)...

Nic dziwnego, że już wtedy używano słowa „różaniec”, bo około 1300 roku pojęciem tym - z łacińskiego - „rosarium”, określano wszelkie możliwe zbiory. Przeto nazwę „rosarium”, kojarzoną ze zbiorem, można było przypisać każdej modlitwie polegającej na wielokrotnym powtarzaniu tych samych lub tematycznie zbliżonych elementów, gdyż one także stanowiły zbiór. W oparciu o to powstała nazwa „Różaniec o życiu Jezusa” lub po prostu „Różaniec Jezusowy”.

Ludolf z Saksonii (1295-1377), zwany też Ludolfem kartuzem, wsławił się przede wszystkim tym, że w swojej książce „Vita Jesu Christi”, która stała się najpoczytniejszą książką późnego średniowiecza, jako pierwszy napisał pełną summę życia Jezusa. Oparta na mocno ugruntowanej i wyraźnie chrystocentrycznej teologii, jednocześnie była ona zachętą dla innych i dla siebie samego, do głębszego zrozumienia i naśladowania Chrystusa, dla życia z Chrystusem... Duchowość tego człowieka bez wątpienia wpłynęła decydująco na powstanie „Różańca o życiu Jezusa”, a przede wszystkim miała wielki wpływ na pobożność ludzi.

„Zbliżaj się więc do Niego z sercem pełnym oddania – pisał on w swojej książce. Do Niego, który zstępuje z łona Ojca w ciało Dziewicy. Wraz z aniołem, ty w czystej wierze, bądź dla Niego niejako drugim zwiastunem Niepokalanego Poczęcia. Składaj Dziewiczej Matce powinszowania, że ze względu na ciebie została obdarzona takim owocem. Bądź obecny przy Jego narodzeniu i obrzezaniu niby – wraz z Józefem – dobry przybrany ojciec. Idź z mędrcami do Betlejem i adoruj z nimi królewskie Dziecię...” itp. Każdy ze swoich 181 rozdziałów, Ludolf zamyka modlitwą...

Jego zdaniem Imię Jezusa „ma moc oczyszczającą, jeśli idzie o splamienie przez grzech; uświęcającą, jeśli idzie o winę i usprawiedliwiającą, jeśli idzie o stan oskarżenia. Imię Jezus staje się więc ratunkiem grzesznika”. W rozdziale 10, na temat Ewangelii o obrzezaniu Jezusa, Ludolf przytacza 14 powodów stanowiących o godności Jego Imienia:

„Po pierwsze, to święte Imię było już przed wiekami przewidziane i uświęcone; po wtóre, zostało wypowiedziane ustami Boga; po trzecie, z dawna było upragnione przez patriarchów i proroków; po czwarte, zostało przepowiedziane przez proroków; po piąte, jego prefiguracją był Jezus Nave (sic !) zwany również Jozue; po szóste, było przez anioła zwiastowane Maryi i Józefowi; po siódme, przez świętą Dziewicę uwielbione; po ósme, przez Józefa w dniu dzisiejszym Mu nadane; po dziewiąte, przez aniołów ludowi obwieszczone; po dziesiąte, przez Apostołów wysławione; po jedenaste, przez męczenników zaświadczone; po dwunaste, przez wyznawców wychwalone; po trzynaste, przez święte dziewice niby rozlany olejek wypróbowane; po czternaste, przez wierzących uczczone”.

Nie sposób wymienić tu wszystkich, którzy w XIII i XIV wieku przyczynili się do rozszerzenia kultu Imienia Jezusa i w tymże duchu nauczali, pisali wiersze, głosili kazania i zanosili modły. Jeśli więc w tych wiekach zaczęto do zwykłej dotąd formy „Zdrowaś Maryjo” dodawać jako zakończenie i punkt szczytowy Imię Jezus czy Jezus Chrystus, to nie był to bynajmniej proces bez znaczenia czy mało ważny, Odpowiadał bowiem wyraźnej tendencji średniowiecznej pobożności, aby przyzywać, wymawiać, czcić Imię Jezus, a nawet potrzebować go poniekąd jako sakramentu, z którego rozchodzą się szczególne działania łaski.


reprodukcja z obrazka

Kartuz, Henryk Ekher z Kalkar (1328-1408), dobrze znał i cenił dzieło swojego współbrata i zwierzchnika zakonnego, toteż na jego podstawie opracował skrót do ćwiczeń medytacyjnych dla nowicjuszy, co zostało zawarte w jednym z jego pism:

