wróć do strony głównej


RUCJATY I ZWYCIĘSTWA RÓŻAŃCOWE - WCZEŚNIEJSZE



„Nie ma takiego problemu ani osobistego, ani rodzinnego, ani narodowego, ani międzynarodowego, którego by nie można rozwiązać przez różaniec” (s.Łucja z Fatimy).


Krucjaty różańcowe mają w historii swoją tradycję od XIII wieku, kiedy to po raz pierwszy tę formę walki o sprawy Boże podjął gorliwy mnich dominikański – święty Dominik. „Ojciec Konstanty Maria Żukiewicz OP za Aktami Stolicy Apostolskiej dotyczących różańca, wylicza tzw. zwycięstwa różańcowe (około 40) z lat 1212-1716”.

W późniejszych wiekach, kiedy wierni mieli już pełną świadomość ogromnej skuteczności Różańca Świętego w wypraszaniu łask, nie tylko w sprawach indywidualnych, ale także w fundamentalnych sprawach decydujących o losie i wierze całych narodów czy nawet całych kontynentów – zaczęli organizować masowe krucjaty różańcowe. Te pobożne praktyki nasiliły się zwłaszcza w XX wieku, gdy katolicy przejęci orędziami Najświętszej Maryi Panny z Fatimy zrozumieli, jak ogromną moc posiada modlitwa różańcowa, gdy przekonali się o błogosławionych skutkach krucjat różańcowych w Austrii, Portugalii, Brazylii czy na Filipinach; gdy uświadomili sobie ile łask ludzie i narody otrzymały na przestrzeni dziejów dzięki modlitwie różańcowej...

„Kościół zwoływał krucjaty w obliczu poważnych zagrożeń wiary i kultury chrześcijańskiej, kiedy u granic chrześcijańskiego świata stawały siły nieprzyjaciół Jezusa Chrystusa. Takich wielkich zagrożeń nie są pozbawione również nasze czasy – zagrożenia pokoju, zagrożenia ze strony komunizmu, materializmu, liberalizmu, konsumpcjonizmu. Tak więc i teraz działają krucjaty, w które włączają się miliony ludzi chwytając za różańcową broń – ostatnią nadzieję ocalenia wiary” (wg ks.M.Drozdka i W.Łaszewskiego).


ZWYCIĘSTWO RÓŻAŃCOWE NAD HEREZJĄ KATARÓW


reprod. z „Miejsca święte” nr.10(58) 2001 fot. Włodzimierz Świderski

W XII wieku pojawili się we Francji heretycy zwani katarami lub albigensami, od nazwy miasta w zachodniej Langwedocji. Widząc, że w Kościele katolickim coraz częściej i coraz dalej odchodzi się od czystej wiary, że duchowieństwo nawołuje wiernych do ascezy, do licznych wyrzeczeń w imię tejże wiary, podczas gdy samo zaczyna opływać w coraz większe dostatki, negując własnym życiem prawdę ewangeliczną – część wiernych zbuntowała się. Widząc, że głosiciele Ewangelii innym wskazują krzyż jako drogę do uświęcenia, podczas gdy sami czynią wszystko, by odsunąć jakiekolwiek krzyże ze swego własnego życia – zaczęła głosić konieczność oczyszczenie obyczajów i reformę Kościoła.

Te zamierzenia heretyckie trafiły na podatny grunt, powodując gwałtowny wzrost liczbowy sympatyków i wyznawców nowych idei. A idee te były bardzo surowe. Katarzy bowiem twierdzili, że całe zło pochodzi stąd, iż zbuntowany anioł, Lucyfer, „pragnąc być „jak Bóg”, stworzył widzialny świat, nad którym rozciągnął swoją władzę. [Przeto świat] nie jest owocem miłości Boga, ale szatańskiego przekleństwa” (Wincenty Łaszewski), więc konsekwentnie negowali wszystko, co miało związek z ciałem, materią czy życiem doczesnym – jako uosobienie zła. Złem było więc „jedzenie, picie, prokreacja, posiadanie dóbr ziemskich. Głosili skrajną ascezę, a nawet zachęcali do ostatecznego aktu porzucenia materii – do samobójstwa i pozbawiania życia najbliższych...

[Kościół próbował wyprostować błędność tych rozumowań, ale nadaremnie]. „Bezskutecznie walczyli z nią cystersi; bezowocna okazała się zwołana przeciw nim krucjata, jak i misja papieskich legatów oraz kaznodziejów” (Lidia Wajdzik). „Herezja rosła w siłę i zataczała coraz szersze kręgi” (W.Ł.jw.). Według ludzkiego osądu, była nie do pokonania. Przeto zaczęto wyszukiwać najbardziej zagorzałych wyznawców tej idei i stawiać ich przed powołany trybunał dochodzeniowy czyli inkwizycyjny. Władze kościelne podjęły współpracę z władzą świecką widząc w herezji także przyczynę wyniszczania państwa. Kiedy biskupia inkwizycja okazała się niewystarczająca; nadto, kiedy katarzy zamordowali legata papieskiego, papież Innocenty III ogłosił zbrojną krucjatę przeciw nim. Jednak ani ta krucjata, ani wprowadzenie palenia heretyków na stosie, co usankcjonował sam król francuski, ani rozwinięcie działalności inkwizytorów nie odniosło oczekiwanych skutków w walce z katarami. Daremna ukazała się także misja duchownych kaznodziejów, nawet świętego Dominika, który w taki sposób oraz przez przykład własnej ascezy włączył się w nawracanie heretyków. Ani przykładne umartwianie, ani kazania, których, niestety, nikt nie chciał słuchać, nie dawały oczekiwanego rezultatu, toteż święty, stracił wiarę w sens dalszego apostołowania. Wreszcie – jak opisuje święty Ludwik Maria Grignion de Montfort - „widząc, że ciężar grzechów uniemożliwia albigensom nawrócenie, święty Dominik odszedł w lasy w pobliżu Tuluzy, gdzie modlił się bez przerwy trzy dni i trzy noce.

W tym czasie nie czynił nic, jeno płakał i zadawał sobie surowe pokuty, by powstrzymać gniew Wszechmogącego Boga. Tak bardzo używał dyscypliny, że jego ciało rozdarte było na strzępy. W końcu stracił przytomność. Wówczas ukazała mu się Najświętsza Maryja Panna w towarzystwie trzech aniołów i powiedziała: „Drogi Dominiku, czy wiesz, jakiej broni chce użyć Błogosławiona Trójca, aby zmienić ten świat ?” A gdy Dominik zwrócił się z prośbą o wyjawienie zamiarów Bożych, Najświętsza Panna rzekła mu: „Chcę, abyś wiedział, że w tego rodzaju taranem pozostaje zawsze Psałterz Anielski, który jest kamieniem węgielnym Nowego Testamentu. Jeśli więc chcesz zdobyć te zatwardziałe dusze i pozyskać je dla Boga, głoś mój Psałterz”. Dodała jeszcze szczególną obietnicę: „O cokolwiek poprosisz przez różaniec, wszystko ci będzie udzielone”... Święty Dominik pojął prawdy ukazane mu w nadprzyrodzonym widzeniu” i kiedy „na nowo podjął swą misję, jego przepowiadanie było zdumiewająco skuteczne” (W.Ł.jw.). „Pod natchnieniem Maryi zrozumiał bowiem, że aby nawrócić dusze prowadzone na zatracenie przez albigensów, fałszujących wszystkie tajemnice zbawienia, trzeba wyłożyć im te tajemnice w ich prawdziwej postaci, ale nie w abstrakcyjny sposób katechizmowy, lecz w konkretnej i żywej postaci, jak czyni to sama Ewangelia” (o.Garrigou-Lagrange).

Matka Najświętsza wsparła go w tej niebywale trudnej misji, dodatkowo, w sposób szczególny, bo kiedy stanął na ambonie katedry tuluskiej wypełnionej po brzegi, nagle rozpętała się straszliwa burza „a grzmoty i błyskawice były tak wielkie, że wszystkich ogarnął lęk. Jeszcze większa trwoga ich ogarnęła, kiedy spojrzeli na obraz Najświętszej Maryi Panny umieszczony na naczelnym miejscu i zobaczyli, że Maryja trzykrotnie unosi ku niebu dłonie, by przyzywać Bożą pomstę, jeśli się nie nawrócą, aby naprawić swoje życie i szukać opieki u Świętej Bożej Rodzicielki” (św.L.M.jw.) . I tak, „w krótkim czasie nawrócił całą południową Francję. Po albigensach nie pozostał nawet ślad. Pociągnęło ich piękno wiary chrześcijańskiej ukazanych oczami Matki Najświetszej” (L.W. jw.).

Mówi się, że "przez świętego Dominika sama Matka Boża Różańcowa zgasiła ogień herezji deszczem łaski i przyprowadziła swój lud z powrotem w jasne słońce Bożego stworzenia, aby sławił Życie, wychwalał Istnienie i błogosławił ich Stwórcę” (z W.Ł.jw.)...

