wróć do strony głównej


ÓŻAŃCOWE SZNURY I KOŁA RATUNKOWE



„Różaniec często wydaje się zbyt mechaniczny i nużący, jak automatyczna recytacja gotowych formułek. Jednak tych, którzy odkryli jego istotę, Różaniec potrafi wyprowadzić na głębiny wiary. Bo każde „Ave Maria” jest dźwignią, która podnosi z upadku wszystkich, którzy wypowiadają to pozdrowienie. Pozwala im wchodzić w nowy świat łaski i komunii z Bogiem. Jest jak drogowskaz, który prowadzi ich” (abp Celestino Migliore).



Wyrwani z niewoli

Piotr i Jacek od 2013 roku tworzą fundację „Wyrwani z niewoli”. W rozmowie z Moniką Zając („Różaniec” nr 10/2014), Piotr opowiada: „Ewangelizujemy od 5 lat. Jeździmy i dzielimy się naszym doświadczeniem miłości Boga wszędzie, gdzie On nas pośle: w szkołach, w więzieniach czy w poprawczakach. Wchodzimy tam z naszym programem profilaktycznym „Ku wolności”. Sami też byliśmy uzależnieni: ja od narkotyków, Jacek od alkoholu i narkotyków, ale już prawie od 6 lat jesteśmy osobami wolnymi. A teraz dzielimy się tym, co Bóg nam dał – wolnością.

Szukałem szczęścia i miłości – zwierza się Piotr. Odkąd pamiętam, pragnąłem być kimś wyjątkowym i poszukiwałem akceptacji. Jednak nie znalazłem tego wśród osób, u których powinienem. Byłem bardzo poraniony. Szukałem ukojenia. Wpadłem w pornografię, narkotyki i alkohol, z czasem pojawiły się pierwsze kradzieże... Na początku wydawało się to taką zabawą... A ja miałem wiele marzeń, chciałem być sportowcem. Jednak to wszystko wzięło górę nad marzeniami. W pewnym momencie doświadczyłem ogromnego upadku. Problemy, sprawy w sądzie – sięgnąłem dna. Byłem już w takim stanie, że nie dawałem rady żyć. Całkowita ciemność i rozpacz. Wtedy wydarzyło się coś niezwykłego.

Wyjechałem do Gdańska i w czasie podróży powrotnej spotkałem pewnego zakonnika, który dał mi świadectwo wiary, mimo iż nie mówił o Bogu. Ten człowiek po prostu zwyczajnie ze mną rozmawiał. Na początku byłem sceptyczny, myślałem: "Co mu się z głową stało, że do zakonu wstąpił w XXI wieku ? Jakiś głupi jest ? Nie może sobie dziewczyny znaleźć normalnie ?", ale właśnie w nim pierwszy raz dostrzegłem człowieka, który był spełniony. W jego oczach była iskra życia, której nigdy nie widziałem u moich kolegów, którzy mieli pieniądze, samochody, a dziewczyny zmieniali jak rękawiczki... To był pierwszy moment, kiedy pomyślałem, że ja też bym chciał mieć taką iskrę życia, bo we mnie jest śmierć.

17 listopada 2008 roku, gdy siedziałem w swoim pokoju pogrążony w całkowitej rozpaczy, przyszła mi do głowy myśl, żeby iść do kościoła. Od Pierwszej Komunii nie chodziłem do kościoła, nie licząc ślubów i pogrzebów. Usiadłem z tyłu i zobaczyłem potępiający wzrok ludzi, bo byłem znany jako ćpun i złodziej, który ma sprawy w sądzie... Wielu "sprawiedliwych" w Kościele nie przyjmuje tych "niesprawiedliwych", którzy – tak jak ja wtedy – potrzebują przygarnięcia. Zobaczyłem kapłana, który szedł do konfesjonału, a ja u spowiedzi byłem tylko raz w życiu. Nie znałem "regułki", nie wiedziałem, jak to się robi, ale poszedłem i po prostu opowiedziałem swoje życie. Pierwszy raz stanąłem w prawdzie o sobie, że jestem uzależniony, przygnieciony życiem, że nienawidzę świata, ludzi, że chciałem się zabić. Księdza jakby zamurowało. Myślałem nawet, że zasnął. Wreszcie zapytał mnie o imię, a później powiedział: "Wiesz co, Piotrek, całe niebo cieszy się teraz twoim szczęściem. Za pokutę odmów litanię".