„A teraz niech w Twoim sercu – pisał - rozważnie przejdzie życie Pana Jezusa Chrystusa w dwudziestu i jednej części: (1) Jego poczęcie’ (2) narodzenie; (3) obrzezanie; (4) objawienie (epifania); (5) ofiarowanie w świątyni; (6) ucieczka do Egiptu; (7) wychowanie (młodość); (8) kuszenie; (9) Jego chrzest; (10) wspólne życie (convictum); (11) zachowanie się; (12) wędrówki; (13) głoszenie dobrej nowiny; (14) gorliwość w zachowaniu prawa; (15) wieczerza; (16) mowa (pożegnalna); (17) Jego uwięzienie; (18) wyszydzenie; (19) Krzyż (ukrzyżowanie); (20) śmierć; (21) pogrzeb. A szczególnie – pisał dalej – niech przy tym rozważa ową najbardziej gorzką noc i pohańbienie przed Piłatem i Herodem, biczowanie i cierniem ukoronowanie, niesienie Krzyża i ściekanie czterech świętych strug (krwi), tak, aby odczuł w swym sercu przynajmniej trochę goryczy i bólu...”.

Siostry z klasztoru cystersek St.Thomas nad Kyll w górach Eifel już na sto lat przed kartuzami trewirskimi stosowały całkiem podobną formę „Różańca o życiu Jezusa”, do tej, jaką utworzyli później Adolf z Essen i Dominik z Prus. W ich formie modlitwy, w poszczególnych „Zdrowaś Maryjo”, za każdym razem do imienia Jezus dodawano pewien moment z Jego życia. Ich Różaniec w stosunku do Różańca kartuzów, polegał wyłącznie na formie językowej i na treści rozważań tematów.

Adolf z Essen († 1439) kartuski zakonnik z trewirskiego klasztoru św.Albana, będąc pisarzem ascetycznym, obok innych pozycji, stworzył również dziełko, w którym wyjaśnił, jak odprawiać modlitwę różańcową o życiu Jezusa. Około 1400 roku, jako duchowy kierownik i spowiednik księżnej Lotaryngii, Małgorzaty Bawarskiej, osoby wielce niestałej i światowej, podarował księżnej, ku jej wzrostowi duchowemu, dwa pisma, które miały zawierać, objaśniać i polecać formę modlitwy różańcowej o życiu Jezusa. Prawdopodobnie były to: „Różany ogródek naszej Najświętszej Pani” oraz ułożone przez Adolfa „Życie Jezusa”. Dzięki obu tym dziełkom, księżna znalazła drogę do modlitwy różańcowej, praktykując ją z takim zapałem i wytrwałością, że niemal z dnia na dzień stała się inną Małgorzatą.

Według innych badaczy historii Różańca, to nie Adolf z Essen, ale Dominik z Prus prawdopodobnie przesłał księżnej, za zgodą swego przełożonego, który od 1409 roku był już przeorem - objaśnienie modlitw różańcowych z napisanymi przez siebie klauzulami o życiu Jezusa, co stało się początkiem jej gorliwości w tych modlitwach oraz wewnętrznej przemiany prowadzącej do pogłębionej pobożności. Księżna stała się bowiem postrachem dla wrogów swego męża, ponieważ w przypadku wojny swoimi modłami wywierała większy wpływ na przebieg walki niż książę swoimi wojskami... „Jeśli przyjrzeć się wnikliwie jej życiu, stawało się ono właśnie dzięki jej modłom różańcowym coraz bardziej życiem na kształt Chrystusa, opartym na Jego przykładzie, to nie da się zaprzeczyć, że również w sensie głębszego duchowego oddziaływania, można o Różańcu mówić jako o „Modlitwie Jezusowej Zachodu”. I to tym bardziej, że Różaniec stawał się w następnych czasach coraz bardziej popularny i w wysokim stopniu kształtował modlitewność chrześcijańskiego ludu.