Wincenty Łaszewski „Świat Maryjnych objawień” t. I i II Wydawnictwo „Fons Omnis” Góra Kalwaria 2003, 2007,

Gottfried Hierzenberger, Otto Nedomansky „Księga objawień maryjnych od I do XX wieku” Oficyna Wydawniczo-Poligraficzna „Adam” W-wa 2003


ZWYCIĘSTWO RÓŻAŃCOWE W BITWIE MORSKIEJ POD LEPANTO



„Największym, a jednocześnie pierwszym historycznie udokumentowanym cudem różańcowym było zwycięstwo floty chrześcijańskiej w bitwie pod Lepanto. Wydarzenie to zadecydowało o przyszłości Europy, zaś jedną z konkurujących wówczas ze sobą form modlitwy różańcowej – tą znaną po dzień dzisiejszy – uczyniło modlitwą cenioną przez ludzi, propagowaną przez duchownych, przez papieży połączoną z odpustami (Wincenty Łaszewski)...

Arabowie wywodzili się z Półwyspu Arabskiego, który zamieszkiwali już od drugiego tysiąclecia p.n.e. częściowo osadzeni na stałe, głównie w osadach nadmorskich, częściowo jako koczownicze plemiona Beduinów. Żyjąc na styku kultur: rzymskiej, żydowskiej i perskiej, czerpali z ich dorobku. Praktykowali politeizm wyznając swoich bogów związanych z siłami przyrody. Jednak odkąd w VI wieku naszej ery pojawił się Mahomet ustanawiając nową religię – monoteistyczny islam, niespójna społeczność arabska zaczęła integrować się i tworzyć trwałą wspólnotę kulturowo-polityczną opartą na nowej religii.

Ponieważ pośród pięciu najważniejszych obowiązków muzułmanina istnieje obowiązek walki za wiarę, w imię tegoż obowiązku, wyznawcy islamu rozpoczęli podboje państw wyznających inne religie. Starając się wprowadzić religię Mahometa do wszystkich ludów i narodów, Arabowie już w VII wieku, pod wodzą władcy kalifa Omana, zaatakowali tereny judeo-chrześcijańskie i wkrótce zdobyli Jerozolimę. Kalif wjechał do miasta na białym wielbłądzie i od tej chwili Ziemią Świętą zawładnęli muzułmanie... Następnie podbijali coraz dalsze tereny, rozprzestrzeniając się wokół całego basenu Morza Śródziemnego, co szybko doprowadziło do powstania wielkiego państwa arabskiego, które po pewnym czasie, z powodu trudności administracyjnych w zarządzaniu tak wielkim obszarem, rozpadło się na trzy odrębne państwa obejmujące tereny: byłej Persji, północnej Afryki oraz Hiszpanii.

Obok Arabów Azję Mniejszą zamieszkiwały inne plemiona, spośród których najbardziej bitne były koczownicze plemiona Turków seldżuckich. Turcy także przyjęli islam i z jeszcze większą gorliwością zaczęli szerzyć nową wiarę pośród innowierców. Tych jednak, po podbojach arabskich, niewielu pozostało, więc Turcy seldżuccy w XI wieku najechali swych pobratymców, doprowadzając do rozpadu powstałych państw arabskich.

W XIV wieku turecki bej noszący imię Osman, będący początkowo wasalem Seldżuków, mając w swoim władaniu ziemie graniczące z Cesarstwem Bizantyjskim, w imię ogłoszonego dżihadu czyli tak zwanej „świętej wojny”, podejmował wielokrotne podboje swoich sąsiadów, chrześcijan, wskutek których, z wydartych ziem utworzył własne państwo i ogłosił się sułtanem, dając „podwaliny pod nazwane od jego imienia Imperium Osmańskie. W XIV wieku Imperium Osmańskie opanowało większą część Półwyspu Bałkańskiego” (wg Paula Badde). Jego następcy w XV wieku doprowadzili do upadku Bizancjum, a także do połączenia wszystkich wyznawców Allacha i zjednoczyli się w jedno wielkie imperium pod władzą jednego monarchy Sulejmana II. Większość podbitych krajów stałą się prowincjami wielkiego imperium. Trzy wielkie patriarchaty prawosławne znajdowały się pod panowaniem islamu... Na gruzach podbitego Cesarstwa Bizantyjskiego Turcy stworzyli sobie drogę do podboju Europy.

Za czasów Sulejmana II Wspaniałego, imperium tureckie było u szczytu swej potęgi. „Na początku XVI wieku zagarnęli cały Bliski Wschód, a w 1571 roku również Cypr. Także Kreta, będąca ostatnim punktem oparcia handlujących ze Wschodem Wenecjan i ich floty - była zagrożona” (P.B.jw.). Sam władca był dowódcą kilkunastu wypraw wojennych, w których pokonał Węgrów i zajął Budę, zdobył Belgrad, południową Mezopotamię oraz część Azerbejdżanu; zdobył wyspę Rodos, Jemen, Aden, Oman, Tunis i Trypolitanię. Powierzchnia ziem, którymi władał liczyła 14 milionów 702 tysiące km². Z tego powodu „islamizacja groziła całej Europie, gdyż napór Turków wydawał się nie do powstrzymania” (wg P.B.jw.).

Na morzu prowadzili walki przede wszystkim z Wenecją, ale podjęli też dużą morską wyprawę w celu podboju Indii... Także za jego rządów „muzułmańskie imperium kończyło budować ogromną flotę. Turcy planowali zająć chrześcijańskie porty śródziemnomorskie, a z nich ruszyć na podbój Rzymu, a potem dalej w głąb Europy. Bazylikę papieską chcieli zamienić na stajnię dla swych koni” (wg W.Ł.jw.)..

Jego następca, Selim II, kontynuował politykę religijną swego sławnego poprzednika, zamierzając rozszerzyć islam na wszystkie kraje świata, a szczególnie na chrześcijańską Europę, stąd nienawiść muzułmanów do wiary katolickiej i nieokiełznana chęć nowych podbojów terytorialnych były dla niej poważnym zagrożeniem nie tylko religijnym, ale także politycznym. „Przez krótki czas inwazja mahometan była skutecznie powstrzymywana przez wyprawy krzyżowe, jednak niebawem islam znów zaczął przeć na zachód” (W.Ł.jw.).

W tym czasie na Stolicy Piotrowej zasiadał „papież św. Pius V. Pisano o nim, że był on "jednym z niewielu chrześcijan traktujących dosłownie słowa i czyny Chrystusa, nie uznającym wyjątków i ograniczeń, człowiekiem, który przeszedł przez świat jak jasna pochodnia rozświetlająca mroki". Ten pobożny dominikanin w starości wybrany na stolicę św.Piotra był wielkim czcicielem Maryi i gorącym propagatorem różańca... Sława świętości Piusa V była tak wielka, że dotarła aż do sułtana Selima II, "pana całej ziemi", który do swych licznych tytułów pragnął dopisać tytuł władcy Europy. Skrzętni kronikarze odnotowali fakt, że kiedyś, spoglądając na Adriatyk, wyszeptał, że bardziej niż wszystkich galeonów chrześcijańskich boi się modlitw Piusa V. Niebawem miało się okazać, jak dalece lęk jego był słuszny” (W.Ł.jw.), lecz kiedy w 1570 roku Selim II zajął Cypr, papież doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Europa może nie oprzeć się islamowi i że zagraża on nie tylko miastom włoskim, ale nawet całemu światu chrześcijańskiemu” (wg P.B.jw.).


reprod ze strony: http://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/04-30a.php3

Trzeba było pomyśleć o skutecznej obronie, jednak „żadne państwo chrześcijańskie nie miało tylu okrętów, żeby stawić czoła nieprzyjacielowi” (Ewa Hanter). Tak więc papież zmuszony był podjąć energiczne kroki, by w oparciu o kraje chrześcijańskie, zorganizować koalicję antyturecką, która byłaby w stanie odeprzeć nieprzyjaciół. W dniu 7 marca 1571 roku podpisał dokument wzywający do założenia Świętej Ligi przeciw osmańskiemu imperium Turcji i sprawę chrześcijaństwa złożył w ręce Najświętszej Maryi Panny. Do wszystkich europejskich krajów chrześcijańskich rozesłał swoich posłów, którzy mieli przekonać władców do wzięcia udziału w nowej krucjacie, ale jego wezwanie spotkało się z dość sceptycznym przyjęciem. Oprócz Wenecji poparła je bowiem tylko Hiszpania i joannici z Malty. „Inne państwa nakłaniane przez niego: Francja, cesarstwo, Moskwa i Polska, kierowały się własnymi interesami i nie chciały włączyć się do walki z Turcją” (ks.Marian Banaszak)...

„Był wrzesień 1571 r., kiedy do Europy dotarła wieść, że armada turecka opuściła porty Konstantynopola. [„Siły tureckie były tak wielkie, że zdawało się, iż to nie okręty, ale całe olbrzymie miasta wypłynęły na otwarte morze, toteż sułtan był pewien zwycięstwa” (E.H.jw.). Od tej chwili] ważyły się losy – nie tylko Europy, ale i chrześcijańskiej wiary” (W.Ł.jw.)... „Sama flota Świętej Ligi nie miałaby szans w starciu z flotą turecką, ale „dzięki wytrwałym zabiegom dyplomatycznym i po wielu wysiłkach, udało się temu wielkiemu papieżowi stworzyć flotę złożoną z prawie dwustu galer dostarczonych przez królestwa Hiszpanii, Neapolu i Sycylii, republiki Wenecji i Genui, a także przez Zakon Maltański i samo Państwo Kościelne” (Antonio A.Borelli). Koszty wojenne miały być rozłożone pomiędzy trzech najważniejszych uczestników walki: połowę zobowiązała się pokryć Hiszpania, 1/3 kosztów miała uiścić Wenecja, a 1/6 - papiestwo. Ponadto „Święta Liga zjednoczyła przeciwko muzułmańskim wojskom kwiat europejskiej młodzieży. Król Hiszpanii Filip II, dowództwo całej floty powierzył młodemu, ale doświadczonemu w walkach na południu kraju, dwudziestoczteroletniemu swojemu bratu przyrodniemu Don Juanowi de Austria” (wg P.B.jw.)..