Najpierw nie zrozumiałem intencji tego księdza i wkurzyłem się. "Jak to – myślałem – to ja piekło przeżyłem, a on mi mówi, że całe niebo się teraz cieszy I jaka litania ?". Ja nawet "Ojcze nasz" nie pamiętam. Gdybym nie dotrwał do końca tej spowiedzi, to pewnie do dziś bym się powiesił. Ale wytrwałem. I słowa, które wypowiedział na końcu, uważam za najpiękniejsze, jakie w życiu usłyszałem: "I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Odszedłem od konfesjonału i zacząłem płakać. Przez całe życie chciałem pokazać, że jestem twardy, a wtedy, jakby coś we mnie pękło. I drugi moment – Komunia święta. Kapłan powiedział: "Ciało Chrystusa". To była najpiękniejsza chwila mojego życia. To był prawdziwy lek w przeciwieństwie do alkoholu czy narkotyków... To była pierwsza odradzająca mnie Msza święta. Wtedy zaczęła się największa przygoda mojego życia.

Pierwsze pół roku spędziłem na wsi u babci, bo wiedziałem, że muszę zerwać kontakt z dotychczasowym towarzystwem. Tam się rozpoczął MÓJ PROCES NAWRACANIA SIĘ. To był błogosławiony czas, bo spędziłem go w samotności. Były tam jeszcze trzy starsze panie, które codziennie chodziły do kościoła i stały się moimi przyjaciółkami. Ten pierwszy moment był trudny, było wiele walk. Następnie powróciłem do "świata" i zacząłem bardzo mocno trwać przy Kościele.

Po upływie około roku... na rekolekcjach prowadzonych przez ojca Jamesa Manjackala, spotkałem Jacka. Od razu zwróciłem na niego uwagę. Był wytatuowany i łysy. Ja również byłem łysy. Zobaczyłem, że Jacek bardzo przeżywa swoją wiarę, że gorliwie się modli. Ostatniego dnia rekolekcji udało mi się do niego zagadać: Powiedziałem: "Jestem nawrócony" i zapytałem” "A ty ?". "Ja też" – odpowiedział Jacek. Kilka dni później spotkaliśmy się u niego w domu. Można powiedzieć, od tamtego dnia zaczęła się nasza wspólna wielka przygoda ewangelizacyjna. Różni księża zaczęli nas zapraszać, abyśmy dali świadectwo, i tak się rozwijało. Od roku jesteśmy fundacją. Ja napisałem książkę "Wyrwani z niewoli". Jacek nagrywa muzykę hip-hopową z przekazem chrześcijańskim.

Poczuliśmy się uratowani z całkowitej otchłani. Naturalną konsekwencją była potrzeba, aby o tym głosić. Tylko pojawił się problem, jak to robić. Wcześniej wydawało mi się, że ja nawet nie potrafię ułożyć zdania, nie przeklinając. A teraz miałem podejść i powiedzieć: "Bóg cię kocha". Ktoś mi powiedział: "Słuchaj, ty musisz dawać świadectwo. Masz taką przeszłość. To będzie robiło wrażenie". Zacząłem próbować. Powiedziałem pierwsze świadectwo, kolejne... Całe życie byłem zakompleksiony, zalękniony, a teraz przemawiam do tysięcy ludzi. To wszystko jest łaska !

Inspiruje nas Duch Święty. Jak człowiek przybliża się do Boga, to On daje wskazówki, co robić, jak ewangelizować. Na początku wpadłem na pomysł, żeby iść np. na dworzec. Tam wyciągnąłem różaniec i modliłem się na głos. Szukałem różnych sposobów, żeby zamanifestować swoją wiarę. Podróżujemy z taką dużą figurą Matki Bożej. Przez trzy i pół roku jeździliśmy pociągami i autobusami, a ta figura nam towarzyszyła. Ubrani w dresy wsiadaliśmy z nią do pociągu czy autobusu. Ludzie patrzyli na nas tak, jakby chcieli nas oskarżyć o kradzież. Tak było np. na Dworcu Centralnym w Warszawie w pewną sobotę. Tłumy ludzi, a my wysiadamy z pociągu z figurą pod pachą. Wszyscy patrzą się na nas i mogą im przyjść na myśl dwie rzeczy: "Albo coś im się z głową stało, albo ukradli z kościoła". Wtedy mieliśmy możliwość dania świadectwa. Matka Boża jakby zachęca nas, prowokuje do dawania świadectwa

Pierwszą modlitwą, której się nauczyłem – bo mimo to, że niby jestem z rodziny katolickiej, zapomniałem wszystkie modlitwy – było właśnie "Zdrowaś Maryjo". I od początku zacząłem odmawiać Różaniec. Gdy miałem wiele pokus, to właśnie ta modlitwa bardzo mi pomagała.