W kazaniu o Zwiastowaniu, zapisanym w VII lub na początku VIII wieku, które przypisuje się świętemu Atanazemu, wyraźnie wyczuwa się dynamikę kierującą się od wezwania Maryi ku uwielbieniu Jej Syna. W sposób widoczny wyprowadza ona chrystologiczne uzasadnienie dla „Zdrowaś Maryjo” i prośbę o wstawiennictwo: "Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan jest z Tobą. Wstaw się za nami Pani i Władczyni, Królowo i Matko Boża, gdyż z nas pochodzisz Ty i zrodzony z Ciebie nasz "wcielony" Bóg. Jemu przystoi chwała i majestat, wszelka cześć i uwielbienie, i dziękczynienie, wraz z Jego Ojcem nie mającym początku oraz ze Świętym, dobrym, wszystko ożywiającym Duchem, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen".

Podobnie było w późniejszych wiekach, kiedy to w mistyce Jezusa odnajdywali się zgodnie nawet najgorliwsi średniowieczni czciciele Maryi: Anzelm z Canterbury, Bernard z Clairvaux, Franciszek z Asyżu, Bonawentura Ryszard Rolle i Henryk Suzo. Oni też w kontekstach modlitwy coraz częściej zaczęli łączyć oba imiona: Jezusa i Maryi. Dla nich wszystkich Jezus i Maryja stanowili bowiem jednolitą i nierozłączną całość pojęciową, przy czym Maryja była integralną częścią Bosko-ludzkiej rzeczywistości Jezusa. Owi mistrzowie życia duchowego umieli wzywać Maryje, by mówić o Jezusie i modlić się do Jezusa, kiedy pozdrawiali Maryję.

„Bez wątpienia, cokolwiek przywodzimy na pochwałę Maryi, odnosi się do Syna” (św.Bernard z Claivaux).

Niezależnie od czci, jaką od zarania chrześcijaństwa obdarzano Jezusa, z chrześcijańskiego Wschodu na grunt pobożności Zachodniej przeszczepiono Pozdrowienie Anielskie, również jako modlitwę powtarzalną.



Później, obok modlitwy „Ojcze nasz”, także jej przyznano status modlitwy zastępczej (w miejsce Psalmów), dozwolonej przez irlandzkie księgi pokutne. Tak więc już na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia, równolegle praktykowano modlitwę Jezusową, Modlitwę Pańską i Pozdrowienie Anielskie. Dlatego „modlitwa Jezusowa” polegająca na rozważaniu życia Jezusa i zasług, jakie nam wyświadczył, która „przecierała drogę” Różańcowi, nie od razu trafiła „między lud”, jako że „zamienniki” Psalmów zdominowały wszystkie inne pobożne przedsięwzięcia. One to bowiem przez długi czas spełniały rolę modlitwy powtarzalnej... Wszystko to sprawiło, że grunt do powstania Różańca, tej jednej, zwartej modlitwy jaką dzisiaj znamy, poprzez najrozmaitsze formy modlitwy i medytacji, już około 1400 roku okazał się zupełnie dojrzały. Ale powstanie ostatecznej postaci takiego Różańca, przypisuje się trewirskiemu kartuzowi, Dominikowi z Prus († 1460).

Niektórzy badacze historii Różańca są zdania, że właściwe, duchowe podstawy do tej modlitwy położył Adolf z Essen, jeszcze zanim Dominik z Prus przybył do Trewiru. Owszem, Adolf wprowadził Dominika w duchowość i modlitwy kartuzów. Nauczył go także „Różańca o życiu Jezusa”, i to w postaci takiej, w jakiej on sam od wielu lat go odmawiał, czyli w połączeniu z myślnymi rozważaniami życia Jezusa. Ale to Dominik po słowach: "benedictus fructus ventris Tui, Jezus" ("Błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus"), za każdym razem dołączał po jednym, kolejnym punkcie wydarzeń związanych z życiem Jezusa i Maryi. W ten sposób ułożył pięćdziesiąt dopowiedzeń, nazwanych przez niego klauzulami, które pozwalały mu przejść przez całe życie Chrystusa w trakcie pozdrawiania Jego Matki. Oto kilka przykładów tych klauzul:

Ave Maria, gratia plena, Dominus tecum. Benedicta tu inmulieribus, et benedictus fructus ventris tui Jesus Christus. (Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą. Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławion owoc żywota Twojego Jezus Chrystus...).

(1) Quem Angelonuntiante de spiritu sancto concepisti. Amen. (którego za zwiastowaniem anielskim poczęłaś z Ducha Świętego. Amen.