Ta chrześcijańska flota, a szczególnie „flota papieska, cały swój los złożyła w ręce Boga i Najświętszej Maryi Panny, jako że papież „postanowił zarządzić wielką, błagalną modlitwę różańcową. Żołnierze przystępowali do sakramentów i przygotowywali się do bitwy poprzez trzydniowy post i modlitwę różańcową” (E.H.jw.). „Sam papież zatroszczył się o to, aby wszyscy żołnierze posiadali koronkę różańca, jak i o to, aby na wszystkich statkach chrześcijańskich codziennie odmawiano różaniec. Gdy na Sycylii zebrały się wszystkie okręty Ligi, przybyli jezuici oraz dominikanie, którzy wchodząc na statki odprawiali Msze święte, a także zaopatrywali wojsko i marynarzy na ewentualną śmierć, wysłuchując spowiedzi i rozgrzeszając ich. A kiedy okręty, jeden po drugim mijały cypel portu, wypływając na spotkanie z wrogiem, znajdujący się na ich pokładach ludzie klękali, aby otrzymać błogosławieństwo nuncjusza papieskiego” (Andelo Figurelli). Natomiast papież zobowiązał wszystkie rzymskie klasztory do nieustannych modłów. Także on sam, będąc dominikaninem, w wigilię bitwy poprowadził różaniec w klasztorze swych współbraci..



„Nadszedł dzień 7 października. Papież trwający na modlitwie, ze łzami w oczach przyzywał pomocy Najświętszej Panienki: "Daj zwycięstwo. Nie dla naszej chwały, ale dla Twojej, Pani i Matko. Pod płaszcz Twego miłosierdzia uciekamy się… Otocz nas płaszczem, uznaj za swe dzieci, weź pod swoją opiekę"... Nagle usłyszał szum wiatru i łoskot żagli. Zdawało mu się, że znajduje się nie w watykańskiej kaplicy, lecz w gdzieś na pełnym morzu, wśród okrętów przygotowujących się do wielkiej bitwy...

W tej samej chwili, wieleset kilometrów od Rzymu, w zatoce Lepanto zaczęła się podnosić spowijająca morze mgła. Gdy podniósł oczy, nagle zobaczył Matkę Bożą, jak rozpościera swój płaszcz nad flotą, a oczom chrześcijańskich żołnierzy ukazały się na horyzoncie setki żagli. Chrystusowy Namiestnik zacisnął złożone do modlitwy dłonie. Sto tysięcy ludzi po obu stronach zaczęło przygotowywać się do walki. Święty papież zapatrzył się w Niepokalaną Panienkę i Jej niebieski płaszcz. Ale ani chrześcijańscy, ani zgromadzeni pod znakiem półksiężyca marynarze i żołnierze nie wiedzieli, że poza nimi na polu bitwy jest jeszcze ktoś inny. Papież szepnął: „Matko, nie opuszczaj nas ze względu na swego Syna, Jezusa Chrystusa, który nas umiłował i umarł za nas na krzyżu” (W.Ł.jw.).

„Tego samego dnia, w którym miała miejsce bitwa, bractwa różańcowe w Rzymie propagowały procesje i modlitwy publiczne o sukces wojsk katolickich” (A.A.B.jw.). Wszyscy należący do Bractwa Najświętszego Różańca na całym świecie, w ten dzień ofiarowali swą modlitwę różańcową w intencji zwycięstwa nad Turkami, odpowiadając na apel papieża Piusa V, [w którym wzywał ich do krucjaty różańcowej]. „Śpiewano różaniec, niesiono po ulicach obraz Matki Bożej Śnieżnej. W całej Europie zorganizowano procesje różańcowe” (E.H.jw.)...

Przed bitwą, główny dowódca don Juan de Austria powiedział do żołnierzy: „Przybyliście tu walczyć za Święty Krzyż, zwyciężyć albo zginąć ! Czy macie jednak zwyciężyć czy zginąć, czyńcie dziś swą powinność, a zyskacie sobie chwalebną nieśmiertelność !”...

„Flagowy okręt Ligi płynął pod ogromną banderą, z wizerunkiem Chrystusa Ukrzyżowanego z Całunu Turyńskiego, którą kazał wciągnąć na maszt admirał don Juan de Austria”. Na sztandarze zawieszono ogromny różaniec, ale już na początku chrześcijańska flota Świętej Ligi „płynąca w kierunku Morza Jońskiego [ku Zatoce Lapanto, gdzie były zgromadzone tureckie siły morskie], przepłynąwszy cieśninę, wpadła w pułapkę. Dwie wielkie flotylle weneckich i hiszpańskich okrętów pod rozkazami Don Juana oraz mniejsze flotylle z Parmy Sabaudii i Genui, którymi dowodził jego rówieśnik kondotier Andrea Doria, wpłynęły dokładnie w środek tureckiej pułapki...

„Rankiem 7 października, dowódca sił morskich Turcji wypłynął w tradycyjnym islamskim szyku w kształcie półksiężyca, z portu Lepanto we Włoszech. Okręt flagowy sułtana przewoził ząb proroka Mahometa zamknięty w kryształowej kuli, który miał nieść siłom tureckim pomoc w bitwie” (http://gloria.tv/?media=508807). Dowódca floty muzułmańskiej Ali Pasza był genialnym strategiem, toteż tureckie okręty, ustawione w kształcie półksiężyca ciągnęły się od wybrzeża Grecji na północy po krańce Peloponezu na południu w dwóch szeregach. Naprzeciw siebie stanęło prawie pięćset okrętów i niemal dwieście tysięcy ludzi, przy czym wojska chrześcijańskie były nieporównanie słabsze od sił tureckich. [Gotowe do walki okręty obu stron, rozciągnięte były na olbrzymiej połaci morza o długości kilku mil morskich]...

Rano na morzu nie było wiatru. Około godziny dziewiątej zaciemniło się na niebie. Sześć galeasów, wielkich, ale mało zwrotnych żaglowców z dodatkowymi wiosłami, stanowiło nadzieję chrześcijańskiej armii. Jednak przy bezwietrznym morzu znajdujących się na nich dalekosiężnych armat, nie można było użyć. Gdy strona turecka rozpoczęła atak, Andrea Doria wołając Ave Maria rzucił swe wojska do walki. Potrzebny był jednak wiatr z tyłu. Turcy wykonali unik, a statek admiralski został odcięty od głównych sił floty chrześcijańskiej.

Turecki admirał Uluch Ali stopniowo zatapiał kolejne okręty Genueńczyków. Muzułmanie, [taranując najpierw okręt flagowy Don Juana wdarli się na pokład]. Klęska wydawała się nieunikniona. Turcy mieli przewagę taktyczną i wykorzystywali ją bezlitośnie. Ich wolę zwycięstwa potęgowała perspektywa czekających na nich ogromnych łupów. Za liniami chrześcijańskiej floty leżała jak otwarty skarbiec bezbronna Wenecja – a dalej Bari, Rzym, Neapol i wszystkie porty Zachodu... Zrozpaczony Andrea Doria zszedł pod pokład i padł przed cudownym obrazem Maryi. Jeśli cokolwiek ma być uratowane – błagał – pomóc może już tylko Królowa Niebios; jeśli tylko lud chrześcijański jest Jej jeszcze drogi. Młody kondotier wzywał pośród łez pomocy meksykańskiej Madonny. Była to bowiem pierwsza w Europie kopia Matki Bożej z Guadalupe. Obraz wykonany był rok wcześniej na polecenie Alonsa Montufara, następnie odbył podróż do Hiszpanii i został ofiarowany królowi Kastylii. Król przekazał dar Juanowi de Austria, a ten z kolei podarował go swemu rówieśnikowi, admirałowi Andrei Dorii. Wizerunek Madonny depczącej półksiężyc miał stać się znakiem przyszłego zwycięstwa i tarczą zapewniającą powodzenie w decydującej bitwie...

Kiedy Doria wrócił na pokład, wiatr nagle zmienił kierunek. Zaczął się sztorm, który rozproszył tureckie szyki. Europejczycy mogli wreszcie wykorzystać siłę ognia swych dział. [Hasłem do walki były słowa: „Królowa Różańca Świętego !” (E.H.jw..)... Po „rzęsistym” ostrzelaniu wrogich jednostek], Hiszpanie dokonali abordażu flagowego okrętu Alego Paszy i jeszcze na pokładzie ścięli głowę admirałowi Selimowi. [Inni kronikarze podają, że w tym zamieszaniu, „turecki dowódca został uderzony kulą armatnią, która pozbawiła go głowy. To był punkt zwrotny w tej bitwie]... Turków ogarnęło przerażenie, a wszechobecna panika uniemożliwiła wykonanie jakiegokolwiek manewru obronnego.