Jacek i ja codziennie odmawiamy Różaniec. To jest nasz karabin maszynowy, składający się z pięćdziesięciu kul. Kiedy chwytamy za tę broń, Bóg zabiera wszystkie pokusy, troski czy smutki... Wiemy, że Matka Boża jest najlepszą Pośredniczką. Tą, która bardzo mocno nas wspiera na drodze do wolności. Ona prowadzi nas do Chrystusa...” (wg Moniki Zając „Wyrwani z niewoli” „Różaniec” nr 4/2014 – tam znajdziesz całość).

(Informacje o działalności Piotra i Jacka znajdziesz na stronie internetowej www.wyrwanizniewoli.pl lub na Facebooku po wpisanie „Wyrwani z niewoli”).



Ksiądz Kazimierz Tyberski – duszpasterz więzienny z Wrocławia, zapytany w obszernym wywiadzie o rolę Różańca świętego w jego trudnej pracy duszpasterskiej, powiedział: „Tu różańce idą jak woda. Więźniowie modlą się na nich i to z wielką gorliwością.

Najpierw jeden przyszedł poprosić o różaniec i zaczął się modlić I potem wszyscy w jednej celi zaczęli się modlić. To była cela chyba na 10 osób. Poważne bandziory. I tylko jednemu, który miał rodzoną siostrę zakonną, nie chciało się modlić i odszedł od wiary całkowicie. Rodzina się go wyrzekła, bo już kolejny raz był w więzieniu. Wtedy tamci mówią do niego: "Słuchaj no, weź, zobacz, wszyscy się modlimy, tylko ty taki głupek. Chodź, pomodlimy się". No i w końcu go tam namówili, i dołączył się. Po tygodniu codziennego Różańca mówi tak: "Proszę księdza, chyba coś jest. Bo rodzice się mnie wyrzekli, ale byli u mnie na widzeniu. Dziewczyna mnie zostawiła, ale napisała list, jak trafiłem do więzienia. Czyli coś jest, warto się modlić".

Inne doświadczenie z różańcem. Pewien człowiek, ważna osoba z Wrocławia, dyrektor pewnej instytucji, ze względów politycznych został wsadzony do więzienia. Trafił do mnie do spowiedzi. No i po spowiedzi mówię do niego: "Słuchaj przyjacielu, jak pokutę będziesz sobie przez cały miesiąc codziennie odmawiał Różaniec". A po miesiącu nie odmawiał już jednego Różańca, tylko dwa. Dlaczego ? Bo mówi mi: Proszę ojca, dał mi ojciec najwspanialszą pokutę, jaką ojciec mógł mi dać. Jak odmawiam Różaniec, to jestem poza tą celą, jestem gdzie indziej, jestem w innym świecie. Ten różaniec pomaga mi przetrwać trudne chwile". Kiedy go już wypuścili, zadzwonił do mnie i powiedział: "Proszę ojca. Jadę w tej chwili z żoną i córkami do Częstochowy, żeby podziękować Matce Bożej za uwolnienie". I dodał jeszcze: "Dzisiaj już nie miałem czasu odmówić dwóch Różańców, ale jeden zawsze odmawiam, bo tamci w więzieniu, potrzebują modlitwy". I później całkowicie został uniewinniony ze wszystkiego”. („Czerwone berety w koloratce” – „Królowa Różańca Świętego” nr5/2015 – tam znajdziesz całość wywiadu).

„Trzeba wiedzieć i o tym myśleć, i tego trzymać się, że kiedy będzie się zdawało, że znikąd już ratunku nie ma, to z różańca i przez różaniec ratunek na nas spłynie” (MB do Barbary Kloss).

