wróć do strony głównej


ZŁOWIEK RÓŻAŃCOWY



„Masz być niezależną cząstką różańca, która potrafi żyć samodzielnie. Wtedy, czy to w grupie, czy w samotności, zawsze będzie żyć w tobie kanon: „Nie bój się, nie lękaj się, Bóg sam wystarczy”. Kanon ten przejdzie z ust do serca i stanie się twoją prawdą, którą będziesz żył” („głos” do Jana Budziaszka).


http://wydawnictwo.net.pl/s/wyniki/dzial/54/Matka-Boza

„Pierwowzorem człowieka różańcowego jest Maryja. Z całą pewnością nie trzymała Ona nigdy w ręku różańca. Ale jak paciorki różańcowe przesuwały się przed Jej oczyma wielkie i małe chwile Jej życia. Jakby delikatnie brała do ręki wydarzenie za wydarzeniem, by odgadnąć, zrozumieć jego sens. "Rozważała, co miało znaczyć to pozdrowienie..." – czyż te słowa zapisane w Ewangelii według św.Łukasza (1,29) nie są opowiadaniem samej Maryi ? Nie wiedziała, co miało znaczyć to pozdrowienie, więc myślała nad nim, zadawała sobie to pytanie. Nie wiedziała, dlaczego czas rozwiązania przeszedł do Niej akurat wtedy, gdy była z Józefem w podróży; nie wiedziała, skąd o narodzinach Syna dowiedzieli się prości pasterze z okolicy i uczeni mędrcy z dalekich stron; nie wiedziała, jak rozumieć trudne słowa Szymona...

Tak trudno człowiekowi zrozumieć własne życie !Trzeba je czytać wciąż na nowo, trzeba pytać Boga o jego zadanie: o to, dlaczego tak a nie inaczej rozgrywa się moje życie, dlaczego wydarzenia radosne przeplatają się z bolesnymi, po co to wszystko... „Człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca – nie wedle jakichś tylko doraźnych, częściowych, czasem powierzchniowych a nawet pozornych kryteriów i miar swojej własnej istoty -–musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa. Musi niejako w Niego wejść z sobą samym” (Ojciec Święty Jan Paweł II „Redemptor hominis”).

Dlatego człowiek różańcowy, to ten, kto myśli, pyta i słucha. To może dla niektórych zabrzmieć dziwnie, ale w modlitwie różańcowej słuchanie jest ważniejsze niż mówienie. Rytmiczne odmawianie prostych modlitw to tworzenie klimatu, w którym można uważnie wysłuchać Pana Boga, zwłaszcza przychodzącego do nas w słowie Bożym... Człowiek różańcowy, to po prostu drugie imię chrześcijanina. Nie sposób nazywać się wierzącym, jeśli nie wierzy się w to, że – jak mówił św.Paweł – moje życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu (por.Kol 3,3). Nie sposób być uczniem Chrystusa bez wysiłku codziennego wiązania węzełków na własnym różańcowym sznurze, bez próby wiązania węzłów pomiędzy nicią własnego życia, a życiem Jezusa” (wg ks.Wojciecha Bartkowicza – „Różaniec” nr 2/2003 – tam znajdziesz całość).

„Człowiek różańcowy, to człowiek coraz bardziej Chrystusowy”.

Różaniec tak wspaniale kształtuje człowieka, że sam, nie wiedząc kiedy stanie się człowiekiem różańcowym, w którym Jezus Maryja znajdą upodobanie. Różaniec bowiem:

- niepostrzeżenie podnosi nas do doskonałego poznania Jezusa Chrystusa;

- oczyszcza nasze dusze z grzechu;

- sprawia, ze odnosimy zwycięstwo nad wszystkimi naszymi wrogami;

- powoduje, że praktykowanie cnót staje się dla nas łatwe;

- rozpala nas miłością do Jezusa Chrystusa;

- wzbogaca nas w łaski i zasługi;

- zapewnia nam środki do spłacenia wszystkich naszych długów wobec Boga i ludzi (wg „Różańca” nr 5/2019).

Różaniec jest modlitwą dla tych, którzy chcą iść do Boga drogą Maryi. A człowiek różańcowy, to człowiek coraz bardziej Chrystusowy. Nie jest to droga łatwa – tajemnice radosne mieszają się z tajemnicami bolesnymi. Ale jest todroga niesłychanie skuteczna:kończy się zawsze tajemnicami chwały” (ks.W.B.jw.).

TEST CZŁOWIEKA RÓŻAŃCOWEGO


reprod. z „Rycerza Niepokalanej” nr 4/2007

„Nie sposób wymienić niezliczoną rzeszę świętych, którzy znaleźli w różańcu autentyczną drogę uświęcenia. Wystarczy wspomnieć św.Ludwika Marię Grignion de Montforta, autora cennego dzieła o różańcu, a bliżej naszych czasów – o.Pio z Pietrelciny (…). Szczególny zaś charyzmat, jako prawdziwy apostoł różańca, miał bł.Bartłomiej Longo. Jego droga świętości oparta była na natchnieniu, jakie usłyszał w głębi serca: «Kto szerzy różaniec, ten jest ocalony !»” (Jan Paweł II, Rosarium Virginis Mariae, 8).