Każdy, kto umiał pływać, skakał w czerwone od krwi wody zatoki i próbował dopłynąć do brzegu. Pozostali unosili się na falach, kurczowo uczepieni desek i innych szczątków okrętów. Przerażająca bitwa zakończyła się przygniatającym zwycięstwem wojsk chrześcijańskich. Od rana do wczesnego popołudnia zginęło około trzydzieści tysięcy Turków i siedem tysięcy sześciuset chrześcijan. [Zatopiono sześćdziesiąt galer wroga, zdobyto połowę okrętów tureckich, a 5 tysięcy Turków dostało się do niewoli]. Tego dnia z tureckich galer wyzwolono również piętnaście tysięcy przykutych do wioseł jeńców chrześcijańskich” (wg P.B.jw.).

„Ta trwająca zaledwie około czterech godzin bitwa przeszła do historii z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze była to ostatnia, duża bitwa średniowiecza, a nazywano ją tak dlatego, że praktycznie wszystkie uczestniczące w niej jednostki były napędzane wiosłami (czyli były to po prostu galery) z pomocniczym tylko ożaglowaniem, a także dlatego, że po raz ostatni zastosowano typowo średniowieczne metody walki, tzn. taranowanie, ostrzał z łuków i katapult (tylko sześć okrętów posiadało artylerię)... Po drugie bitwa ta, pomimo całego szeregu niezwykle krwawych wojen i bitew morskich, nadal pozostaje największym starciem morskim w historii, i to aż w trzech "konkurencjach"!!! Przede wszystkim, brało w niej udział najwięcej jednostek bo ponad 450. Ponadto brało w niej udział najwięcej ludzi, bo ok. 140.000. Bitwa ta dzierży również smutny prymat jeżeli idzie o ilość zabitych w boju członków załóg, gdyż pod Lepanto łącznie zginęło blisko 35.000 ludzi” (wg Edmunda Kosiarza).



„Zniszczenie floty tureckiej stanowiło cios dla sułtana Selima II. I choć zwycięstwo chrześcijan pod Lepanto miało znaczenie bardziej moralne niż strategiczne, bo ani Hiszpania, ani Wenecja nie wykorzystały politycznie tego zwycięstwa, to wewnętrzne trudności Turcji sprawiły, że do połowy XVII wieku zaniechała wojen zaborczych” (wg ks.M.B.jw.). Tak więc, odniesione w dramatycznych okolicznościach zwycięstwo, na długi czas powstrzymało ekspansję islamu na Zachód. Wprawdzie Turcy w niedługim czasie odbudowali swoją flotę, ale już w żadnej z trzech bitew morskich, które na nowo sprowokowali, nie odnieśli zwycięstwa, gdyż po stracie setek doświadczonych, zapalonych do boju marynarzy, ich potęga morska nigdy nie zdołała się odrodzić.

Zwycięstwo pod Lepanto stało się świadectwem skuteczności ufnego zawierzenia Bogu i Najświętszej Maryi Pannie; świadectwem wielkiego znaczenia modlitwy różańcowej w najtrudniejszych sprawach, co potwierdzili wszyscy uczestnicy tej bitwy. Wenecjanie, na jednej ze ścian kaplicy dziękczynnej, którą wznieśli w swym mieście po tym wydarzeniu, napisali: „Non virtus, non arma, non duces, sed Mariae Rosiae victores nos fecit”, czyli „Nie odwaga, nie broń, nie dowódcy, ale Maryja Różańcowa dała nam zwycięstwo”. Wiele miast wprowadziło obraz Maryi depczącej półksiężyc do swych herbów.

Przekonanie to potwierdził sam papież, który był osobiście zaangażowany w zorganizowanie chrześcijańskiego odporu sił tureckich. Mając świadomość, komu zawdzięcza cudowne ocalenie Europy, ustanowił święto „Matki Boskiej Zwycięskiej”, które miało być obchodzone co roku w pierwszą sobotę października, tj. w dniu, w którym miała miejsce słynna bitwa. Polecił również dołączyć do Litanii Loretańskiej wezwanie: „Wspomożenie wiernych – módl się za nami”... Jego następca, papież Grzegorz XIII, w 1573 roku zmienił nazwę tego święta na święto „Matki Boskiej Różańcowej”, podkreślając wpływ nabożeństwa różańcowego na odniesione zwycięstwo. Z kolei papież Klemens XI, w 1716 roku rozszerzył święto „Matki Boskiej Różańcowej” na cały świat.

Paul Badde „Guadelupe, Objawienie, które zmieniło dzieje świata” (http://niepoprawni.pl/blog/3787/bitwa-pod-lepanto)

Antonio A.Borelli „Różaniec - ratunek dla świata” Instytut im. ks.Piotra Skargi Kraków 2006

Ewa Hanter „Zwycięstwa różańcowe” Wydawnictwo Sióstr Loretanek Warszawa 1995

Wincenty Łaszewski „Świat Maryjnych objawień” t. I i II Wydawnictwo „Fons Omnis” Góra Kalwaria 2003, 2007,

"Sailor" oprac. na pdst. książki Edmunda Kosiarza "Bitwy morskie" (http://www.zaglowce.ow.pl/bitwy/lepanto/lepanto.html)

ks.Marian Banaszak „Historia Kościoła katolickiego” t. II i III Akademia Teologii Katolickiej Warszawa 1989

Wydawnictwo Edukacyjne „Wiking” (www.wiking.edu.pl/article.php?id=739)

Działająca przy Stowarzyszeniu Kultury Chrześcijańskiej im. ks.Piotra Skargi - Krucjata Młodych - posiada sekcję młodzieżową pod nazwą Rycerze Lepanto Stowarzyszenie to wydaje również pismo młodzieżowe pod tym samym tytułem: „Rycerz Lapanto” (http://www.krucjata.org.pl/rycerz.php3).


ZWYCIĘSTWO MATKI BOŻEJ RÓŻAŃCOWEJ Z NAVAL NA FILIPINACH


podpis: reprod. z „Królowej Różańca Świętego” nr 2/2014

W roku 1521 portugalski odkrywca, Ferdynand Magellan, przybył na Filipiny i przyłączył je do Królestwa Hiszpanii. Od tego czasu bardzo szybko postępowała chrystianizacja kraju. Obecnie 85% ludności Filipin stanowią katolicy. Katolicy, którzy są bardzo przywiązani do różańca. Nie przypadkowo...

Figura Maryi z Dzieciątkiem, zwana La Naval, została wyrzeźbiona przez Chińczyka, który w trakcie pracy nad nią nawrócił się. Dziecię Jezus trzyma w dłoni różaniec. Figurę tę zamówił w roku 1593 gubernator Filipin i przekazał dominikanom do kościoła św. Dominga w stolicy Filipin, Manili, gdzie Maryja od razu została otoczona ogromną czcią i miłością.

Ponad pół wieku później nad Filipińczykami zawisła groźba podboju i zaprowadzenia protestantyzmu, co planowali Holendrzy. Najeźdźcy wybrali moment, gdy statki Hiszpanów były niezdatne do walki. Pozostały tylko dwa handlowe okręty „Różaniec” (El Rosario) i „Wcielenie” (Incarnacion), które pośpieszenie przystosowano do walki według swoich skromnych możliwości. Wówczas o.Jan de Conca OP zaczął głosić marynarzom kazania o Różańcu i wezwał wszystkich do modlitwy. Zmierzając na miejsce zbrojnej konfrontacji wszyscy odmawiali różaniec i oddawali się w opiekę La Naval.

Sytuacja była tragiczna: pięć holenderskich wojennych okrętów, wyposażonych w armaty i broń palną, spotkało się z załogą dwóch handlowych jednostek, która posiadała jedynie kilka strzelb. Jednak, choć to nieprawdopodobne, Holendrzy uciekli, a obrońcy powrócili, wielbiąc Maryję. Krótko jednak trwała ich radość. Kilka miesięcy później dwa statki patrolujące wybrzeże wpadły w pułapkę zastawioną w wąskiej zatoce: otoczyło je aż siedem holenderskich jednostek. Marynarze nawet nie podjęli walki; zamiast niej sięgnęli po różańce i zaczęli się modlić, przysięgając Matce Bożej Różańcowej, że jeśli wyjdą z tej sytuacji żywi, to udadzą się boso do kościoła San Domingo, by złożyć Jej hołd. I tak też się stało ! Z nieznanych przyczyn holenderskie okręty… odpłynęły, nie oddając ani jednego strzału.

Jednak najeźdźcy wciąż nie mieli zamiaru rezygnować z podboju Filipin i przybyli po raz kolejny. Znowu dwie filipińskie jednostki pod cudowną osłoną La Naval pokonały doskonale wyposażoną flotę holenderską. I tak, pięć kolejnych ataków holenderskich, od marca do października 1646 r. zakończyło się druzgocącą porażką protestantów, ich okręty zostały rozbite, podczas gdy katoliccy stracili jedynie 15 ludzi. Filipiny pozostały katolickie.

Te nadzwyczajne zdarzania zostały oficjalnie uznane jako cudowne przez kościelną komisję, która potwierdziła, że cuda te można zawdzięczać Matce Bożej Różańcowej oraz różańcowi świętemu. Od tego czasu w całym kraju rozpowszechniło się niezwykłe nabożeństwo do Różańca, a same Filipiny nazwane zostały przez papieża Piusa XII „królestwem Różańca świętego”.

