wróć do strony głównej



ADZIWIAJĄCA MOC RÓŻAŃCA ŚWIĘTEGO



„Każdy rytm, z taką wielką siłą oddziaływuje na materię - aż do pękania mocnej konstrukcji, tak też i w sferze duchowej, wspólnie odmawiany różaniec ma podobne działanie” (MB do Barbary Kloss).


reprod. z chomikuj.pl : zdjęcia figury MB Fatimskiej

„Każde ziemskie mocarstwo ma swoją armię. Na jej utrzymanie przeznacza część budżetu. Na poligonach szkoli komandosów, wpaja im sposoby skutecznego niszczenia przeciwnika. Uczeni w laboratoriach opracowują coraz to nowsze rodzaje broni, która ma tylko jeden cel: niszczyć i zabijać. Na tle tych mocarstw Kościół, który nie ma swojej armii, wydaje się całkowicie bezbronny. (Stalin kiedyś zapytał: "Ile dywizji ma papież ?"). A jednak...

A jednak Kościół również ma swoją armię. Ma swych żołnierzy, którym daje do ręki broń. Jest ona niepozorna i w porównaniu z nowoczesnym uzbrojeniem współczesnych armii wygląda wręcz śmiesznie... Jest jednak bardzo skuteczna. Tylko że działa trochę nietypowo: nie zabija, nie niszczy, nie rozlewa krwi...

Ta broń to Różaniec. W czym tkwi jego siła ? Na pewno nie w militarnym geniuszu generałów, nie w przebiegłości dyplomatów czy strategii dowódców. Siła Różańca leży w odwołaniu się do najwyższej Mocy i Potęgi – do Boga samego. Drugim źródłem skuteczności Różańca jest wstawiennictwo Maryi i Jej zjednoczenie z Chrystusem. Tę moc niejednokrotnie odczuwali na swej skórze wrogowie Boga i Kościoła. Począwszy od floty tureckiej, która w bitwie pod Lepanto została pokonana przez znacznie mniejszą flotę chrześcijańską, poprzez armię Kara Mustafy pod Wiedniem, aż do naszych czasów.

O tym, że Różaniec jest potężną bronią, Matka Boża przypomina podczas każdego objawienia: Lourdes, Fatima, Gietrzwałd... W orędziu Maryi skierowanym do ludzkości, jak echo powtarzają się słowa: "Odmawiajcie Różaniec !". Co to oznacza ? Oznacza to, że każdy z nas jest żołnierzem Chrystusa i Jego Matki. Biorąc do ręki różaniec, za każdym razem wkraczamy na pole bitwy, na odwieczną arenę zmagań dobra ze złem, bo każde "Zdrowaś Maryjo" jest pociskiem miłości wystrzelonym w stronę murów zła...” (ks.Andrzej Adamski „Duchowa broń” – „Różaniec” nr 2/2003 – tam znajdziesz całość).

Najbardziej wyrazistym, spektakularnym dowodem zadziwiającej mocy Różańca świętego, pośród współczesnych nam, jest różańcowe zwycięstwo Filipińczyków opisane pod zakładką: KRUCJATY I ZWYCIĘSTWA RÓŻAŃCOWE WSPÓŁCZESNE – Krucjata Filipińska. Ale niezwykła moc Różańca raz po raz daje się zauważyć w różnych rejonach świata.

Sam widok różańca...

„Parafia Kopfing im Innkreis znajduje się po stronie austriackiej, w niedalekim sąsiedztwie Passau oraz miejsca urodzin papieża Benedykta XVI w Marktl am Inn... Ksiądz prałat Alois Heinzl przybył do tej parafii w 1955 roku... Wielokrotnie opowiadał swoje doświadczenia wojenne, gdyż w czasie II wojny światowej był skierowany do Warszawy na Mokotów, następnie do Królewca, na Ukrainę, dalej pod Stalingrad przed bitwą i stamtąd na Kaukaz – służył w łączności.

W 1935 roku jego mama odwiedziła go w szkole w Linz i podarowała mu różaniec. Miał go przy sobie przez całe życie, we wszystkich sytuacjach wojennych i powojennych, aż do dnia dzisiejszego. Wielokrotnie go naprawiał, bo nie chciał się z nim rozstać. Jak mówił, to nauczyło go ufności do opieki Matki Bożej, która uratowała go z wielu opresji i niebezpieczeństw.

W czasie pobytu w Warszawie, w 1942 roku, pewnej niedzieli poszedł po południu do kościoła. Był zdziwiony, że świątynia była wypełniona ludźmi śpiewającymi niezwykle energicznie. Przyszedł tam, bo w swojej parafii był organistą i chciał zostać księdzem, jednak został wysłany na wojnę. Chciał zobaczyć jakie organy są w kościele.

Gdy wszedł na chór, odczuł lęk ludzi ostrożnie spoglądających na niego ze względu na ubiór, jaki miał na sobie. Przyszła mu błyskawicznie myśl, co zrobić. Szybko wyciągnął z kieszeni różaniec otrzymany od mamy i pokazał wszystkim dokładnie, potem uczynił pobożnie wielki znal krzyża. W tym momencie wszystko się zmieniło, a ludzie zaczęli się uśmiechać. Niektórzy nawet objęli go serdecznie. Wtedy ks.Heinzl pokazał organiście zdjęcia ze swojej parafii, gdzie siedział przy organach. Zbliżywszy się do organów, zauważył na nich plakietkę informującą o pochodzeniu organów: "Zbudowano w roku..., Firma Mauracher, Linz". Ksiądz Heinzl zaczął wyjaśniać, że on jest z Linzu, to jego diecezja.

Po końcowym błogosławieństwie opuścił kościół i wracając do koszar myślał: "Ile mocy ma sam widok różańca ?" (ks.Andrzej Skoblicki „Od Apostoła Andrzeja...” „Królowa Różańca Świętego” nr 1/2013 – tam znajdziesz całość).



...Potężną bronią jest Różaniec.... – stwierdziła Terry Bork, amerykańska charyzmatyczka zaangażowana w dzieło „Ewangelizacja 2000”, członek Legionu Maryi, a zarazem pracownik Białego Domu w Waszyngtonie – wspominając, jak podczas II wojny światowej była taka wioska we Francji, którą przed pacyfikacją uchroniła modlitwa. "Gdy wioska otoczona została przez nazistów – opowiadała – tej nocy jej mieszkańcy obawiali się, że następnego dnia rankiem nastąpi atak. Podjęli więc decyzję, ze przez całą noc każdy z nich będzie odmawiał Różaniec i prosił Matkę Najświętszą o interwencję. Przyszedł poranek i... Niemcy nie przekroczyli bram wioski, nie zbliżyli się nawet do niej. Dlaczego ? Dlatego, że mur duchowej obrony został wzniesiony przez modlitwy tych ludzi" (Terry Bork „O modlitwie za miasto i Kraj” – „Szum z nieba” nr 5/2005).

Z różańcem w ręku stała się postrachem dla wrogów

Małgorzata Bawarska, córka króla niemieckiego Ruprechta II, w wieku 21 lat poślubiła księcia Lotaryngii Karola II. „W przełomowym momencie jej życia duchowym doradcą i kapelanem został Adolf z Essen, który zapoznał księżną z metodą odmawiania Różańca opracowaną przez jego nowicjusza a później przyjaciela, Dominika z Prus...

Życie Małgorzaty było typowym życiem człowieka świeckiego, który całym sercem przylgnął do spraw tego świata. Piękne było dla niej to, co cieszyło zmysły, wielkie to, co było podziwiane przez ludzi, cenne – co zapewniało dobre imię na tym świecie. Jej pobożność była na tyle słaba, że księżna nie potrafiła dostrzec piękna, które odczytuje dusza, nie umiała zachwycić się tym, co podziwiają święci i aniołowie ani zapragnąć tego, co otwierało nie wrota pałaców i zamków, ale bramy królestwa Bożego.

Księżna Małgorzata zaczęła odmawiać Różaniec i rozważać w nim tajemnice życia Jezusa. Niebawem zaczęła się zmieniać. "Odkąd dowiedziała się o Różańcu... zaczęła ćwiczyć się z takim zapałem, staraniem i wytrwałością – zapisał Adolf – że wkrótce stała się inną Małgorzatą i z dnia na dzień czyniła coraz większe postępy, i to przede wszystkim w cnotach, jakie znajdowała w życiu Pana Jezusa z tego Różańca"... Nadeszła chwila kiedy medytacje różańcowe stały się wyznacznikiem jej codziennego postępowania. Niebawem księżna stała się postrachem wrogów swego małżonka, ponieważ w przypadku wojny wywierała swoimi modlitwami większy wpływ na przebieg walk, niż książę swoimi wojskami. Skoro bowiem nieprzyjaciel zagrażał krajowi, księżna uciekała się do modlitwy i odpychała wrogów. Chociaż... nie o śmierć dla nich się modliła...

Małgorzata dzieliła się z innymi swoim doświadczeniem o przemieniającej mocy Różańca. Kiedy przybywali do niej rozmaici ludzie, także książęta i prałaci, uczyła ich odmawiania Różańca. Wszyscy ci, którzy zaczęli się nim posługiwać, tak jak Małgorzata zmienili swoje życie” (wg Wincentego Łaszewskiego „Przemieniająca moc Różańca” – „Różaniec” nr 2/1998 – tam znajdziesz całość).

Co by to było, gdyby...

Gdyby Najświętsza Panna nie objawiła się w Gietrzwałdzie; gdyby za Jej przyczyną nie było różańcowego szturmu do Nieba - czy bylibyśmy jeszcze dzisiaj Polakami ? Czy żylibyśmy w kraju wolnym i niepodległym...?

Znamy już, z grubsza, wydarzenia związane z tymi objawieniami na polskiej Warmii, (zakładki: RÓŻANIEC ŚWIĘTY W OBJAWIENIACH MARYJNYCH oraz KRUCJATY I ZWYCIĘSTWA RÓŻAŃCOWE – WCZEŚNIEJSZE), która po I rozbiorze Polski, weszła w skład zaboru pruskiego. Jednak całkiem niedawno okazało się, że objawienia te mają swoje „drugie dno”, czyli bardzo głęboki podtekst polityczny; mają też przemyślany sens misternie powiązany ze sprawą narodową, którego dotąd nikt nie starał się przebadać.

Nikt dotąd nigdy nie próbował powiązać tych objawień z kontekstem historycznym. Nigdzie też nikt nie słyszał o tym „ani w szkole, ani w telewizji, ani nawet "w internetach"... [Dlatego] sprawy, o których mowa, wciąż pozostają nieobecne w powszechnej świadomości, także, a może przede wszystkim zawodowych "panów od historii"... [Tymczasem to jest] góra lodowa... Z Gietrzwałdem na czubku. Góra lodowa. Wulkan uśpiony w naszej historii” - powiedział Grzegorz Braun – znany polski publicysta, twórca filmów dokumentalnych, który zapewne jako pierwszy, odkrył te rewelacyjne powiązania sacrum z profanum. A co w tym wszystkim najważniejsze, to w roku, w którym obchodzimy setną rocznicę odzyskania niepodległości narodowej – mocno nagłośnił je: w prasie, w internecie, a nawet postanowił stworzyć dokument filmowy, ukazujący to, co dotąd nie miało szans na jakiekolwiek zaistnienie w światowej przestrzeni publicznej .

Cóż to za „góra lodowa” i co to był za „wulkan” – spróbujmy sami to ocenić i dogłębnie przemyśleć owoce innego wielkiego wydarzenia z dość odległej przeszłości (1656r.), kiedy to król Jan Kazimierz, dziękując za uratowanie Polski spod zaborczych zamiarów szwedzkiego okupanta - podczas złożonych ślubów lwowskich, polecił Matce Bożej, Jej „osobliwej opiece i obronie” siebie samego oraz to wszystko, co posiadał w swoim królewskim władaniu. Wtedy też ustanowił Ją Królową Polski.

Matka Najświętsza z całą powagą potraktowała godność, którą król Ją obdarzył i czując się odpowiedzialna za powierzone Jej Królestwo, bardzo łagodnym a jednocześnie niepozornym działaniem, „:w sytuacji, w której żaden już czynnik ludzki nie mógł niczego zadziałać” (wg G.B.) - ukształtowała całą scenę polityczną ówczesnej Europy – nie według ludzkich, ale według Bożych zamiarów...

Rok 1877 upamiętnił się w historii naszego kontynentu jako rok niebezpiecznych planów i intryg politycznych kilku potęg europejskich, które sprowokowały ciężką, nabrzmiałą atmosferę, mającą doprowadzić do I wojny światowej. Także sytuacja Polaków we wszystkich trzech zaborach była w tym czasie najtrudniejsza....

Ale... zacznijmy od początku, cofając się o nieco ponad dwadzieścia lat, kiedy Rosja walczyła z Imperium Osmańskim w kolejnej wojnie, która tym razem nazwała się krymską (1853–1856). Kolejnej... gdyż oba te kraje w swojej historii wielokrotnie ścierały się ze sobą. Tym razem Rosja, pod pozorem ochrony świętych miejsc prawosławnych wchodzących w skład Imperium oraz wyznawców tejże wiary, chciała opanować basen Morza Czarnego, aby uczynić je swoim morzem wewnętrznym. Była to dla niej świetna okazja objęcia swoją „kuratelą” tych krajów satelickich, a przy tym chciała uzyskać swobodny dostęp do obu cieśnin tureckich, które otwierały szlak wodny do Morza Śródziemnego.