„W zakładzie karnym w Iławie – mówi ksiądz Kazimierz - gdzie byłem przez 12 lat, mieliśmy zwyczaj, że na koniec dnia wraz z więźniami klękaliśmy, aby odmówić różaniec. Byli to bardzo często groźni przestępcy. Na początku, kiedy przychodzili, to ich duże ręce przyzwyczajone do trzymania bejsbola czy pistoletu, gubiły te drobne ziarenka różańca. Ale im bardziej modlitwa różańcowa ich przenikała, tym różaniec płynniej im przechodził z palca do palca, z dziesiątki na dziesiątkę. I wiecie, co zobaczyłem? Zobaczyłem, że twarz mordercy, bandziora się zmienia, staje się bardziej ludzka” (o.Stanisław Tomoń kapelan więzienny - „Jasna Góra” z dn. 12.10.2008).



„Każde spotkanie z osadzonymi rozpoczynam od rozważania Różańca – mówi Leszek Podolecki – apostoł Różańca, prezes Instytutu Świętego Brata Alberta w Świnoujściu oraz Wspólnoty Trzeźwości i Modlitwy „Arka”; mąż i ojciec trojga dzieci. Uczę ich też, jak ważne jest stawanie w prawdzie: "Przyjdź i opowiedz, wygarnij wszystko Panu Bogu – to, że miałeś matkę alkoholiczkę, że musiałeś spać w piwnicy", gdyż wszyscy mają żal i pretensje do Pana Boga. Ale wyznanie to powinno być szczere. Inaczej modlitwa będzie tylko kłamstwem i nie oddasz nią chwały Bogu, tylko szatanowi, bo on jest ojcem kłamstwa". Gdy proponuję: "Kto z was ma żal i pretensje, i boi się Matki Bożej, niech podniesie rękę" – nikt nie podnosi. Matki nikt się nie boi. Tu jest wskazówka – idźmy w kierunku Matki Bożej...

Ludzi, którzy sądzą, że Różaniec nic im nie da – najlepiej jest przekonać do modlitwy różańcowej poprzez świadectwo swego wiernego praktykowania tej modlitwy i życia nią na co dzień. Zawsze gdy mam problem, to wyciągam różaniec. Odmawiam go z rana. Wszystko się wówczas układa. Jestem dowodem tego, że człowiek naprawdę zapracowany może odmawiać Różaniec codziennie – wszystkie cztery części. Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie mam czasu... Wręcz przeciwnie. Uwielbiam w samochodzie modlić się na różańcu. Tym, którzy mówią, że nie mają czasu na Różaniec, powtarzam: "Nie masz czasu, a trzy seriale i mecz obejrzałeś dzisiaj i ponad godzinę słuchałeś radia w samochodzie"...

- W tajemnicy zwiastowania w jakiś sposób staję się dla więźniów Archaniołem Gabrielem i pytam każdego z nich: "Czy chcesz żeby Bóg wszedł do twojego życia; czy chcesz, żeby zmienił ciebie i świat wokół ciebie ?". Zazwyczaj myślą oni: "Panie Boże, może chciałbym żebyś wszedł do mojego życia, ale... moja żona jest narkomanką, uzdrowisz ją ? Moja mama jest chora na raka, wiesz ?". Może być tak, że twoja żona zaćpa się na śmierć, mama też umrze... Ale Bóg to jest miłość, a prawdziwa miłość jest bezwarunkowa. Kochać można tylko bezinteresownie. Nie można zmusić do kochania ani kochać za coś; nie da się kupić miłości itd. Nasza prośba powinna brzmieć: "Panie Jezu, możesz uzdrowić moją żonę, ja mogę się zachwiać ale kochać Cię nie przestanę. Moja mama może umrzeć, ale ja i tak nie przestanę Cię kochać". Wtedy, o cokolwiek poprosisz Pana Boga, to dostaniesz. Jeśli jednak wygonisz Boga z domu, z rodziny, z serca, to nie mów, że to jest miłość...” (wg s.Violetty Ostrowskiej CSL – „Różaniec nr 11/2012 – tam znajdziesz całość).



„Nazywam się Andrzej Sebastian Guba, mam 38 lat i obecnie przebywam w więzieniu. Jest to mój piąty pobyt w takim miejscu, lecz tym razem z pełną świadomością mogę powiedzieć, że jestem wdzięczny Panu Bogu za to, że trafiłem tu teraz, mimo, że na wolności miałem wszystko: pracę, mieszkanie, dobre zarobki, nowoczesne sprzęty itp. To wszystko były jednak bzdury, bo tak naprawdę byłem zawsze więźniem na wolności. Liczyła się kasa i dobrobyt. Żyłem jednak bez Boga.