Piękna rzeźba Maryi z Dzieciątkiem została otoczona jeszcze większą czcią i miłością przez mieszkańców wysp, co wyrazili Filipińczycy, przyozdabiając figurę w przepiękne szaty z motywami kwiatowymi i otaczając ją złotą aureolą, inkrustowaną klejnotami. Jest to jedna z najwspanialszych ozdób w świecie, jaką wierny, katolicki lud ofiarował swojej Pani i Wybawicielce. Każdego roku w Manili ma miejsce procesja z cudowną statuą Matki Bożej Różańcowej, a pod koniec tej ceremonii odnawia się akt poświęcenia kraju Najświętszej Dziewicy.

Choć kościół św. Dominga kilkakrotnie został uszkodzony przez trzęsienie ziemi, a ostatecznie został zbombardowany podczas nalotu w roku 1941, to figurze La Naval nic się nie stało. Zawsze pozostawała cudownie ocalona dla przyszłych pokoleń Filipińczyków. Obecnie czczona jest ona w nowym kościele w Quezon – narodowej świątyni Matki Bożej Różańcowej, kilkanaście kilometrów od Manili...

Zwycięstwo to uratowało katolicyzm w całej Azji... Kiedy na kontynencie fałszywe religie pogańskie stawiały zazwyczaj gwałtowny opór prawdziwej Wierze, a krew męczenników płynęła szerokim strumieniem, nawrócenie Filipin odbyło się w sposób jedyny w historii. W ciągu czterdziestu lat (od 1565 do 1605) misji katolickich, na Filipinach nie została przelana nawet jedna kropla krwi, a pod panowaniem Hiszpanii narodziło się wzorowe chrześcijańskie społeczeństwo. Stały się one wówczas dla Kościoła opatrznościową bazą, z której wyruszały legiony misjonarzy, by ewangelizować inne kraje Azji. Źródła:

Stanisława Gamrat „Filipińska Królowa Różańca” „Królowa Różańca Świętego” nr 2/2014

ks.Karol Stehlin http://gdynia.piusx.org.pl/index.php/inne-tematy/30-z-archiwum-zawsze-wierni/1137-ks-karol-stehlin-zwyciestwa-rozanca-swietego


ZWYCIĘSTWO RÓŻAŃCOWE NAD TURKAMI POD CHOCIMIEM


reprod. ze strony: http://pl.wikipedia.org/wiki/Stanisław_Herakliusz_Lubomirski

Imperium Osmańskie potrzebowało zaledwie pół wieku, by otrząsnąć się z klęski pod Lepanto. Tak więc „w XVII wieku Turcja była najpotężniejszym militarnie państwem stanowiącym ogromne zagrożenie dla chrześcijańskiej Europy. Zajmowała już Grecję, Bałkany, Węgry i część Austrii, kiedy Osman II postanowił raz jeszcze ruszyć na Europę. Tym razem wybrał szlak lądowy wiodący przez ziemie Rzeczpospolitej. Pierwszym celem nowej wyprawy wojennej było rozszerzenie muzułmańskiego państwa na terytorium Polski, toteż w 1621 roku, ten młody sułtan ruszył w kierunku naszych wschodnich granic. Marzył, że „połknie całą Polskę”, a potem podbije inne chrześcijańskie kraje. Nigdy dotąd tak wielka siła zbrojna nie stawała u progów Polski: czterysta tysięcy żołnierzy, sto piętnaście większych dział, dwieście sześćdziesiąt dział polowych, dziesięć tysięcy wielbłądów i dwa razy tyle bawołów. Naprzeciw tej rzeszy wyruszył hetman Karol Chodkiewicz, który zdołał zebrać zaledwie trzydzieści pięć tysięcy żołnierzy. Na pomoc przyszło jeszcze trzydzieści pięć tysięcy kozaków zaporoskich.

Drugiego września 1621 roku rozbito obóz pod Chocimiem. Osman pienił się, że taka szczupła garstka urąga jego olbrzymim wojskom i zaklinał się, że nie weźmie pokarmu do ust, dopóki tych zuchwalców w pień nie wytnie. Tymczasem Polacy, ufni w pomoc Bogarodzicy, z pierwszej walki wyszli zwycięsko. Jednak 21 września dotknął ich straszny cios: umarł z powodu ran hetman Chodkiewicz. Po nim dowództwo objął Stanisław Lubomirski. Powstało zamieszanie. Do decydującej bitwy nie doszło. Polacy mogli tylko zaciekle bronić okopów...

Kiedy tragiczna wiadomość o śmierci hetmana dotarła do królewskiego grodu, Krakowa, trwoga ogarnęła mieszkańców miasta. Gdzie szukać ratunku ? Tylko u Tej, która jest Matką Boską Zwycięską, naszym Wodzem i Tarczą dla naszej Ojczyzny, toteż na niedzielę, 3 października, biskup krakowski Marcin Szyszkowski zarządził procesję różańcową. Wyniesiono na ulice z kościoła Dominikanów obraz Matki Bożej Śnieżnej (Różańcowej). Była to kopia tego wizerunku Maryi, który był niesiony procesjonalnie w czasie zwycięstwa pod Lepanto... Odezwał się huk armat z baszt i bram miasta. Rozbrzmiały dzwony wszystkich kościołów, zwołując na tę uroczystość okoliczną ludność. W wielogodzinnej procesji z różańcami w ręku szło całe miasto. „Modlitwa zjednoczyła szlachtę i mieszczan, dwór i biedaków, starców i dzieci. Wszystkie domy opustoszały, każdy bowiem pospieszył, by włączyć się w wielkie błaganie Boga o zwycięstwo nad niewiernymi” (Sekretariat Fatimski w Zakopanem). Nie sposób było pytać, kto na niej nie był. Należałoby raczej pytać, kogo tam nie było ?

Trzysta świec płonęło dokoła obrazu, stu śpiewaków królewskich intonowało różaniec. Kto tylko mógł, modlił się o ratunek dla wiary i Ojczyzny. I oto, zupełnie nieoczekiwanie, w kilka dni później podpisano pomyślne dla Polski traktaty. Nikt nie wątpił o tym, że to Matka Boża odniosła zwycięstwo. Stwierdził to sam hetman Lubomirski w napisanym przez siebie świadectwie:

"Już przez sześć dni pertraktowaliśmy o pokój z Turkami, ale przystać na ich warunki nie można było, bo mniejsza już o stratę, jaką poniosłaby Rzeczpospolita, ale pokój ten byłby hańbiący. Wtem, w nocy z 3 na 4 października, gdym nie spał, bo nieszczęścia Ojczyzny sen odegnały ode mnie, a nawet śpiąc czuwałem, pojawiła mi się Matka Boża, bo kto by Jej nie rozpoznał po otaczającym Ją świetle ze wszystkich barw, od których noc zajaśniała mi jasnością nawet w życiu moim nie widzianą wśród dnia i usłyszałem od Niej to jedno słowo: „WYTRWAŁOŚĆ”. Znikła, a ja w zachwyceniu ukląkłem, lecz potem dopiero odzyskałem wiedzę, co mi czynić należy: podniósłszy oczy, ręce i serce w niebo złożyłem dzięki Bogu, że mnie niegodnemu tem napomnieniem dał poradę. I dzięki złożyłem Najświętszej Maryi.

O ! To pojawienie taką ufnością natchnęło mnie, że na drugi dzień dałem sułtanowi odpowiedź, że jedynie zapewnienie z jego strony o dotrzymaniu dawnych umów z Polską wstrzyma mnie od dalszej wojny, do której prowadzenia mieliśmy, jak mi Bóg miły, tylko jedną beczkę prochu w obozie. I tą odpowiedzią tak mu zaimponowałem, że wielki wezyr Dylawer basza słał nam łagodniejsze warunki, ale ich nie przyjąłem obstając przy pierwszych, które podałem; a tak po trzydniowym rokowaniu, mając w pamięci święte słowo: „WYTRWAŁOŚĆ” przywiodłem pogan do tego, że zrobiłem pokój, jaki sam chciałem".

Ewa Hanter „Zwycięstwa różańcowe” Wydawnictwo Sióstr Loretanek Warszawa 1995


ZWYCIĘSTWO RÓŻAŃCOWE KRÓLA LUDWIKA XIII WE FRANCJI


reprod. ze strony: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Anthony_van_Dyck_-_Portrait_of_Prince_Charles_Louis,_Elector_Palatine_-_WGA07386.jpg

„Gdy w XVII wieku protestantyzm zagroził królestwu Francji, po raz kolejny znalazło ono ratunek w Różańcu. Dowodzący silną armią król Ludwik XIII oblegał wówczas wspierane przez Anglię miasto La Rochelle, które stało się bastionem protestantyzmu we Francji. Przed szturmem, w dominikańskim klasztorze w Paryżu w obecności całego dworu, odmówiono uroczyście Różaniec z prośbą o zwycięstwo. Następnie król wezwał znanego kaznodzieję, dominikanina ojca Louvet, aby wygłosił misje wśród wojska. Żołnierzom rozdano 15 tysięcy różańców i każdego wieczora oblężeni widzieli katolickie oddziały, obnoszące tryumfalnie figurę Matki Bożej wokół miasta, odmawiające Różaniec i śpiewające pobożne pieśni” (ks.Karol Stehlin). Podczas oblężenia twierdzy, „błogosławiony król Ludwik Sprawiedliwy napisał do Królowej, swojej matki, aby zarządziła modlitwy publiczne w kościele ojców dominikanów na przedmieściu św.Honorata w Paryżu, co zostało dokonane na zarządzenie arcybiskupa.