Była to niewyobrażalnie ważna droga wodna, gdyż stwarzała możliwość korzystania z żeglownych wód Dunaju, który łączy aż 10 krajów europejskich. Bałkany były więc nie tylko w polu zainteresowań Imperium Rosyjskiego, ale także bardzo istotnym terytorium dla interesów pozostałych mocarstw ówczesnej Europy. Nic więc dziwnego, że Wielka Brytania oraz Francja, także włączyły się do tych działań wojennych. Dysponujący wyższą techniką i lepszym wyszkoleniem armii, sprzymierzeńcy dość szybko pokonali Rosję, dla której była to od wieków pierwsza przegrana wojna. Jednym z powodów tej przegranej, chociaż nie najważniejszym ale bardzo istotnym, były trudności transportowe, gdyż zaopatrzenie dla wojska było dowożone wozami zaprzężonymi w woły.

Rosja jednak nie chciała zrezygnować ze swoich ambicji bliskowschodnich, kiedy więc zabliźniły się rany po wojnie krymskiej, a w Imperium Osmańskim wśród podbitych narodów raz po raz wybuchały walki o niepodległość, uznała, że to jest bardzo korzystny dla niej rozwój sytuacji; że może znów rozpocząć działania wojenne, zwłaszcza, że w tym okresie świat bardo zmienił się, bo znane były już koleje, telegraf i telefon, a nawet broń automatyczna, co umożliwiało bardziej odważne rokowania.. Dlatego od jesieni 1876 r. zaczęła się przygotowywać do kolejnej agresji.

Wielka Brytania widząc te przygotowania, nie oponowała. Przeciwnie, licząc na to, że wojna jeszcze bardziej osłabi oba te imperia, początkowo nawet czyniła starania, by doszło do niej. Sądziła bowiem, że podobnie jak podczas wojny krymskiej – Rosja niczego nie dokona, nie mówiąc już o Porcie tureckiej (tak również określano Imperium Osmańskie), która w tym czasie była już tak mocno osłabiona, że nazywano ją „chorym człowiekiem Europy”. Taki przebieg wydarzeń już nie zagrażałby zachodnim interesom. I rzeczywiście pod koniec kwietnia 1877 roku, Rosja wypowiedziała Porcie następną, czyli dziesiątą wojnę, którą w historii nazwano I Wojną Bałkańską.

Pomimo, iż Rosjanie przegrali wojnę Krymską, w narodach słowiańskich podbitych przez Osmanów przebudziła się silna świadomość narodowa, zwłaszcza, że Grecja już znacznie wcześniej wyswobodziła się spod jarzma tureckiego. Po zakończeniu wojny Krymskiej także Mołdawia i Wołoszczyzna – mocą Traktatu Paryskiego - zdobyły samodzielność. Tak więc pozostałe narody słowiańskie: Serbowie, Czarnogórcy, Bułgarzy i Chorwaci, Macedończycy, Albańczycy, Bośniacy i Rumuni dostrzegli i dla siebie szanse na niepodległość. Podejmowane zrywy powstańcze, w starciach z armią turecką ponosiły klęski, dlatego walczący szukali sprzymierzeńców. I właśnie Rosja, wyznająca ideę panslawizmu, wsparta przez ochotników ormiańskich, gruzińskich i kaukaskich - ruszyła im z pomocą, realizując przy tym swe własne interesy.

Choć istniał cały szereg powodów, które się przyczyniły do wywołania wojny, to oficjalnym była konieczność wsparcia bałkańskich „braci Słowian” w dążeniach niepodległościowych do wyzwolenia ich spod ucisku Osmanów. Marzono o tym, aby zjednoczyć wszystkich Słowian pod przewodnictwem sławnej dynastii Romanowów. Miało to być „nowe Bizancjum” prawosławne, którego stolicą mógłby być Konstantynopol... Istotne było także zachowanie pozorów, że Rosja jest obrońcą narodów zniewolonych, a car - obrońcą uciśnionych, co złagodziłoby lub nawet powstrzymało buntownicze nastroje jego własnych poddanych. Tak więc, kiedy wojska rosyjskie, mając aktywne poparcie Bułgarów, Serbów i Czarnogórców - pod koniec kwietnia 1877 roku, ruszyły - od strony Rumunii – na południe Imperium, bardzo szybko zyskały przewagę militarną.

Wielka Brytania zaskoczona takim rozwojem sytuacji, która zmierzała do naruszenia stabilnej równowagi na obszarze bałkańskim - całkowicie zmieniła swą poprzednią taktykę, wysyłając okręty na akwen czarnomorski. Przez lata bowiem czyniła wszystko, aby utrzymać równowagę na tym obszarze przez integralność Imperium Osmańskiego; by nie dopuścić do hegemonii któregokolwiek z mocarstw. Tymczasem Bułgaria leżała „w drodze” na Istambuł, który poprzez Cieśninę Bosfor otwierał szlak na Morze Czarne, co rzeczywiście było realnym zagrożeniem dla Indii, będących kolonią brytyjską. Mając świadomość nieposkromionych roszczeń terytorialnych Imperium Rosyjskiego, można było łatwo przewidzieć dalszą jego ekspansję na Wschód, w kierunku Chin, co mogłoby zniweczyć plany dalszego rozwoju handlu Brytyjczyków z całym Dalekim Wschodem.

To strategiczne posunięcie Anglików było bardzo dobrze przyjęte przez inne liczące się mocarstwa Europy. Bałkany bowiem dla nich wszystkich były ważnym obszarem pod względem gospodarczym, a co za tym idzie - również ekonomicznym. Bo właśnie tu się krzyżowały ważne szlaki handlowe z północy na południe i ze wschodu na zachód. Tu była gęsta sieć starannie utrzymanych dróg, a także bardzo długa, żeglowna rzeka Dunaj, która dawała ogromne zyski z przepływów tranzytowych. Tu rozpoczynał się szlak wodny przez Morza Czarne aż do Azji, dlatego protektorat nad tymi obszarami był sprawą prestiżową, która gwarantowała wysoką pozycję w stosunkach międzynarodowych. Gdyby Rosji powiodło się to śmiałe przedsięwzięcie, byłoby ono potężnym ciosem dla tych mocarstw europejskich, gdyż prymat rosyjski w znacznej części Bałkanów, stałby w bezpośredniej sprzeczności z ich interesami.

Dla Austro-Węgier Bałkany były najbliższym i najbardziej odpowiednim obszarem do ewentualnego zwiększania terytorium. Cesarstwo bowiem już od dawna czyniło zakusy na Bośnię i Hercegowinę, jako najbardziej wysunięte na północny-zachód prowincje osmańskie. Liczyło także na swobodny dostęp do portu w Salonikach, zwłaszcza, że w planach miało budowę linii kolejowych na Półwyspie Bałkańskim: z północnego – zachodu na południowy - wschód. Poza tym, Imperium Osmańskie było dla niej liczącym się zapleczem handlowo-gospodarczym, a przede wszystkim bardzo ważnym terenem „przetargowym” w stosunkach politycznych z innymi mocarstwami. Tak więc nie tylko Rosja, ale i Austro-Węgry dążyły do objęcia swoim protektoratem rejonu bałkańskiego. Tymczasem, w przypadku wygranej, dominacja rosyjska doprowadziłaby do oskrzydlenia Cesarstwa Austro-Węgier pod względem gospodarczym, co przyniosłoby mu opłakane skutki.

Ale nie tylko ekonomia byłaby zagrożona takim przetasowaniem politycznym na obszarze Bałkanów, gdyż Austro-Węgry, podobnie jak Porta turecka, były z racji podbojów, państwem wielonarodowościowym, zamieszkiwanym przez Węgrów, Niemców, Czechów, Słowaków i Polaków, przez Ukraińców oraz Serbów, a także przez Chorwatów. Dlatego również tutaj szczególnie groźne były ruchy separatystyczne, realnie zagrażające rozpadem Cesarstwa.

Jednak zupełnie szczególną rolę w rozgrywkach politycznych, zaczęło odgrywać Cesarstwo Niemieckie. Nadzwyczaj szybko, bo już wkrótce po scaleniu rozczłonkowanych państewek będących monarchiami i wolnymi miastami - w jedno potężne państwo, ambicje kierowały Niemców wprost ku elicie mocarstwowej krajów europejskich, którą dotychczas stanowiły: Rosja, Austrio-Węgry i Francja oraz Wielka Brytania.

Mając poczucie zagrożenia niedawno zaanektowanej niemal całej Alzacji i części Lotaryngii, które jednakże wcześniej należały do Francji, Niemcy wciąż obawiali się odwetu francuskiego. I chociaż sama Francja nie mogła liczyć na zwycięstwo w razie starcia z Cesarstwem, ale już w koalicji z Rosją, która sprzyjała jej – byłoby to możliwe. Ostatnio bowiem oba te kraje bardzo zbliżyły się do siebie, poprzez skuteczne wsparcie Serbii w walce o niepodległość. Niemcy się obawiały, że taka koalicja mogłaby doprowadzić do oskrzydlenia ich Cesarstwa, zmuszając do nierównej walki na dwa fronty. Dlatego kanclerz niemiecki Otto von Bismarck, początkowo chciał pozyskać sympatię Rosji lecz jednocześnie starał się zbliżyć do Austro-Węgier, jako przedstawiciel jednej ze stron wcześniejszego przymierza, które historia nazwała Sojuszem Trzech Cesarzy. I chociaż Niemcy nie były bezpośrednio zainteresowane tym, co się działo na Bałkanach, to jednak obawiały się konfliktu rosyjsko – austriackiego, aby nie doszło do dominacji którejkolwiek ze stron.

Francja, podobnie jak i Wielka Brytania, zabiegała o zachowanie równowagi bałkańskiej. Miała w tym bowiem swoje konkretne interesy, związane zwłaszcza z tym rejonem Imperium Osmańskiego, na którym dzisiaj się znajdują: Syria, Liban i Egipt. Dlatego do rozgrywek wciągnęła także Grecję, która głównie z pomocą Francji, po długoletniej wojnie, zdobyła niepodległość. Lecz gdyby Rosja zdominowała bałkański rejon Europy, to prawosławna Grecja raczej na pewno wybrałaby Rosję, pozostawiając Francję bez bałkańskiego wsparcia.

Niespodziewane sukcesy Rosjan „postawiły na nogi” znaczną część Europy, gdyż sytuacja bałkańska stała się tak burzliwa i nieprzewidywalna, że nadano jej określenie „kotła bałkańskiego”. W każdej chwili mogła wybuchnąć I wojna światowa, a przynajmniej potężna wojna europejska. W związku z tym Wielka Brytania szybko podjęła dalsze kroki. Aby spowolnić ten rosyjski marsz na Stambuł, postanowiła stworzyć drugi punkt zapalny odległy od Bałkanów, ale związany bezpośrednio z rosyjskim posiadaniem. Liczyła bowiem na to, że w nowopowstałej sytuacji, Rosja będzie zmuszona rozczłonkować swoje bałkańskie siły zbrojne i część wojska natychmiast przekierować na północ, aby opanowały rozpaloną rewoltę. Liczyła również na to, że w ten sposób uda się sprowokować resztę mocarstw europejskich do rozpętania wojny na znacznie większą skalę. W tym celu upatrzyła sobie „kozła ofiarnego”, który wznieci ten pożar.

Mając świadomość ducha bojowego Polaków zniewolonych reżimem trzech potężnych zaborców, Anglicy zorganizowali w Wiedniu zjazd działaczy polskich, którzy przybyli tutaj głównie z Galicji oraz Wielkopolski. I właśnie podczas tego zjazdu obecny tam agent brytyjski Monroe B.Johnston, nakłonił ich do utworzenia Polskiego Rządu Narodowego, na czele którego stanął powszechnie znany książę Adam Sapieha. Johnston dał mu nawet pieniądze na rozpętanie powstania w Polsce, a konkretnie w granicach Królestwa Polskiego: na werbunek, na zakup broni oraz na sformowanie legionu polskiego. Chodziło o to, aby ono wybuchło jak najprędzej. Niezależnie od tego, Johnston zobligował księcia aby razem z Węgrami zorganizował dywersantów, którzy na tyłach wojsk rosyjskich, czyli na terenie Rumunii, już teraz przystąpiliby do niszczenia taboru kolejowego, który dostarczał zaopatrzenie dla walczącego wojska...

Ojciec Święty Pius IX, prawdopodobnie wiedział o tym, że Anglicy na ziemiach polskich przygotowują kolejną prowokację powstańczą, dlatego, gdy z okazji 50 rocznicy swojej posługi biskupiej – spotkał się w Watykanie z I Ogólnopolską Pielgrzymką Narodową liczącą 500 osób ze wszystkich trzech zaborów („Wiadomości Kościelne” nr 12/1877) – powiedział do Polaków: „Modlitwą i pracą, nie siłą – osiągniecie to, co osiągnąć chcecie”. W ten sposób dał do zrozumienia, że nie powstanie i nie dywersja, nie odwet, ale modlitwa, pokora i praca organiczna, mogą tu zdziałać cuda. Mimo to, prasa europejska przekręcając tę wypowiedź, sugerowała jakoby papież podpowiadał Polakom siłowe podejście do tego, co pragną osiągnąć... Pielgrzymka miała miejsce na przełomie maja i czerwca 1877 roku, natomiast zjazd wiedeński odbył się nieco później, czyli w dniu 27 lipca tego samego roku...