Dopiero tu doznałem całkowitej przemiany duchowej, tu znalazłem moją górę Tabor, tu spotkałem przyjaciela Piotra, który zabrał mnie na spotkanie grupy Odnowy w Duchu Świętym i na Mszę świętą. Od niego dostałem mój pierwszy w życiu różaniec. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez modlitwy różańcowej. Codziennie odmawiam wszystkie cztery tajemnice i jest to dla mnie błogosławieństwo, gdyż zmieniłem kajdanki policyjne na kajdanki Boże.

Często spotykam się z opinią, jak można "klepać" te "zdrowaśki" i przerzucać koraliki. Kiedyś myślałem podobnie. Uważałem wręcz, że jest to dobre dla starszych kobiet, a dziś bez tego nie wyobrażam sobie życia. Teraz mogę powiedzieć, że nie można żyć bez Boga i modlitwy. Wiem, że wiele osób powie, że w więzieniu nie można się nawrócić, i wiecie co ? Ja też kiedyś tak myślałem i śmiałem się z tych, którzy modlili się w więzieniu. Dzisiaj to ze mnie śmieją się i kpią. Byłem nawet wyzywany, używano wobec mnie strasznych wulgaryzmów, a ja uznaję dzisiaj to za doświadczenie i łaskę Bożą.

Wielu z was może powiedzieć o sobie, że żyje wiarą od dziecka. Ja w tej wierze nie żyłem pomimo chrztu świętego, Komunii, bierzmowania oraz katechezy. Nie czułem tej mocy. Dopiero tu, w więzieniu, Bóg uderzył we mnie całą swoją mocą i wywrócił moje życie do góry nogami. I to jest piękne. Niestety, Pan Bóg nie miał innego wyjścia jak "zaatakować mnie" w taki sposób. Wiedział, że inaczej nie przyniesie to skutku.

Pokazał mi, że wszystko, co mam, pochodzi od Niego. Mam tu na myśli dary – talenty Boże. Zwyczajne, ale jakże piękne. Okazuje się, że mam talent plastyczny – robię pewne ozdoby na kartkach i ludziom one się podobają. Mam również talent kulinarny (bardzo lubię gotować), lubię i potrafię szyć, bardzo lubię czytać książki i recytować. Sam nawet napisałem w więzieniu dwie książki o mojej przemianie duchowej. Napisałem też własne rozważania tajemnic różańcowych. Teraz wiem, że nic nie jest ode mnie, lecz od Boga wszystko pochodzi...

W marcu 2014 roku zmarła moja mama. Nie mogłem się z Nią pożegnać ani porozmawiać. To jest przykre, ale uważam i wiem to, że moja mama jest z Bogiem. Poprzez jej śmierć dokonało się maje całkowite uzdrowienie duchowe. Wiem, że jest szczęśliwa i dumna, że w końcu jej syn po długiej tułaczce powrócił do domu Ojca, gdyż żyć z Bogiem, to być w Jego domu... W związku ze śmiercią mamy straciłem wszystko, mieszkanie i cały dobytek, ale i tak czuję się szczęśliwy, ponieważ wiem, że nic na tym świecie nie jest w stanie zastąpić mi Bożej miłości...” („Nasze życie” nr 1/2015 – tam znajdziesz całość).


reprod. z „Różańca” nr 6/2007

„Mam na imię Wiesław, mam 26 lat i od pięciu lat przebywam w zakładzie karnym. W naszej kaplicy wisi obraz przedstawiający Jezusa, a u stóp Chrystusa widnieje napis: Jezu, ufam Tobie. Z biegiem czasu, za każdym spotkaniem obraz przykuwał moją uwagę. Nigdy się nie modliłem na spotkaniach, lecz rozważałem słowa pełne ciepła, które tam usłyszałem o naszym Panu Bogu. Właśnie na jednym z takich spotkań usłyszałem wyzwanie, abyśmy w podzięce Bogu odmówili tyle Różańców, ile mamy lat, na przykład 27 lat, to przez 27 dni raz dziennie Różaniec. Zdanie to utkwiło w mojej głowie na tyle, aby podjąć to wyzwanie. Postanowiłem uczciwie, z żarliwością podziękować Panu Bogu za swoje życie. Nie jest to łatwe, a wręcz przeciwnie, trzeba wiele siły, samozaparcia, silnej woli, aby nie dać się złym nawykom, swym słabostkom. Już wcześniej, przed spotkaniami Arki, wieczorami modliłem się, więc uważałem, że nie będzie to trudne. Bóg wie, jak bardzo się myliłem. Nie do mnie należy ocena, lecz poprzez modlitwę, poprzez to wezwanie zbliżyłem się do Boga. Dopiero teraz zauważyłem, jak wielkim byłem ślepcem, nie dostrzegając potęgi i siły modlitwy. Dziś bez modlitwy czułbym się jak bez posiłku, który daje siły i pozwala żyć. Dlatego z głębi serca pragnę podziękować Królowej Różańca świętego za zaproszenie do Wspólnoty Różańcowej św. Dobrego Łotra” (brat Wiesław, Zakład Karny Goleniów http://www.rozaniec.eu/index.php?m=RosaryArticles&a=ShowRosaryArticle&ra_id=6&cPage=20)