Pobożna praktyka rozpoczęła się 20 maja 1628 roku. Uczestniczyła w niej Królowa-matka i Królowa królująca oraz książę Orleanu, kardynałowie de la Rochefoucault i de Berulle, wielu prałatów, cały dwór i niezliczony tłum wiernych.

Po odczytaniu przez samego Arcybiskupa rozważań o tajemnicach Różańca, następowało odmawianie, na przemian, między jego Eminencją a zakonnikami z asystą - "Ojcze nasz" i "Zdrowaś". Po skończonym Różańcu wyruszała procesja z obrazem Najświętszej Dziewicy, przy śpiewie litanii. Nabożeństwo to kontynuowane było z nadzwyczajną gorliwością w każdą sobotę.

Błogosławieństwo Nieba było bardzo widoczne. Król zatriumfował nad Anglikami na Wyspie Królów i mógł ponownie wejść triumfalnie do la Rochelle w święto Wszystkich Świętych tego samego roku” (św.Ludwik Maria Grignion de Montfort).


ZWYCIĘSTWO RÓŻAŃCOWE NAD NAJEŹDŹCĄ POD LWOWEM



„Jan Sobieski był nadzwyczaj religijnym człowiekiem. Należał do bractwa różańcowego, pościł w soboty o chlebie i wodzie i nie zaczynał żadnej ważniejszej pracy bez modlitwy. Gdy wyruszał na wyprawę wojenną, to zawsze poprzedza ją procesją. Pobożność nauczyła go bezinteresowności i cenienia bardziej Boga oraz dobra Ojczyzny, niż swojego własnego. Jako hetman wielokrotnie wspierał i finansował wyprawy wojenne przeciw Turkom i Tatarom.

W 1675 roku Sobieski został wybrany królem. Trwał właśnie sejm koronacyjny, gdy nad Lwowem zawisło poważne niebezpieczeństwo. Około trzystutysięczna armia turecko-tatarska pod dowództwem Nuradyna zbliżała się do miasta. Król natychmiast przerwał uroczystości, by wyruszyć na odsiecz. Za nim podążyła jego żona Marysieńka, aby modlitwami wspierać męża. Wykazała wielką odwagę, bo wtedy, kiedy mieszkańcy Lwowa uciekali w popłochu z miasta, ona zorganizowała wielką modlitwę różańcową w kościołach. Sobieski zdołał zebrać tylko sześć tysięcy żołnierzy. Sytuacja wydawała się beznadziejna, ale ufano, że Matka Boża przyjdzie na ratunek.

25 sierpnia podjazdy polskie dały znać o zbliżaniu się nieprzyjaciela. Na odgłos dzwonów wypełniły się kościoły. Tłumy modliły się na klęczkach przed wizerunkiem Matki Boskiej Zwycięskiej w kościele jezuickim. Wkrótce zawrzała walka.

Lewe skrzydło polskie poczęło cofać się pod naporem wroga. Wtedy to, gromadzące się od samego rana obłoki zebrały się nad miastem i wojskiem Sobieskiego w jedną, ogromną, ciemną, ciężką chmurę. Zagrzmiały polskie działa. Zawtórował im huk pierwszych piorunów. Równocześnie król rzucił resztę sił do ataku. Z okrzykiem: „Żyje Jezus, żyje Maryja !” ruszyła husaria i chorągwie pancerne, a wraz z resztą ludzi i koni gnała pędzona huraganem straszna burza. Na armię najeźdźcy lunęła ulewa, sypał grad. Niemilknące pioruny ogłuszały hukiem, oślepiały błyskawicami, a siła wichury obalała jeźdźców. Starcie było krótkie. Armia turecka w popłochu rzuciła się do ucieczki.

Tego wieczoru nad Lwowem długo biły dzwony i rozbrzmiewały triumfalne okrzyki: „Żuje Jezus, żyje Maryja !”. Wkrótce też odebrano Turkom niemal całą Ukrainę Kijowską”

Ewa Hanter „Zwycięstwa różańcowe” Wydawnictwo Sióstr Loretanek Warszawa 1995


KRUCJATA RÓŻAŃCOWA PRZED ZWYCIĘSTWEM WIEDEŃSKIM


reprod. ze strony: http://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_III_Sobieski

„W roku 1683 nawała turecka znowu zagroziła całej Europie. Wojska mahometańskie posunęły się aż pod Wiedeń. Wydawało się, że nie ma już ratunku dla oblężonego miasta ani dla całego chrześcijaństwa. W tym ciężkim położeniu papież Innocenty XI wyprawił posła do Jana III Sobieskiego, aby król pośpieszył na odsiecz. Także od cesarza austriackiego przybył poseł, aby błagać o pomoc. Jednak Sejm Polski mając na uwadze pusty skarb i wyczerpany wojnami kraj, wahał się” (Ewa Hanter)... Dopiero objawienie maryjne, jakie miał spowiednik króla, ojciec Stanisław Papczyński, spowodowało zmianę decyzji posłów. „Zapewniam cię, królu, Imieniem Dziewicy Maryi, że zwyciężysz i okryjesz siebie, rycerstwo polskie i ojczyznę nieśmiertelną chwałą” – przekonywał świętobliwy sługa Boży. „Także sama królowa wyraziła swoją wolę, by wyruszył na odsiecz Wiednia zabierając ze sobą około dwudziestu siedmiu tysięcy wojska.

Zmierzając pod Wiedeń, Sobieski zatrzymał się na Jasnej Górze, gdzie przez cały dzień gorąco modlił się i służył do Mszy świętej. Wstępował też po drodze do innych sanktuariów maryjnych, aby błagać Najświętszą Pannę o pomoc. W Krakowie król odbył pielgrzymkę do siedmiu kościołów i 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia Najświętszej Panny Maryi, opuścił miasto, aby dołączyć do wojska, które wyszło wcześniej pod dowództwem hetmanów Sieniawskiego i Jabłonowskiego. Królowa Marysieńka odprowadziła męża do Będzina, a potem powróciła do królewskiego grodu... gdzie mieszkańcy miasta trwali na nieustannej modlitwie, towarzysząc w ten sposób wojsku. Nawet w nocy dzwony budziły ich, aby według zaleceń biskupa uklękli i odśpiewali pieśni Ojcze nasz i Święty Boże.

Budującym dla wszystkich przykładem była sama królowa Marysieńka. Każdego ranka udawała się ona do innego sanktuarium krakowskiego na specjalne nabożeństwo. O północy zaś, wraz z całym dworem udawała się do kaplicy kazimierzowskiego pałacu w Łobzowie, aby błagać o zwycięstwo. Dziesiątego września (właśnie w czasie nocnej modlitwy), dotarł do królowej kurier z wiadomością, że wojska polskie przekroczyły granicę austriacką. Nowina ta lotem błyskawicy obiegła Kraków. Opuszczano domy, pogaszono ognie, wypełniły się kościoły. Ludność poszcząc o chlebie i wodzie modliła się przez cały dzień.

W tym czasie Sobieski stanął na szczycie kahlemberskiej góry, naprzeciw Wiednia. Na widok najeźdźców otaczających pierścieniem mury miasta w liczbie ponad stu tysięcy zbrojnych, znużeni i wygłodniali polscy rycerze aż zadrżeli. [Czymże bowiem była wobec wrogich sił, niespełna trzydziestotysięczna armia Sobieskiego, nawet po wzmocnieniu jej 50 tysiącami żołnierzy, jakich zdołano zwerbować z terenów Austrii i Niemiec. Jednak całością armii dowodził właśnie on. I wtedy], wprawnym okiem dostrzegł błędne rozporządzenia wodza nieprzyjaciół, co uznał za pierwszy znak pomocy Bożej...

Nazajutrz, 12 września, Król uczestniczył w trzech Mszach świętych. Kiedy wojska polskie stały na górze Kahlenberg, król we własnej osobie z różańcem w ręku służył do Mszy świętej. Przystąpił do Komunii świętej i leżąc krzyżem, wraz z całym wojskiem ufnie polecał się Matce Najświętszej. Chcąc, aby wszystko działo się pod Jej znakiem, dał rycerstwu hasło: „W Imię Panny Maryi – Panie Boże dopomóż !”. O godzinie drugiej ruszono do ataku, śpiewając Bogurodzicę. Sobieski stał na wzgórzu, błogosławił walczących drzewem Krzyża świętego i relikwiami świętych, a w rozstrzygającym momencie sam dowodził husarią...