(2) Quo conceptio in montana ad Elyzabeth ivisti. Amen (którego począwszy poszłaś w góry do Elżbiety. Amen)

(3) Quem virgo sancta mente et corpore semper permanens , cum gaudio genuisti. Amen (którego, wciąż pozostając ciałem i duszą Dziewicą, z radością urodziłaś. Amen).

(4) Quem ut creatorem tuum adorasti, et virginies tuis uberibus lactasti. Amen (którego wielbiłaś jako swego Stwórcę i karmiłaś ze swej dziewiczej piersi. Amen).

Kiedy więc późnośredniowieczne rozważanie cierpień z życia Jezusa związało się z powtarzalną modlitwą „Zdrowaś Maryjo” w jeden zwarty Różaniec o życiu Jezusa z jego licznymi tajemnicami, powstał Różaniec jako nowa forma i stopień modlitwy Jezusowej. A jak widać z przytoczonych tutaj klauzul, to, że „punktem odniesienia i kryterium wyboru klauzul Różańca jest Osoba i życie Pana naszego Jezusa Chrystusa – wyraża się nawet już zewnętrznie w tym, że klauzule dołącza się do „Zdrowaś Maryjo” gramatycznie jako zdania podrzędne względem Imienia Jezus”

I choć „Zdrowaś Maryjo” stało już przedtem w związku znaczeniowym teo- i chrystocentrycznym - jako środek do nieustającej modlitwy, jako środek do budzenia pamięci o Bogu, jako chrystologiczne uzupełnienie „Ojcze nasz” – to związek ten uzyskał ostateczny wyraz w dołączeniu Imienia Jezus. „Zdrowaś Maryjo” stało się we właściwym sensie modlitwą do Jezusa, gdy związały się z nim intencje kultu Imienia Jezus. Ten odczuwalny już przez średniowieczną pobożność związek wewnętrzny między obiema modlitwami, pozwala zrozumieć, że przez dołączenie Imienia Jezus można było już całkiem wyraźnie ukształtować „Zdrowaś Maryjo” w rodzaj modlitwy Jezusowej. Odtąd modlitwę „Zdrowaś Maryjo” będącą inwokacją do Maryi, można było określić również jako modlitwę do Jezusa, lub przynajmniej jako modlitwę o Jezusie.

“Różaniec jest to moja pierwsza i moja jedyna modlitwa. Jeśli nie pozdrawia się gospodyni domu przy wejściu do Ewangelii, nie można zrozumieć słów Chrystusa... Cała Ewangelia staje się jasna, jeśli pozdrawia się Maryję. Bez tego pozdrowienia przebiega się przez tekst święty w buciskach lub skafandrze; wchodzi się tam z człowiekiem, a wychodzi z trupem na ramionach, nic więcej. Jeśli zaś pochylamy się przed Maryją tak jak anioł, Ona otwiera nam Ewangelię ! Maryja jest drzwiami Ewangelii ! Jeśli nie wchodzi się przez drzwi, przez Maryję, to głowa uderza o mur z cegieł” (André Frossard).

Nie podważając znaczącego udziału i niezaprzeczalnej roli Matki Chrystusa, Maryi, w dziele zbawienia, z całą pewnością musimy jednak stwierdzić, że Różaniec jest nie tylko modlitwą Chrystusową, ale – jak już wyżej powiedziano – modlitwą chrystocentryczną, gdyż Jezus Chrystus znajduje się w centrum tej modlitwy i wszystko, co rozważamy, od początku do końca - albo wprost dotyczy Jego Boskiej Osoby, albo przynajmniej w istotny sposób jest z Nią związane. Mimo to, cześć Najświętszej Maryi Panny w niczym nie zostaje umniejszona, bo – jak zapewniał święty Bernard z Claivaux – wprawdzie „istnieje zasadnicza różnica między sławieniem Maryi a pochwałą Jezusa, to nie ma jednak przeciwieństwa ani rywalizacji między kultem Jezusa i Maryi, tylko wewnętrzny związek”.