Niewolnik miłości Maryi

„Pochodzę z dobrego domu, w którym religijność i miłość były czymś naturalnym. Każdemu życzę takiej rodziny jaką miałem – kochających rodziców, brata i dziadków. W szkole również radziłem sobie bardzo dobrze, byłem osobą pozytywnie wyróżniającą się w nauce i zachowaniu. Jednak gdy byłem nastolatkiem, weszła w moje życie nieczystość i rozwiązłość. To były pierwsze czyny, które otworzyły mnie na wpływ złego. On wkroczył w moją codzienność z całą swoją mocą. Nie zostało we mnie nic czystego i pięknego. Teraz wiem, że zły wziął mnie na cel i przez 20 lat sukcesywnie niszczył, aż doprowadził do ostateczności. Ogrom grzechów, które się nagromadziły w moim życiu był tak wielki, że mnie przygniatał. Kradłem, włamywałem się, biłem, terroryzowałem, zabiłem. Prowadziłem życie próżne i chciwe, oparte na pożądaniach. Zło było wszędzie, otaczało mnie. Gdy nie mogłem już ze sobą wytrzymać, postanowiłem uciec – chciałem odebrać sobie życie. Moja gehenna skończyła się w jednej chwili, gdy z własnej i nieprzymuszonej woli poszedłem do spowiedzi w zakładzie karnym (odbywam karę pozbawienia wolności na 25 lat, z czego 9 mam już za sobą).

Nie szukałem Boga, nie zabiegałem o Niego. Przystąpiłem do spowiedzi, chociaż nie wierzyłem w moc Boga. Wiedziałem natomiast, że jestem przestępcą, który brał udział w napadach. Księdza zaś lekceważyłem. W czasie spowiedzi nie wiedziałem, co się ze mną dzieje – zacząłem łkać i płakać, odczuwałem żal, brakowało mi tchu. Po spowiedzi, która trwała 45 minut, stałem się innym człowiekiem. Kiedy kapłan uczynił nade mną znak krzyża, poczułem, jak skorupa zła pękła i opadła ze mnie. W końcu byłem wolny. Moją duszę wypełniła radość i szczęście, gdy usłyszałem słowa: "I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego". Wolność od zła, to wspaniałe uczucie. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłem. Wszystko się poukładało. Było tak, jakby ktoś w bardzo ciemnym pokoju zapalił lampę. Wiem teraz, że to Pan Bóg zapalił lampę w moim sercu.

Rozpocząłem nową drogę życia – Bożą drogę. Zapragnąłem być dzieckiem Bożym, całym sercem przylgnąłem do Matki Najświętszej poprzez akt zawierzenia. Chłonąłem duchowość i pokorę maryjną całym sobą. Zapłonąłem wielką miłością do Matki Bożej i do nabożeństwa różańcowego. Nie wyobrażałem sobie modlitwy bez różańca. Mój różaniec, który mam od 6 lat (dokładnie tyle czasu upłynęło od uratowania mnie przez Boga), jest wyściskany, wycałowany, towarzyszy mi zawsze i wszędzie.. To mój skarb. Tajemnice różańcowe przeplatają się w mojej codzienności. Rozważam je według Pisma Świętego. W szarym więziennym życiu znajduję w modlitwie różańcowej wszystko, a szczególnie to, czego się nie spodziewałem. Osoby, które modlą się na różańcu, wiedzą, co mam na myśli, a te, które jeszcze nie zaczęły tej praktyki, proszę, niech same się o tym przekonają. Nic nie stracą, a zyskają wiele.

