wróć do strony głównej


YCHOWANIE RÓŻAŃCOWE



„Jak człowiek chowa się na kolanach matki i prawdziwie dojrzewa, jeśli ma matkę mądrze wychowującą, tak i chrześcijanin, jeśli zauważy swoją relację z Maryją jako Matką i pozwoli się Jej wychowywać, rozwija się i dojrzewa w pełni chrześcijańskiego życia. Maryja, która wychowała na sposób ludzki Jezusa, będzie umiała i nas wychować po chrześcijańsku. Modlitwa różańcowa stanie się dla nas szkołą Maryi, w której wychowujemy się w atmosferze modlitwy, rozmyślania, pracy wewnętrznej, w poddaniu się wpływowi Ducha Świętego uświęcającego ludzi pokornych” (ks.Teofil Hermann CM).



Święta Urszula Ledóchowska powiedziała kiedyś, iż: „Na kolanach świętej matki wychowują się święci”. I rzeczywiście, tak najczęściej bywa. Ona sama wychowała się w rodzinie, w której oboje rodzice byli głęboko religijni, „oboje żyli wiarą, z której wyrastała ich miłość do Boga i bliźniego...”. „Kiedy patrzyłyśmy na matkę, zawsze pogodną, dobrze spełniającą swoje obowiązki – wspomina córka, dziś błogosławiona Maria Teresa – to zawsze wyczuwałyśmy, że jest to wynik jej obcowania z Bogiem”.

„Jej ulubioną modlitwą – wspomina inna córka, Franciszka – był Różaniec, który często odmawiała w kościele. Gdy już była stara i schorowana, nie chciała, aby ją przywożono końmi, ale szła sama, albo córki prowadziły ją pod ręce”. I tę miłość zaszczepiła swoim dzieciom. „Jak tylko sięgnę pamięcią wstecz – znowu wspomina Maria Teresa – przypominam sobie niebieski, już zużyty klęcznik, pokryty aksamitem, gdzie obok ukochanej matki, codziennie rano i wieczorem, składałyśmy dziecięce rączki do odmawiania "Zdrowaś Maryja"... (ks.Stanisław Wiśniowski „Rodzina Bogiem silna”).

Wielu świętych, którzy mieli szczęście odebrać dobre wychowanie religijne, wyniosło ze swych domów rodzinnych upodobanie do modlitwy, zwłaszcza do modlitwy różańcowej. Ale najbardziej wyrazistą postacią „matki w Duchu Bożym”, w dodatku samotnej matki, jest matka świętego Jana Bosko - Małgorzata.

Po śmierci męża sama wychowywała troje dzieci w taki sposób, że „Bóg był kimś bliskim w rodzinie Bosko. Małgorzata nie umiała czytać ani pisać, ale znała na pamięć całe rozdziały Starego Testamentu i Ewangelii. Wierzyła, że trzeba koniecznie modlić się, to jest rozmawiać z Bogiem, by nabrać sił do życia i do dobrych uczynków. „Gdy byłem jeszcze bardzo mały- pisze ks.Bosko – sama uczyła mnie modlitw. Kazała mi klękać rano i wieczorem z braćmi, i wspólnie odmawialiśmy modlitwy”. Ponieważ ksiądz mieszkał daleko, więc matka nie czekała aż znajdzie on czas i przyjdzie, by nauczyć dzieci katechizmu, tylko sama uczyła swoich synów:

Co musi robić dobry chrześcijanin zaraz po obudzeniu się ? – pytała.

Znak krzyża świętego – odpowiadali.

Co musi uczynić dobry chrześcijanin gdy wstanie i ubierze się ?

Jeżeli może, powinien uklęknąć przed jakimś świętym obrazem i wzbudzając sercem akt wiary w obecność Boga, powiedzieć pobożnie: Wielbię Cię, mój Boże.

Co należy robić przed pracą ?

Ofiarować Bogu swój trud...

Jedną z pierwszych praktyk religijnych, w których uczestniczył, było odmawianie Różańca. W tamtych czasach była to modlitwa wieczorna wszystkich chrześcijan. Powtarzając pięćdziesiąt razy "Zdrowaś Maryjo", także i wieśniacy z Becchi "prowadzili rozmowy" z Madonną, bardziej matką niż królową. W czasie przesuwania ziarenek różańca, myśl modlących się biegła często ku dzieciom, polom, ku życiu, ku śmierci. Janek też zaczął w ten sposób rozmawiać z Maryją i wiedział, że Ona patrzy na niego i słucha go” (Teresio Bosco „Spełniony sen” – patrz bibliografia). Ale i u nas, w naszym kraju, były rodziny, które czerpały moc z Różańca i tak wychowywały swe potomstwo od małego.


OD POCZĘCIA


reprod. z "Czasu Serca" nr 5/2015

Kilka lat temu żona ciągle męczyła mnie pytaniem: "Widzisz, jak mi się brzuch rusza?". Coś tam się ruszało, ale niewiele. Od pewnego czasu siedziała w nim mała Marta. Gdy miała kilkanaście tygodni do "wyjścia", naszła nas myśl (lepiej późno niż wcale): a może oddać dziecko pod opiekę Maryi? "Prosimy Cię, Matko, połóż swe dłonie na główce naszego dziecka i pomódl się nad nim..." - poprosiliśmy. Od pewnego czasu nurkująca w wodach płodowych Marta nie dawała żadnego znaku życia. Zaczęliśmy się poważnie obawiać. Odmówiliśmy pierwszą zdrowaśkę i nagle brzuch Doroty dosłownie oszalał. Dziecko zaczęło w nim skakać jak piłeczka. To techno party trwało dość pokaźną chwilę. Nas oczywiście zamurowało. Opowiedziałem o tym o.Augustynowi Pelanowskiemu: "Dziecko jakby tańczyło - mówię". Zaczął się strasznie śmiać. "Powiedziałeś: tańczyło? Kiedy Maryja (w ciąży) udała się wysoko w góry do Elżbiety (też w ciąży), to maluteńki Jan Chrzciciel na ten widok zaczął... tańczyć w brzuchu!". Ewangelia wspomina: "Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę". W oryginale zamiast słowa "poruszyło się", jest "tańczyło"! To ciekawe: Elżbieta wydała okrzyk radości wtedy, gdy przypomniał jej o tym kopniakiem mały Jan. I dopiero wtedy napełnił ją Duch Święty.

Czy nienarodzone dzieci potrafią wyczuwać obecność Maryi ? Tak - odpowiada Czesław Mauer, szef hurtowni książek katolickich i wydawnictwa Emmanuel. - Zanim narodził się nasz Franuś, wyczytaliśmy w jakiejś książce, że jeżeli dziecku, które jest jeszcze w łonie matki, śpiewa się codziennie jakąś kołysankę, to po urodzeniu ono na nią znakomicie reaguje: rozpoznaje dźwięki, uspokaja się, wycisza. W pewnym momencie zorientowaliśmy się, że naszą "kołysanką" jest Różaniec, który i tak codziennie odmawiamy z pozostałymi dziećmi. Zaczęliśmy regularnie go odmawiać przed rokiem, gdy moja żona Terenia była w ciąży. Miała problemy zdrowotne, musiała leżeć. Nie wiedzieliśmy, czy donosi tę ciążę. Baliśmy się bardzo o jej zdrowie. Zaczęliśmy systematyczny różańcowy szturm do nieba. Franuś urodził się cały i zdrowy. Gdy trafił już do domu, a żona wzięła go wieczorem na ręce, zaczął płakać, kręcić się, marudzić. Zaczęliśmy odmawiać Różaniec, a on bardzo się uspokoił. Rozpoznał swoją "kołysankę".(Marcin Jakimowicz „Gość Niedzielny” nr 40/2008).

„Miłość do Różańca i pragnienie jego częstego odmawiania, zawdzięczam łasce Bożej danej mojej mamie Helenie. Wiele lat temu, kiedy miałam się urodzić, lekarz oznajmił jej, że właściwie, to nie ma szans na to, aby dziecko urodziło się żywe. Bardzo zachęcał, aby mama dokonała aborcji. Miała wówczas czterdzieści lat, a ja byłam jej pierwszym dzieckiem. Mój ojciec też zachęcał ją do pozbycia się dziecka. Później, kiedy byłam starsza, powiedziała mi: „Modliłam się do Matki Najświętszej gorąco na różańcu świętym. Ofiarowałam ciebie i siebie tej dobrej Matce Niebieskiej”...” (Teresa z Warszawy „Zwycięstwo przychodzi przez Różaniec” – patrz bibliografia).

"Różaniec ma od dziecka wnikać w nas i niewidzialnie działać, ściągając łaski. Nie wystarczy Różaniec odmawiać, trzeba według Różańca wychowywać - tworzyć zupełnie nowy ideał bo Różaniec wychowuje i kształtuje zupełnie inne ideały"(MB do Barbary Kloss).

"Kiedy zaczęła się Pańska przygoda z różańcem ? -spytał Krzysztof Jędrzejewski w wywiadzie z Janem Budziaszkiem, znanym perkusistą zespołu "Skaldowie". "Mogę powiedzieć, że przed moim narodzeniem - odpowiedział pytany - kiedy moja Mama ofiarowała mnie Matce Bożej, a później przez całe życie odmawiała trzecią tajemnicę bolesną w mojej intencji, "żeby Janek nie wstydził się przyznawać do Pana Jezusa" ("Królowa Różańca Świętego" nr 1/2015).

SŁOWA UCZĄ...



„Dobry Bóg pozwolił mi urodzić się w różańcowej rodzinie. Kiedy w dzieciństwie zaczynałem używać rozumu i przebudziłem się do odpowiedzialności wybrania Boga i bycia z Nim albo przeciw Niemu, słowa i przykład moich rodziców tworzyły wrażenia, które pozostały ze mną do końca życia. Każdego wieczoru rodzice gromadzili nas - dziewięcioro dzieci -wokół siebie na wspólną modlitwę różańcową... Do naszych uszu dochodził dźwięk ich głosów, kiedy mówili: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje..." i „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna. Pan z Tobą". Dziękowaliśmy Panu za to, co przyniósł dzień, chwaliliśmy Go, wielbiliśmy, uznawaliśmy za głowę naszego małego domku.

Taki był przykład dawany dziewięciorgu dzieciom wieczór za wieczorem, przez cały czas, jak długo przebywaliśmy w domu. Byliśmy pewni, że Bóg dał nam ojca i matkę, którzy są prawdziwymi przewodnikami, za którymi iść możemy bez obaw i że nasz dom znajduje się pod opieką Najświętszej Matki i Jej Syna” (o.Patryk Peyton – twórca i apostoł Światowej Krucjaty Różańca Rodzinnego, kandydat na ołtarze).

Peter John Sheen czyli Fulton John Sheen (1895-1979) – amerykański duchowny katolicki, który swoją duchowość ukształtował w domu rodzinnym, w rodzinie średniozamożnych rolników. Miał trzech braci, a wszyscy ich synowie wyróżniali się ogromną inteligencją. Rodzice byli bardzo religijni i wspólnie z dziećmi co wieczór odmawiali Różaniec. Już od najmłodszych lat Peter służył jako ministrant w miejscowym kościele, przeto nic dziwnego, że odnalazł się w powołaniu duchownym, gdzie dał się poznać jako człowiek nieprzeciętny.

Szeroki rozgłos zyskał jako kaznodzieja, rekolekcjonista i nauczyciel. Od 1930 prowadził audycję radiową, której słuchało 4 miliony Amerykanów. Głośne były nawrócenia ważnych osobistości pod wpływem jego nauk radiowych. A odkąd, w 1951 roku, został biskupem pomocniczym, rozpoczął cykl cotygodniowych programów telewizyjnych pt. Life is Worth Living. Audycja biła rekordy popularności. Był to cykl wykładów na różne tematy prowadzone przez biskupa na żywo. 21 października 1966 został biskupem Rochester...

Do końca życia znany był jako płomienny mówca, a kazania które głosił przyciągały tłumy. Zachowało się wiele nagrań z jego wystąpień. Napisał 66 książek i wiele artykułów... Tempa życia nie zwolnił nawet gdy okazało się, że jest chory na serce. Podczas wizyty Jana Pawła II w Nowym Jorku w październiku 1979 Sheen został nazwany przez papieża “wiernym synem Kościoła”. Zmarł 2 miesiące później w swej kaplicy przed Najświętszym Sakramentem. W 2002 otwarto jego proces beatyfikacyjny. 28 czerwca 2012 roku Benedykt XVI zatwierdził dekret o heroiczności cnót arcybiskupa. Od tego momentu przysługuje mu tytuł Czcigodny Sługa Boży. A wszystko zaczęło się od różańcowego wychowania. (Wg https://pl.wikipedia.org/wiki/Fulton_Sheen).



„Moja babcia miała dziewięćdziesiąt lat; dwoje niebieskich przepięknych oczu na przemiłej i łagodnej twarzy pokrytej pajęczyną głębokich zmarszczek. Była osobą dość szorstką w obyciu, spracowaną, z bagażem doświadczeń, w których nie brakowało łez, wyrzeczeń i pracy dla innych. Każdego ranka punktualnie przychodziła na Mszę. Siadywała w ostatniej ławce, w nawie po lewej stronie. Często była oprócz księdza jedyną uczestniczką Eucharystii. Teraz leżała sparaliżowana. Rankiem, kiedy słyszała dzwony, dostawała konwulsji. Często znajdowaliśmy ją na podłodze, tak silne było przyzwyczajenie umocnione w niej od dziesiątek lat, by wyskoczyć z łóżka na dźwięk dzwonów wzywających na Mszę. Na szczęście paraliż oszczędził jej jedną rękę. Tę, którą przesuwała Różaniec.