Trudno powiedzieć czy Niemcy znali prowokacyjne zamiary Brytyjczyków ? Tak czy inaczej – pruski Sztab Generalny w Berlinie miał swój własny scenariusz, jakim było dążenie do rozpętania kolejnej wojny, koniecznej dla zabezpieczenia ich stanu posiadania, dla utrwalenia na Zachodzie nowopowstałej rzeczywistości, a także do uznania Niemiec jako kolejnego członka w ścisłej elicie mocarstw europejskich. Przeto, z obawy, że gdy Rosja upora się z Turkami, może pośpieszyć na odsiecz Francji i odbić pozyskane przez nich dwie sporne prowincje - postanowili uprzedzić tak niebezpieczne posunięcie, prowokując powstanie alternatywnego frontu na południowo-wschodniej granicy Prus z Królestwem Polskim, które leżało w strefie zawłaszczonej przez Rosję. Do tego jednak musiały być spełnione dwa warunki:

Pierwszy – to wywołanie kolejnego powstania na terenie Królestwa. Drugi, to błyskawiczne przegrupowanie wojsk z Zachodu do Prus Wschodnich, przy pomocy kolei, która miała ogromne znaczenie strategiczne. Gdyby więc doszło do powstania, to armia pruska, podejmując „działania prewencyjne”, bardzo szybko wkroczyłaby na teren Królestwa Polskiego, otaczając walczących „kordonem sanitarnym” na linii rzeki Narwi. Zanim z południa Europy dotarłyby wojska rosyjskie, Niemcy zdążyliby umocnić zdobyte stanowiska, aby już móc na nich pozostać, co pozwoliłoby niejako „przy okazji”, wyrównać ich granicę na wschodnich rubieżach.

Co należy rozumieć pod tym dziwnym pojęciem „kordonu sanitarnego” ? Otóż to, że już wcześniej było ono znane i oznaczało sanitarną ochronę przed zarazą. W tym celu utworzone „kordony sanitarne”, specjalnymi posterunkami otaczały region, w którym się pojawiła epidemia groźnej choroby zakaźnej. Sieć posterunków zabezpieczała rejon sąsiadujący z rejonem epidemii, nie dopuszczając do kontaktów mieszkańców obu tych rejonów - bez zezwoleń lekarskich. Bywało nawet, że zawieszano jakiekolwiek migracje. I to pojęcie rozszerzono na sytuacje polityczne, odgradzając się od przenikających z zewnątrz prowokatorów, agresorów (dzisiaj np. terrorystów) głównie ze względu na szerzenie niebezpiecznych idei. Takim kordonem mógł być nawet „łańcuch” państw sprzymierzonych, odgradzających się od wszelkiego zamętu.

Ten awaryjny plan niemiecki też był już wcześniej przemyślany zwłaszcza przez świetnego stratega, jakim był Helmut von Moltke (starszy). Ów plan dotyczył budowy niezwykle ważnych strategicznie linii kolejowych na całym terytorium Niemiec, a szczególnie przez teren Prus - do samego Królewca (1853). To nowatorskie (w tamtych czasach) rozwiązanie logistyczne, już wcześniej, w wojnie prusko-austriackiej, wspaniale się sprawdziło, kiedy szybko przerzucono potężne oddziały bojowe z północy, aż spod granic z Danią do granicy austriackiej. Ten manewr zapewnił zwycięstwo Niemców oraz powstanie potężnego zjednoczonego, jednolitego państwa niemieckiego. I takie właśnie rozwiązanie miało być powtórzone na północno-wschodnich rubieżach niemieckich.

Zapewne Rosjanie byli świadomi tego, że agresywni Niemcy pod nieobecność wojska na terenach granicznych, mogą zagrozić osłabionej zachodniej granicy Imperium rosyjskiego, toteż przezornie zostawili kilka korpusów własnej armii w Wilnie, Grodnie i Kownie, a nawet wycofali z Warszawy dywizję kawalerii, która przeszła do Brześcia. Lecz tego w swoim scenariuszu Niemcy nie przewidzieli. Dalej więc zamierzali wcielić w życie swój plan, czyli możliwie jak najszybciej przerzucić swoje wojska z zachodu na północny-wschód i tam wywołać starcie zbrojne ze znacznie słabszymi siłami wojsk rosyjskich. Jeśliby wydarzenia przyjęły taki obrót, to Austro-Węgry także niejako „przy okazji”, mogłyby zająć przylegającą do nich część Królestwa Polskiego, czego od dawna chciały dokonać, ale wcześniej nie było takich możliwości.

Tymczasem Niemcy, aby nie zdradzić swojego zaborczego planu, utrzymywali większość wojska w zachodniej części kraju. Czekali tylko w gotowości na ten właściwy moment. No i tutaj – nareszcie, po tym przydługim wstępie - możemy przejść do wielkiej roli, jaką w tej trudnej sytuacji wzięła na siebie KRÓLOWA POLSKI oraz tak drogi Jej Różaniec, aby już w tym momencie zapobiec wybuchowi I wojny światowej; by nie dopuścić do kolejnego powstania; do tak strasznego i bezmyślnego posunięcia, które na pewno już na zawsze przekreśliłoby szanse odrodzenia się Polski wolnej i niepodległej.

Oto bowiem na Warmii pod zaborem pruskim, w małej osadzie zwanej Gietrzwałd, w dniu 27 czerwca 1877 roku – pewnej kilkunastoletniej dziewczynce objawiła się Matka Boża i zaraz, następnego dnia, gdy dołączyła do niej najbliższa koleżanka - Maryja przedstawiła się wybranym wizjonerkom, a na pytanie: „Czego żądasz Matko Boża ?” – odpowiedziała im po polsku: „Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali Różaniec !”.

Zauważmy... po polsku... chociaż był to obszar niemiecki, a ściślej - Prusy Wschodnie, gdzie wszystkich, którzy w miejscach publicznych mieli odwagę mówić po polska – znany nam wszystkim kanclerz Bismarck – bardzo surowo karał.

Trzeba pamiętać, że w tym czasie trwała zacięta wojna na Bałkanach, zaś na Zachodzie próbowano kształtować według własnych planów – los całej Europy, a w szczególności Polski, która miała być kozłem ofiarnym umożliwiającym wcielenie tych niegodziwych planów... Ale wtedy, w Gietrzwałdzie, wydarzyło się jeszcze coś, czego nigdy nie było we wcześniejszych objawieniach, albowiem Matka Boża zapowiedziała, że będzie tu przychodziła jeszcze przez dwa miesiące. I rzeczywiście, objawienia nawet się wydłużyły aż do dnia 16 września, co miało wprost niesamowite, nieprzewidziane skutki.

Na wieść o objawieniach ruszyły tłumy ludzi nie tylko z okolicy, ale ze wszystkich trzech zaborów, a nawet polscy emigranci przypłynęli okrętem z samej Ameryki, by stanąć przed Maryją. Pielgrzymowały całe parafie pod przewodnictwem swoich proboszczów, którzy się nie ugięli mimo grożących im represji. Drogi były tak zatłoczone, że nie mogło być mowy o jakichkolwiek ruchach wojska w tej okolicy. Bilety na przejazd, tą jedyną koleją, w ilości ponad trzystu tysięcy – zostały wyprzedane dużym wyprzedzeniem, co wykluczało wszelkie zamiary błyskawicznego przerzutu wojsk przy pomocy kolei. Szacuje się, że w to „pospolite ruszenie” mogło zaangażować się pół miliona Polaków, czyli 5% całej polskiej populacji.

Nie można było tak zwyczajnie zarekwirować tych biletów ani wyrzucić ludzi z pociągu, gdyż takie działanie było dopuszczalne tylko w przypadku ogłoszenia stanu wojennego, a przecież Niemcy nie chcieli zdekonspirować swych zamiarów. Nie można było rozgonić tłumów bez użycia przemocy, gdyż byli w nim obywatele wielu innych krajów, a przy tym wyszłyby na jaw wszystkie te tajne plany. A skoro niemożliwe było przegrupowanie na północny-wschód odpowiedniej liczby dywizji do natarcia na Rosję, w tej sytuacji plany Niemców unicestwiły się...

Ale to jeszcze było nie wszystko, bo książę Adam Sapieha, nie mógł skompletować odpowiedniej ilości potencjalnych powstańców, gdyż wielu z nich wraz z rodzinami, pielgrzymowało do Gietrzwałdu, by być przy Matce Bożej. Wielu poważnie potraktowało apel papieża do Polaków, że „...nie siłą” mogą osiągnąć to, co osiągnąć pragną. Tak więc i niecne plany Anglików rozwiały się jak dym.

A Ona, Matka Różańcowa ? Nieustannie nakazywała by odmawiano Różaniec. Niemal na każde zapytanie i niemal w każdej sprawie miała jedną odpowiedź: Odmawiajcie Różaniec! Przypomnę to, co poznaliśmy już wcześniej w jednej z zakładek:

„Czy księża powrócą z więzień ?

„Tak, tylko odmawiajcie różaniec !”.

Czy wypędzeni zakonnicy powrócą do klasztorów ?

„Tak, tylko odmawiajcie różaniec !”.

Czy chorzy zostaną uzdrowieni ?

„Tak, tylko odmawiajcie różaniec !”.

Czy grzesznicy nawrócą się ?

„Tak, tylko odmawiajcie różaniec !”.

Czy katolicy otrzymają zabrane świątynie ?

„Tak, tylko odmawiajcie różaniec !”.

W jaki sposób ludzie mogą być uwolnieni od złego ?

„Przez modlitwę różańcową” (wg Ewy Hanter)

Chyba nietrudno wyobrazić, że ludzie wszystkie te nakazy traktowali z szacunkiem, z należytą powagą. Tak więc, trzy razy dziennie mieszkańcy Gietrzwałdu zbierali się w miejscu objawień, aby odmówić cały Różaniec. Na Warmii przyjął się zwyczaj odmawiania Różańca we wspólnotach, w rodzinach. No i z całą pewnością – wracający pielgrzymi, biorąc sobie do serca te nakazy Maryi - w drodze, każdego dnia odmawiali Różaniec, tak jak tamci w Gietrzwałdzie, czyli całe trzy części. I niewątpliwie zwyczaj ten został rozpowszechniony po całym terytorium Polski pod wszystkimi zaborami, które w ten sposób zostało przetkane, wymoszczone Różańcem. Taka to przeogromna armia, za wstawiennictwem Matki Bożej codziennie „kołatała do niebieskich podwojów” dając świadectwo tego, że nie ma na świecie takiej siły, która by mogła pozbawić wiary ten katolicki naród; która by mogła wyzuć go z ufności Matce Bożej... W połowie września kiedy już objawienia ustały, wierni wciąż nawiedzali samo to miejsce, które zostało uświęcone obecnością Maryi, bo jedni drugim opowiadali, co się tam wydarzyło. I tak jest aż do dziś.

A co dalej się działo w tamtym odległym czasie ? Książę Sapieha musiał zwrócić Anglikom całą kwotę, którą otrzymał od nich i odciął się od tej ukartowanej sprawy... Rozczarowani Brytyjczycy nie mieli już innego wyjścia, jak tylko grozić Rosji swoją eskadrą okrętów wojennych, które już wcześniej rozlokowali na morzu Marmara w pobliże Dardaneli, a jednocześnie zaczęli w pośpiechu opracowywać plan własnej mobilizacji. Wprowadzenie okrętów marynarki wojennej, rzeczywiście zmusiło Rosję do powstrzymania się od zajęcia Konstantynopola... Natomiast Niemcy – jak już wiemy – zostali „sparaliżowani” na swoim terytorium, toteż nie byli w stanie podjąć żadnych działań wojennych. Austro-Węgrom także przepadła okazja do zaanektowania planowanych terenów. I tak, rozwiała się ta groźna sytuacja, która miała przyśpieszyć I wojnę światową o 37 lat.

Co by to było gdyby... wszystkie te niecne plany przybrały taki obrót, jaki wyobrażały sobie mocarstwa Europy ? Na pewno pociągnęłyby za sobą takie tragiczne konsekwencje, jakich do tamtej pory Polska jeszcze nie doświadczyła.

- Królestwo Polskie stałoby się głównym „teatrem wojennym” niemal dla całej Europy, bo tutaj zbiegłyby się dwa fronty działań wojennych.

- Polacy odziani w mundury obcych, zaborczych armii, na każdym froncie walczyliby sami przeciwko sobie. Wielu bowiem Polaków było wcielonych do armii swoich zaborców nie tylko w charakterze rekrutów, ale nawet dowódców. Bywały nawet całe dywizje utworzone z Polaków.

- Rozdarte terytorium Królestwa Polskiego, z całą pewnością zachwiałoby w miarę stabilny byt wielu rodzin, a także utrzymanie ich posiadłości ziemskich.

- Powstanie, tak jak dwa poprzednie (listopadowe i styczniowe), skazane byłoby na totalną przegraną, a konsekwencje tej przegranej, przerosłyby represje wcześniej zastosowane. Aresztowania, konfiskaty majątków, ograniczenie wszelkich swobód i odebranie autonomii Królestwa Polskiego – całkowicie zniszczyłyby wszelkie dotychczas tolerowane oznaki polskości we wszystkich trzech zaborach.