Dwa lata temu ksiądz kapelan założył małe koło "Węzełek"i poprosił siostry zakonne żeby nauczyły nas robić specjalne różańce – nie z drewna czy koralików, ale ze specjalnych sznurków. Wykonanie jednego zajmuje ok. 3 godz.. Dzięki księdzu kapelanowi, który zaopatruje mnie w sznurki i krzyżyki, robię takie różańce i rozdaję je osadzonym jako moje małe zadośćuczynienie, a że kocham Matkę Najświętszą, pragnę rozpowszechniać to nabożeństwo. W celi i na spacerze razem się modlimy. Moi bracia tutaj, w zakładzie karnym, bardzo potrzebują Boga. Pod opieką Boga i Matki Najświętszej, która jest Matką każdego z nas, chcę przeżyć resztę życia z różańcem w ręku. Staram się o wstąpienie do wspólnoty zakonnej...” (Przemek 40 lat – „”Różaniec” nr 10/2015 – tam znajdziesz całość).



Podczas swojej wieloletniej posługi Jan Tul [Prezes Fundacji Tulliano, która prowadzi akcję „Różaniec dla więźnia”] doświadczył licznych cudów, które zdarzyły się za więziennymi murami. Mówi: „Nie jest łatwo żyć za kratami. Wielu osadzonych nie może pogodzić się z karą, którą przyszło im odbyć, innym sumienie nie pozwala zaznać spokoju. Pamiętam więźnia, który próbował skończyć ze sobą kilka razy. Połykał łyżki i inne przedmioty. Gdy akurat przybyłem do tego więzienia z różańcami, próbował targnąć się na swoje życie po raz kolejny. Wszystko przygotował, stryczek, krzesło, wystarczyłoby, żeby je kopnął i byłoby po nim. Gdy pracownik więzienia wszedł do celi, desperat stał na krześle, a w ręce trzymał różaniec. Nie skoczył. Zaczął płakać”. Innym razem pan Jan trafił do więźnia, który zachowywał się jak opętany. „Przybyłem do niego z różańcem, a z jego ust płynął taki potok bluzgów pod adresem Boga, że jeszcze nigdy czegoś takiego nie słyszałem. Postanowiłem jednak, że się za niego pomodlę. Ja odmawiałem różaniec, a on szalał. Gdy został przywiązany, tak się wyrywał, że poranił sobie ręce. Ale nie ustępowałem. Modliłem się coraz gorliwiej i (...) człowiek ten uwolnił się od mocy szatana. Walczyłem o niego, a Chrystus go uwolnił”. (Ita Turowicz).

Źródło: http://www.sieradz-praga.pl/index.php?mact=News,cntnt01,print,0&cntnt01articleid=408&cntnt01showtemplate=false&cntnt01returnid=244

***

Trzy filmy „Tajemnica Nowenny Pompejańskiej” otrzymały od autorów bezpłatną licencję na odtwarzanie w zakładach karnych.

Z MARYJĄ RATUJ CZŁOWIEKA


reprod. z kartki

W sierpniu 2015 roku, na Jasnej Górze powstało Dzieło Modlitwy „Z Maryją ratuj człowieka”. Jest to odpowiedź na nasze zobowiązanie złożone 26 sierpnia 1956 r. w Jasnogórskich Ślubach Narodu: „Matko łaski Bożej ! Przyrzekamy Ci strzec w każdej duszy polskiej daru łaski jako źródła Bożego życia. Pragniemy, aby każdy z nas żył w łasce uświęcającej i był świątynią Boga, aby cały Naród żył bez grzechu ciężkiego, aby stał się Domem Bożym i bramą Niebios, dla pokoleń wędrujących poprzez polską ziemię – pod przewodem Kościoła katolickiego – do Ojczyzny wiecznej: Królowo Polski, przyrzekamy !…”

Dzieło „Z Maryją Ratuj Człowieka” [bardzo podobne do duchowej adopcji dziecka poczętego], podejmuje modlitwę wstawienniczą w intencji osób zagubionych w grzechu śmiertelnym, daleko od Boga. Każdy więc, z członków dzieła, codziennie wstawia się do Boga w intencji jednej, znanej tylko Bogu, osoby, o której Bóg wie, że jej zbawienie jest zagrożone. Narodziliśmy się, aby nie tylko żyć na ziemi, ale aby żyć wiecznie. Żyjemy nie tylko dla siebie, ale tak naprawdę, tyle życia mamy w sobie ile go stracimy dla innych.