Gdy byłem w seminarium, mówiła: – "Ucz się, jesteś pierwszy i jedyny w rodzinie, do którego uśmiechnęło się takie szczęście… Ja jestem analfabetką, nigdy nie miałam możliwości pójścia do szkoły, ale umiem się modlić, wiesz ? Pan mnie rozumie, nawet wtedy, kiedy mówię niedorzeczności". I podzwaniała masywnym Różańcem z koralami wytartymi od przesuwania – "Zawsze dla ciebie, zapamiętaj to dobrze" – mówiła surowo. W tych słowach słyszało się karcący ton, prawie grożący: uważaj, by nie zdradzić, by nie zniweczyć tej modlitwy. Staraj się stanąć na wysokości zadania. Podczas mojej pierwszej Mszy nie siedziała w ławkach przykrytych aksamitem. Dostrzegłem ją w głębi kościoła, siedziała na tym samym co zawsze miejscu, w nawie po lewej stronie. Długi czarny welon osłaniał jej pooraną zmarszczkami twarz. Nie odrywałem od niej wzroku. Bardzo dobrze wiedziałem, że moje kapłaństwo miało związek z którymś przebytym przez nią kilometrem paciorków Różańca, zniszczonych nieustannym przesuwaniem w palcach.

Kilka lat później miałem ją przed sobą, leżała w wielkim żelaznym łóżku. Kiedy nadeszła chwila namaszczenia rąk nie miałem odwagi wypowiedzieć słów: „przez święte namaszczenie i przez swoje pobożne miłosierdzie, niech Pan ci przebaczy wszystkie winy, których dokonałaś dotykiem”. Słowa te wydawały mi się nie na miejscu. Czyż winą mogło być zużycie – któż może zliczyć ilu – Różańców ? Pochyliłem się po prostu, by ucałować te ręce, ściskające – jak zwykle – podniszczony już Różaniec. Wyszeptałem: – Dziękuję – Amen – odpowiedziała pogrążona w myślach babcia Józefina; tylko jej oczy zabłysły jakby w porozumieniu. Nie mogę zapomnieć Różańca babci Józefiny. Ktoś być może określi to jako „przestarzały sentymentalizm”. Nie obchodzi mnie to. A poza tym, w takich czasach jak nasze, jeśli jest coś, co jest przestarzałe, to jest to z pewnością nieczułość, nie sentymentalizm.

Teraz moja mama. Zdarzało się dość często, że wracałem do domu w środku nocy pijany autostradą, zmęczeniem, sennością, podróżą, która była dramatem z powodu mgły jak wata. Kiedy tylko przekraczałem próg domu, gasła lampka w jej pokoju. Wydawało mi się, że słyszę charakterystyczny odgłos wielkiego Różańca odkładanego na szafkę. Mogła nareszcie zasnąć z westchnieniem ulgi. I tym razem wszystko dobrze się skończyło. Nie straciła mnie z oczu w mrokach nocy i mgły, prowadziła mnie tym domowym radarem, kto wie, ileż razy pieszczonym drżącymi dłońmi” (Alessandro Pronzato - kapłan, wybitny włoski pisarz katolicki, dziennikarz, rekolekcjonista, autor ponad stu książek z duchowości chrześcijańskiej i biblijnej –wg http://www.katolik.pl/rozaniec,1584,4).



„W moim domu te koraliki były dobrze znane dzięki babci. To od niej, od najmłodszych lat słyszałam, że w każdym ziarenku różańca ukryta jest wielka tajemnica. Jako małe dziecko siadałam blisko rozgrzanego pieca kaflowego obok babci, gdy każdego dnia odmawiała Różaniec. Pytałam ją wtedy dlaczego to robi i czy nie jest jej nudno codziennie mówić to samo.

Dla mnie Różaniec nie był niczym ciekawym. Drewniany, ciemny, a na dodatek taki duży. Nie rozumiałam wtedy, co babcia w nim widzi. Mimo tego, moja ciekawość nie ustawała. Pewnego dnia usłyszałam: "Widzisz, bo w każdym ziarenku dzieje się pewna scenka..." i babcia opowiedziała mi każdą tajemnicę. Tak poznałam Ewangelię.

Z czasem babcia rozszerzała opowieści o mocy Różańca. Opowiedziała mi, jak ważne są dzieci, bo to właśnie im objawiała się Maryja i prosiła je, by modliły się na różańcu. Babcia dzieliła się także tym, że w trudnych chwilach Różaniec był dla niej ratunkiem i nadzieją. Słuchałam jej opowiadań, że gdzie panował głód, tam dzięki modlitwie różańcowej pojawiał się chleb, gdzie był lęk, znajdowało się schronienie, gdzie było cierpienie, tam odkrywano moc radzenia sobie z nim... w śmierci widziano nadzieję na życie wieczne...” (Honorata. Anglia (ŚDM 2016) „Ziarenka różańca” - „Różaniec” nr 10/2016 – tam znajdziesz całość).



„Codziennie modlimy się w domu. W ciągu tygodnia w różnym składzie, bo tata w pracy, my w szkole, ale w weekend siadamy wspólnie i odmawiamy go całą szóstką [rodzice i 4 dzieci]. Kiedyś odmawialiśmy tylko jeden dziesiątek dziennie, solidarnie z mamą, która jest w kółku różańcowym.... Po latach mama zapragnęła, żebyśmy odmawiali całą część, odpowiednią dla danego dnia. Mniej lub bardziej chętnie przystaliśmy na tę propozycję, ale po okresie próbnym spodobał nam się ten pomysł i wspólny Różaniec stał się nieodłączną częścią każdego dnia.

Oczywiście wiadomo, że dzieciom najtrudniej wysiedzieć 30 minut w jednym miejscu, mając w perspektywie grę w piłkę lub inne atrakcyjne zajęcia. Ale dla Maryi znajdujemy czas. Często też Różańcem wypełniamy takie momenty dnia, które normalnie wykorzystalibyśmy zupełnie bezsensownie. Świetnym przykładem jest chociażby jazda samochodem. Zamiast kiwać głową w rytmie nowego przeboju radiowego, bierzemy za rękę naszego różańcowego przyjaciela i wszyscy razem się modlimy...

Nasza przygoda różańcowa nie toczy się tylko za zamkniętymi drzwiami domu czy samochodu, z przyjemnością włączamy się w różne różańcowe akcje w naszej wspólnocie parafialnej. W każdą pierwszą sobotę po porannej Mszy świętej, uczestniczymy w Różańcu wynagradzającym Maryi. Również nabożeństwa różańcowe w październiku, rzadko kiedy odbywają się bez naszej obecności (nie chcemy przegapić tak wyjątkowego spotkania z Maryją), a od niedawna w naszej parafii organizowane są nabożeństwa fatimskie, podczas których odmawiany jest Różaniec pokutny, w który włączamy się z ogromną radością, zwłaszcza że zbliżamy się do setnej rocznicy objawień fatimskich, więc każde z nas chce się dobrze do niej przygotować” (Ola 18 lat „Różaniec odmawiany sercem” – „Różaniec” nr 10/2015 – tam znajdziesz całość).



„Od zawsze znałam różaniec, dostałam go już jako prezent z okazji chrztu. Taka jest przecież polska tradycja: dziecku, noworodkowi, daje się różaniec i – jeśli jest to dziewczynka – medalik, jeśli chłopczyk – krzyżyk. Do Pierwszej Komunii Świętej wszystkie dzieci w Polsce dostają różaniec. Więc to nie jest tak, że ktoś, gdzieś spotyka różaniec dopiero na późniejszym etapie swego życia. Każdy go dostaje... (Wanda Półtawska „Biuletyn informacyjny Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę” V-VI 2013).

„Dwa tygodnie temu był tu jeden z ministrów obecnego rządu. Ważny minister z żoną. I mówił mi: „Ojcze, u nas w rodzinie mamy kilkoro dzieci. Codziennie modlimy się i nie ma dnia bez Różańca. Każdego dnia z dziećmi razem”. Żona mówiła: „Dziwne są drogi Boże, staramy się wypełniać Jego wolę, staramy się ją rozpoznawać. Czasem sami się dziwimy, jakimi drogami Bóg nas prowadzi” (o.Roman Majewski przeor Jasnej Góry –„Biuletyn informacyjny Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę” V-VI 2013).

„Odkąd pamiętam, od ok. czwartego roku życia, cała moja rodzina: ojciec, mama, dwie siostry, ciocia i ja odmawialiśmy w domu Różaniec. Tak było zawsze, przez całą okupację, a nawet podczas całego Powstania Warszawskiego. Modliliśmy się razem, na głos. Po odmówieniu wszystkich tajemnic Różańca modliliśmy się Litanią Loretańską, potem przychodziła kolej na Pod Twoją obronę, a na końcu była modlitwa za zmarłych. Ten zwyczaj rodzinny wywarł wpływ na całe moje późniejsze życie, a tradycja wspólnej modlitwy z pewnością mnie ukształtowała. Dziś mogę powiedzieć, że ten domowy Różaniec był chlebem dla duszy” (Jan Kobuszewski, znany aktor telewizyjny i teatralny. Wysłuchała: Milena Kindziuk „Niedziela” Ogólnopolska nr 43/2005).

„Zabrałem kiedyś swego pięcioletniego wnuczka Kubę na rezurekcję, aby od wczesnych lat zaznajomił się z tradycją katolicką. Dałem mu do ręki różaniec, aby się modlił, bo czytać jeszcze nie potrafił. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że nie znał jeszcze modlitwy różańcowej. Z mojego nabożnego skupienia wyrwał mnie jego cichy szept: - Dziadek, jak się odmawia Różaniec ? Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, ze popełniłem wobec niego gafę. Aby ratować swój autorytet, kazałem mu odmawiać Różaniec w szczególny sposób. Prosiłem, aby na każdym koraliku różańca odmawiał dobrze mu znaną modlitwę "Aniele Boży, stróżu mój". W pewnym momencie zauważył go kapłan oczekujący w konfesjonale penitentów. Przywołał go i zapytał: - Co ty robisz ? - Modlę się na różańcu – usłyszał w odpowiedzi. Trochę zaskoczony kapłan pokiwał głową, ale że niejedno zapewne widział już w życiu , dał spokój i ponownie zanurzył się w modlitwie. W ten sposób Kuba, przez roztrzepanie swego dziadka, odmówił pierwszy w życiu Różaniec. Teraz ma już 15 lat i należy do męskiej Róży różańcowej” (Lucjan „Różaniec” nr 9/2003).



„Kiedy kładłam moje dzieci do snu, tak zwyczajnie je całowałam, robiłam na czole dziecka znak krzyża i kładłam je do łóżeczka. Sama zaś siadałam obok, brałam do rąk różaniec i odmawiałam go półgłosem. Tą modlitwą wyciszałam siebie i dziecko, które spokojnie wówczas zasypiało. Kiedy dzieci podrastały, modlitwa różańcowa nadal trwała. Ale odmawiałam ją już z dziećmi i za dzieci. Dzisiaj Bogu i Matce Różańcowej dziękuję za... dobre dzieci, dobre życie, synowe oraz wnuki” (Matka ze Śląska „Zwycięstwo przychodzi przez Różaniec” jw.).

„Moi ukochani rodzice – wcześniej niż abecadła – nauczyli mnie kochać Maryję świadectwem swego życia... Od najmłodszych lat nauczyłam się odmawiać Różaniec, modląc się razem z rodzicami i dziewięciorgiem rodzeństwa. A potem, na wszystkich etapach życia i aż dotąd, stał się on moim nierozłącznym przyjacielem...” (s.Genowefa ze Wschowej „Zwycięstwo przychodzi przez Różaniec” jw.).

„Nigdy nie zapomnę moich dziecięcych lat, gdy w domu rodzinnym każdy wieczór kończył się wspólnym odmówieniem cząstki różańca świętego. I to nie tylko w październiku, ale przez cały rok. Może dla nas, dzieci, było to nieraz trudne, może chciało się spać, ale jednak rodzice nasi czuwali, aby dzień kończył się różańcem” (Sługa Boży Stefan Wyszyński).

„Różaniec odmawiam od najmłodszych lat. Cokolwiek działo się w moim życiu dobrego czy złego, w rękach był zawsze różaniec. Był on moją deską ratunku” (Barbara Elżbieta Maria z Zielonej Góry” „Zwycięstwo przychodzi przez Różaniec” jw.).

„Pięknej modlitwy różańcowej, o ogromnej mocy, nauczyła mnie moja mama. I ta modlitwa towarzyszy mi przez całe życie. Z dzieciństwa pamiętam wspólny Różaniec całej rodziny w maju i w październiku. Ta długa modlitwa -–przyznaję – wówczas trochę męczyła, lecz kiedy przyszły ciężkie chwile w moim życiu, zawsze do niej wracałam...” (Anna z Gdańska „Zwycięstwo przychodzi przez Różaniec” jw.).