Czy nie podobne natchnienie towarzyszyło Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II, gdy ogłaszał Rok Różańca ? Czy prośba Papieża o to, by zaufać tej modlitwie, nie wynika z wiary, że różaniec jest lekarstwem dla współczesnego chrześcijanina, który boi się o swoją wiarę i z trudem szuka swego miejsca w świecie ? Modlitwa nie jest bowiem sposobem na ucieczkę od wrogiej i niezrozumiałej rzeczywistości, lecz metodą na mądre zmierzenie się z nią.

„Odmawianie Różańca, Różańca świętego ma doprowadzić i doprowadzi do świętego różańcowego życia” (MB do Barbary Kloss).

Św. Paweł napisał kiedyś do swoich „dzieci w Chrystusie”: „Wy jesteście moim listem polecającym…” (por.2 Kor 3,1-2). Chodziło rzecz jasna o chrześcijan, których niegdyś nauczał, a którzy – przez swoją postawę – stali się chlubą Apostoła. Czy po zakończeniu Różańcowego Roku mógłby tak o nas powiedzieć Jan Paweł II ? Jeśli w 2002 roku napisał list zachęcający do modlitwy różańcowej, to pewnie chciałby, byśmy my, jego słuchacze, sami stali się żywymi apostołami tej modlitwy, byśmy swoim życiem ukazywali jej skuteczność.

Czy jestem żywą zachętą do tego, by ludzie wokół mnie sięgali po różaniec ? Czy jestem żywym „listem o różańcu” ?

Tym, którzy chcieliby się na serio zmierzyć z tym pytaniem, polecam prosty „test człowieka różańcowego”. Albowiem nie każdy, kto odmawia w należnym porządku Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, może nazwać siebie człowiekiem różańcowym. Różańca się nie odmawia, różańcem się żyje… albo i nie.

Otóż Ojciec Święty wymienił kilka najważniejszych aspektów modlitwy różańcowej. Jeśli odnajdujemy w nich siebie, jeśli mówią one również o naszym życiu, wówczas zapewne będziemy skuteczni jako apostołowie różańca. Jeśli nie, to pora nam się znów zabrać za lekturę papieskiego listu o różańcu…

„Odmawiając Różaniec wzbudzajcie uczucia, róbcie postanowienia nie ogólnikowe, by dostosować do życia, ale nade wszystko, by to był różańcowy rachunek sumienia. To będzie sprawa pielęgnowania gleby waszej duszy, która wraz z Moim błogosławieństwem wydać ma plon świętości” (MB do Barbary Kloss).

Oto kryteria człowieka różańcowego:

1. Różaniec to „wspominanie Jezusa z Maryją”. Czy odmawiane przeze mnie Zdrowaśki pomagają mi patrzeć na Jezusa ?

2. Różaniec to „uczenie się Chrystusa z Maryją”. Czy mogę powiedzieć, że dzięki modlitwie różańcowej znam Mistrza coraz lepiej ? Czy rozumiem lepiej Jego słowa, gesty, pragnienia ?

3. Różaniec to „upodabnianie się do Chrystusa z Maryją”. Czy moje życie zmienia się dzięki różańcowi ? Czy pomaga mi on w naśladowaniu Chrystusa ?

4. Różaniec to „prosić Chrystusa z Maryją”. Czy na modlitwę zabieram ze sobą sprawy, ludzi i ich problemy ? Czy upodabniam się do Matki Bożej, która „z Synem swoim nas jedna, Synowi swemu nas poleca, Synowi swemu nas oddaje” ?

5. Różaniec to „głoszenie Chrystusa z Maryją”. Modlitwa różańcowa przemienia tych, którzy się nią modlą. Dzięki tej przemianie całe ich życie staje się apostolatem na wzór Maryi – dyskretną, ale skuteczną ewangelizacją świata. Czy tak jest ze mną ? Nie muszę być wielkim kaznodzieją, by mówić ludziom wokół siebie: „Uczyńcie, co wam Jezus powie” (por. J 2, 5).

Rok Różańca już minął. Ale praca nad różańcową duchowością nas, współczesnych chrześcijan, dopiero się rozpoczyna. Pamiętaj o słowach bł. Bartłomieja Longo: „Kto szerzy różaniec, ten jest ocalony.” I – zacznij od siebie. Módlmy się !” (Ks.Wojciech Bartkowicz).