„Jeśli Chrystus, jedyny Pośrednik, jest Drogą naszej modlitwy, to Maryja najpełniej jaśniejąca Jego blaskiem, ukazuje tę Drogę... W Różańcu błagamy Maryję, Przybytek Ducha Świętego (Łk 1,35), a Ona staje przed Ojcem, który obdarzył Ją pełnią łask, i przed Synem zrodzonym z Jej łona, modląc się z nami i za nas. I chociaż odmawiając "Zdrowaś Maryjo" powtarzamy bez końca dialog Gabriela i Elżbiety z Maryją, to w istocie nie zatrzymujemy się na Jej postaci, lecz "czujemy się pobudzani, by szukać wciąż na nowo u Maryi, w Jej ramionach i w Jej Sercu "błogosławionego owocu Jej żywota"(Łk 1,42)” (ks.Wojciech Bartkowicz)...

„Jeśli powtarzanie "Zdrowaś Maryjo" zwraca się bezpośrednio do Matki Najświętszej, to z Nią i przez Nią miłość odnosi się ostatecznie do Jezusa” (św.Jan Paweł II). A to, że w modlitwie różańcowej wielokrotnie zwracamy się wprost do Maryi, aby „modliła się za nami grzesznymi...”; że powierzamy nasze sprawy Jej przemożnemu wstawiennictwu – jest rzeczą oczywistą, skoro właśnie Ona została ustanowioną przez Boga „orędowniczką naszą, pośredniczką i pocieszycielką naszą”. Ona bowiem, modląc się za nami, którzy mamy swoje troski, swoje pragnienia i potrzeby – najlepiej umie je przedstawić Bogu wszechmocnemu...

Bo choć Różaniec jest modlitwą Chrystusową, to staje się nią właśnie przez Maryję ! Jest on bowiem „kontemplacją Chrystusa wraz z Maryją, uczeniem się Chrystusa z Maryją, proszeniem Chrystusa z Maryją, głoszeniem Chrystusa z Maryją” (wg św.Jana Pawła II). „Z Nią w Różańcu wspominamy Chrystusa... i zgłębiamy Jego misterium” (ks.Erobert Grohs). Z Nią „idziemy razem od Zwiastowania przez Betlejem, świątynię jerozolimską, modlitwę w Ogrójcu i poniżenie w pretorium oraz niepojętą ofiarę Golgoty, aż do nieskończonej chwały Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia. A w końcu, jakby dla podkreślenia udziału Maryi w dziele Odkupienia, docieramy do Jej Wniebowzięcia i Ukoronowania, na które zasłużyła sobie całym swoim życiem” (Dominik Jednorowski). „Modląc się na różańcu, staramy się bowiem dokonać rzeczy obiektywnie niemożliwej: próbujemy patrzeć na Tajemnice naszego zbawienia tak, jak widziała je i przeżywała Matka Boża, i na Jej wzór staramy się je przyjmować i nimi nasycać. Ona bowiem, :ilekroć Jezus zwraca się do Niej, pytając czego pragnie – ma dla Niego zawsze tylko jedną odpowiedź: "Synu, abyś był kochany" (wg Barbary Kloss). Dorównanie Jej w miłowaniu Chrystusa przekracza oczywiście nasze możliwości. Ona była przecież całkowicie bezgrzeszna i pełna łaski, my zaś jesteśmy ułomni i jeśli nawet ufamy Bogu, to nie potrafimy zaufać Mu bez reszty. Jednak już to, że staramy się Jej dorównać -- jeśli tylko rzeczywiście się staramy -- ogromnie nas do Chrystusa przybliża” (o.Jacek Salij OP).



Niezależnie od chrystocentryczności Różańca, to cała Ewangelia i całe życie Maryi także zamknięte w Różańcu, mają niebagatelny wpływ nie tylko na zbliżenie się do modlitwy różańcowej, ale i na całokształt poglądów młodych ludzi, na ich postawę życiową. Niechaj zaświadczą o tym fragmenty świadectw dwóch młodych dziewcząt, które uczestniczyły w Światowych Dniach Młodzieży, jakie miały miejsce u nas, w Polsce, w lecie 2016 roku:

„...Podczas tej nowenny [Pompejańskiej] – mówiła Kasia z Polski - chyba pierwszy raz tak naprawdę zetknęłam się z Różańcem. Maryja jest dla mnie ogromna tajemnicą i od niedawna, dopiero przez różnych ludzi i wiele konferencji, zaczęłam się bardziej Nią interesować. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tak mało o Niej wiem i nie zabiegałam o to, aby Ją poznać... [W jednym z kazań] bardzo poruszyły mnie słowa księdza, że Maryja chce byśmy Ją naśladowali, ale nie taką z obrazu, w złotej szacie, której wszyscy się kłaniają, lecz byśmy naśladowali Ją w naszym zwykłym szarym życiu, w pokorze, wytrwałości i świętości; właśnie w małych rzeczach, zupełnie przyziemnych. Ona właśnie tej świętości uczy tam, gdzie my jej nie zauważamy...”