„W różańcu i poprzez różaniec znalazłem „łaskę drogi i prawdy”. Nie pamiętam, kiedy matka nauczyła mnie podstawowych modlitw różańcowych: Ojcze nasz, Zdrowaś, Maryjo i tajemnic różańcowych. Zrosły się one od początku z nurtem mojego życia...” (o.Julian Różycki OP http://www.rozaniec.eu/index.php?m=RosaryArticles&a=ShowRosaryArticle&ra_id=6).

Od kiedy mogę sięgnąć pamięcią odmawiałem Różaniec. Do dzisiaj pamiętam wieczorne oczekiwanie na powracającego z pracy tatę. Gdy wracał do domu, cała rodzina gromadziła się przy zapalonej świecy, aby wspólnie odmówić, jak my to mówiliśmy- paciorki...” (Al.Piotr Śliżewski zelator Bractwa Różańcowego http://seminarium.zp.pl/zywy-rozaniec.html)

"Pierwszą szkołą pobożności i ducha religijnego dla dzieci powinna być rodzina... Różaniec odmawiany wieczorem przez rodziców wraz z dziećmi, jest formą liturgii rodzinnej"(ks.kard.Albino Luciani)

„Matka moja kochała modlitwę różańcową i codziennie modliła się z nami na różańcu, zwłaszcza w okresie naszej wczesnej młodości oraz w chwilach trudności czy zagrożeń. Dopiero, gdy po skończeniu szkoły zaczęliśmy rozchodzić się z domu rodzinnego, ustał zwyczaj wspólnej modlitwy wieczornej w naszym domu. Każdy z nas pamiętał jednak o modlitwie różańcowej, a Matka Boża zawsze ratowała w trudnych chwilach...” (Florentyna z Siedlec „Zwycięstwo przychodzi przez różaniec” jw.).

„Szacunek i miłość do modlitwy różańcowej wyniosłam z mojego domu rodzinnego. Moja mama, osoba głęboko wierząca, nauczyła mnie jak odmawiać Różaniec. I nie tylko pokazała mi, jak przesuwać paciorki różańca, ale też jakie są części i poszczególne tajemnice. Ale przede wszystkim uczyła mnie swoim przykładem, bo choć ma już 89 lat, codziennie na klęczkach odmawia Różaniec. I tym zaszczepiła we mnie umiłowanie modlitwy różańcowej. Jako dziecko, z mamą i rodzeństwem, później już sama jako dorastająca osoba na studiach w Lublinie, a jeszcze później jako matka ze swoimi dziećmi uczestniczyłam w październikowych nabożeństwach różańcowych...” (Elżbieta z Sosnowca „Zwycięstwo przychodzi przez Różaniec” jw.).



reprod. z biuletynu “Pomoc Kościołowi w Potrzebie” nr 8/2015

„Nigdy nie zapomnę październikowych nabożeństw różańcowych, na które co roku uczęszczałam z całą rodziną. Różaniec zawsze nosiłam w kieszeni szkolnego fartucha, a w latach dzieciństwa modlitwa różańcowa była za każdym razem wysłuchana, kiedy o cokolwiek małego lub większego prosiłam za pośrednictwem Matki Bożej...” (Elżbieta z Katowic – „Zwycięstwo przychodzi przez Różaniec” jw.).

„...Wraz z moim różańcem, który otrzymałem w dniu Pierwszej Komunii od mojego ojca, przeszedłem przez życie. Mam go do chwili obecnej. Przeżyłem z nim wojnę, bo mama włożyła mi go do kieszeni, gdy gestapo zabierało mnie z domu. W Hamburgu, gdzie mnie wywieziono na roboty przymusowe, zgubiłem różaniec podczas bombardowania, ale potem go znalazłem. Mój różaniec ginął mi cztery razy, ale za każdym razem go znajdywałem..." (Zygmunt Sosnowski "„Rycerz Niepokalanej" nr 12/2004).

„Modlitwa różańcowa była w naszym domu praktykowana stale. Kiedy byłam dzieckiem, mama sadzała mnie przy sobie i wciskając w moje małe rączki ziarenka różańca, uczyła go odmawiać. Wychowałam się na różańcu i dzięki niemu przeszłam szczęśliwie przez życie, choć były i trudne momenty... ”(Zofia Głodkowska „Rycerz Niepokalanej” nr 2(573) z lutego 2004).

„Otrzymałam religijne wychowanie, bo w rodzinie, z której pochodzę, praktykowano bardzo gorliwie. Codziennie odmawialiśmy wspólnie pacierz wieczorny, w miesiącu październiku – Różaniec, a w maju – odprawialiśmy nabożeństwo majowe...” (Barbara Elżbieta Maria z Zielonej Góry „Zwycięstwo przychodzi przez różaniec” jw.).

„Wychowywałam się w rodzinie katolickiej. Często modliłam się, odmawiałam Różaniec, systematycznie uczestniczyłam we Mszy świętej niedzielnej i przystępowałam do sakramentu pokuty...” (Michalina „To nie był przypadek” – tam znajdziesz całość, patrz bibliografia).

„Różaniec jest najmilszą moją modlitwą. Sięgając pamięcią do lat mojej młodości... przypominam sobie... jak w październiku mamusia co wieczór odmawiała z nami (dziesięciorgiem dzieci) Różaniec w domu, bo do kościoła mieliśmy prawie cztery kilometry” (Weronika z Bełchatowa „Zwycięstwo przychodzi przez różaniec” jw.).

„Od najmłodszych lat byłam wychowywana w kulcie dla Maryi, w uczestnictwie w Jej pięknych nabożeństwach. Miały one dla mnie urok, zachwycałam się ich pięknem. Czy były to majówki śpiewane w kościele lub pod przydrożnymi figurami, czy też pełne zadumy nabożeństwa różańcowe...” (kobieta lat 30 „Matka Boża w moim życiu” – patrz bibliografia).


reprod z „Rycerza Niepokalanej” nr 10/2003

„Jakiż to piękny i przyjemny Bogu widok, gdy u schyłku dnia ognisko rodzinne rozbrzmiewa pochwałami na cześć Dostojnej Królowej Niebios; gdy odmawianie różańca gromadzi przed obrazem Najświętszej Dziewicy, w cudownej jedności serc, rodziców wracających z całodziennej pracy oraz dzieci. Modlitwa ta łączy ich z nieobecnymi i ze zmarłymi, łączy ich wreszcie z Najświętszą Panną, która jako Matka Najmilsza staje w tej koronie dzieci rozdając obficie dary jedności i pokoju” (Czcigodny Sługa Boży Pius XII).

„Urodziłam się w rodzinie katolickiej, wierzącej, rozmodlonej. W naszym domu odmawiało się rodzinnie pacierz, śpiewało się Godzinki do Najświętszej Maryi Panny. Do kościoła było daleko. Jeździliśmy tylko w niedziele i święta. Wieczorem, a szczególnie w niedzielę, przychodzili dorośli, młodzież i dzieci na Różaniec i śpiewy pieśni religijnych. Byliśmy wychowani w duchu maryjnym...” (Stanisława „To nie był przypadek” jw. – tam znajdziesz całość).

„Różaniec otrzymałam od mojej mamy, w dniu Pierwszej Komunii Świętej. Miał paciorki w kolorze bordo i bardzo piękny krzyżyk... Różaniec towarzyszył mi zawsze; w domu, cała rodzina odmawiała go w październiku...” (Helena z Łodzi „Zwycięstwo przychodzi przez różaniec” jw.).

„W moim domu rodzinnym często odmawiano Różaniec, a w październiku wieczorem, wszyscy razem klękaliśmy do modlitwy różańcowej...” (Janka z Białegostoku „Zwycięstwo przychodzi przez różaniec” jw.).

„Gdy Niemcy wywozili mnie [na roboty przymusowe], dostałam od mamy różaniec, który po mojej prababci był przekazywany z pokolenia na pokolenie. Dając mi go, powiedziała: "Pamiętaj dziecko, żeby nie zardzewiał". Różaniec nie zardzewiał. Odmawiany codziennie dał mi siłę do przetrwania pięciu okrutnych lat niewoli hitlerowskiej” (Irena Osakiewicz „Rycerz Niepokalanej” nr 11(329) z listopada 1983).

„Codziennie wieczorem, całą rodziną odmawiamy Różaniec święty (często z Rodziną Radia Maryja). Zmobilizował nas do tego Rok Różańca Świętego, ogłoszony przez kochanego Ojca Świętego Jana Pawła II, choć wcześniej Różaniec był w naszej rodzinie odmawiany indywidualnie...” (Barbara z Augustowa „Zwycięstwo przychodzi przez różaniec” jw.).

„Przed... laty pojechałam z moją mamą na Jasną Górę. Tam przed Cudownym Obrazem modliłam się, abym nie zmarnowała swojego życia. Przedtem modliłam się bardzo mało, gdyż moja wiara była letnia. Po powrocie do domu, po raz pierwszy uklękłam ze swymi dziećmi do wieczornej modlitwy. Starszy chłopiec miał dziewięć lat, a młodszy dwa lata. Mąż nie chciał z nami się modlić. Zaczęłam od jednego dziesiątka Różańca, "Wierzę w Boga" i aktu oddania się Matce Najświętszej... Modliliśmy się codziennie. Dzieci chętnie klękały do niej, a nawet pilnowały, żeby zdążyć przed dobranocką... [Minęło wiele lat] a oni w dalszym ciągu modlą się na różańcu i odmawiają akt oddania się Matce Najświętszej...” (Emilia z Warszawy „Zwycięstwo przychodzi przez różaniec” jw.).

"Różaniec ma od dziecka wnikać w nas i niewidzialnie działać, ściągając łaski. Nie wystarczy Różaniec odmawiać, trzeba według Różańca wychowywać - tworzyć zupełnie nowy ideał. Różaniec bowiem wychowuje, kształtuje zupełnie inne ideały"(wg Barbary Kloss).

„Jest nas pięcioro, a więc tyle, ile jest tajemnic w jednej części Różańca. Poszczególne dziesiątki prowadzimy po kolei, począwszy od najmłodszego dziecka, skończywszy na najstarszej osobie. Jeżeli dzieci są zmęczone lub bardzo senne, po "swoim" dziesiątku kładą się spać, najczęściej jednak wszyscy trwają do końca. Ważnym dla nas elementem jest intencja tej naszej modlitwy, którą poszczególni prowadzący przedstawiają w zależności od swoich potrzeb, spostrzeżeń, wydarzeń w rodzinie, Ojczyźnie, świecie...” Jola, Marek, Jakub, Filip, Weronika z Chodzieży Ratajów „Zwycięstwo przychodzi przez różaniec” jw.).

„Zawsze, gdy odmawiam różaniec, wyobrażam sobie, że moja Matka trzyma drugi koniec różańca i modlimy się razem. Nie muszę mocno pobudzać swojej wyobraźni, bo przecież długo w naszej rodzinie trwała tradycja wspólnej modlitwy – [też dzięki mojej Mamie]”. (wg Izabeli Gojżewskiej „Rycerz Niepokalanej” nr.10 (376) październik 1987).

„Mamusia bardzo kocha Matkę Bożą. Często klęka z całą naszą rodziną i odmawiamy Różaniec, który ja nazywam wieńcem kwiatów dla Maryi” (Jej rycerz G. „Rycerz Niepokalanej” nr 10/1985 – tam znajdziesz całość).

„Pamiętam z najmłodszych lat, jak klęczałem z babcią, ciocią lub mamą i odmawiałem różaniec. Jako ministrant bardzo pilnie uczęszczałem na nabożeństwa październikowe...” (Paweł „Prawdziwi mężczyźni modlą się na różańcu”„Królowa Różańca Świętego” nr 2(2) str.17 lato 2012 - tam znajdziesz całość).

„Przyszedł czas... kiedy przygotowywałem się do Pierwszej Komunii świętej. Wówczas moja mama zaproponowała mi, abym zapisał się do Żywego Różańca, który właśnie założyła w Jastrzębiu... Tak zostałem członkiem Żywego Różańca w rodzinnej parafii i należę do niego do dnia dzisiejszego...” (Józef z Gdańska „Zwycięstwo przychodzi przez różaniec” jw.).

„Pierwszy różaniec dostałem przy Pierwszej Komunii Świętej. Nauczył mnie go odmawiać mój świętej pamięci Tatuś. Sięgałem po niego we wszystkich trudnych chwilach mojego dzieciństwa. Często leżał pod poduszką. Porwał się na kawałki, ale ja wciąż go jakoś naprawiałem...” (Przemysław Babiarz dziennikarz i sprawozdawca sportowy).



„Codziennie wieczorem przy pacierzu, wraz z pozostałymi dziećmi odmawiamy wspólnie jeden dziesiątek Różańca i Anioł Pański” (Stała czytelniczka „Rycerza” „Rycerz Niepokalanej” nr 6/1985).

„Tego dnia, gdy Kinga miała wyjechać z rodzinnej miejscowości do miasta, by podjąć dalszą naukę, od babci – jakby na drogę – otrzymała różaniec i usłyszała: „Niech to będzie Twój ratunek, gdy wszyscy cię opuszczą, zaufaj Matce Bożej, ona nigdy cię nie opuści”. Te słowa utkwiły jej głęboko w pamięci. I modliła się na Różańcu...” („Pokochać różaniec. Świadectwa” o.Stanisław Maria Kałdon OP Wydawnictwo Diecezjalne Sandomierz 2004 s. 75-76).