- W tej sytuacji, niewątpliwie, doszłoby do całkowitego przepadku sprawy polskiej, bo - jak określił Grzegorz Braun: „Nie byłoby niepodległej Polski, ponieważ nie byłoby komu robić jej”. Zresztą w tym czasie nie było jeszcze charyzmatycznego przywódcy, któryby stworzył polską armię i poprowadził ją.

- Na pewno wzrosłaby nienawiść do Polaków, którzy stanęli na przeszkodzie tak bardzo słusznej ideowo obronie chrześcijan, a jednocześnie najbliższych im Słowian bałkańskich, a także wyzwoleniu ich spod wielowiekowej niewoli tureckiej. Polacy, którzy zamiast wdzięczności za stworzenie Królestwa Polskiego, zdradzili swego dobrodzieja, władcę, który okazał im swoją carską wielkoduszność – byliby odtąd pogardzani przez całą Europę..

- I jeszcze większą nienawiścią obdarzałyby Polskę narody całej Ziemi, gdyby to ona się przyczyniła do wybuchu Pierwszej Wojny Światowej.

- Gdyby nie było wolnej i niepodległej Polski, Armia Czerwona z wielkim impetem ruszyłaby na Zachód i nikt by jej w tym nie przeszkodził, bo wszędzie kiełkowały już trendy rewolucyjne.

- Gdyby nie było tego polskiego „kordonu sanitarnego”, który powstrzymał epidemię czerwonej zarazy, na pewno dzisiaj Europa byłaby całkiem inna.

A gdyby nawet wskutek powstania doszedł do władzy tamten Rząd Narodowy, to w jakim kierunku podążyłaby Polska ? Na Wschodzie niezadługo zaczęły się pojawiać symptomy buntu proletariatu i zalążki bolszewizmu, zaś na Południu – Europa była zauroczona osobą oraz działaniami Włocha - Garibaldiego, kontrowersyjnego rewolucjonisty, który choć dla swego narodu był wielkim bohaterem, to jednak, będąc Wielkim Mistrzem w szeregach włoskiej masonerii, był wielkim i nieprzejednanym wrogiem papiestwa. Jego idee tak szeroko rozprzestrzeniły się, że nawet wielu chłopów polskich, zwłaszcza na terenie Galicji, nieraz się hardo odgrażało: „zobaczycie, jak przyjdzie Garybalda – on wam dopiero pokaże !”.

Wolnomularska Francja i darwinowska Anglia imponująca całemu światu lawiną coraz doskonalszych wynalazków technicznych – bardzo się przyczyniły do niemal powszechnej laicyzacji nie tylko w Europie. Niemcy natomiast stały się kolebką wielu rewolucjonistów, którzy, podobnie jak Karol Marks, ukształtowani przez heglowski idealizm, mieli „zaszczepić” w całym świecie ideę bolszewizmu. Także i Lenin, właśnie w Niemczech, przeszedł skuteczną indoktrynację, po czym wysłano go do Rosji, gdzie za niemieckie pieniądze wywołał rewolucję. Idee rewolucyjne dotarły także do katolickiej Hiszpanii, dając swój wyraz w krwawych jatkach na swym własnym narodzie - kilkadziesiąt lat później.

Dlatego Polska, będąc podatna na wszelkie obce wpływy, zwłaszcza obyczajowe, podkopujące nasze wartości narodowe – w atmosferze powszechnych skłonności ku rewoltom, ku odrzuceniu wszelkich fundamentalnych norm – łatwo uległaby zgubnym ideologiom. Według oceny Engelsa, który był - obok Marksa – ikoną komunizmu, to nie kto inny, ale Polacy mieli największe predyspozycje do wywołania zamętu nawet w skali światowej. Pisał: „jeżeli idzie o sprawę rewolucji światowej, to na nikogo nie można liczyć tak, jak na Polaków”. Nic więc dziwnego, że żyjący w tamtych czasach kapucyn, błogosławiony ojciec Honorat Koźmński, zwrócił się z takim apelem do swoich rodaków: „Ocknij się, ziemio polska... a oglądaj te cuda, które miłosierna twoja Królowa na krańcach dawnych granic twoich ku twej pociesze ukazała. Obudź się, ludu lechicki... narodzie rdzennie katolicki. Byłeś niegdyś przedmurzem chrześcijaństwa, o które na próżno szczerbiły się miecze pogańskie, dziś masz być przedmurzem jego duchowym, o które ma się rozbić zarówno prześladowanie otwartych nieprzyjaciół Kościoła, jak i obojętność, niedowiarstwo, zwątpienie oziębłych i niewierzących synów jego”.

Tak oto Matka, Królowa Polski – przez Naród powierzony Jej - niepostrzeżenie wkroczyła w politykę europejską, świadomie wywołując „pospolite ruszenie” ogromnej masy ludzkiej, która pokrzyżowała plany najmożniejszych tego świata. Tym samym, nadzwyczaj skutecznie zapobiegła tragedii, która by już na zawsze zaprzepaściła szansę na wyzwolenie Polski spod zaborczej niewoli.

Dlaczego to zrobiła...? Może dlatego, że Ona miała o nas zupełnie inne zdanie, widząc to lepiej niż my sami, że jeśli idzie o sprawę wiary, to „na nikogo nie można liczyć tak, jak na Polaków”. Może dostrzegła w nas niezrównany potencjał, który w przyszłości miał wydać Boże owoce ? A może rozczuliło Ją to szczere, proste przywiązanie, ta wielka, ufna miłość do Jej matczynego Serca...?

„Ja to królestwo wielce umiłowałam i wielkie rzeczy dlań zamierzam, ponieważ osobliwą miłością ku Mnie pałają jego synowie - powiedziała Maryja do ojca Juliusza Mancinelli, włoskiego jezuity.

„Nigdym ja ciebie, ludu, nie rzuciła,

Nigdym ci mego nie odjęła lica,

Ja – po dawnemu - moc twoja i siła !

Bogarodzica!

Przed tobą idę i przy tobie stoję

Z bojowem hasłem, z piór orlich szelestem,

A kiedy ducha bierzesz na pierś zbroję,

Tarczą ci jestem...” (Maria Konopnicka)

Jej ingerencję i to wszystko, co było przedmiotem przesłania gietrzwałdzkiego, doskonale wyraził wspomniany Grzegorz Braun: „Otóż Maryja zapewnia nam zdrową alternatywę. Mówi - i tu przechodzę już do samej istoty przesłania - jeśli chcecie mieć wolną Polskę, to najpierw muszą być wolni Polacy. A Polacy, żeby byli wolnymi, muszą najpierw wyzwolić się od wewnętrznych uzależnień... Bo cóż po suwerenności politycznej, jeżeli to będzie suwerenność oddana w ręce ludziom, którzy są niewolnikami różnych fałszywych doktryn i zgubnych nałogów.

Ona mówi to w bardzo prosty sposób i transmituje w Gietrzwałdzie tę prawdę na naród. A z drugiej strony dokonuje wodzowskiego rozstrzygnięcia tej niedoszłej kampanii. Ona w zarodku odwołuje prowokację insurekcyjną w Polsce i jednocześnie odwołuje wojnę światową, do której już niebawem miało dojść... [Ona to wszystko wyraża w najsubtelniejszy sposób]. Nie może przecież małym dziewczynkom w Gietrzwałdzie opowiadać o zagrożeniu wojennym, nie może ludziom opowiadać o wojnie światowej, bo spowoduje tylko i wyłącznie panikę”. ONA... Królowa Polski.

podpis: reprod. ze strony: http://zds.belchatow.pl/wp-content/uploads/2015/04/9.jpg

Ktoś może spytać: po co przedstawiać aż tyle drobiazgowych szczegółów ?

Po co ? Po to, aby konkrety przemówiły do tych, dla których liczy się tylko „szkiełko i oko”, bo „szkiełko” całą swoją wiedzę opiera na szczegółach.

Po to, by unaocznić jak bardzo poważne, konkretne i realne było zagrożenie wybuchem I wojny światowej już w tamtym okresie.

Po to, by uświadomić sobie doniosłość tego wydarzenia, na które dotąd jakoś nikt nie zwrócił uwagi, mimo, iż właśnie ono rozwiało powszechną groźbę wojny.

Po to, by wszyscy zrozumieli, co się zdarzyło wtedy w Gietrzwałdzie, by potrafili dostrzec znaki Opatrzności Bożej w dzisiejszych wydarzeniach. Bo Pan Bóg wie, co robi i wszystko robi „po coś”, a dalekosiężny efekt swoich poczynań zna jedynie On sam.

Po to, by dostrzec wzajemną zależność spraw ludzkich i Bożych; by uświadomić sobie przemożne wstawiennictwo naszej Matki – Maryi, która zapobiegła użyciu drogiego Jej narodu jako zapalnika I wojny światowej.

Po to, by dostrzec Jej królewską odpowiedzialność za ten kraj, który Jej powierzono, w którym obdarowano Ją najwyższą godnością; aby zrozumieć, jak wielki wpływ na całe morale narodowe miały wywrzeć te objawienia.

„JA JESTEM KRÓLOWĄ POLSKI. JESTEM MATKĄ TEGO NARODU, KTÓRY JEST MI BARDZO DROGI, WIĘC WSTAWIAJ SIĘ DO MNIE ZA NIM I O POMYŚLNOŚĆ TEJ ZIEMI BŁAGAJ NIEUSTANNIE, A JA CI ZAWSZE BĘDĘ, JAKOM JEST TERAZ, MIŁOŚCIWĄ”... „Juliuszu, synu mój! Za cześć, jaką masz do mnie, Wniebowziętej, ujrzysz Mnie za rok w chwale niebios. Tu jednak, na ziemi, nazywaj Mnie zawsze Królową Polski” – Mówiła Matka Boża w dwóch kolejnych objawieniach do Juliusza Mancinelli.

Źródła: http://politykapolska.eu/2018/05/26/rok-1877-gietrzwald-objawienia-maryjne-po-polsku-a-wydarzenia-historyczne/

https://sciaga.pl/tekst/39953-40-kwestia_balkanska_w_polityce_mocarstw_europejskich_w_xix_wieku_do_roku_1914

http://www.kultmaryjny.pl/trzy-objawienia-marii-krolowej-polski-ktore-otrzymal-sluga-bozy-juliusz-mancinelli/

Moc Różańca w parafii świętego Jana Vianneya

Święty Jan Vianney, po przyjęciu święceń kapłańskich, otrzymał probostwo w parafii w Ars, „bardzo zaniedbanej religijnie. Kościół świecił pustkami, natomiast w pobliskiej karczmie było pełno i gwarno, odbywały się wciąż zabawy nawet w niedziele, w czasie nabożeństwa. Bolał nad tym święty proboszcz, wtedy Matka Najświętsza natchnęła go, aby wprowadził Różaniec. Ale z kim miał go odmawiać, skoro zgłosiły się tylko dwie osoby chętne do odmawiania tej modlitwy: jego gospodyni i druga sześćdziesięcioletnia pani. Więcej nie przybywał nikt.

Pewnego dnia zobaczył kilka dziewcząt, które czekały na spowiedź. Zapytał je, czy zechciałyby wspólnie odmawiać Różaniec. I tak, zupełnie przypadkiem, dziewczęta powiększyły grono odmawiających. Odtąd coraz więcej osób przychodziło na Różaniec i do spowiedzi, a coraz mniej było w karczmie na zabawach i pijatyce. Z czasem parafia Ars zasłynęła z bogobojności i życia religijnego, a św. Jan Vianney zasłynął ze świętości w całym świecie. Zewsząd też zjeżdżano się do niego do spowiedzi, po radę i aby go zobaczyć. Ażeby umożliwić wszystkim dojazd do Ars, przeprowadzono tam specjalnie linię kolejową” (ks.Andrzej Papież).

Niedoszła Rewolucja Włoska

Anatol Kaszczuk

„Chciałbym opowiedzieć o zwycięstwach Matki Bożej, których byłem świadkiem... W końcu stycznia 1984 roku pojechaliśmy z ojcem Cyprianem Kubikiem, paulinem z Jasnej Góry, do Rzymu i Mediolanu. Na wszystkich ulicach Rzymu stali uzbrojeni: straż, wojsko, karabinierzy (patrol po dwóch żołnierzy na każdym skrzyżowaniu ulic). Ich zadaniem była obrona Rzymu przed przygotowaną już rewolucją komunistyczną. Ani policja, ani wojsko, ani nic podobnego nie obroniło Francji, Rosji, Meksyku, Hiszpanii przed rewolucją ! Ci niby-obrońcy są podatni na propagandę i są łasi na pieniądze. Tylko powiedzieć im, że można nie słuchać i można rabować, a staną się pierwszymi pachołkami wyszkolonymi w tajnych lożach masońskich zawodowych rewolucjonistów.

Dnia 7 lutego byliśmy w Mediolanie u księdza Stefana Gobbi... który powiedział, że w końcu kwietnia, a najpóźniej na początku maja wybuchnie w Rzymie rewolucja komunistyczna, wypędzą Papieża z Włoch i że do rewolucji wszystko jest przygotowane. Z Mediolanu wróciliśmy do Rzymu. Chcieliśmy nawiedzić grób świętej Filomeny w katakumbach świętej Priscili, ale do katakumb nie było dostępu, bo w parku stało wojsko, niby dla ochrony Rzymu przed rewolucją. Odwiedziliśmy swoich przyjaciół w Castro Caro koło Forli, bardzo zorientowanych Włochów. Ci też nam powiedzieli, że Włosi chcą rewolucji i rewolucja będzie, a wybuchnie w maju.