„Przez te wszystkie lata nie byłam fanką Różańca – przyznałą Magda z Anglii. Wydawał m i się nudny i mało istotny. Z powodu braku odpowiedniej koncentracji i wiedzy, myślami szybko przenosiłam się gdzie indziej i tylko, jak to się mówi, klepałam formułkę. Sądziłam, że Różaniec jako modlitwa jest monotonny i bez wyrazu. Traktowałam go bardzo szorstko i raczej jako konieczność.

Z perspektywy czasu wiem, że było to spowodowane moim błędnym postrzeganiem Maryi. Nie zdawałam sobie sprawy, jak ważną rolę odegrała. Dopiero z biegiem lat, po licznych rekolekcjach, po wysłuchaniu wielu wskazówek duszpasterzy oraz zgłębianiu wiedzy, zaczęłam uświadamiać sobie, jak niesamowicie przedsiębiorczą, silną oraz wpływową kobietą była i jest Maryja. Różaniec jest jakby... rozważaniem najpiękniejszego oddania, jakie kiedykolwiek miało miejsce.

„Prowadząc serdeczne rozmowy z Jezusem i Jego Matką, wpatrując się w ich przykład, wchodząc w tę zażyłość, jaka jest między nimi, rozwijam to samo w sobie, i jak dalece pozwoli moja miłość, stanę się do Nich podobny i nauczę się od tych najwyższych przykładów życia pokornego, ubogiego, ukrytego, cierpliwego i doskonałego” (RVM 15).

W miarę lepszego poznawania Maryi moja modlitwa stawała się głębsza i mocniejsza. Teraz już nie ma nudy i monotonii, a jest odpowiedni szacunek i uwielbienie. Jest też to dla mnie ogromną lekcja pokory i cierpliwości, której uczyłam się od najlepszej Matki. Moja znajomość z Maryją przypomina trochę znajomość z każdym człowiekiem. Najpierw jest on tajemnicą i nie wiemy z kim mamy do czynienia, ale w miarę poznawania szczegółów z jego życia, obserwacji zachowania tej osoby w różnych sytuacjach, zaczynamy darzyć ją szacunkiem. Chcemy wiedzieć więcej i częściej z tą osobą rozmawiać. Dodatkowo, dobrą przyjaźń cechuje to, że pod jej wpływem zmieniamy się na lepsze. A tak jest w przypadku mojej przyjaźni z Maryją” (Magda z Anglii – „Różaniec” nr 10/2016) – tam znajdziesz całość).

Przeto „nie będzie błędem, jeśli ktoś Różaniec święty określi mianem modlitwy maryjnej, pod warunkiem, że będzie miał świadomość, iż Różaniec przez Maryję prowadzi do Jezusa, odkrywa nam Jezusa, przybliża nam Jezusa i oddaje Mu cześć - właśnie przez Maryję. Źródła: Rainer Scherschel „Różaniec, modlitwa Jezusowa Zachodu” Wydawnictwo „W drodze” Poznań 1988).

Wykład ks. Andreasa Heinza http://www.jasnagora.com/wydarzenie-6068;



„W pogłębiającej się świadomości chrześcijańskiej różaniec winien być coraz bardziej sposobem "modlenia się Ewangelią" i życiem Zbawiciela” (wg Edmunda Misiołka).ale „szczególne związanie tej modlitwy z Matką Bożą nadaje jej ciepły, serdeczny ton, sprawia, że wielu sięga po nią w chwilach trudnych, gdy człowiek niejako odruchowo pragnie matczynej bliskości i pomocy” (Ilustr. Encykl. Dla młodziezy).

„Gdzie jest mieszkanie Boga, tam jestem i Ja, a cała jestem w Różańcu. Kto zatem dobrze mówi Różaniec, ten przeze Mnie łączy się z Bogiem. To jest najprostszy i najłatwiejszy sposób, każdemu w każdej okoliczności i w najprostszy sposób dostępny” (MB do Barbary Kloss).

wróć do strony głównej