„Od najmłodszych lat nauczyłam się odmawiać różaniec, modląc się razem z rodzicami i rodzeństwem. Potem na wszystkich etapach życia i aż dotąd, różaniec stał się moim nieodłącznym przyjacielem...” (s.Genowefa ze Wschowej „Zwycięstwo przychodzi przez Różaniec” jw.).

„Nabożeństwo do Matki Bożej było zawsze żywe w moim domu rodzinnym. Nie kładliśmy się spać bez Różańca...” (ks.bp Józef Dąbrowski CSMA – „Któż jak Bóg ?” nr 6/2015 – tam znajdziesz całość).

„Od dzieciństwa, jak tylko pamiętam, odmawia się u nas wspólnie Różaniec, Anioł Pański itd. Moja miłość do Matki Bożej rozwijała się i wzrastała w miarę przybywania lat” (Wdzięczna służebnica Halina „Rycerz Niepokalanej” nr 8/1982).

“Uczcie ludzi modlitwy różańcowej ! – mówił ks.kardynał Kazimierz Nycz do swoich duszpasterzy. Nie byłoby dobrze, aby wyrosły nam pokolenia nie znające tej wielkiej modlitwy”.

Święta Teresa z Avila, wspominając swoje dzieciństwo, pisała: "Szukałam samotności, aby odmawiać moje modlitwy, a szczególnie Różaniec, który bardzo ceniła moja matka i wpajała to nabożeństwo w każde z nas, swoich dzieci".

"Pierwszy różaniec dostałem przy Pierwszej Komunii Świętej. Nauczył mnie go odmawiać mój świętej pamięci Tatuś. Sięgałem po niego we wszystkich trudnych chwilach mojego dzieciństwa. Często leżał pod poduszką. Porwał się na kawałki, ale ja wciąż go jakoś naprawiałem" (Przemysław Babiarz dziennikarz i sprawozdawca sportowy).

"Jako dziecko odmawiałem np. jedną dziesiątkę za papieża Jana Pawła II. Codziennie mówiłem jeden tylko Różaniec, dzieląc go sobie na dziesiątki w różnych intencjach. Odmawialiśmy Różaniec z rodzicami...." (ks.Łukasz Urbanek "Królowa Różańca Świętego" nr 3/2015).

"Mamusia bardzo kocha Matkę Bożą. Często klęka z całą naszą rodziną i odmawiamy Różaniec, który ja nazywam wieńcem kwiatów dla Maryi..." (Jej Rycerz G. "Rycerz Niepokalanej" nr 10/1985).

"Mamy trójkę dzieci w wieku od 15 do 10 lat, które ze zrozumieniem i bez trudności odmawiają z nami Różaniec. Uważają, że to normalność, gdyż o Różaniec prosi Matka Boża" (Bogusz "By odnowić oblicze ziemi" - patrz bibliografia)

"Beata Weker mieszka z mężem i trójką dzieci w Rabce. Zanim dziesięć lat temu wyszła za mąż, pracowała w ośrodku dla dzieci niewidomych w Laskach. Przez jakiś czas była również w Indiach. Dziś jako mama Maksymiliana, Rozalii i Samuela przyznaje, że zasypia z różańcem w dłoni, nie zdążywszy go dokończyć. - Ale on jest w naszym życiu - zapewnia. - Odmawiamy go czasem razem z dziećmi, co nie jest łatwe. Mam postanowienie, żeby modlić się razem częściej - na razie nie wyobrażamy sobie wyjazdu albo górskich wędrówek bez różańca..."(wg Moniki Białkowskiej "Przewodnik Katolicki").

"Modlitwę różańcową lubiłam od dziecka i ta modlitwa zawsze mi pomagała. Może nie zawsze byłam wysłuchana tak, jak się spodziewałam, ale mam przekonanie, że sprawy, które zawierzałam, zawsze szły ku dobremu" (http://blogmedia24.pl/node/60222).



"Moje pierwsze dziecięce doświadczenie z różańcem było dość nieciekawe. Długie, półgodzinne nabożeństwo, ludzie klęczeli, ja zaś nie wiedziałem, o co w tym wszystkim chodzi. Modlitwy nauczyła mnie dopiero mama. Po jej wspaniałym, pełnym cierpliwości wyjaśnieniu modlitwa różańcowa zaczęła mi towarzyszyć w życiu. I to pomimo "lenistwa szkoły podstawowej". W szkole średniej na jednej z konferencji usłyszałem, że różaniec jest modlitwą kontemplacyjną, w czasie której rozważa się życie Pana Jezusa i Matki Najświętszej. Ta informacja pogłębiła moje podejście do różańca. Zacząłem czytać fragmenty z Pisma świętego i odtąd odmawianie tajemnic różańcowych stopniowo stawało się modlitwą coraz bardziej świadomą" (Tomasz) (To i poniższe świadectwo, pochodzą ze źródła: http://www.rozaniec.dominikanie.pl/009.html#_2008).

"W nabożeństwach różańcowych uczestniczyłem od najmłodszych lat. W mojej rodzinnej miejscowości ludzie zbierali się w kaplicy i sami przez cały październik odmawiali różaniec. Zwyczajem naszego domu była codzienna obecność na różańcu. Bardzo mi się to spodobało i uczestnictwo w tej wspólnej modlitwie naprawdę polubiłem" (Łukasz ).

"Modlitwa różańcowa kojarzy mi się też z jazdą samochodem. Ilekroć jechaliśmy z rodzicami, bratem i siostrą do babci, zawsze odmawialiśmy różaniec. Ten zwyczaj pozostał do dziś. Modliliśmy się o zdrowie dla nas wszystkich, o to, by w szkole dobrze nam poszedł jakiś sprawdzian, by znikły u rodziców problemy w pracy. W moim rodzinnym domu jest zwyczaj, że w czasie adwentu zapalamy świecę i staramy się odmówić dziesiątek różańca wspólnie. Jeśli nie udaje się codziennie, to chociaż raz na tydzień" (Michał http://www.rozaniec.dominikanie.pl/009.html#top).



"Odmawiam Różaniec od trzeciego roku życia. Moja mama myślała, że jest to modlitwa za trudna dla tak małego dziecka. Jednak bardzo chciałam poznać tę modlitwę. Mama zabrała więc mnie na Różaniec, który odmawiała razem z moją babcią, ciocią i znajomą. Okazało się, że nie miałam problemu z nauczeniem się przesuwania kolejnych paciorków różańca i wcale się nie nudziłam, choć odmawiałyśmy wszystkie trzy części. Od tego momentu tak pokochałam tę modlitwę, że nie rozstaję się z nią do dnia dzisiejszego...

W czasie wakacji przychodziła do mnie na podwórko trójka dzieci z sąsiedztwa. Bawiliśmy się razem, ale nie zapominaliśmy też o modlitwie. Moja mama wystawiała nam radioodbiornik przed dom, żebyśmy mogli słyszeć, kiedy w Radiu Maryja rozpoczyna się modlitwa. Odmawialiśmy w południe "Anioł Pański", pół godziny później Różaniec i o 15.00 koronkę do Miłosierdzia Bożego" (Magdalena Buczek - założycielka Podwórkowych Kół Różańcowych Dzieci "Królowa Różańca Świętego" nr 3/2013)



„Moje spotkanie z Panem Bogiem w modlitwie różańcowej, nastąpiło w czasie wojny w 1944 roku. Niemcy wywieźli do obozu w Dortmundzie mojego tatusia i brata Henryka, który miał zaledwie 18 lat.. Zostałyśmy z mamą w domu same. Zbliżał się front. Niepewność o los najbliższych i nasze przetrwanie, nie pozwalało nam normalnie funkcjonować. Pamiętam, że codziennie wieczorem na kolanach odmawiałyśmy Różaniec. Modliłyśmy się, prosząc Boga o opiekę. Byłam wówczas dzieckiem i czasem przysypiałam, ale mama nigdy nie zwolniła mnie z modlitwy” (Urszula „Maryja pomocą dla wszystkich” – „Różaniec” nr 2/2012).

„Nie wyobrażam sobie życia bez modlitwy różańcowej... Od młodych lat należałam do Kółka Różańcowego. W domu rodzinnym byłam w róży dla dziewcząt, moja mamusia zaś – dla mężatek, tatuś dla mężczyzn, a siostra – dla panien...” Zofia „Maryja pomocą dla wszystkich” – „Różaniec” nr 2/2012).

LICZENIE DO DZIESIĘCIU

Agnieszka Chadzińska

– Nie mogę zasnąć, mamo, księżyc tak jasno świeci!

– Spróbuj policzyć barany: pierwszy, drugi i trzeci…

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.

– Do trzech umiem liczyć tylko – martwi się mała Ania.

No to jak ja w ogóle mam myśleć o zaśnięciu?

– Chodź tu, ja cię nauczę policzyć do dziesięciu…

Pierwsze „Zdrowaś…” za Ciebie, drugie za mamę i tatę,

Trzecie za kogoś w niebie, czwarte za miłość z bratem,

Piąte i szóste „Zdrowaś…” może za Panią w błękicie,

Siódme za Jej Dzieciątko, ósme za Jego życie,

Dziewiąte za każdą drogę: tę z krzyżem i tę z różami,

Dziesiąte „Zdrowaś…” dla Tego, który jest zawsze z nami…

*

Już noc. Mama z różańcem, na jej kolanach Ania.

Sen tuli koraliki wytarte od dotykania…



W dalekim Kazachstanie

Od 1993 roku siostry służebniczki NMP rozpoczęły pracę na misjach w Kazachstanie, otwierając stopniowo trzy placówki: w Oziornoje, Kellerowce i w Czkałowie. Potem doszła jeszcze posługa w Kapszagaju, na południu, w pobliżu Ałma-Aty, w placówce którą założył włoski misjonarz, ks.Massimo Ungari, a która wkrótce, zupełnie przypadkowo, stała się domem dla dzieci, z różnych powodów będące bez dachu nad głową.

„Tam to jest moc różańca” – mówiła pracująca w tym domu siostra Rafała. I rzeczywiście, na pierwszym miejscu zawsze była modlitwa: Msza święta i codzienny Różaniec... Co roku pielgrzymowano także na północ, do Oziornoje, do sanktuarium Matki Bożej Królowej Pokoju i patronki Kazachstanu. Wkrótce ksiądz zauważył, że po każdej takiej pielgrzymce udaje się mu kupić kolejny, duży stary dom do remontu. I tak, stopniowo misja rozrastała się, przyjmując coraz to nowe dzieci do wspólnego Ogniska.

„Niesamowita jest Opatrzność Boża” – mówi dalej siostra Rafała. „Przecież tam nie było żadnej działalności gospodarczej. Jak to funkcjonowało, jak to się utrzymywało ? Oddali to dzieło pod matczyną opiekę Maryi i stąd ten codzienny Różaniec, aby dzieci miały świadomość komu zawdzięczają dach nad głową, jedzenie, opiekę, miłość – słowem wszystko.. To nie byli sami katolicy, czasem Kazachowie i dzieci kazachskie, ale wszyscy uczestniczyli w modlitwie i mogli się w nią włączyć...

Aby dzieci mogły być w Ognisku, ktoś z rodziny musiał napisać prośbę do księdza. Jednak niektóre z nich, nie mające najbliższych, zostały stąd przymusowo zabrane jako należące do państwa. Kiedy trzy nastoletnie dziewczyny umieszczono w muzułmańskim domu dziecka, one tam siadały w kącie i odmawiały Różaniec...”.

W każdym domu jest figura Matki Bożej, przy której wszyscy codziennie odmawiają Różaniec. Nowym osobom tłumaczy się, co to jest za modlitwa, że my, katolicy, modlimy się na różańcu, „a chociaż ty tego nie robisz, to bądź z nami”. Wzruszające jest, gdy w ten sposób zaczyna się dla nich droga do Boga. A wszystko przez Maryję.

W soboty, podczas wspólnego Różańca w kościele, cały dom wychodził przed ołtarz – od dryblasów po dzieciątka i po kolei odmawiali Zdrowaśki. Dzięki temu każdy był jakoś zaangażowany. Wprawdzie dzieci są niecierpliwe, ale wielkie znaczenie ma tutaj przykład – jeden widzi drugiego... Oczywiście, nie wszystkie dzieci były spokojne, bo są różne, ale wtedy ten starszy zajmował się młodszym i albo gdzieś odchodził z nim do tyłu, albo brał na kolana. To tak jak w rodzinie, niektórych spraw się nie tłumaczy tylko wchodzi się w nie siłą rzeczy, naturalnie, a z czasem zaczyna się rozumieć i widzieć ich sens...” („Wszystko było prowadzone przez Boga i Matkę Bożą” - „Królowa Różańca Świętego” nr 3/2016 – tam znajdziesz całość).