Źródło: http://www.rozaniec.eu/index.php?m=RosaryArticles&a=ShowRosaryArticle&ra_id=7

Z całą pewnością był człowiekiem różańcowym



Nie wiem, czy Krzysztof Krawczyk, nasz znakomity piosenkarz, spełniał kryteria „człowieka różańcowego”, ale odkąd przeczytałam poniższy felieton – nie mam najmniejszych wątpliwości, że był prawdziwie, „z krwi i kości”, na wskroś Różańcem przesiąkniętym Człowiekiem Różańcowym:

„Zachwyt nad bogactwem zawartych w Różańcu treści trwał we mnie wiele lat, do dziś jest to dla mnie ulubiona modlitwa – [mówił Rafał Porzeziński]. 20 lat temu, powodowany tym zachwytem, rozpocząłem spotkania różańcowe z ludźmi kultury, sztuki, nauki, wiary. Były to fascynujące podróże w życie wewnętrzne tych osób, które opowiadały o sobie w świetle tajemnic różańcowych. Robert Tekieli podpowiedział mi wówczas, że warto się spotkać z Krzysztofem Krawczykiem, bo on żyje w rytmie Różańca. Miał rację.

Nie zapomnę tego spotkania. Krzysztof spędził w Warszawie 2 dni i blisko 10 godzin rozmawialiśmy o Różańcu. Było to dla mnie bardzo przyjemne, zaskakujące, a momentami zawstydzające doświadczenie. On na serio żył tą modlitwą. Trzymał się różańca jak drabiny do nieba. W tajemnicy Zwiastowania przypomniał o konieczności powiedzenia: „Tak”. „Gdzieś tam, w Nazarecie, rozpoczęła się przygoda z Bogiem, który ma plan ratowania nas od śmierci, której wszyscy przecież się boimy. Ja też. Bóg żyje w nas i my żyjemy w Bogu. Wszystko, co jest naokoło mnie, zależne jest od tego jednego: «Tak! Niech mi się stanie»” – powiedział...

To, na co wskazywał Krzysztof, jako na źródło swojej woli kochania, to była właśnie modlitwa. O modlitwie Krzysztof mówił, rozważając tajemnice Ogrójca: „Trudności z modlitwą nie są mi obce, nie wiem nawet, czy umiem się modlić. Czasem czuję taką wewnętrzną niechęć i muszę się zmuszać, przełamywać. „Chodźcie, pomodlimy się” – mówię do żony, do dzieci, a one nie wiedzą, ile mnie to kosztuje. Ulubiony mój akt strzelisty, moja tarcza, to słowa: «Pan mój i Bóg mój»”

Bez paliwa, którym jest modlitwa, nie jesteśmy w stanie nie tylko żyć na 100%, ale nawet trwale poczuć się szczęśliwymi. Każdy, nawet największy kozak duchowy, przeżywa mniejsze lub większe zniechęcenie modlitwą. Krzysztof dzielił się tym, że im bardziej mu się nie chciało, tym bardziej wiedział, że powinien.

Kiedy podczas rozważania tajemnic chwalebnych rozmawialiśmy o nieuchronności śmierci powiedział: „Będziemy żyli z ciałem, ale jednak inaczej. Szczęście na ziemi jest złudne i przemijające. Mówi się, że ze szczęścia można umrzeć. Czytałem kiedyś o człowieku, który wygrał 7 mln dol. i tego samego dnia umarł na serce, ze szczęścia właśnie. Tam, w niebie, nie umrzemy ze szczęścia, tam idziemy właśnie po to, by to szczęście otrzymać na zawsze. Mimo że świat powie nam coś innego, warto inwestować w niebo”...

Najbardziej dramatyczną część swojej opowieści różańcowej przytoczył przy tajemnicach radosnych: „Jadąc kiedyś samochodem przez Amerykę, wjechałem na taki typowo westernowy most – pode mną półtorakilometrowa przepaść, a ja już od dwóch godzin trwam w totalnej kłótni z żoną. Byliśmy przemęczeni, zestresowani, prawie z ostatnim dolarem dojeżdżaliśmy na jakąś chałturę. W pewnym momencie usłyszałem takie polecenie: «Kierownica w prawo i będziesz miał święty spokój». Tak zrobiłem. A moja żona krzyknęła: «Jezus! Maryja!», i to mnie zatrzymało. Stanąłem centymetry od przepaści. I wtedy ona chwyciła za różaniec. Dziś wiem, że Różaniec to jest najlepszy egzorcyzm, to jest obrona – to działa, jestem zdziwiony, ale działa !” (Rafał Porzeziński „Kogo niósł Krawczyk” - „Niedziela” nr 17/2021 – tam znajdziesz całość).



„Kto Mnie miłuje, tego Ojciec Mój miłuje i do niego przyjdziemy, i mieszkanie u niego uczynimy" – powiedział Mój Syn... Kto Mnie miłuje – tego miłuje Mój Syn i do niego przyjdziemy i mieszkanie uczynimy, i do Serc Naszych przytulimy, długi spłacimy i bogactwem łask obdarzymy, i w jasności chwały Ojca postawimy – a wszystko za dobrze odmówione Różańce, za dobre życie różańcowe, za umiłowanie w Różańcu tajemnic życia, męki, odkupienia i chwały Mojego Syna i Mojego; za zjednoczenie i udział w tym, bo przez Różaniec włączamy się w te tajemnice” (wg MB do Barbary Kloss).

wróć do strony głównej