Modląc się o czyjeś nawrócenie, stale musisz pamiętać, że ty również potrzebujesz nawrócenia... [dlatego] nigdy w swoich myślach, czy słowach nie określaj go: „grzesznik”. Nie wiesz dlaczego zagubił się i wcale nie musi być większym grzesznikiem od ciebie. Módl się ze świadomością, że tym nieznanym człowiekiem możesz być ty sam. Nie wiesz przed jakimi próbami staniesz jeszcze w swoim życiu. Nie bądź więc nigdy pewien ani swojej wiary, ani wierności Bogu... Nie ograniczaj swojej troski o nawrócenie tego nieznanego ci człowieka do odmówienia krótkiej modlitwy. Tego człowieka dał ci sam Bóg, aby modlitwa przyczyniła się do jego zbawienia. Pamięć o nim musi być obecna w każdej twojej modlitwie. Gdy kiedyś spotkasz się z nim w niebie, będzie twoją radością.

Zatem „Otocz modlitwą jednego, znanego Bogu, zagubionego człowieka. Twoja ufna i wierna modlitwa otworzy mu drogę do nieba !”.

Przyłącz się do Wspólnoty Modlitwy ! Tego dnia, kiedy po raz pierwszy odmówisz codzienną modlitwę Wspólnoty, stajesz się jej członkiem.. Przestajesz być żywym członkiem Wspólnoty w dniu, w którym poprzez własną, suwerenną decyzję przestaniesz się modlić. Członkowie Wspólnoty nie przestaną się jednak modlić za ciebie.

CODZIENNA MODLITWA CZŁONKÓW WSPÓLNOTY

„Z MARYJĄ RATUJ CZŁOWIEKA”



Za siebie: „Boże Ojcze, spraw, abym stał się prawdziwym uczniem Twojego Syna Jezusa Chrystusa. Miał to samo pragnienie co On, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni. Dlatego staję przed Tobą i błagam, abyś udzielił mi daru modlitwy o nawrócenie człowieka, którego Ty sam wybrałeś. Amen”.

Za człowieka wybranego przez Boga: „Boże Ojcze, proszę Cię, aby moc płynąca z Krzyża Jezusa Chrystusa, cierpienia i wstawiennictwo Jego Bolesnej Matki oraz wstawiennictwo wszystkich świętych, przyniosły nawrócenie człowiekowi, którego powierzyłeś mojej modlitwie. Ratuj Go, Panie ! Amen”.

Ojcze nasz… Zdrowaś Maryjo… Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu…

Za innych członków wspólnoty i o pomnożenie ich liczby: „Pod Twoją obronę...”

Każdy członek Wspólnoty modli się o zbawienie człowieka wybranego przez Boga. Jednak jej członkowie, jeśli są sobie znani, mogą i nawet powinni spotykać się, aby wspólnie odmówić różaniec, uczestniczyć w Eucharystii, czytać Pismo Święte i je rozważać. O częstotliwości tych spotkań decydują sami członkowie, ale byłoby wskazane, aby odbywały się co najmniej raz w tygodniu...

***

Gdy rozpoczniesz już taką codzienną modlitwę, przekazuj informację o tej modlitwie bliskim i znajomym, ale w taki sposób, aby nie czuli się zniewoleni. Decyzję o modlitwie każdy musi podjąć w pełnej wolności ducha.

Źródło: http://ratunek.jasnagora.pl/?page_id=5 – tam znajdziesz całość artykułu, natomiast szczegółowe informacje o dziele modlitwy „Z Maryją ratuj człowieka” - na stronie www.ratunek.jasnagora.pl



„Na Watykanie w Kaplicy Sykstyńskiej jest ogromny obraz, namalowany na wielkiej ścianie - Przedstawia Sąd Ostateczny. Mnóstwo postaci, Chrystus, u Jego boku Maryja, aniołowie, Apostołowie i rzesze ludzkie, podnoszące się z tej ziemi ku niebu. Ale jeden fragment szczególnie nas zastanawia - oto potężny Duch Boży dźwiga z otchłani człowieka, uczepionego do różańca. Dźwiga go na różańcu ! Wielki mistrz Odrodzenia, Michał Anioł Buonarroti, miał widocznie tak żywą wiarę w potęgę różańca, że umieścił go w najwspanialszym dziele malarstwa chrześcijańskiego, jakim jest Sąd Ostateczny w Kaplicy Sykstyńskiej” (Sługa Boży Stefan Wyszyński).

wróć do strony głównej