"Chciałbym "rozprawić się z mitem, że Różaniec święty to modlitwa babć przez nie i dla nich wymyślona. Nigdy nie bagatelizuję siły modlitwy najstarszego pokolenia katoliczek, wierzę, że sam swą wolność, swoje nawrócenie zawdzięczam wiernej modlitwie różańcowej mojej babci Marysi... To właśnie babcia powiedziała mi kiedyś: "Synku, pamiętaj, że różaniec masz zawsze przy sobie... Policz swoje palce, masz ich dziesięć. Zawsze możesz odmówić na nich Różaniec"(Rafał Porzeziński).


reprod. z „Rycerza Niepokalanej” 12/2004

PRZYKŁADY POCIĄGAJĄ

„Ja miałem to szczęście, że wiarę wyniosłem z domu, co ma bardzo pozytywny wpływ na moje życie” (Dawid z Gorzuchowa „Przymierze z Maryją” nr 69/2013).

“Z każdym dniem patrzyłem coraz "głębiej" na Maryję. . Najpierw miała na to wpływ moja rodzona Matka i jej bezgraniczne zaufanie – robotnicy, matki sześciorga dzieci, ciężko pracującej każdego dnia i dbającej o to, by dom był czysty, by dzieci były czyste i zadbane; klęczącej kiedy spaliśmy i odmawiającej Różaniec; nigdy nie zmuszającej nas do modlitwy... W jej oczach i twarzy, pierwszy raz zobaczyłem tę tęsknotę do miłości – zobaczyłem miłość i zaufanie, chwytanie ręki Boga jak tonący, ale zarazem jak ktoś kochający.... Czasem, kiedy budziłem się w nocy, słyszałem paciorki różańca, które przesuwała w swoich dłoniach. I zdarzyło się, że zapragnąłem razem z nią odmawiać modlitwę różańcową...” (o.Tadeusz Rydzyk CSsR – “Radio Maryja” – patrz bibliografia).

„Różaniec do dzisiaj przywołuje bliskie mi obrazy z domu rodzinnego. Widziałam go często w dłoniach ukochanej mamy. Zapracowana, ciągle krzątająca się, utrudzona pracą fizyczną, odnajdowała w modlitwie "chwile odprężenia i spokoju", jak często mówiła. Kiedyś spytałam: - Mamo, ty znowu się modlisz ?.- Trzeba, moje dziecko, o wszystko się modlić i prosić Maryję – odpowiedziała” (Aniela z Lublina – „Zwycięstwo przychodzi przez Różaniec” jw.).

„Matko, jesteś dobrą matką, jeżeli w Różańcu szukasz potrzebnej siły do spełnienia swoich obowiązków. Jesteś dobrą matką, jeśli nie wypuszczasz różańca ze swych rąk i swoje dzieci uczysz tej modlitwy. Twój przykład będzie działał cuda, bo serce matki oplecione różańcem, to najdroższe wspomnienie wyniesione z domu lat dziecinnych” (o.Stanisław Maria Kałdon OP).

„W moim rodzinnym domu, jak pamięć sięga, szczególnie była czczona Matka Boska Różańcowa. Gdy jako mała dziewczynka odwiedzałam moją babcię, z wielkim nabożeństwem zbliżałam się do domowej kapliczki, w której królowała Maryja z Dzieciątkiem w otoczeniu św.Dominika i św.Jacka Odrowąża. Według opowiadań mojej babki, mój pradziad sam własnoręcznie wyrzeźbił figurki znajdujące się w kapliczce. To przed kapliczką codziennie, w kornej modlitwie modliła się rodzina babci licząca 14 dzieci, wypraszając na różańcu łaski potrzebne w jej trudnym i skromnym życiu” (kobieta, wykształcenie średnie, miasto „Matka Boża w moim życiu” jw.).

„Pamiętam, jak przyglądałam się mojej mamie, gdy codziennie na pięknym, dużym, pamiątkowym różańcu mówiła "Zdrowaś Maryjo", a ja, jako mała dziewczynka, klęczałam wraz z rodzeństwem, wpatrując się w wiszący na ścianie duży obraz świętej Magdaleny, modlącej się obok krzyża. Ale swój własny różaniec otrzymałam dopiero w dzień Pierwszej Komunii świętej i mam go do dziś, mimo iż nieraz był zrywany i na nowo łączony drucikami, gdyż rodziców nie było stać na zakupienie nowego...” (Elżbieta z Katowic – „Zwycięstwo przychodzi przez Różaniec” jw.).

„Pamiętam, jako dziecko, jak u nas w rodzinie często do niego [do różańca] sięgano. Pamiętam, że był kołem ratunkowym wtedy, gdy nadciągały różnego rodzaju kataklizmy, burze, gdy na zewnątrz domu szalał wiatr i zawierucha, trzaskały pioruny. Był ucieczką w we wszelkich niepowodzeniach i zawieruchach rodzinnych. Pamiętam moją ciężko chorą mamę, która, umierając, nie rozstawała się z różańcem i chyba w nim topiła wszelki bunt do Boga, że musi odejść w tak młodym wieku, zostawiając samego tatę z dziećmi...” (andi http://www.deon.pl/spolecznosc/artykuly-uzytkownikow/modlitwa-i-duchowosc/art,86,rozaniec-zapomniany-skarb.html).

„Od dzieciństwa widziałam swoją babcię (siostrę ojca Prymasa Tysiąclecia), która nie wypuszczała z rąk różańca oraz mojego ojca modlącego się na kolanach przed obrazem Matki Bożej” (Agnieszka „Maryja pomocą dla wszystkich” – „Różaniec” nr 2/2012).

„Oboje z mężem modlimy się za dzieci i wnuki, wierząc, że nasza modlitwa da im siłę wytrwania w dobrym. Moje serce [zelatorki Żywego Różańca] przepełnia radość, gdyż w mojej róży modlą się: Córka, synowa, wnuczka i dwóch wnuków” (Urszula „Maryja pomocą dla wszystkich” – „Różaniec” nr 2/2012)..

„Pracuję w kasie biletowej PKP. Idąc do pracy modlę się, polecając Bogu tych pasażerów, których będę obsługiwać w kasie. Każdemu pasażerowi życzę, aby szczęśliwie dotarł do celu swej podróży. W codziennym wieczornym Różańcu z Radiem Maryja pamiętam o wszystkich ludziach, których kiedykolwiek spotkałam w moim życiu i których dane mi będzie spotkać z woli Boga. Trójka naszych dzieci w wieku od 11 do 13 lat, klękając z nami do wieczornego Różańca, zawsze pamięta o swoich nauczycielach oraz o kolegach i koleżankach z klasy. To taki mały zasiew dobra, który przyjęły od nas, rodziców...” (Aneta lat 37, wykształcenie średnie, Drawsko Pomorskie „By odnowić oblicze ziemi” zeszyt 1/2007).

„Mam w pamięci moją babcię, która nie rozstawała się z różańcem i do końca życia modliła się za całą rodzinę: za dzieci, wnuki, prawnuki. Odczuwałam moc jej modlitwy w życiu...” (Jedna z mam „Módlcie się za dzieci” - „Różaniec” nr 3/2014).

„Różaniec był obecny w moim życiu od zawsze. Jako dziecko, a potem ze swoimi dziećmi chodziłam na nabożeństwa różańcowe w październiku...” (Maria Sztylko „Różaniec nr 12/2015).

„Moja babcia należała do parafialnego koła różańcowego i wiedziałem, że odmawia Różaniec za parafię i proboszcza. Widziałem ją z różańcem w ręku w kościele i w domu. Czasem modliliśmy się razem: dziadkowie, rodzice i ja z siostrą...” (ks.Jacek Skowroński „Moja droga do Różańca” – „Różaniec” nr 1/2016 – tam znajdziesz całość).

„Długo modliłam się o łaskę wspólnej modlitwy, potem Eucharystii. Prośby moje zostały wysłuchane – od kilku lat wszyscy, na każdej Mszy świętej, przystępujemy do komunii świętej, a wieczorem klękamy do Różańca. Jak wielki to dar Boży ! Jak bardzo pomaga w codziennym życiu, trudach, kłopotach, wzajemnych relacjach !... Moi rodzice nauczyli nas kochać Boga i drugiego człowieka... Zawsze Bogu dziękuję za taki przykład” (Danuta – „Różaniec” nr 10/2007).

„Z różańcem nie rozstawała się matka bł. ks.Jerzego Popiełuszki, która – jak sama mówiła – jego tajemnicami mierzyła czas i odległości. W jednym z wywiadów powiedziała: „Co widział w domu, to sam robił. Jakie ziarno zasiejesz, takie plony zbierasz”. ”. [Kiedy nauczycielka języka rosyjskiego ostrzegała, że syn może mieć obniżoną ocenę ze sprawowania, gdyż zbyt często przesiaduje w kościele na Różańcu, odpowiedziała jej stanowczo: "Jest wolność wyznania. Każdy jak chce, tak żyje" („Gość Niedzielny” nr 48/2013)]. „Nawet wtedy gdy żegnano we wsi zmarłych, prosiła dzieci, by uczestniczyły w ceremonii pogrzebowej, słuchały pieśni, śpiewanego Różańca i oficjum za zmarłych po to, aby wiedziały, że życie i śmierć jest darem Bożym” (Milena Kindziuk „Tradycja tak ważna jak wiara” - „Różaniec” nr 5/2013).

"Mój ojciec zawsze, jak przychodził z apteki, choć zmęczony i niewyspany, brał różaniec i modlił się. Mama też się modliła, jeździła do Częstochowy. No i tak się zaczęło. Została położona pobożna opcja na odmawianie różańca i tak mi zostało, bo codziennie odmawiam Różaniec" (ks.Józef Orchowski "Królowa Różańca Świętego" nr 1/2013).

„Ojcze, jesteś dobrym ojcem gdy dajesz przykład, jak należy łączyć modlitwę różańcową z ojcowską godnością. Jesteś dobrym ojcem, gdy przewodniczysz swojej rodzinie w modlitwie różańcowej i przez ten dobry przykład kształtujesz dusze swoich dzieci” (o.Stanisław Maria Kałdon OP).

Pamiętam poświęcenie przez ks.proboszcza i rodzinny Różaniec odmawiany w domu, a w maju śpiew litanii Loretańskiej przy kapliczce. Moim zadaniem było ozdabianie kapliczki kwiatami, najczęściej zebranymi na łące. Wzrastałam więc pod opieką Matki Bożej Różańcowej, bo tak odczytałam z obrazka, na którym Matka Boża podaje różaniec zakonnicy, a Dziecię Jezus - zakonnikowi" (s.Jadwiga Buczyńska urszulanka SJK "Królowa Różańca Świętego" nr 1/2013)


reprod. z „Niedzieli” 10/2015

"Od wczesnego dzieciństwa danym mi było wzrastać w kulcie czci i miłości ku Matce Najświętszej. Moi rodzice byli ludźmi głęboko wierzącymi i odznaczali się szczególnym nabożeństwem do Matki Bożej. Ojciec, pamiętam, codziennie rano po wstaniu z łóżka śpiewał godzinki o Najświętszej Maryi Pannie. Matka natomiast nie rozstawała się z różańcem, modląc się i śpiewając wśród codziennych zajęć" (br.Eugeniusz Maria Najduch OFMConv http://www.maryjni.pl/matka-boza-w-moim-życiu,477).

"Moja mama zawsze modliła się za nas na różańcu i ja, biorąc z niej przykład, robię to samo. Widzę, jak bardzo wspólna modlitwa scala naszą rodzinę, ale też jak wiele łask z niej płynie. Należę do róży różańcowej rodziców za dzieci i uważam, że modlitwa za dzieci jest najlepszą pomocą pedagogiczną w ich wychowaniu". (Zarówno to, jak i następne dwa świadectwa pochodzą ze źródła: http://blogmedia24.pl/node/60222).

"Znane było nam, dzieciom, że rodzice należeli do Żywego Różańca i w pierwszą niedzielę wymieniano tajemnice. Zawsze widzieliśmy mamę z różańcem nawet wtedy, gdy wychodziła w pole do roboty, czy do pasienia owiec i krów. Wieczorami, mimo zmęczenia, klękała z ojcem, zachęcając sercem nas - gromadkę małych dzieci - do o9dmawiania modlitwy różańcowej. Byłem już kapłanem, a mama często pytała: "Synu, czy zmówiłeś już Różaniec ?" (ks.Władysław Zązel "Królowa Różańca Świętego" nr 2/2013).

"Mama wychowywała nas, modląc się na różańcu i powierzając nas Maryi - wspomina Bożena Redkiewicz. - Babcia mieszkała z nami i też się modliła na różańcu, u nas modlitwa ta przechodzi z pokolenia na pokolenie - dodaje".

"Wróciły do mnie wspomnienia modlitwy różańcowej w moim rodzinnym domu, kiedy Mama bezsilna wobec nawracającej choroby Ojca, klęczała razem z nami i odmawialiśmy różaniec, a po jej policzkach płynęły łzy" (Anna "Miłujcie się" nr 2/2002)..

"Pamiętam, jak mama modliła się za swoją chrześniaczkę, z którą w pewnym momencie były bardzo duże problemy, a dziś jest już zupełnie innym człowiekiem. Nawróciła się, ugruntowała w sobie wiarę i jest w świeckim zgromadzeniu zakonnym - opowiada Bernatka. Dzieci Bernatki, ale też pozostałego jej rodzeństwa, z pewnością odbiegają od stereotypu zbuntowanych, często rozwydrzonych, nieposłusznych nastolatków - ale co widziały w rodzinie połączonej paciorkami różańca, to same robią".