Gdy w drugiej połowie lutego 1984 roku wracaliśmy z ojcem Cyprianem do Polski... myślałem o tych straszliwych diabelstwach, o rewolucjach. Myślałem też o zwycięstwach Matki Bożej, o tym, co widziałem w Rzymie i co słyszałem w Mediolanie i Castro Caro. Rozważałem, jak to na rozkaz naszej ukochanej Królowej, odbyło się. Oblężenie Jerycha na Jasnej Górze, aby otworzyć bramy komunistycznej Polski dla Papieża Polaka w 1979 roku. Bramy zostały otwarte i pierwsza pielgrzymka Jana Pawła II do Ojczyzny bez przeszkód się odbyła. Powiedziałem więc do ojca Cypriana ( z nim to przeprowadzaliśmy pierwsze Oblężenie Jerycha na Jasnej Górze):

Ojcze, przecież my wiemy, co trzeba zrobić, żeby nie dopuścić do tej wściekłej rewolucji w Rzymie ?

Tak, my wiemy.

Ojcze, jeśli my wiemy, to i my odpowiadamy, bo Włosi nie wiedzą, a my wiemy.

Tak, odpowiadamy.

Odpowiadać na Sądzie Ostatecznym za "włoską rewolucję" ?!

Przyjechaliśmy o świcie do Warszawy, lecz ja nie pojechałem do swego ukochanego Szymonowa na północ, ale do Zamościa i do Łabuń (12 km od Zamościa) na południe. W Łabuniach są zaprzyjaźnione Siostry Franciszkanki Misjonarki Maryi. Przełożoną w tym czasie była bardzo dzielna siostra Bogumiła Makowska. Tuż przy pałacu (dawniej Szeptyckich) jest dobrze zaopatrzony diecezjalny dom rekolekcyjny, którego rektorem był w tym czasie dzielny ksiądz Zdzisław Ciżmiński.

Opowiedziałem siostrze Bogumile, co widziałem w Rzymie i co słyszałem w Mediolanie i Castro Caro: Włosi przygotowali rewolucję komunistyczną, chcą zniszczyć Rzym, a Ojca Świętego albo zamordować, albo wygnać z Włoch. To, co widział i słyszał młody kleryk Maksymilian Kolbe w Rzymie podczas obchodów dwusetnej rocznicy masonerii w 1917 roku, już teraz ma się stać, wszystko jest przygotowane.

Siostra niezwłocznie wsiadła do swojej starej nyski i rozwiozła "wieści" po okolicy, zarządziła ostre pogotowie i już następnego dnia po Mszy świętej zaczęło się Oblężenie Jerycha przed Najświętszym Sakramentem. Tym razem Oblężenie Jerycha o Rzym, o Watykan, o Jana Pawła II, o Włochy. Siedem dni i nocy kaplica była pełna. Z wielką wiarą i miłością lud Boży oddawał swoje serce i Różańce, zawsze Zwycięskiej Królowej Różańca Świętego.

Jak zakończyliśmy Oblężenie Jerycha hymnem "Ciebie Boże wysławiamy", pojechałem do umiłowanego Szymonowa, a siostra Bogumiła pomyślała, że to może być trochę przymało – jedno Oblężenie Jerycha – jeżeli chodzi o związanie mocy piekielnych organizujących rewolucję. Zaraz też zwołała, na samym początku marca 1984 roku, jeszcze jedno, nie mniej entuzjastycznie przyjęte Oblężenie Jerycha. Znów siedem dni i nocy kaplica była pełna.

Na tych oblężeniach Jerycha, w szczególny sposób odczuwamy obecność naszej zawsze Zwycięskiej Królowej. Przecież wtedy jesteśmy przed prawdziwie obecnym w Najświętszym Sakramencie Panem Naszym i Królem, Jezusem Chrystusem. Bierzemy udział w zwycięskim boju, zjednoczeni świętych obcowaniem, z całym niebem i czyśćcem. Bierzemy udział, ale cały bój zwycięstwa prowadzi Zwycięska Królowa Różańcowa.

Dopiero po drugim Oblężeniu Jerycha zaczynają się dziać nadzwyczajne sprawy. Dnia 17 marca Jan Paweł II publicznie ogłasza, że poświęci świat i Rosję Niepokalanemu Sercu Maryi... Na zakończenie uroczystości Świętego Roku Odkupienia, Jego Świętobliwość zaprosił wszystkich biskupów Kościoła, by zjednoczyli się z nim w poświęceniu świata Niepokalanemu Sercu Maryi. Dnia 25 marca 1984 roku przed figurą Matki Bożej Fatimskiej [przywiezioną z Fatimy], w obecności kardynałów, biskupów i około 200 000 wiernych zebranych na Placu Świętego Piotra, dokonano kolegialnie tego aktu... Komunizm zaczął się rozpadać...

Dnia 24 maja 1984 roku w Rzymie były rozrzucone ulotki o nowej republice. Również 12 maja do Fatimy przybyło więcej pielgrzymów niż dotychczas, bo około półtora miliona. Wierni przed Najświętszym Sakramentem całą noc z 12 na 13 maja modlili się o pokój dla świata. Tej też nocy na Morzu Białym koło Murmańska, w bazie sowieckiej floty morskiej wybuchło 2/3 rakiet dalekiego i bliskiego zasięgu. Pentagon podał, że był to największy wybuch od II wojny światowej. Rosjanie nie mieli z czym wejść na Morze Śródziemne, by pomagać braciom, włoskim komunistom i rewolucji nie było” (Ewa Hanter „Różaniec uratuje ciebie i świat” – patrz Bibliografia).

„Modlitwa różańcowa zrewolucjonizuje cały świat: wprowadzi rewolucję dobrobytu i pokoju” (Sługa Boży Fulton John Sheen).



"Jest bardziej konieczne niż kiedykolwiek dotąd, żeby ku Bogu wzniosło się z całego świata wołanie o pokój. Modlitwa różańcowa jest ku temu najbardziej wskazana. Ona buduje pokój, gdyż będąc wołaniem o łaskę Boga, składa w sercu tego, kto ją odmawia, ziarno dobra, po którym można się spodziewać owoców sprawiedliwości i solidarności w życiu osobistym i w życiu wspólnotowym. Myślę o narodach, ale i o rodzinach. Tak wielki pokój byłby w stosunkach rodzinnych, gdyby ponownie zaczęto odmawiać modlitwę różańcową w rodzinach !"(św.Jan Paweł II).


Antychryst nie przemówił

„W 1986 roku – opowiada Anatol Kaszczuk – jechaliśmy z ojcem Cyprianem Kubikiem do Baltimore i Chicago, aby zorganizować Nieustanny Różaniec. Wcześniej mówiliśmy o tym w Kanadzie i idea ta została tam przyjęta i zrealizowana. W Baltimore spotkaliśmy się z ojcem Lojonelem, który uczestniczył w pierwszym Oblężeniu Jerycha na Jasnej Górze. Ojciec pokazał nam w piśmie "Forum" artykuł o New Age (Nowy Wiek). Było tam napisane, że zwolennicy tego ruchu oczekują zjawienia się Antychrysta. Miało to nastąpić 31 grudnia 1986 roku o godz. 5.00 w Los Angeles. Ci zwolennicy przygotowywali się do tego wydarzenia przez jakieś medytacje transcendentalne.

Zapytałem, czy to jest poważne pismo. Ojciec Lojonel odpowiedział, że jest to magazyn opracowywany i wydawany cztery razy do roku przez katolickich świeckich.

- A co robicie, aby się temu przeciwstawić – zapytałem ?

- Niewiele.

Wtedy opowiedziałem w tym środowisku o naszym doświadczeniu mocy Nieustających Różańców. Pamiętam, jak pan Dawid Pitman wstał i zapytał:

- A jak my to zrobimy, to czy Antychryst będzie mógł się objawić ?

- Moc Boża go nie dopuści.

I ci apostołowie świeccy zorganizowali Nieustanny Różaniec. Potem pojechaliśmy do Chicago. Tam spotkaliśmy misjonarza, ojca Ludwika Dochorty, pasjonistę z Detroit. Jego też przekonaliśmy, aby zorganizował Nieustanny Różaniec i Oblężenie Jerycha w tej intencji, aby Antychryst nie mógł się objawić. Po miesiącu wróciliśmy do Polski.

Gdy po roku znowu pojechaliśmy do Chicago, przyjaciel księdza Ludwika, ksiądz Rajmund Jasiński, mówił we wrześniu 1987 roku kazanie o tym, jak nieustanna modlitwa różańcowa nie dopuściła do wystąpienia Lorda Matrei, którego uważano za Antychrysta. Podczas obiadu ksiądz Albert Ruu i kleryk Wiktor Schumejker opowiedzieli nam, że największy technolog od spraw satelitarnych przygotował takie urządzenie, które po raz pierwszy w dziejach TV satelitarnej miało nadać mowę tego "Antychrysta" przez wszystkie radiostacje i wszystkie kanały na świecie. Ponieważ zaplanowane objawienie "Antychrysta" nie doszło do skutku 31 grudnia, urządzenie nie zostało wykorzystane, użyto go do transmisji Różańca Papieskiego, który Ojciec Święty odmówił z 200 milionami ludzi na całym świecie, na otwarcie Roku Maryjnego w maju 1987 roku, czyli cztery miesiące później !" (Ewa Hanter "Różaniec uratuje ciebie i świat" - patrz Bibliografia).

"Ufność w moc Różańca jest warunkiem jego skuteczności, a ufność tę trzeba wymodlić także właśnie Różańcem jak wiarę i miłość - czyli wszystko" (MB do Barbary Kloss).

Bluźniercze eksponaty spłonęły

„W 1988 roku, w styczniu – znowu Anatol Kaszczuk snuje swoją opowieść – po cudownie zorganizowanym przez Świętych Aniołów Kongresie w Stanach Zjednoczonych, zaproszono ojca Cypriana i mnie na 10 dni do Meksyku. W styczniu było najtaniej, dlatego grupa farmerów uprawiająca żeń-szeń zapłaciła za naszą podróż (300 USD). Mieszkaliśmy u mistyczki Eurystyki, która wychowywała ośmioro swoich dzieci i jedno adoptowane, i u pana doktora Tados da Valos. Jak tylko przyjechaliśmy, ci ludzie opowiedzieli nam o swoim zmartwieniu.

W Muzeum Sztuki Nowoczesnej wystawiono bluźniercze obrazy, znieważającą Matkę Boską z Gwadalupe (nie chcę podawać szczegółów, aby nie obrażać uczuć religijnych). Powiedzieliśmy im, że trzeba zorganizować procesję protestacyjną, że trzeba iść pod to muzeum i odmawiać Różaniec. Oni zaraz w niedzielę zorganizowali taką procesję, a także około 100 osób odmówiło Różaniec i Koronkę do Miłosierdzia Bożego przez zamkniętym muzeum.

Potem pojechaliśmy do piramid, gdzie Aztekowie składali bogowi-skrzydlatemu, wężowi, ofiary z serc jeszcze żywych ludzi i tam też odmawialiśmy Różaniec. Na drugi dzień rano gazety podały wiadomość, że prezydent Meksyku w nocy z niedzieli na poniedziałek, kazał żołnierzom zniszczyć wszystkie bluźniercze eksponaty. Oni wyciągnęli je na plac, oblali benzyną i spalili. Napisano, że misjonarze z Polski zorganizowali procesję protestacyjną i dlatego zlikwidowano wystawę” (Ewa Hanter „Różaniec uratuje ciebie i świat” – patrz Bibliografia).


Cudowne ocalenie po wybuchu bomby atomowej nad Hiroszimą


„grzyb” atomowy po wybuchu bomby zrzuconej na Nagasaki

„6 sierpnia 1945 r. Amerykański bombowiec B-29 krąży po błękitnym niebie nad japońskim miasteczkiem Hiroszima. Niczego nie spodziewający się mieszkańcy ledwie spoglądają z ziemi na samolot, nieświadomi tego, że ma on śmiercionośny ładunek, z którego siły rażenia tak naprawdę nikt jeszcze nie zdawał sobie sprawy. Ładunek, którego moc miała być właśnie na nich wypróbowana” („Przymierze z Maryją” nr 41/2008). „O godzinie 8:16 miasto dosięgła zagłada... Na wysokości 565m nad miastem eksplodowała bomba o wdzięcznej nazwie "Little Boy". Z oślepiającym błyskiem pojawiła się ognista kula, która błyskawicznie powiększyła objętość – w ciągu sekundy jej średnica wynosiła już 280 metrów. Piekielna temperatura sięgająca 300 000 stopni Celsjusza stopiła wszystko w promieniu 300-400 m – w tym także wszystkich ludzi, którzy się znajdowali blisko centrum wybuchu. W odległości kilometra ciała ludzkie paliły się żywym ogniem. Nawet ci, którzy znajdowali się 3,5 kilometra od miejsca eksplozji, doznali dotkliwych oparzeń. Później pojawiła się fala uderzeniowa. Gnając z prędkością 800 do 1500 km/h, zmiatała wszystko na swej drodze, zrównując z ziemią każdy budynek w promieniu dwóch, trzech kilometrów. Trzynaście kilometrów kwadratowych zabudowy po prostu zniknęło. Po pewnym czasie na konające miasto spadł ciężki, czarny, radioaktywny deszcz. Gigantyczny grzyb dymu i pyłu uniósł się na wysokość piętnastu kilometrów i był długo widoczny jeszcze z odległości sześciuset kilometrów od miejsca eksplozji.