Kiedy nasi rycerze walczyli pod Wiedniem, w Krakowie wyruszył z katedry na Wawelu w kierunku kościoła Mariackiego, procesjonalny pochód "wojska duchowego". Ze śpiewem różańca niesiono Najświętszy Sakrament i cudowny obraz Matki Bożej Różańcowej Zwycięskiej z kościoła ojców dominikanów (ten sam, z którym odbyła się procesja w czasie zwycięskiej wojny pod Chocimiem). Po drodze, przy ustawionych specjalnie ołtarzach wygłaszano kazania. Nieprzeliczone rzesze ludzi brały udział w tej uroczystości. Za Najświętszym Sakramentem szła królowa w czarnej pokutnej sukni, a za nią dwór składający się z przeszło tysiąca osób. Następnie około sześciuset zakonników niosło relikwie różnych świętych, a pięćdziesięciu patrycjuszów z płonącymi świecami otaczało obraz Matki Bożej. Tego dnia wszyscy mieszkańcy Krakowa zmobilizowali się do gorącej modlitwy różańcowej. Ustał handel, nie myślano o pracy zarobkowej ani nawet o przygotowaniu posiłków. Ważne było tylko jedno: wymodlić zwycięstwo...

Ale nie tylko Kraków wspierał modlitwą swych walczących, bo „cały katolicki świat modlił się na różańcu o ocalenie wiary i kultury europejskiej przed muzułmańską inwazją. W Nie tylko w oblężonym Wiedniu, ale i w wielu miastach Europy bez przerwy modlono się wzywając pomocy Matki Bożej” (ks.Marek Chmielewski).

I co się stało ? Rozsypała się w proch potęga muzułmańska. Tego dnia zginęło dwadzieścia pięć tysięcy Turków, a Polaków tylko jeden tysiąc. Nasz pokorny władca nie przypisał tego zwycięstwa sobie, lecz Bogu i Jego Matce, wypowiadając pamiętne słowa: "Przybyłem, zobaczyłem, a Bóg zwyciężył". Wysłał też list do papieża z prośbą, aby ustanowił dzień 12 września świętem Imienia Maryi. Miał to być znak wdzięczności i świadectwo dla wszystkich pokoleń, że mocą tego Imienia osiągnięto tak wielkie zwycięstwo. To święto do dzisiejszego dnia obchodzone jest w całym Kościele” (E.H.jw.).

Ewa Hanter „Zwycięstwa różańcowe” Wydawnictwo Sióstr Loretanek Warszawa 1995


ZWYCIĘSTWO RÓŻAŃCOWE W BITWIE POD ZENTĄ


reprod. ze strony: http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Prinz_Eugene_of_Savoy.PNG

„Od 1683 roku Turcja toczyła wojnę z tzw. „Ligą Świętą”, złożoną z Austrii, Polski, Wenecji i Rosji. Po udanej odsieczy Wiednia, toczono ją na Węgrzech, na Podolu i Ukrainie, w księstwach naddunajskich, w Siedmiogrodzie, w Chanacie Krymskim i na Morzu Egejskim. Początkowo duże sukcesy odnosiła armia austriacka, okupując Belgrad i Nizinę Panońską. Jednak w 1690 roku Turcy odbili Belgrad i kwestia zwycięstwa wciąż pozostawała otwarta”.

Bitwa pod Zentą, która miała miejsce 11 września 1697r. była największą bitwą w trakcie V wojny austriacko tureckiej. Przebieg bitwy i spektakularne zwycięstwo wojsk austriackich pod dowództwem cesarskiego marszałka, księcia Eugeniusza Sabaudzkiego († 1736), udowodniło jego fenomenalne zdolności przywódcze, jego umiejętności taktyczne, odwagę w podejmowaniu śmiałych decyzji oraz zdolność do inspirowania swoich żołnierzy. Mimo, iż była to jego pierwsza bitwa, w której dowodził, po tym ewidentnym sukcesie militarnym stał się on bohaterem na skalę europejską. Z początku jednak wśród żołnierzy postrzegany był zupełnie inaczej.

Kiedy przybył do armii stojącej na Węgrzech, aby ją poprowadzić przeciw Turkom, żołnierze widząc jego nikły wzrost i brunatny strój, orzekli: "To jest kapucyn, a nie żołnierz i wódz". A gdy przed pierwszą bitwą zobaczyli w jego ręku różaniec, zaczęli z niego szydzić, mówiąc: "Ten mały kapucyn niewiele włosów wyrwie Turkom z brody". Jednak wbrew ich mniemaniu, pobożny wódz wygrywał wszystkie bitwy, a w końcu zadał Turkom w wielkiej bitwie pod Zentą (1697) straszliwą klęskę, która na zawsze złamała potęgę Turcji w Europie („Zbiór przykładów” patrz – bibliografia).

Zwycięstwo pod Zentą, które nazwano rzezią Turków na brzegu Cisy, stało się punktem przełomowym tej wojny. Według danych austriackich Turcy stracili 30 tys. ludzi i 80 dział, natomiast Austriacy tylko 2 000 żołnierzy. Inne źródła podają, iż bitwie tej zginęło 20 tysięcy Turków, przy czym wielki wezyr Elmas Mehmed Pasza zginął z rąk własnych spanikowanych żołnierzy. Dodatkowe 10 tysięcy utopiło się w Cisie. Po bitwie rozproszona armia turecka już nie stawiała oporu dalszym działaniom Austriaków.

W ręce austriackie trafiło 87 z 90 dział tureckich. Sułtan stracił swój harem, monarszy skarb i pieczęć. Austriacy stracili zaledwie 429 zabitych. Tak więc „wojna zakończyła się klęską Turcji i pokojem w Karłowicach (26.I.1699). Turcja przyznała cesarzowi prawie całe Węgry (w granicach z 1526 roku) [z Siedmiogrodem, ale] bez Bantu; Wenecji – [Peloponez] Moreę i Dalmację bez Roguzy (Dubrownika); Polsce – Podole i Ukrainę prawobrzeżną... Pokój Karłowicki zapoczątkował wycofywanie się Turcji z zajętych poprzednio prowincji w Europie”. („Dzieje świata” str.236). Zawarty rok później pokój turecko-rosyjski oznaczał dla Turcji stratę jeszcze Azowa nad Morzem Czarnym. Austria zaś, obok Rosji, stała się najważniejszą potęgą Europy Środkowo-Wschodniej.

„Zwycięstwo przypisano cudownemu obrazowi Matki Boskiej z cerkwi greckokatolickiej w Pócs (dziś Máriapócs) na Węgrzech, który na życzenie cesarza został przeniesiony do katedry w Wiedniu, gdzie jest do dziś otoczony czcią jako Maria Pötsch (także Maria Pócs)”.

Źródła: http://altiok.blox.pl/2011/09/11-IX-1697-Rzez-Turkow-na-brzegu-Cisy.html

http://pl.cyclopaedia.net/wiki/Bitwa_pod_Zentą

http://pl.wikipedia.org/wiki/Bitwa_pod_Zentą


ZWYCIĘSKI RÓŻANIEC W RĘKACH PROSTYCH LUDZI



Szatańskie skutki rewolucji francuskiej zacznie osłabiły życie religijne, a zwłaszcza pobożność maryjną. Wśród wyższych sfer zapanowała moda na życie „wyzwolone”, dalekie od Przykazań Bożych i zasad moralności, a Różaniec stał się symbolem ciemnoty i wstecznictwa. Mimo to, nie dał się usunąć z Europy. Przetrwał wśród prostych ludzi.

Wspaniały, trafny pomysł zorganizowania Żywego Różańca przez Paulinę Jaricot w środowisku młodych robotnic, odznaczył się „nieprawdopodobnie dynamicznym rozwojem tego dzieła”... Nadto XIX wieczne objawienia maryjne, jakich doświadczały głównie dzieci i zwykli prości ludzie; objawienia, w których sama Matka Boża wzywała i zapraszała do gorliwego odmawiania Różańca, miały ogromny wpływ na ożywienie modlitwy różańcowej... Także papież, Leon XIII, który w czasie dwudziestopięcioletniego pontyfikatu (1878- 1903) wydał aż 12 encyklik różańcowych, dwa listy apostolskie, odezwę do kard. Luigiego Marii Sincero Wikariusza Rzymu i inne mniejsze dokumenty, a przy okazji podejmowanych różnych zagadnień, upublicznił wiele wypowiedzi dotyczących Różańca, walnie przyczynił się do odrodzenia Różańca.

„Nie był to czas sprzyjający mówieniu o modlitwie różańcowej, gdyż szerzył się racjonalizm i sceptycyzm, coraz silniejszy był też wpływ lóż masońskich, a do tego pojawiły się początki rewolucji przemysłowej. Wszystko to zwiastowało nadejście trudnych czasów dla Kościoła i dla katolickiej pobożności, szczególnie maryjnej. Mimo to, głoszona przez papieża nauka o Różańcu okazywała się nadzwyczaj skuteczna, szybko zdobywając popularność. I choć Różaniec, który do tej pory był powszechnie cenioną praktyką modlitewną także w wysokich sferach społecznych – dość szybko zaczął zanikać, teraz coraz bardziej stawał się modlitwą prostego ludu. W tym środowisku zaczął się stopniowy ale ciągły proces odradzania tej modlitwy, który praktycznie trwa do dziś” (wg ks.Marka Chmielewskiego) i w niejednym kraju ciągle rośnie w siłę.