"Postawienie Różańca na właściwym i należytym mu miejscu pozwoli zrozumieć, że głównym nieszczęściem jest brak Różańca. Że przyczyną wszelkiego zła w wychowaniu i niemocy wychowawców jest brak pracy nad Różańcem. W tym leżą wszystkie braki wychowania i cała niemoc wychowawców"(wg Barbary Kloss).

"...Pamiętam szczególnie niedzielny zimowy Różaniec, który odmawialiśmy w domu. Podczas uroczystej sumy w kościele nie wolno było jeździć ani na nartach ani sankach. Pomagałem mamusi przy wyrabianiu pierogów, podczas którego to przygotowania obiadu wszyscy głośno odmawialiśmy Różaniec. Niewiele z niego rozumiałem. Dotąd jednak pamiętam smak suszonych śliwek a szczególnie słodkich gruszek, które czasami zamiast owijać w pieroga po kryjomu chyłkiem pakowałem do buzi. Pozostał jednak dobry choć jeszcze nieświadomy nawyk odmawiania Różańca..." (o.Julian Różycki OP).

"Wszystko zaczęło się dzięki mojej wspaniałej babci. W wieku siedmiu lat wszedłem do podwórkowych kółek różańcowych dzieci. Zorganizowała je moja babcia, zapraszając do nich w pierwszej kolejności swoich wnuków. Spotykaliśmy się raz w tygodniu u babci, a w pozostałe dni staraliśmy się każdego dnia odmawiać dziesiątek samodzielnie. Było to moje pierwsze odkrycie tej modlitwy. Potem to się coraz bardziej rozrastało, również i w czasie szkoły średniej modlitwa ta była w moim życiu obecna. Nie wiem, jak do tego doszło, ale odkryłem, że dobrze jest mieć różaniec przy sobie. Gdy gdzieś podróżowałem czy szedłem do szkoły, to mając różaniec w kieszeni, często go odmawiałem. Stał się on dla mnie modlitwą drogi. Głęboko wszedłem w modlitwę różańcową w czasie pieszej pielgrzymki na Jasną Górę. Kiedy znajduję się w sytuacji, która wymaga modlitwy, to zawsze wybieram różaniec" (Michał http://www.rozaniec.dominikanie.pl/021.html#top).

"Z modlitwą różańcową zetknąłem się już jako dziecko. Przede wszystkim dzięki babci. Do dzisiaj widzę ją siedzącą przed domem z różańcem w ręku. Od lat towarzyszy nam wszystkim swoją modlitwą. Widziałem też codziennie modlącego się na różańcu brata, który chodził już do liceum. Dla mnie modlitwa ta stała się zwyczajem po ukończeniu drugiej klasy licealnej... Naszej rodzinie zawsze towarzyszyła modlitwa różańcowa. Tato jest w parafii osobą odpowiedzialną za Stowarzyszenie Żywego Różańca. Wspólnota ta liczy 26 dwudziestoosobowych grup, a więc można powiedzieć, że jedna dziesiąta parafii modli się codziennie na różańcu" (Michał) (Zarówno to, jak i następne trzy świadectwa pochodzą ze źródła: http://www.rozaniec.dominikanie.pl/009.html#top.

"W mojej świadomości dość mocno utkwiło świadectwo dziadków, którzy modlą się na różańcu. Do dzisiaj są dla mnie wzorem szczególnej gorliwości..." (Marcin)

"Z różańcem zawsze kojarzy mi się babcia, która odmawia go stale, mówiąc, że poleca nas wszystkich, poleca całą rodzinę, także z tymi dramatami, i to jest jej jedyna droga działania..." (Mateusz ).

"W moim otoczeniu osobą praktykującą modlitwę różańcową była babcia. Nie chodzi o to, żeby była specjalnie krzewicielką różańca. Babcia się na różańcu po prostu modliła. Mnie ta forma modlitwy nie pociągała, aż do pewnego czasu..." (Marcin ).


reprod. ze strony httpwww.parafiaprzemykow.ns48.plindex.phpoption=com_content&view=article&id=163&Itemid=196

"Miałem babcię, która zmarła w wieku dziewięćdziesięciu lat. Ona postanowiła sobie, że będzie się za mnie modliła, by wyprosić mi u Pana Boga powołanie. Pewnego razu napisałem do babci list, w którym mówiłem, żeby nie modliła się w tej intencji, bo mój wybór będzie inny, myślałem wtedy o małżeństwie. Babcia przyjęła to do wiadomości, ale nadal wytrwale się modliła. Codziennie odmawiała za mnie jedną część różańca. Bardzo mi zaimponowała jej wytrwałość i prosta wiara. Za swego ziemskiego życia obiecała mi, że w wieczności również będzie się za mnie modlić..." (Adam ) (Zarówno to, jak i poniższe świadectwo pochodzą ze źródła: http://www.rozaniec.dominikanie.pl/025.html#top).

"Odwiedzając swoje obie babcie, zastawałem je najczęściej przy różańcu. Bez względu na to, o jakiej porze człowiek by się nie pojawił u nich w domu, to babcia albo się na różańcu modliła, albo też miała go przy sobie. To było dla mnie takie mocne. Gdzieś z tego zrodziło się moje zainteresowanie modlitwą różańcową..." (Tobiasz ).

"Miałem przed oczyma obraz modlącej się co wieczór na różańcu mojej babci, która wraz z dziadkiem wychowywała mnie przez całą szkołę podstawową. Był to dla mnie, jak dzisiaj wiem, czas błogosławiony..." (Waldemar z Wadowic "Różaniec" nr 12(678)/2008).

„Wracając myślami do wczesnego dzieciństwa, przed oczami rysuje mi się obraz mojej kochanej, nie żyjącej już babci, która nie rozstawała się z różańcem. Wiem, że mój dziadek codziennie odmawiał wszystkie tajemnice...” (Paweł „Prawdziwi mężczyźni modlą się na różańcu”„Królowa Różańca Świętego” nr 2/2012 - tam znajdziesz całość).

"To moja babcia, osoba bardzo zżyta z różańcem wprowadziła mnie w tę modlitwę. Przez okres szkoły podstawowej towarzyszyła mi świadomość, że moi rodzice również się na różańcu modlą. Zauważyłem, iż modlitwa ta ma bardzo duży i dobry wpływ na babcię i na jej życie. Gdy odkryłem, jak bardzo pozytywnie oddziałuje na tych, którzy się nią posługują, coraz częściej zacząłem po tę modlitwę sięgać. Początkowo w rozważaniach pomagały mi gotowe opracowania, potem byłem tu coraz bardziej samodzielny, a nawet próbowałem układać rozważania swoje własne..." (Mariusz) (Zarówno to, jak i następne dwa świadectwa pochodzą ze źródła: http://www.rozaniec.dominikanie.pl/021.html#top).

"Modlitwa różańcowa była w mojej rodzinie obecna od zawsze. Bliskie mi osoby odkryły i doświadczyły, że ten sposób kontaktowania się z Panem Bogiem jest szczególnie skuteczny. Stąd czymś naturalnym było, że w momencie jakiegokolwiek zagrożenia wybierano właśnie różaniec. Ja tę modlitwę zacząłem odkrywać dopiero po swoim nawróceniu. Wcześniej różnie bywało..." (Piotr).

"Rodzice moi są osobami wierzącymi i niejednokrotnie widziałem, jak się modlili na różańcu. Tata modlił się w drodze do pracy. Powiem szczerze, imponowała mi ta jego modlitwa i często mnie wzruszała..." (Marcin).



“Nawet tam, gdzie ludzie zatracili swoją godność, był różaniec. Teresa w liście do matki napisała: "Każda kuleczka, to Twoja modlitwa. Powiązałaś te kuleczki nitką i zrobiłaś z nich wspaniały różaniec. Różaniec z chleba więziennego, różaniec poświęcony łzami matki, różaniec uświęcony Twoją modlitwą i cierpieniem z poddania się woli Bożej. Nie moralizowałaś. Nie napisałaś nam regulaminu chrześcijańskiego życia. Dałaś każdej z nas różaniec z więziennego chleba, który przemówił do Twoich dzieci mocniej niż jakiekolwiek słowo wypowiedziane lub napisane. Odeszłaś... Przez wiele miesięcy nie miałyśmy od Ciebie żadnej wiadomości. Nie pozwolili Ci pisać do dzieci, wywieźli do Oświęcimia, zamęczyli w komorze gazowej. Ale nie byli w stanie całkiem zerwać Twojego kontaktu z dziećmi. Dałaś im wcześniej różaniec z chleba" (“Różaniec” nr 10/2014).

“Pamiętam z dzieciństwa, jak podczas modlitwy przy zajęciach gospodarskich każdą “Zdrowaśkę” odmawiało się z dziewięcioma chórami anielskimi (z pierwszym chórem anielskim – pierwsze “Zdrowaś Maryjo..., z drugim chórem anielskim – drugie “Zdrowaś Maryjo... itd.), a dziesiątą – z całym dworem niebieskim. W ten sposób, gdy ręce zajęte były pracą, liczono “Zdrowaśki” poszczególnych tajemnic” (Róża Schilisch – zelatorka Żywego Różańca z zabrzańskiej parafii św.Anny – “Różaniec na Śląsku” ks.Waldemar Packner “Różaniec” nr 4/2015)

“Kochany Ojcze Słonino !” – napisała pewna dziewczynka z Hiszpanii, do ojca Werenfrieda van Straaten, założyciela organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie, którego właśnie tak nazywano (patrz: https://pl.wikipedia.org/wiki/Werenfried_van_Straaten)... “Nazywam się Patricia. Mam osiem lat i wkrótce przystąpię do Pierwszej Komunii Świętej. Przesyłam pieniądze, które zarobiłam przy sprzedaży samodzielnie wykonanych bransoletek i różańców. Proszę przekazać je dzieciom z Syrii i Iraku, które nie mają nic z wyjątkiem Dzieciątka Jezus...” (biuletyn “Pomoc Kościołowi w Potrzebie” nr 8/2015).

“Moja mama umarła z uśmiechem na ustach, trzymając w ręce różaniec - w dniu 7 października... w święto Matki Bożej Różańcowej...” (Władysława Nowy Sącz “Rodzina Radia Maryja w darze Ojcu Świętemu” – patrz bibliografia).



“Była ostatnia niedziela maja 2014 r.. Po południu, jednocześnie od wschodu i zachodu, nad moją miejscowością zaczęły gromadzić się ciemne, nabrzmiałe deszczem chmury, a z daleka dochodziły zbliżające się odgłosy burzy. Było parno, powietrze zdawało się "znieruchomieć", jakby "zastygnąć" w oczekiwaniu na mającą się rozpętać nawałnicę, która zbliżała się wielkimi krokami.

Nie zdążyłam wyłączyć komputera, gdy niebo przecięła ogromna błyskawica. To zbierające się burzowe chmury spotkały się na nieboskłonie, a na ziemię posypały się gradowe kule. Zamknęłam okno, a zapalając gromnice, "obudziłam" uśpioną w niej moc i – przykładem babci – sięgnęłam po różaniec. Odmawiając "zdrowaśki", wpatrywałam się w uspokajający płomień świecy, mocno wierząc, że wiosenna burza wkrótce przeminie. Tymczasem poorane błyskawicami niebo pozostawało ciemne prawie przez dwie godziny, a szalejąca nawałnica wyrządziła wiele szkód.

W pewnym momencie rozległ się potężny huk. To piorun trzasnął w nasz dom ! Sąsiadka potem opowiadała, że widziała – jak określa – czerwoną "kreskę" długości ok. 15cm, która uderzyła w zewnętrzną ścianę domu, odbiła się od muru i "rozsypała" w powietrzu. Następny huk przypominał odgłos jakby metalicznego wybuchu, tak potwornego, że nie sposób go z niczym porównać. Wydawałoby się, że nie ma w tym nic dziwnego, bo przecież pioruny uderzają w domy i nic złego się nie dzieje. To prawda, ale nasz prawie stuletni budynek wciąż nie posiada piorunochronu !

Według wszelkich praw rządzących przyrodą, tamtej burzowej niedzieli nasz dom i my, jego mieszkańcy, powinniśmy byli przestać istnieć ! Faktem jest, że w wyniku uderzenia gromu, "spalił się" nam sprzęt komputerowo-telewizyjny, że w gniazdkach elektrycznych pojawiły się płomienie ognia i iskry, że przeżyliśmy chwile prawdziwej grozy, ale faktem pozostaje przede wszystkim to, że ocalały nasze mieszkania i że nikt nie stracił najcenniejszego daru, jakim jest życie” (wg Izabeli Marciniak – “Królowa Różańca Świętego” nr 5/2015).