Bomba atomowa, która spadła na Hiroszimę, miała siłę dwudziestu kiloton, a więc 20 000 ton trotylu. W jednej chwili zabiła 78 000 ludzi. Blisko 40 000 ludzi doznało ciężkich ran. Najgorsze jednak były późniejsze skutki atomowego uderzenia. W ciągu pięciu lat na chorobę popromienną zmarło w samej Hiroszimie około ćwierć miliona osób, w tym do grudnia 1945 roku około sześćdziesięciu tysięcy. Wielu ludzi, z trwałymi oparzeniami i mocno napromieniowanych, zmarło jeszcze później. Wszyscy mieszkańcy Hiroszimy oraz Nagasaki, którzy zostali dotknięci potwornymi skutkami wybuchu bomb atomowych, nazwani zostali „Hibakusha”.

Czy jednak faktycznie wszystko zostało zrównane z ziemią? I czy tej tragedii można było uniknąć?

Ośmiu jezuitów ocalałych z Hiroszimy

„Pośród mieszkańców Hiroszimy był jezuita ojciec Hubert Schiffer. Rankiem 6 sierpnia 1945 r. po odprawionej Mszy św. właśnie zabierał się do śniadania. Kiedy zanurzył łyżeczkę w świeżej połówce grejpfruta, coś nagle błysnęło. Początkowo duchowny pomyślał, że pewnie eksplodował tankowiec w porcie. W końcu Hiroszima była głównym portem, w którym japońskie łodzie podwodne uzupełniały paliwo. Potem, jak powiedział ojciec Schiffer: – Nagle potężna eksplozja wstrząsnęła powietrzem. Niewidzialna siła uniosła mnie w górę, wstrząsała mną, rzucała, wirowała niczym liściem podczas jesiennej zawieruchy. Gdy ojciec znalazł się na ziemi i otworzył oczy, zdał sobie sprawę, że wokół jego domu nie ma nic. Wszystko zostało zniszczone. Tymczasem on miał zaledwie niewielkie zadrapania z tyłu szyi.

Nieliczna wspólnota, licząca ośmiu jezuitów, do której należał ojciec Schiffer, mieszkała w domu blisko kościoła parafialnego, oddalonego jedynie o osiem budynków od centrum wybuchu. W tym czasie, kiedy Hiroszima była pustoszona przez bombę atomową, wszyscy jezuici zdołali uciec nietknięci, podczas gdy każda inna osoba znajdująca się w odległości do półtora kilometra od centrum wybuchu natychmiast umierała. Dom, w którym mieszkali katoliccy duchowni, stał na swoim miejscu, podczas gdy wszystkie inne budynki rozpadły się niczym domki z kart.

W czasie, kiedy to się zdarzyło, ojciec Schiffer miał 30 lat. Ten jezuita nie tylko przeżył, ale cieszył się również dobrym zdrowiem przez następne 33 lata. W jaki sposób kapłan i pozostali misjonarze mogli przeżyć wybuch atomowy, który spowodował śmierć wszystkich innych w promilu dziesięciu kilometrów od epicentrum wybuchu, a katoliccy duchowni byli oddaleni od niego zaledwie o jeden kilometr? Jest to absolutnie niewytłumaczalne z naukowego punktu widzenia.

Interesującym faktem może się okazać to, że ta grupa była szczególnie oddana przesłaniu fatimskiemu. Jezuici „żyli” nim. Codziennie odmawiali różaniec i czynili pokutę. Co ciekawe, historia powtórzyła się kilka dni później w Nagasaki, drugim japońskim mieście dotkniętym wybuchem bomby atomowej. Zarówno w Hiroszimie, jak i Nagasaki jedynymi, którzy ocaleli, byli duchowni katoliccy. Jeszcze więcej budynków zostało zniszczonych. Jednak w obu przypadkach ocalały prawie nietknięte domy misjonarzy. Wszyscy inni znajdujący się w odległości trzy razy większej od miejsca wybuchu, aniżeli ci duchowni, zginęli natychmiast. Według praw fizyki jezuici – nawet jeśli udało im się jakimś cudem przeżyć – powinni byli zginąć w ciągu kilku minut w następstwie promieniowania. Tymczasem tak się nie stało...

Po kapitulacji Japończyków amerykańscy lekarze powiedzieli ojcu Schifferowi, że jego ciało wkrótce zacznie się rozkładać w następstwie promieniowania. Ku wielkiemu zdziwieniu medyków ciało ojca Huberta nie tylko nie zaczęło się psuć, ale przez 33 lata nie wykazywało najmniejszych oznak napromieniowania ani żadnych innych skutków ubocznych spowodowanych wybuchem bomby jądrowej. Naukowcy przebadali grupę jezuitów 200 razy w ciągu następnych 30 lat i nie stwierdzili u nich nigdy żadnych skutków ubocznych.

Czy mógł to być szczęśliwy traf ? Czy konstruktorzy bomby mogli ją tak zbudować, aby nie zabijała amerykańskich obywateli? Nie ma takiej możliwości, by bomba atomowa skonstruowana z uranu 235 pozostawiła nietknięty niewielki obszar, podczas gdy wszystko dookoła znikało z powierzchni ziemi. Jezuici doskonale zdawali sobie sprawę z tego, kto był „sprawcą” tego cudu. Mówili: – Jesteśmy przekonani, że przeżyliśmy, ponieważ żyliśmy przesłaniem fatimskim. Żyliśmy i codziennie głośno odmawialiśmy różaniec w naszym domu.



Ojciec Schiffer był przekonany, że ocalał dzięki opiece Matki Bożej, która uchroniła go od wszystkich negatywnych konsekwencji wybuchu bomby atomowej. Świeccy naukowcy nie dają wiary tym tłumaczeniom. Są przekonani, że musi istnieć jakieś inne „prawdziwe” wyjaśnienie tej zagadki. Tymczasem minęło ponad 60 lat od zdarzenia i do tej pory nie są w stanie wytłumaczyć tego zjawiska. Z naukowego punktu widzenia to, co się przytrafiło tym jezuitom w Hiroszimie, wciąż przekracza wszelkie prawa fizyki. Trzeba przyznać, że musiała tam być obecna inna siła, której moc była w stanie przemienić energię i materię tak, by były one znośne dla ludzi. A to już przekracza nasze wyobrażenie. Dr Stephen Rinehart z Departamentu Obrony USA, ceniony na całym świecie ekspert w dziedzinie wybuchów jądrowych, tak to skomentował: Błyskawiczna kalkulacja pokazuje, że w odległości jednego kilometra od wybuchu dominuje temperatura od dwóch i pół do trzech tysięcy stopni Celsjusza, a fala ciepła uderza z prędkością dźwięku napierając z ciśnieniem większym niż 600 psi (1 psi to około 69 hektopaskali – przyp. red.).

Jeśli jezuici znajdujący się w obrębie jednego kilometra od epicentrum wybuchu byli poza plazmą bomby atomowej, ich siedziba powinna być ponad wszelką wątpliwość zniszczona. Konstrukcje żelbetowe, jak i z cegły – z których zwykle zbudowane są centra handlowe – ulegają zniszczeniu w wyniku nacisku 3 psi. Takie ciśnienie powoduje uszkodzenie słuchu i wypadanie okien. Przy 10 psi uszkodzeniu ulegają płuca oraz serce. Z kolei ciśnienie rzędu 20 psi rozsadza kończyny. Głowa eksploduje przy ciśnieniu 40 psi i takiego naporu ciśnienia nikt nie jest w stanie przeżyć, gdyż czaszka zostaje zwyczajnie rozsadzona. Wszystkie bawełniane ubrania zapalają się w temperaturze około 200 stopni Celsjusza, a płuca wyparowują w ciągu minuty od wciągnięcia tak gorącego powietrza. W takich warunkach nie jest możliwe, aby ktokolwiek przeżył. Nikt nie powinien zostać przy życiu w odległości jednego kilometra. Ani w odległości dziesięć razy większej – dziesięć do piętnastu kilometrów od epicentrum wybuchu. Widziałem, jak rozpadały się ceglane ściany szkoły podstawowej. Sądzę, że zaledwie kilka osób, które nie uległy całkowitemu spaleniu, przeżyło. Ale umarły one w ciągu następnych piętnastu lat z powodu raka.

Rekonesans zdjęć panoramicznego widoku z epicentrum wybuchu, gdzie znajdował się kiedyś szpital Shima Hospital, w pobliżu domu jezuitów, ujawnił, że pozostały dwa budynki nietknięte. Sądzę nawet, że w budynkach widoczne były okna. Jednym z nich był kościół oddalony kilkaset metrów od pierwszego budynku, którego ściany wciąż stały, jedynie zniknął dach. Departament Obrony nigdy oficjalnie nie skomentował tego wydarzenia i przypuszczam, że to było sklasyfikowane, ale nigdy nie poruszane w literaturze przedmiotu. Sądzę, że jest możliwe, iż jezuici zostali poproszeni o to, aby nigdy nie wypowiadali się na ten temat.

Dla Boga, który stworzył materię i energię, to kwestia woli. Działanie praw, które rządzą tymi zjawiskami, zostało zwyczajnie zawieszone.

To, co się stało w Hiroszimie i Nagasaki, przytrafiło się także w dawnych czasach wiernym sługom Boga: Szadrakowi, Meszakowi i Abed-Nedze, o czym mówi księga Daniela (3,19-24): Na to wpadł Nabuchodonozor w gniew, a wyraz jego twarzy zmienił się w stosunku do Szadraka, Meszaka i Abed-Nega. Wydał rozkaz, by rozpalono piec siedem razy bardziej, niż było trzeba. Mężom zaś najsilniejszym spośród swego wojska polecił związać Szadraka, Meszaka i Abed-Nega i wrzucić ich do rozpalonego pieca. Związano więc tych mężów w ich płaszczach, obuwiu, tiarach i ubraniach i wrzucono do rozpalonego pieca. Ponieważ rozkaz króla był stanowczy, a piec nadmiernie rozpalony, płomień ognia zabił tych mężów, którzy wrzucili Szadraka, Meszaka i Abed-Nega. Trzej zaś mężowie, Szadrak, Meszak, Abed-Nega, wpadli związani do środka rozpalonego pieca. I chodzili wśród płomieni wychwalając Boga i błogosławiąc Pana”.

Źródła: (Oprac. AS Na podstawie „BNF Member’s Newsletter”, nr 25, luty 2007 – „Przymierze z Maryją” nr 41/2008).

http://www.tajemnicamilosci.pl/cudowne-zjawiska/cudowne-ocalenia-po-wybuchu-bomby-atomowej-hiroszima-nagasaki.html

„Z obsesyjną wręcz nienawiścią – że przytoczę słowa jednego z badaczy zagadnienia – prześladowano działalność Żywego Różańca”. Tu Autor przywołuje świadectwo ks. Antoniego Chomickiego, który usłyszał kiedyś od oficera KGB, że Żywy Różaniec to coś gorszego niż bomba atomowa” (o.Jacek Salij OP „Męczennicy różańcowi”).

Wojna, której nie było



„W nocy z 12 na 13 października 1960 roku milion pielgrzymów zgromadził się w Cova da Iria. Modlili się, czuwali i pokutowali przed Najświętszym Sakramentem pomimo deszczu, który ich zupełnie przemoczył. Gdy w tym samym czasie około 300 diecezji łączyło się duchowo z pielgrzymami w modlitwie i pokucie w Fatimie, jednocześnie odbyło się posiedzenie Zgromadzenia Ogólnego ONZ, na którym przemawiał Nikita Chruszczow. W przemówieniu tym, zagroził posiadaną przez Rosję "bronią absolutnej zagłady". Aby wymowniej podkreślić swoją groźbę przed przerażonym Zgromadzeniem, zdjął z nogi but i bił nim w pulpit.

To nie były jałowe groźby. Chruszczow wiedział, że jego naukowcy pracowali nad rakietą zdolną przenosić broń atomową. Prace były już zakończone i zamierzali zaprezentować ją w listopadzie na 43 rocznicę rewolucji. Jednak bezpośrednio po epizodzie z butem Chruszczow niespodziewanie zmienił stanowisko i pospiesznie udał się do Moskwy, odwołując wcześniejsze ustalenia. Dlaczego ?

Marszałek Niedielin i najwięksi specjaliści do spraw energii atomowej oraz kilku przedstawicieli rządu byli obecni na ostatecznej próbie wystrzelenia pocisku, który mieli zaprezentować Chruszczowowi. Kiedy zakończono odliczanie, pocisk z jakiegoś powodu nie opuścił wyrzutni rakietowej. Po 15-20 minutach, marszałek i inni wyszli ze schronu. Kiedy to uczynili, pocisk eksplodował, zabijając przy tym ponad 300 osób. Wydarzenie to opóźniło radziecki program zbrojeniowy o dwadzieścia lat, zapobiegając tym samym wojnie atomowej. A wszystko stało się tej nocy, kiedy cały świat katolicki klęczał przed Najświętszym Sakramentem, zgromadzony u stóp Matki Bożej w Fatimie.

Najwyraźniej nie zdajemy sobie sprawy, jak blisko atomowej apokalipsy wielokrotnie znajdował się nasz świat.