ZWYCIĘSTWA RÓŻAŃCOWE W BITWACH POD TREMSEVAR I POD KORFU



„W Encyklice Supremi Apostolatus, z 1 września 1883 roku, Papież Leon XIII napisał: „Podobnie ważne sukcesy w przeszłych wiekach osiągnięto w bitwach nad Turkami pod Tremesvar, na Węgrzech i pod Korfu (1716r.). W obu przypadkach potyczki te zbiegły się w czasie ze świętami Błogosławionej Dziewicy i publicznym odmówieniem modlitwy różańcowej. To doprowadziło naszego poprzednika, Klemesa XI, w dowód jego wdzięczności Niebu, do ogłoszenia, że Błogosławiona Matka Boża powinna być każdego roku w specjalny sposób uczczona w Różańcu przez cały Kościół”.

Historia wspomina, iż po zdobyciu Konstantynopola, Mohammed II wysłał armię, która dokonała nieudanego oblężenia Korfu. Sulimanowi II również się nie udało, chociaż odbił 16 tysięcy więźniów. W 1716 roku Ahmed III również musiał zawrócić. Mieszkańcom Korfu pomógł w obronie saksoński generał Matthias Schulenburg, którego do walki zagrzewał mnich, unoszący w górę nad wojskiem krzyż.

http://www.voxdomini.com.pl/vox_art/walkaNMP.htm


ZWYCIĘSTWO RÓŻAŃCOWE KATOLIKÓW IRLANDZKICH



Sławny mówca i oswobodziciel Irlandii, [wielki przywódca katolików], adwokat Daniel O’Conell († 1847), ponad dziesięć lat daremnie walczył w angielskim parlamencie o wolność religijną dla siedmiu milionów irlandzkich katolików. Jego wysiłki rozbijały się o brak sojuszników pośród Anglików. Gdy przekonał się, że sam nie potrafi nikogo zjednać, postanowił prosić Matkę Bożą o pomoc.

Od dnia, w którym powziął tę myśl, nie brał udziału w naradach parlamentu, lecz siadywał w kącie sali i potajemnie odmawiał różaniec, podczas, gdy jego przeciwnicy gwałtownie nawzajem się zwalczali. Nie zawiódł się, gdyż wkrótce potem poparło go kilku wpływowych Anglików. Najpierw sędziwy generał Wellington, potem wielki mąż stanu Robert Peel, który przeforsował tzw. "bill emancypacyjny", czyli ustawę zapewniającą katolikom wolność religijną w obu izbach parlamentu, a także lord Russel, który chciał katolikom przyznać więcej swobód niż dawała im wspomniana ustawa. A także wielki angielski poeta lord Byron, który surowo potępiał barbarzyński fanatyzm religijny Anglików względem katolickich współobywateli. Dzięki ich pomocy Daniel O’Conell odniósł całkowite zwycięstwo („Zbiór przykładów” patrz – bibliografia).


GIETRZWAŁDZKA KRUCJATA RÓŻAŃCOWA ODNOWY MORALNEJ



Cały XIX wiek był dla narodu polskiego wiekiem niewoli. Naród polski rozdarty pomiędzy trzech zaborców, dzięki wspólnej wierze, tradycji i kulturze długo i po bohatersku utrzymywał swoją tożsamość narodową. Ale zaborcy robili wszystko, aby wyniszczyć go i zdemoralizować. Największe prześladowania dotykały Polaków żyjących pod zaborem pruskim, w którym znalazła się także polska Warmia.

„Z dnia na dzień wzmagało się prześladowanie polskości i katolicyzmu, wywołane przez kanclerza Bismarcka. Większość księży była zamknięta w więzieniach. W prasie, wszystko, co katolickie ukazywano w fałszywym świetle. Ludzie pozbawieni kapłanów nie mogli przystępować do sakramentów świętych, a dzieci uczyć się religii. Uchwalono ustawy ograniczające nauczanie w języku polskim do minimum” (Ewa Hanter). W wielkopolskiej Wrześni dzieci były nawet bite za odmawianie pacierza w języku ojczystym...

Wszystko to, stopniowo wypaczało morale narodu, który wskutek tych represji stawał się coraz gorszy. Matka Najświętsza nie zapomniała jednak o narodzie, który ogłosił Ją swoją Królową, bo właśnie tutaj, na Warmii, w miejscowości zwanej Gietrzwałd, w 1877 roku Najświętsza Maryja Panna wielokrotnie ukazywała się dwu polskim dziewczynkom. „Mówiła po polsku i dała prześladowanym Polakom różaniec – oręż duchowy, przy pomocy którego można pokonać wszelkie potęgi zła. Na wszystkie prośby i pytania stawiane przez dzieci w imieniu różnych ludzi, Niepokalana odpowiadała:

"ODMAWIAJCIE RÓŻANIEC"

Czy księża powrócą z więzień ?

"Tak, tylko odmawiajcie różaniec !".

Czy wypędzeni zakonnicy powrócą do klasztorów ?

"Tak, tylko odmawiajcie różaniec !".

Czy chorzy zostaną uzdrowieni ?

"Tak, tylko odmawiajcie różaniec !".

Czy grzesznicy nawrócą się ?

"Tak, tylko odmawiajcie różaniec !".

Czy katolicy otrzymają zabrane świątynie ?

"Tak, tylko odmawiajcie różaniec !".

W jaki sposób ludzie mogą być uwolnieni od złego ?

"Przez modlitwę różańcową"

Może nigdzie Matka Boża nie związała swego żądania odmawiania różańca tak, jak z tym miejscem, mówiąc:

"TUTAJ POWINIEN USTAWICZNIE ROZLEGAĆ SIĘ RÓŻANIEC"

Z powodu prześladowania ze strony władz pruskich, nie można było szerzyć orędzia Matki Bożej. Dlatego ksiądz proboszcz kazał wyryć Jej słowa na ścianie kościoła, aby nie były zapomniane” (wg E.H.jw.). Wielki polski kaznodzieja, błogosławiony Honorat Koźmiński, głosząc o objawieniach w Gietrzwałdzie, w płomiennym kazaniu wołał: „Ocknij się ziemio polska... a oglądaj te cuda, które miłosierna Królowa na krańcach dawnych granic twoich ku twej pociesze ukazała. Obudź się ludu lechicki... narodzie rdzennie katolicki. Byłeś kiedyś przedmurzem chrześcijaństwa, o które na próżno szczerbiły się miecze pogańskie, dziś masz być przedmurzem jego duchowym, o które ma rozbić się zarówno prześladowanie otwartych nieprzyjaciół Kościoła, jak i obojętność, niedowiarstwo, zwątpienie oziębłych i niewiernych synów jego !”... I naród na tym skrawku ziemi zrozumiał swoją misję. „Wezwanie Królowej Nieba zostało podjęte.

Trzy razy dziennie mieszkańcy Gietrzwałdu zbierali się na miejscu objawień, aby odmówić cały różaniec. Na Warmii przyjął się zwyczaj odmawiania różańca w rodzinach. Skutek był wprost zadziwiający ! Pierwszym nadzwyczajnym owocem był zanik pijaństwa. Szerzyło się ono wówczas, niszcząc życie moralne i fizyczne Polaków. Nastąpiło także w szybkim czasie odrodzenie życia religijnego. Liczni grzesznicy nawracali się, protestanci przechodzili na katolicyzm. Wśród młodzieży można było zaobserwować nawrót do czystości życia. Wiele dziewcząt i chłopców wstępowało do zakonów. Często przystępowano do sakramentów świętych. Umocnieni przez Matkę Bożą Polacy zachowali wiarę w czasie prześladowań i doczekali się obiecanej przez Nią wolności” (E.H.jw.). To było wielkie i bardzo ważne zwycięstwo moralne za sprawą krucjaty różańcowej.

Ewa Hanter „Zwycięstwa różańcowe” Wydawnictwo Sióstr Loretanek Warszawa 1995


reprod.z obrazka

„Jaką siłę miał różaniec w ręku św. Dominika, taką ma i naszym w ręku. Rdza nie dotknęła go, nie zdarła. On nie stał się rekwizytem, nie poszedł do lamusa historii. Każdy go zna – dziecko i starzec. Uczony i prostaczek nieraz odczuł jaka w nim siła i moc, zwłaszcza gdy był nieodłącznym towarzyszem na frontach i drogach tułaczych. Jeszcze dziś przypominamy sobie jak w nocy doświadczeń i rozpaczy wypowiadany szeptem, zwyciężał, rodził nadzieję. Bo różaniec zbudowany ze słów wielkich jak wszechświat cały, piękny jak samo niebo. I w tych słowach jest jego siła i moc. A powtarzane wielokrotnie przychylają niebo ku ziemi i samego Boga zniewalają, wciągają w służbę człowieczych próśb, człowieczych skarg. Zwycięski jest różaniec nie tylko w modlitwach, które podbijają niebo, ale i w obrazach, tajemnicach, które podbijają człowieka. Przed oczyma odmawiającego przesuwa się bohaterski film. Takiego nie stworzy żaden człowiek. Życie Jezusa i Maryi jest jego tematem. Słyszymy ich słowa, widzimy ich czyny. Analizujemy swoje życie i widzimy jak daleko nam jeszcze do pełni człowieczeństwa. Robimy jednak postanowienie i dźwigamy się w górę. I to jest ów zwycięski pochód różańcowy, a nawet różańcowy posiew w naszym sercu” (ks. Kazimierz Siemieński).

wróć do strony głównej