"Jak daleko sięga moja pamięć, opiekowała się mną ciocia, u której z rodzicami mieszkaliśmy. Rodzice pracowali, a ona od rana do wieczora próbowała mnie pilnować. Próbowała, bo byłem bardzo żywym dzieckiem. Otóż ta ciocia miała na prawym nadgarstku zawsze owinięty różaniec, on był tak zapleciony, że jak przesuwała paciorki dwoma palcami, to przesuwał się cały różaniec. Ta ciocia zmarła, gdy byłem dzieckiem. Nie pamiętam jej twarzy, nie pamiętam zbyt wiele wrażeń z nią związanych, ale doskonale pamiętam tę prawą dłoń zawsze owiniętą różańcem. Ileż różańców owijałem na dłoni tak, aby można było przesuwać paciorki i żeby się nie "zacinał" owinięty różaniec. Niestety, nigdy to mi się nie udawało. Jak ta ciocia to robiła? - nie wiem do dzisiaj, ale jednocześnie jestem dogłębnie przekonany, że to właśnie ona wymodliła mi powołanie kapłańskie. Ona, pilnując mnie, po prostu za mnie się modliła. Starsza schorowana ciocia. Mam ją w pamięci i odprawiłem za nią już niejedną Mszę św.

Było dla mnie czymś bardzo naturalnym, że po drodze do szkoły w podstawówce czy w liceum codziennie wstępowałem na dziesiątek Różańca. Było to tak oczywiste, że nie wiedziałem, iż można nie wstępować, nikt mi tego nie mówił. Dzisiaj, gdy o tym myślę, to właśnie ta owinięta różańcem dłoń była dla mnie przykładem, żywym modlitewnikiem, a na pewno odcisnęła ogromne piętno na mojej dziecięcej, młodzieńczej czy kapłańskiej pobożności" (ks.Sławomir Kapitan, dyrektor Katolickiego Radia Podlasie - "Różańcowe refleksje" "Niedziela" nr 40/2009)



„Urodziłam się w rodzinie katolickiej, ale niezbyt gorliwej w wypełnianiu praktyk religijnych. Mama wprawdzie chodziła do kościoła, ale nie w każdą niedzielę; tato w ogóle nie chodził, ponieważ był sekretarzem partii. Co roku jeździliśmy na wakacje do babci za Częstochowę i co roku ten niepraktykujący ojciec prowadził swoją rodzinę przed oblicze Częstochowskiej Pani. I to właśnie tak bardzo na mnie podziałało, że od najmłodszych lat byłam bardzo pobożna, dużo modliłam się i zawsze miałam przy sobie różaniec...” (Teresa z opolskiego „Rycerz Niepokalanej” nr 1/1984 – tam znajdziesz całość).

„...Rodzina powiększała się, pojawiły się dzieci. Jedną z rzeczy, którą widziały codziennie, która była dla nich tak naturalna i oczywista jak wstające słońce, była sylwetka ojca klęczącego na modlitwie i zaciśnięty w jego dłoniach różaniec.

Czas płynął dalej, wiele się zmieniało. Nasz kraj przechodził kolejne ciężkie próby. Na świat przychodziły następne pokolenia. Ale ów obraz się nie zmieniał: klęczący mężczyzna z różańcem w ręku, także wtedy, gdy wiek przygiął jego postać i twarz poznaczyły zmarszczki. Modlił się zresztą nie tylko na klęcząco. Nieraz szykujące się do spania wnuki, gdy szły powiedzieć mu „dobranoc”, widziały swojego dziadka, leżącego w łóżku i zaciskającego w spoczywających na kołdrze dłoniach różaniec...: (Jarosław Derewecki z Tych „Różaniec” nr 7(674) Lipiec-Sierpień 2008)



„Odebrałam od moich rodziców głęboko religijne wychowanie. Mnie i mojemu rodzeństwu służyli nie tylko słowem, ale i dobrym przykładem. Mama moja w latach szkolnych zabierała mnie ze sobą na pielgrzymki do Częstochowy i do Kalwarii Zebrzydowskiej. W Kalwarii tak bardzo podobały mi się uroczystości pogrzebu Matki Bożej i Pana Jezusa. Co roku chętnie tam wracałam. Odmawiałam i odmawiam do teraz codziennie dziesiątek różańca. Różaniec noszę ze sobą...” (kobieta, lat 39, technik, wieś „Matka Boża w moim życiu” jw. str. 172).

„Rodzinnym votum jest różaniec wiszący na ścianie, który jest symbolem naszej modlitwy od pokoleń. Na nim upraszała wszystkie łaski u Boga moja babcia Marianna i moja matka Genowefa. Z tym różańcem spotykałem babcię bardzo często. Nieraz pytałem dlaczego tyle się modli, odpowiedź była jedna: "Modlę się za was i cała rodzinę oraz zagrożoną Ojczyznę... Nasza matka we wszystkie dni majowe prowadziła Różaniec i modlitwy przy krzyżu, stojącym na drodze z Zimnych Zdrojów do Łęgu oraz przy nowo zbudowanej w 1934 roku kapliczce Bożej Męki pw.Serca Pana Jezusa, do czasu napaści Niemiec na Polskę w 1939 roku...” (Józef z Gdańska „Zwycięstwo przychodzi przez różaniec” jw.).

„Ojciec mój opowiadał, że [podczas wojny w 1920 roku] pocisk artyleryjski zarył się w okopie tuż przy jego głowie, ale nie wybuchł. Ponieważ zawsze gorąco modlił się do Matki Bożej, nie miał wątpliwości, komu zawdzięcza ocalenie i dlatego do końca życia nie rozstawał się z różańcem. Był apostołem modlitwy różańcowej. O swoim ocaleniu opowiadał wielu osobom i nas nakłaniał do tej modlitwy...” (Florentyna z Siedlec „Zwycięstwo przychodzi przez różaniec” jw.).

„Różaniec jest najmilszą moją modlitwą. Sięgając pamięcią do lat mojej młodości... przypominam sobie, że uczyłam się tej modlitwy od mojej matki, wychowującej dziesięcioro dzieci. Co wieczór klękała bowiem z trzyczęściowym różańcem w ręku, modląc się na nim, a ja to podpatrywałam...” (Weronika z Bełchatowa „Zwycięstwo przychodzi przez różaniec” jw.).

„Mama codziennie przesuwała w palcach czarne paciorki różańca z Wilna. Za każde dziecko jeden dziesiątek, a miała pięcioro dzieci... [Teraz ja] codziennie chodzę do kościoła na Mszę świętą, a na zakupy, na cmentarz do mamy, chodzę z różańcem... Zawsze czuję, że drugi koniec mojego różańca trzyma w swej dłoni moja mama i razem ze mną chwali Boga i Matkę Bożą, przebywając tak blisko Nich...” (Izabela z Jawora „Zwycięstwo przychodzi przez różaniec” jw.).

„Dla Jagody Kabacińskiej pierwsze różańcowe wspomnienia związane są z babcią, która zabierała swoje wnuczki na różańcowe nabożeństwa do kościoła” (wg Moniki Białkowskiej „Przewodnik Katolicki”). źródło: http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,741,wielkie-prawie-nic.html

„Pacierz matki na kolanach, przy łóżku, nad którym wisiał obraz [Matki Boskiej Jasnogórskiej]; nabożeństwa majowe i różańcowe, dostarczały mi głębokich przeżyć religijnych w okresie dzieciństwa” (R.L. „Rycerz Niepokalanej” nr 5/1982).

„...Płynęły lata udręki i upokorzenia. Modlitwa stała się naszą ucieczką i czułam na sobie opiekę Matki Najświętszej. Istniał jednak pewien problem. Nie umiałam modlić się na różańcu, nie potrafiłam się skupić, ale zawsze pamiętałam matkę z różańcem w ręku... [Teraz już nauczyłam się tej modlitwy]. Przyznaję jednak ze skruchą, że nie każdego dnia odmawiam cały Różaniec, ale zawsze jest on ze mną – mogę go ścisnąć i wiem, że nigdy go nie zdradzę” (Janina z Krakowa „Zwycięstwo przychodzi przez Różaniec” jw.).

„Moja Mama wielce ceniła modlitwę różańcową. Gdy już byłam w klasztorze, opowiadał mi brat, że kiedy w nocy wracał z "kawalerki", zastawał Mamę przy kądzieli i nieraz widział jej załzawione oczy, a usta szepczące "Zdrowaśki". W każdej sytuacji, w każdej biedzie Mama chwytała za różaniec... "Nigdy nie modliłam się dla was o majątek – powiedziała do nas już na łożu śmierci – ale żebyście nie wyparli się Boga i wiary..." (s.Ignacja, loretanka „Rycerz Niepokalanej nr 12/1997).

„O sile Różańca i Nowenny Pompejańskiej dowiedziałam się od swojej mamy. To ją od zawsze widziałam z różańcem w ręku, to ona nieustannie powtarzała mi, abym wszystkie problemy zawierzyła Maryi. Mama jest osobą bardzo mocno wierzącą i praktykującą, dlatego pomyślałam sobie, że ja też mogę taka być...” (Joanna http://pompejanska.rosemaria.pl/category/swiadectwa-nowenna-pompejanska/)

„Starsi ludzie z sentymentem wspominają czasy, kiedy jeszcze nie było telewizji, a w długie zimowe wieczory ludzie gromadzili się w domach. Gdy przy darciu pierza słychac było śpiew i wspólnie odmawiany Różaniec” (wasz duszpasterz „Różaniec” nr 11/2012).

„Moje dzieci często widzą mnie z różańcem, nawet podczas rozwieszania prania czy przy gotowaniu. Gdy wkładam rękę do kieszeni, to znajduję tam różaniec, a nawet jak go nie ma, to jest świadomość, że Ona jest i czuwa. To Maryja i Jej nieustanne orędownictwo towarzyszyło nam podczas trudnej choroby naszej córki. Bardzo często, w sposób konkretny, dawała nam, znać, że jest. Mogę powiedzieć, że biorąc do ręki różaniec, chwytam ciepła i czułą dłoń Maryi...” (Mama „Niedziela” nr 5/2014).

„Zwyczaj odmawiania Różańca odziedziczyłam po swojej mamie. Pamiętam, że moja mama zawsze odmawiała Różaniec, gdy jako mała dziewczynka wracałam z nią z pola” (Stała czytelniczka „Rycerza” „Rycerz Niepokalanej” nr 6/1985).



Różaniec stał się moją modlitwą dzięki mojej ukochanej Mamie, która, dając nam przykład, nie rozstawała się z nim do końca swoich dni... „Ten jej różaniec był niesłychanie wytrzymały. Moje różańce rwą się na strzępy, płowieją – a przecież nie wytrzymały setnej części tego, co jej różaniec...” (wg Izabeli Gojżewskiej „Rycerz Niepokalanej” nr.10 (376) październik 1987).

„Należę do Podwórkowego Kółka Różańcowego Dzieci i sumiennie odmawiam swój dziesiątek Różańca. Czasem odmawiam go w drodze do szkoły, ale najczęściej czynie to wieczorem, przed snem... Są dni, że zdobywam się na cały Różaniec z rodzicami, którzy odmawiają wieczorem z Radiem Maryja. Wtedy odczuwam ogromne zadowolenie i przedstawiam Maryi dużo próśb i pragnień...” („By odnowić oblicze ziemi” Zeszyt 1/2007 – patrz bibliografia).

„Jestem w Podwórkowym Kółku Różańcowym Dzieci. Wieczorem nasza pięcioosobowa rodzinka odmawia Różaniec z Radiem Maryja lub z Telewizją „Trwam”. Ja odmawiam swój dziesiątek Różańca najczęściej rano, łączę go z poranną modlitwą zaraz po wstaniu – to mi zabiera tylko parę minut czasu...” (Weronika lat 11 Berlin, Niemcy – „By odnowić oblicze ziemi” Zeszyt 1/2007 – patrz bibliografia).

„Już cztery lata jestem w Podwórkowym Kółku Różańcowym Dzieci. Codziennie wieczorem Różaniec odmawiam razem z rodzicami. Odmawiamy go ze słuchaczami Radia Maryja. Nigdy mi się nie nudzi w czasie tej modlitwy, bo wiem, że spełniam zyczenie Matki Bożej z Fatimy...” (Ewelina lat 11, Łowicz – „By odnowić oblicze ziemi” Zeszyt 1/2007 – patrz bibliografia).

„W 1981 r. w beznadziejnej sytuacji życiowej wyciągnęłam różaniec mojej babci. Nie umiałam się modlić, a chciałam to uczynić. Moja babcia (mama mojej mamy) jeszcze żyła. Wkrótce okazało się, że były to ostatnie miesiące jej życia. Była zawsze na drugim planie, cicha, pokorna, zawsze z różańcem w ręku. Całe życie mieszkała z nami. O różańcu pomyślałam, gdy po ludzku nie było nadziei...”(Małgorzata „To nie był przypadek” jw.).



„Ojciec dziecka odszedł od Moniki, matki Ewelinki, gdy ta miała trzy lata... Ale ponieważ w naszym domu stałym gościem jest Radio Maryja, mała wzrasta w atmosferze pokoju, dobra i życzliwości... Gdy Ewelinka dostała od siostry piękny różaniec, wszystkim go pokazywała i również swojemu tacie, który przyszedł do niej. A pokazując swój, chciała zobaczyć jakiego koloru jest różaniec tatusia. Najpierw zapanowała chwila konsternacji, po niej czterdziestoletni tato powiedział pięcioletniej córeczce: - Ja nigdy w życiu nie miałem różańca i nie wiem, jak się go odmawia. Dziecko ogromnie się zdziwiło.