Dnia 13 maja 1984 roku nie spotykana dotąd liczba pielgrzymów przybyła do Fatimy, aby przez odmawianie Różańca uczcić rocznicę pierwszego objawienia się Matki Bożej. Miało wtedy miejsce kolejne znaczące wydarzenie, które zapobiegło konfliktowi nuklearnemu. Tego dnia wielka eksplozja wyeliminowała dwie trzecie pocisków atomowych, należących do największej floty Związku Radzieckiego, jaką była Flota Północna. Była to największa katastrofa, jaka spotkała marynarkę radziecką od czasów drugiej wojny światowej. Czy mógł być to wypadek o wielkim znaczeniu ? Zdaniem siostry Łucji "wojna nuklearna rozpoczęłaby się w 1985 roku".

Cztery lata później zdarzył się podobny wypadek ! Podczas gdy 12 maja 1988 roku tysiące osób modliło się podczas nocy czuwania przed rocznicą objawień w Fatimie, inna wielka eksplozja zniszczyła jedyną w Związku Radzieckim fabrykę napędów pocisków rakietowych. Prasa pisała wtedy: "Według danych amerykańskich kół rządowych , wielki wybuch zniszczył jedyną w Związku Radzieckim fabrykę zajmującą się produkcją napędów najnowszych radzieckich pocisków rakietowych dalekiego zasięgu". Pentagon opublikował oświadczenie, w którym stwierdza, że wypadek "spowodował zniszczenie kilku budynków należących do radzieckiej fabryki broni rakietowej w Pawłogrodzie".

Powyższe znaki w sposób wymowny świadczą o wielkim pośrednictwie Maryi u Boga. W Fatimie Maryja powiedziała: "Jestem Królową Różańca (...). Ludzie muszą odmawiać Różaniec. Niech go odmawiają codziennie".

Kiedy Ronald Regan był prezydentem Stanów Zjednoczonych, w pełni zdawał sobie sprawę z wielkiego niebezpieczeństwa wybuchu trzeciej wojny światowej, powiedział między innymi, że "W modlitwach prostych ludzi jest więcej mocy niż we wszystkich wielkich armiach i oświadczeniach świata".

***

„Szczególnie wiele prześladowań z powodu różańca zaznali katolicy w czasach sowieckich. „Z obsesyjną wręcz nienawiścią – że przytoczę słowa jednego z badaczy zagadnienia – prześladowano działalność Żywego Różańca”. Tu Autor przywołuje świadectwo ks. Antoniego Chomickiego, który usłyszał kiedyś od oficera KGB, że Żywy Różaniec to coś gorszego niż bomba atomowa” (o.Jacek Salij OP „Męczennicy różańcowi”„ „Idziemy” nr 41 (370), 7 października 2012 r). źródło: http://www.idziemy.pl/wiara/meczennicy-rozancowi/



Wielka Rosja nawraca się

W drugiej części Sekretu Fatimskiego, Matka Najświętsza uczyniła z Rosji jeden z głównych tematów swego lipcowego objawienia. Głosiła bowiem: "Przybędę, by prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o Komunię świętą wynagradzającą w pierwsze soboty. Jeżeli moje życzenia zostaną spełnione, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, bezbożna propaganda rozszerzy swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie wiele cierpiał. Różne narody zginą, ale na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje"...

Był to pewien rodzaj prośby o modlitwę za Rosję, toteż „miliony ludzi na kuli ziemskiej [z różańcem w ręku] odpowiedziało na to Jej żądanie” (ks.Krzysztof Pożarski Sankt Petersburg)... Czas płynął i wydawało się, że te miliony modlitw trafiają w jakąś próżnię, lecz tak już jest, że „myśli Boże nie są myślami naszymi ani nasze drogi Bożymi drogami... bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi Boże nad naszymi drogami i myśli Boże – nad myślami naszymi” (Iz 55,8-9)...

„Przyrównuje się czasem Rosję do Łazarza z kart Ewangelii. Rosja jest naszą umarłą siostrą. Rosja umarła, ale w jej śmierci widzimy realizację planów Boga: "Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą" (J 11,4). Można rzec, że Jezus z Ewangelii według św. Jana "pozwolił" Łazarzowi umrzeć; Jezus pozostał dwa dni dłużej w miejscu pobytu (por. J 11,6). Podobnie Bóg "zwlekał" w przypadku Rosji i z opóźnieniem wyruszył, bo "przyjaciel nasz zasnął, lecz idę, aby go obudzić" (J 11,11). A dzieje się tak, abyśmy uwierzyli: "Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli" (J 11,15)” (ks.Mirosław Drozdek SAC)... Trzeba więc nam zaufać Bogu, który wie, co robi i na wszystko ma swój czas...

„Już na początku 1991 r. pojawiły się pierwsze struktury organizacyjne Kościoła katolickiego w Rosji, na czele których stanął ks.abp Tadeusz Kondrusiewicz. Był on wielkim czcicielem Matki Bożej Fatimskiej, dlatego też od samego początku związał Kościół katolicki w Rosji z Fatimą. Jedną z jego pierwszych decyzji była pielgrzymka w październiku 1991 r. do Fatimy grupy 11 rosyjskich katolików, którzy ze łzami w oczach dziękowali w kaplicy objawień Maryi za możliwość tej podróży. Nastąpiło także wtedy pierwsze spotkanie ks.abpa Kondrusiewicza z siostrą Łucją w Coimbrze, która nie mogła wówczas uwierzyć, że stoi przed nią biskup z Moskwy ! (ks.K.P.jw.)... Dziś „można z dumą mówić próbach szerzenia orędzia fatimskiego w krajach byłego Związku Radzieckiego. Czynią to liczni kapłani, którzy jeszcze w czasach prześladowań Kościoła w ZSSR działali nielegalnie za wschodnią granicą Polski, a w latach 90-tych licznie wyjechali apostołować na ziemiach dawnego imperium.

Jak opisywał, dziś nie żyjący już ks.Mirosław Drozdek: „13 maja 1991 roku mój współbrat dokonał niezwykłej rzeczy. Najpierw udał się do Rzymu, do Ojca Świętego i przedstawił mu program i plan swojej wizyty do Moskwy. Prosił aby Ojciec Święty pobłogosławił statuę M.B.Fatimskiej którą pragnął zawieść do Moskwy. Ojciec Św. pobłogosławił statuę, a także tę niezwykłą pielgrzymkę. Ksiądz zabrał ze sobą kilka osób i samolotem udali się do Moskwy. Poprzez różne znajomości dotarł do szefa telewizji moskiewskiej i przedstawił mu cały plam swojej wizyty.

13 maja na Placu Czerwonym przed Kremlem, urządził fatimską procesję, ze statuą Matki Bożej, odmawiając różaniec. W tym czasie na Kreml przybyła moskiewska telewizja. Przy jej udziale ksiądz przekazał na ręce kustosza muzeum na Kremlu, daru Ojca Świętego - figurę Fatimskiej Pani. Umieszczono ją w skarbcu muzeum. A więc jest tam Fatimska Pani od dnia 13 maja 1991 roku”. Odtąd „rozpoczęły się peregrynacje [kolejnych] figur Matki Bożej Fatimskiej po Rosji. Były one również przynoszone na plac Czerwony w Moskwie, np. 13 maja 1991 r., 7 grudnia 1992 roku, [czy jeszcze później – w 1996 roku...

Figury Matki Bożej Fatimskiej zaczęły pojawiać się także w wielu oddanych katolikom kościołach i kaplicach, a dzień 13 maja był przez jakiś czas zaznaczony w kalendarzu liturgicznym jako święto w Kościele w Rosji. W październiku 1991 r. telewizja rosyjska nadała telemost „Moskwa – Fatima”, kiedy to wielu Rosjan po raz pierwszy mogło usłyszeć o objawieniach w Fatimie. Najważniejsza jednak dla pobudzenia kultu fatimskiego była oficjalna pielgrzymka figury Matki Bożej z Fatimy po Federacji Rosyjskiej i Kazachstanie w latach 1996-1997. Wówczas figura Maryi była przyjmowana przez wszystkie wspólnoty parafialne i zakonne. Najpierw był Sankt Petersburg i Kaliningrad, Moskwa, później Kaukaz. Następnie rejon Wołgi, Uralu, Syberii i Dalekiego Wschodu. W czasie tej pielgrzymki świątynie i kaplice były zatłoczone wiernymi, nie tylko katolikami, ale również prawosławnymi. Były to zaiste rekolekcje narodowe pod zwierzchnictwem fatimskiej Maryi. Wziąłem aktywny udział w tej peregrynacji fatimskiej figury – pisał ksiądz Krzysztof. Jako duszpasterz, który od wielu lat pracuje za wschodnią granicą Polski, zawsze żyłem fatimskim duchem i zawsze tam, gdzie byłem, starałem się nieść światło z Fatimy. A zwłaszcza w wielomilionowym mieście, jakim jest Petersburg, w którym w listopadzie 1917 r. nastąpił straszny bolszewicki przewrót, chcący wytępić imię Boga z oblicza ziemi.

Kościół św. Stanisława, Biskupa i Męczennika w Petersburgu, został ponownie uroczyście otwarty 13 listopada 1996 r., na początku pielgrzymki figury Matki Bożej. W tym dniu ks.abp Tadeusz Kondrusiewicz odprawił pierwszą Mszę św. po 60 latach dewastacji kościoła. W tym roku, kilka miesięcy wcześniej, zostały zwrócone przez administrację miasta trzy katolickie świątynie i dawny budynek seminarium duchownego. W ten sposób Matka Boża jakby chciała wyrazić swoją dobroć miejscowym katolikom w przeddzień Jej nawiedzenia. Byliśmy bardzo szczęśliwi, że mogliśmy witać Jej figurę w naszych odzyskanych świątyniach. W celu szerzenia fatimskiego ducha od samego początku w parafii św. Stanisława wprowadziłem praktykę pierwszych sobót miesiąca.

Innym jeszcze miejscem fatimskiego kultu w Petersburgu jest parafia św. Jana Chrzciciela w Puszkinie (Carskie Sioło), którą prowadzą hiszpańscy księża. W ich środowisku pojawiła się idea, aby z kościoła uczynić fatimskie sanktuarium. Umieszczono więc w bocznej kaplicy ikonę Matki Bożej, którą wykonał jeden z ikonopisarzy w Moskwie. W związku z propagowaniem tego kultu zaczęto też w parafii wydawać raz na dwa miesiące czasopismo o tematyce fatimskiej „Dom Niepokalanego Serca Maryi” (ks.K.P.jw.)...

W tym czasie, także p.Janusz Rosikoń- fotograf współpracujący z tygodnikiem „Niedziela”, w towarzystwie kolegi z Polski, peregrynował po Rosji z Figurą Matki Bożej Fatimskiej. Najpierw zawieźli Ją na Ural, do Permu oddalonego od Moskwy o 1500 km, później „do jednego z tych dziwnych zamkniętych miast sowieckich, które było zbudowane dla naukowców i pracowników pobliskiego ściśle tajnego ośrodka atomowego”. I choć nie było w nim żadnej cerkwi ani kościoła, to kiedy nastąpiła „odwilż” polityczna, mieszkańcy zaanektowali połowę klubu oficerskiego i używając płyt, sklejki oraz drukowanych obrazków, urządzili cerkiew. Tam zostali powitani przez trzech księży prawosławnych, którzy podnieśli wysoko figurę Maryi. Ludzie przechodzili pod nią z wielką czcią, dotykając stóp Madonny, a potem były modlitwy... Stamtąd peregrynująca Pani Fatimska, samolotem poleciała do Moskwy, gdzie odwiedziła też kościół polski, w którym dopiero zaczynał się remont. Wtedy właśnie, w Moskwie, przyszedł mu do głowy bardzo mocny impuls: dlaczego nie postawić figury Matki Bożej na placu Czerwonym ?


http://www.niedziela.pl/artykul/108605/nd/Matka-Boza-Fatimska-byla-juz-w-Moskwie fot.Janusz Rosikoń

I tak, „figurka Matki Bożej Fatimskiej stanęła na placu Czerwonym w Moskwie - w miejscu, które przez lata stanowiło symbol komunistycznej Rosji”... A proces nawrócenia tego wielkiego kraju, który „rozszerzał swe błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowanie Kościoła” – za przyczyną Matki Bożej Fatimskiej i Jej Różańca świętego - ciągle trwa...

„Przez 40 lat modliliśmy się i nadal się modlimy [na różańcu] o nawrócenie Rosji, mając świadomość że jesteśmy prawdziwym pomostem między Fatimą a Rosją – napisano na stronie Sekretariat Fatimski. Ufność, którą w Bogu pokładamy, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On naszych próśb zgodnych z Jego wolą. A jeśli wiemy, że wysłuchuje wszystkich naszych próśb, pewni jesteśmy również posiadania tego, o cośmy Go prosili" (1J 5,14-15). Wiemy zatem, że poświęcenie Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi, że odmawiany przez tysiące ludzi fatimski różaniec, podejmowane przez nich posty i umartwienia w intencjach fatimskich są one "zgodne z Jego wolą" (Sekretariat Fatimski)...

Źródła:

http://www.sekretariatfatimski.pl/konferencje-rozwaania/210-rola-matki-boskiej-fatimskiej-w-zmianach-jakie-zaistnialy-w-polsce-i-w-krajach-uropy-wschodniej

http://www.naszdziennik.pl/wp/12280,czy-rosja-sie-nawrocila.html

http://www.niedziela.pl/artykul/108605/nd/Matka-Boza-Fatimska-byla-juz-w-Moskwie

Szczegóły prowadzące do przedstawionych powyżej wydarzeń, znajdziesz w książce: „Fatima, Rosja i Jan Paweł II” – patrz bibliografia.



Prezydent i różaniec

„Pochodzę z bardzo katolickiej rodziny. Od dzieciństwa pamiętam, jak moi bliscy mówili: "on będzie księdzem"... [Jednak gdy] rozpocząłem studia na uniwersytecie, stopniowo odchodziłem od wiary i Kościoła. Po studiach podjąłem pracę w biznesie i dyplomacji. Po dłuższym czasie zdałem sobie sprawę, że... nie znam Boga. Pewnej nocy "przyszła" do mnie Matka Najświętsza i dzięki temu doświadczeniu przeżyłem radykalne nawrócenie. Od tamtej pory, mocą Bożej łaski pełnię posługę w kościele w Londynie. Jestem założycielem "Apostolatu św.Józefa" i "Stowarzyszenia Niepokalanej". Budujemy także sanktuarium Maryi Niepokalanej w Indiach. Otrzymałem od Boga misję, by rozmawiać z głowami państw o tym, w jak niezwykłych czasach żyjemy i by prosić tych przedstawicieli władzy, aby zawierzyli swój kraj i naród Najświętszemu Sercu Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi. Zostałem powołany do tego, aby modlić się za grupy, które mają największy wpływ na nasze życie oraz głosić naukę na temat Kościoła i sakramentów.

Niedawno byłem w Ameryce Południowej w Kolumbii. Gdy usłyszałem, że mam tam jechać, spytałem: - Naprawdę chodzi o Kolumbię ? – mając nadzieję, że nie... Wyobrażałem ją sobie jako "Dziki Zachód" i wcale nie miałem ochoty tam jechać. Spodziewałem się, że na miejscu spotkam się z narkotykami, mafią i przemocą. Ale miałem nadzieję wbrew nadziei.

Gdy wysiadłem z samolotu, spotkałem... Ducha Świętego. A jadąc samochodem ulicami miasta, mijałem wiele kościołów, figury Matki Bożej i św.Józefa. Udałem się do kościoła na wzgórzu, gdzie stała figura Pana Jezusa upadającego pod krzyżem. Ten posąg cechuje rzeczywista obecność Pana Jezusa – włosy na głowie figury rosną i trzeba je przycinać. Pozwolono mi podejść blisko i zacząłem tam się modlić. Odczułem ogromne osamotnienie – Miłość, która została porzucona. W 1981 roku w Kolumbii nastał rząd, który zlaicyzował kraj, a w 1991 roku "wyrzucono" Jezusa z Kolumbii. A potem rządzący zaczęli używać mediów, by pokazać ten kraj, jako najbardziej przewrotne miejsce na świecie.

Poprosiłem o spotkanie z prezydentem kraju i wcale nie musiałem długo czekać na nie. Powiedziałem panu prezydentowi: - Jesteś proszony o to, by oddać swój kraj Najświętszemu Sercu Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi. Zobaczyłem zdziwienie na jego twarzy. Kazał mi przyjść za tydzień. Gdy wróciłem, prezydent czekał na mnie w kaplicy. Poprosił, bym usiadł i powiedział: - Zmówimy razem różaniec. Pokaże temu narodowi, jak ważne jest, by wierzyć w Boga i szanować Matkę Najświętszą. Transmitowała to na żywo telewizja. Byłem zdziwiony, że głowa państwa, prezydent, w taki sposób wyznał swoją wiarę, że uczynił to publicznie i oddał cześć Niepokalanej.

Następnego dnia do moich drzwi zapukał generał, zwierzchnik sił zbrojnych. Zapytał: - Co pan powiedział prezydentowi ? Po godzinie ujrzałem to samo zdziwienie na jego twarzy, a dwa tygodnie później, generał zawierzył siły zbrojne Niepokalanej.

Gdy poszedłem do księdza kardynała Kolumbii, który dotąd na takie prośby odpowiadał: "nie" – zobaczyłem to samo zdziwienie, ale zgodził się natychmiast. W strugach ulewnego deszczu, Kolumbia jako kraj, 12 października 2008 roku została zawierzona Najświętszemu Sercu Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi. Tego dnia nie było wolnego miejsca w katedrze – ludzie stali ramię w ramię, ściśnięci jak sardynki. Pozostali w strugach deszczu stali przed katedrą. Gdy uroczystość się skończyła, płakali, dziękowali, klaskali w dłonie i krzyczeli: - Chwała Tobie Panie !... Ten kraj ponownie odnalazł nadzieję !” (Rick Miller „Szum z nieba” 1(91) luty/marzec 2009 – tam znajdziesz całość artykułu).

Wszystkie wyżej wspomniane i dalsze wydarzenia ukazujące nadzwyczajną przemianę tego kraju, zostały udokumentowane w filmie pt. „KOLUMBIA świadectwo dla świata”, którego twórcą jest dziennikarz katolicki Dominik Tarczyński. Niejeden, oglądając dokument, chciałby powiedzieć, że to utopia, że to z gatunku science fiction – ale to PRAWDA, w którą wprost nie daje się uwierzyć, Bo trudno jest uwierzyć w to, że „coś takiego” może dzisiaj, w tym naszym „przekręconym” świecie, dziać się na oczach wszystkich ! Film ten otrzymał Złoty Laur na Międzynarodowym Katolickim Festiwalu Filmów i Multimediów w Niepokalanowie, w 2011 roku. (Zajrzyj na stronę internetową: charyzmatycy.pl).



Moc Różańca na Węgrzech

„Rok 2006, w 50 rocznicę węgierskiej rewolucji – wielkiego przełomu i zrywu węgierskiego narodu – ogłoszono "Rokiem modlitwy o odnowę narodu". Biskupi, na czele z Prymasem Węgier kardynałem Peterem Erdo, przypominając słowa kardynała Mindszentego, męczennika za wiarę i wolne Węgry, bohatera narodowego z 1956 roku, wezwali naród do Ogólnokrajowej Krucjaty Różańcowej. "Nasz kraj – uzasadniali - znajduje się w głębokim kryzysie, sytuacja jest tak bardzo poważna, że tylko Miłosierdzie Boże może nas uratować"... Podejmując ten apel Viktor Orbán, obecny premier Węgier, poparł go osobiście, po czym obliczono, że potrzeba dwóch milionów Węgrów, którzy zadeklarują, iż codziennie będą modlili się za ojczyznę na różańcu... I znaleźli się tacy, którzy z różańcem w ręku włączyli się w batalię o odnowę Narodu... I stało się...! Mocą Różańca wszystko się odmieniło !

Parlament Węgier przyjął nową konstytucję, która uznaje rolę chrześcijaństwa za „kluczową dla podtrzymania narodu”, a jej preambuła zaczyna się od słów modlitwy: „Boże, pobłogosław Węgrów !”. Premier okazał się człowiekiem Opatrzności, który stopniowo wyprowadza kraj z największej zapaści. Przyczyną tych wspaniałych zmian „stało się tutaj przeoranie moralne narodu i nawrócenie dokonane dzięki Krucjacie Różańcowej. Ale przemiany te, które dziś podziwiamy w ich ojczyźnie, nie wydarzyły się same z siebie. ONI JE SOBIE WYMODLILI”, co „w zarażonej ateizmem Europie jest fenomenem godnym naśladowania” (wg „Rycerza Niepokalanej” nr 10(677) z października 2012 r.)...(Wszystko o Krucjacie Węgierskiej znajdziesz pod zakładką: KRUCJATY I ZWYCIĘSTWA RÓŻAŃCOWE – WSPÓŁCZESNE).

Podobne zwycięstwo polityczne w roku 1926 odniosła Portugalia, co zostałó opisane pod zakładką MATKA BOŻA FATIMSKA - RÓŻAŃCOWA

Czy modlitwą przerwano bluźnierstwo w CSW?

„...Portal fronda.pl wspominał o modlitwie różańcowej, trwającej na jednej z sal ekspozycyjnych Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Jeden z uczestników modlitwy przebłagalnej powiedział Naszemu Dziennikowi: „Podczas naszej modlitwy ten bluźnierczy film, który prezentuje profanację figury ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa, nagle się wyłączył. Pracownicy Centrum mimo wielu prób nie zdołali go uruchomić. Byli bardzo zdziwieni. Prawdopodobną przyczyną awarii jest usterka techniczna sprzętu. Nie wykluczone, że dzisiaj film nie będzie prezentowany, ale uczestnicy zgromadzą się na wspólnej modlitwie różańcowej w tym miejscu”... Nasz Dziennik zwraca uwagę, że także poseł Andrzej Jaworski na Twitterze poinformował o zaprzestaniu prezentacji filmu: „Bluźniercza instalacja w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie przestała działać”. Źródło: http://www.fronda.pl/a/czy-modlitwa-przerwano-bluznierstwo-w-csw,31946.html

Modlitwa przebłagalna w Warszawie

„W przeddzień parady homoseksualistów w czerwcu 2014 r., około stu osób zebrało się przed pomnikiem Matki Bożej Passawskiej przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, by modlić się na różańcu w intencji przebłagania za grzech sodomski. Organizatorem spotkania była Krucjata Młodych oraz Męska Róża Różańcowa „Bractwo Przedmurza”. Miejsce publicznej modlitwy wybrano nie przypadkowo. Do niedawna bowiem w pobliżu funkcjonował klub „erotyczny”, który dzięki modlitwie [różańcowej] i licznym protestom warszawiaków został zamknięty. Spotkanie stanowiło więc także formę podziękowania Bogu za pomoc w tej sprawie” („Przymierze z Maryją nr 77/2014).



Polski egzorcysta, od lat pracujący w Wielkiej Brytanii – ksiądz Piotr Glas, znany także z rekolekcji internetowych prezentowanych przez Youtube, których wysłuchały już miliony internautów, daje świadectwo o wielkiej mocy Różańca świętego: „Ostatnio czytałem – wyznaje - że Różaniec to modlitwa dla analfabetów, ale dzisiaj trzeba powiedzieć, że analfabetyzm religijny współcześnie osiągnął szczyt.

To prawda, że Różaniec jest dla analfabetów, bo, jak pisał Bartolo Longo – Różaniec dawniej był dla chłopów najlepszą modlitwą. Ale dzisiaj, choć umiemy czytać i pisać, to analfabetyzm religijny jest po prostu straszny, nawet w Polsce. Na Zachodzie to już jest nawet debilizm religijny. Ludzie nie znają podstawowych rzeczy i Różaniec okazuje się najwspanialszą, najpotężniejszą bronią dla tych analfabetów religijnych...

Tam, na Zachodzie, gdzie jest "debilizm religijny" nagle, przez Różaniec, ludzie zaczynają otwierać buzie, nagle zaczynają się modlić. Mówię im, że "nawet jeśli nie wiesz, nie rozumiesz, to módl się !". Nie jest to klepanie nawet jeśli nie rozumiesz wszystkiego. Ja też nieraz modlę się kiedy się śpieszę. A potem oni mówią mi ile łask otrzymują. W głowie i w sercu coś zaczyna się otwierać.

Nagle tym ludziom jakby zaczęły się przetykać takie rury stare, zardzewiałe, nie wiadomo co w nich jest [Rury niedrożne, bo nie używane przez modlitwę. A one prowadzą nas do Pana Boga]. No tak, bo te wszystkie kanały są jak naczynia krwionośne. Mówię czasem "duchowy zawał", kiedy ludzie dostają takich "zawałów duchowych". Duchowy zawał i koniec, bo to trzeba odetkać, bajpasy zrobić, przetkać to wszystko. Najlepszy na to jest Różaniec, jeśli nic więcej nie robimy.

Nie będę porównywał Różańca do Eucharystii, bo to jest zupełnie inny kaliber, ale większość katolików nic nie robi. Mówię więc im: "Weź różaniec i zmów go w autobusie, w samochodzie, gdziekolwiek jedziesz". I to kapitalnie przetyka rury, którymi nagle zaczyna płynąć łaska” (Królowa Różańca Świętego” nr 4/2015 – tam znajdziesz obszerną całość).

„Troje dzieci w Fatimie przyśpieszyło koniec wojny, zahamowało wylew zła, a otwarło upusty wielkiego wylewu dobra – mówiła Matka Boża do Barbary Kloss... Bądźcie jak te małe dzieci, przed którymi skutek ich działania był zakryty. I wy też nie troszczcie się o skutek, tylko wierzcie, że jest. Poznacie później”.

Analizując to oświadczenie Maryi – odnieśmy do niego i rozważmy treści, jakie widnieją w kilku ostatnich akapitach w opracowaniu KULT MATKI BOŻEJ RÓŻAŃCOWEJ W POLSCE.

Różaniec jest modlitwą chyba najbardziej znaną i rozpowszechnioną wśród wiernych. Wciąż spotyka się z wyjątkowym poparciem papieży. Teolog, a zwłaszcza liturgista, chcąc zrozumieć to zjawisko, musi zbadać intencje leżące u genezy modlitwy różańcowej. Nie jest wszakże przypadkiem, iż modlitwa ta przetrwała ponad pół tysiąca lat. Dziś można o niej powiedzieć, że z pewnością się sprawdziła” (ks.Andreas Heinz).



wróć do strony głównej