Nigdy, nigdy nie miałeś, tatusiu, różańca i nigdy sam sobie nie kupiłeś różańca za swoje pieniądze ? Tatuś, gdy kupisz sobie różaniec, to ja ciebie nauczę, jak się odmawia, ale najlepiej się nauczysz, gdy będziesz mówił wieczorem z Radiem Maryja.

Jestem ciekawa, czy on kupi sobie ten różaniec – powiedziałam. Na to Marta: - Już kupił. Dzwonił przed Sylwestrem do Ewelinki, by jej o tym powiedzieć” („By odnowić oblicze ziemi” str. 102 – patrz bibliografia).



„Jedenastoletnia Natalia poważnie zachorowała. „Okazało się, że Natalia musi iść do szpitala na 6 tygodni – wspomina jej mama. .Zapytała mnie: "Mamo, jak ja tam będę odmawiać Różaniec ?". Zabrała ze sobą niebieską plastikową dziesiątkę, z którą nigdy się nie rozstawała. I nawet podczas biopsji, gdy z jej chorej ręki pobierano materiał do badań, w zaciśniętej dłoni cały czas trzymała swój mały różaniec z wizerunkiem Maryi. Matka Boża zrobiła swoje – dzięki Jej wstawiennictwu choroba (twardzina) zatrzymała się na powierzchni skóry... Potem, gdy u Natalii odkryto kolejne schorzenia (cukrzycę i agenezję nerki), wszystko zawierzyłam Maryi i przyjęłam z pokorą, prosząc tylko o światło Ducha Świętego dla córki, aby potrafiła pogodzić się z tym, że jest chora, a dla siebie, żebym potrafiła pomóc jej przejść przez te wszystkie choroby.

Natalia nie rozstawała się z różańcem i to właśnie jej dziecięce zaufanie do modlitwy różańcowej było dla mnie przykładem, żeby nie wypuszczać różańca z ręki. Z tej modlitwy zaczęłam czerpać siłę, wsparcie i nadzieję... W modlitwie różańcowej odnajduję spokój, nadzieję, wyciszenie i dobro, tak bardzo potrzebne do przeżycia każdego dnia...” (Maria Sztylko „Różaniec” nr 12/2015 – tam znajdziesz całość)



„Żona z synową i czteroletnim Bartkiem odmawiała wieczorny Różaniec z Radiem Maryja (syna nie było w domu). Ja w swoim pokoju oglądałem telewizję, bo nie interesowało mnie Radio Maryja. I nagle stanął przede mną czteroletni Bartuś, i oznajmił: - Dziadku, ty pójdziesz do piekła. – Tak ?... A niby to dlaczego – zapytałem wnuka. Maluch popatrzył na mnie i jeszcze raz powiedział: - Tak, dziadku, pójdziesz do piekła, bo nie słuchasz Babci... – tutaj roześmiałem się - ... i nie odmawiasz z nami Różańca – uzupełnił.

Po pielgrzymce do Fatimy żona z synową postanowiły codziennie odmawiać Różaniec. W realizowaniu powziętego postanowienia wydatną pomocą służyło im Radio Maryja, które coraz bardziej zaczęło je "wchłaniać". A jeśli chodzi o Bartka, to – jak się dowiedziałem – nikt mu nie kazał upominać dziadka. To on sam, siedząc wtulony w ramionach babci, nagle wysunął się i podszedł do mnie.

Czy to nie znaczące ? – rozważałem. W Fatimie Matka Boża przemówiła przez dzieci, prosząc, żeby ludzie odmawiali Różaniec... Przemogłem się i dołączyłem do wspólnego Różańca...” (Christian lat 60, wykształcenie wyższe. Berlin - „By odnowić oblicze ziemi” Zeszyt 1/2007 – patrz bibliografia).



„Miałam dobrych nauczycieli. Niektórzy byli wspaniali. Nie znam ani jednego, który by źle zapisał się w mojej pamięci. Wszystkim winna jestem wdzięczność. Ale szczególną wdzięczność żywię dla profesora Stefana S., który zapisał się najgłębiej i najtrwalej przez to, kim był. A był, podobnie jak moja mama, człowiekiem na właściwym miejscu, który też "robił swoje" (patrz: „Wielkie i mniejsze łaski różańcowe”), choć na innym odcinku i w innej formie. Po prostu robił swoje jako profesor Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie, gdzie go poznałam.

Było tam wielu profesorów duchownych i świeckich, których słuchałam, u których zdawałam egzaminy. Ale niewielu było takich jak on, "nasz profesor". Nie miał wielkich tytułów ani specjalnej prezencji. Miał natomiast coś, co stanowi istotę świadectwa, znaku: "Po tym poznają...". Z szóstego tomu serii "Chrześcijanie" (1981r.) dowiedziałam się, że był Sodalis Marianus. I tak zapamiętałam profesora Stefana S.

Miał bardzo interesujące wykłady z historii filozofii. Siadałyśmy z koleżanką możliwie najbliżej katedry, żeby nie uronić żadnego słowa ani gestu. Profesor w czasie wykładu miał zwyczaj trzymać lewą rękę w kieszeni marynarki, podczas gdy prawą dość żywo gestykulował. Pewnego razu zapomniał się i wzmógł gestykulację również lewą ręką. Wówczas zobaczyłam w jego dłoni różaniec, który następnie zaraz schował do kieszeni. Odtąd jednak wiedziałyśmy, że przez cały czas wykładu pan profesor trzyma w dłoni różaniec. Była to dla nas niezamierzona lekcja religii o znacznej sile oddziaływania, bo profesor Stefan S. w naszym studenckim określeniu to był "Ktoś” (kobieta, lat 57, duże miasto „Matka Boża w moim życiu” jw.).



"Każdy, kto ma odrobinę wiary w sercu i odrobinę rozumu w głowie, to ma ze sobą - powiedziałbym - w każdym ubraniu różaniec. Bo jak się zmienia palto, jak się zmienia marynarkę, jak się zmienia suknię, bierze się inne odzienie, to tam wszędzie powinien być różaniec. I wtedy czy jedziemy, czy idziemy, czy robimy coś, czy gotujemy, można w ten sposób modlić się, można w ten sposób ubogacać swoją duszę" (ks.bp Jan Śrutwa).

“W okresie komuny przewodziłem kursowi transportowców pewnego zakładu w miejscowości położonej nad pięknym jeziorem. W przerwie towarzyszyłem na spacerze dwóm wykładowcom. W pewnej chwili jeden z profesorów wyciągnął chusteczkę i nie zauważył, że na ziemię wypadł mu różaniec. Nastąpił moment konsternacji. "Coś tam panu wypadło" – rzekł drugi wykładowca. Mężczyzna szybko się pochylił. "To mój różaniec, który był zawsze ze mną w doli i niedoli, w czasie dwóch ostatnich wojen światowych. Stale jest ze mną" – spokojnie wyjaśnił” (“Różaniec” nr 10/2014).

"Trzeba Różaniec odmawiać. Różaniec przy sobie mieć i czcić i Różańcem żyć tak, żeby to ludzie widzieli. Bo są tacy, co nawet noszenia samych paciorków wobec świata się wstydzą" (MB do Barbary Kloss).

Różaniec – wiano na życie

„Na łóżku szpitalnym leżała staruszka. Często ktoś ją odwiedzał i przynosił coś do jedzenia. Przynoszono też czystą bieliznę. Opowiadano, co się dzieje w domu. Ot, luksus płynący z troski całej rodziny.

- Czy to córki tak panią odwiedzają ? – spytała raz pielęgniarka.

- Nie siostro, ja córek nie miałam, ale za to miałam czterech synów. Jeden zmarł jako młody chłopak na wyrostek. Trzech żyje.

- - A te panie kim są, co panią odwiedzają ?

- To synowe i wnuczki, prawnuczka też przychodzi, ale ona jeszcze mała i nie chcą jej puścić na bramie.

- - To bogata pani, skoro miała pani tyle dzieci ?

- O nie, ja i mąż pracowaliśmy w majątku. Do szkoły nie chodziłam. Pod zaborami były tylko ruskie szkoły. Po polsku nauczyłam się w domu. Ciężko było, ale byłam młoda i zdrowa, pracy się nie bałam. Na wiano od mojej matki dostałam trzyczęściowy różaniec. Dziś takich nie robią. Rodziłam dzieci, było jednak coraz trudniej.

Wojna pozostawiła w rodzinie głębokie rany i przykre wspomnienia. Po wojnie, w 1946 roku przyjechaliśmy do Gdańska. Dzieci dorastały, trzeba było je uczyć. Kiedy najstarszy syn oświadczył, że chce się żenić, przykro mi było, że nie miałam majątku... Ale dałam to, co miałam najdroższego. Poszłam do kościoła ojców dominikanów, a tam jeden z braci podzielił mój różaniec na trzy oddzielne części. Obdzieliłam więc nim synów. Każdy z nich ucałował różaniec i moją rękę. Nie było mowy o pieniądzach... A dziś, widzi siostra, mam taką dużą rodzinę, szanują mnie. Kiedy mąż zachorował, to synowa dzień i noc nie odchodziła od łóżka, aż mu oczy zamknęła na wieczny spoczynek. Dobra dziewczyna. Dziś do mnie przyjdzie, ale wieczorem.

Staruszka zapatrzyła się w niekończącą się przestrzeń, przywołując wspomnienia minionych lat... "Może któryś z moich wnuków... – mówiła cicho, po czym uśmiechnęła się... – Tak czasem myślę... jest ministrantem... i ładnie czyta...". Po chwili zadumy dodała: "Byleby był dobrym człowiekiem" (Teresa z Gdańska „Zwycięstwo przychodzi przez Różaniec” jw.).


„Ukształtował mnie dom rodzinny – dom urzędniczy, średnio zamożny. Sercem tego domu była Matka, prawdziwie pobożna. Nie pamiętam „kazań”, awantur, bo ich nie było. Były wyjaśnienia i tłumaczenia, było wielkie zaufanie, którego nie można było zawieść. Po wojnie odwiedzałam Matkę, która mieszkała ze starszą siostrą. Gdy budziłam się w nocy, widziałam staruszkę na kolanach obolałych i opuchłych. Mówiłam z wyrzutem: czy nie możesz, Mamusiu odmawiać Różańca na siedząco ? Otrzymałam odpowiedź: Jakże, moje dziecko, przecież rozmawiam z Panem Bogiem !...” (Katechetka, wykształcenie wyższe „...i dzień się już nachylił” – patrz bibliografia).

„Gdy zostałam sierotą, moim wychowaniem zajęli się dziadkowie – ludzie wierni Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie. Bardzo kochali oni Różaniec i wspólnie go odmawiali. Nigdy mnie jednak nie zmuszali do wspólnej modlitwy. Dziadek był rybakiem i często wypływał na połów. Kiedy więc pewnego razu zostałyśmy w domu same, zaproponowałam babci, abyśmy jeden dziesiątek Różańca odmówiły razem. Położyłam głowę na jej kolanach i tak zaczęłyśmy się modlić. Miałam wówczas jedenaście lat... Od tej pory Różaniec stał się moją modlitwą. Nie wyobrażam sobie bez niej ani jednego dnia. Modlę się na różańcu na ulicy, w tramwaju, w pociągu, będąc na urlopie, a szczególnie gdy przemierzam tatrzańskie szlaki, bo w jego świętych tajemnicach często odnajduję tajemnice własnego, dość niełatwego życia” (Dorota Murawska, Toruń – „Różaniec” nr 4/1997 – tam znajdziesz całość).

„Miałam pewnie nie więcej niż pięć-sześć lat, gdy około godz. 12.30 lub 20.20 (albo i wtedy i wtedy) brałam do rączek swój różaniec, wręczałam rtóżańce Mamie i Tacie, i czekałam na radiowy komunikat wzywający do wspólnej modlitwy różańcowej. Czas niezwykły...” (Monik M.Zając „Różaniec” nr 10/2017 – tam znajdziesz całość).

Ania, należącą do bydgoskiej wspólnoty Żywego Akademickiego Różańca (patrz – Różaniec w rękach ludzi młodych), będąc żoną i mamą, wyznała na łamach miesięcznika „Różaniec” (nr 6/2016): „Najpiękniejsze dla mnie jest dziś to, że moja córeczka Dominika w wieku 8 lat, po zakończeniu Białego Tygodnia po swoje Pierwszej Komunii świętej, wstąpiła do Żywego Akademickiego Różańca, bo było to jej marzenie. Dziś często razem trwamy na modlitwie różańcowej – to taki nasz szczególny "babski czas", kiedy rozumiemy się doskonale...” (całość w „Różańcu” jw.).

„Urodziłem się przy końcu XIX wieku w mieście powiatowym na Podkarpaciu – ojciec mój umarł gdy miałem 1,5 roku. Wychowywała mnie matka i siostry józefitki w ochronce. Moim zamiłowaniem w dzieciństwie było: wspinanie się na wieżę kościelną i wysokie topole. Spadłem raz z takiej topoli -–potłukłem się i długi czas jąkałem. Były częste skargi na mnie – żałowałem, przyrzekałem poprawę, ale nie na długo. Byłem łobuzem, starsi nie mieli dla mnie dobrego słowa. Byłem dla matki wielkim ciężarem.

Co niedziela zabierała mnie ze sobą do kościoła na Różaniec śpiewany na 13 godz. I pozostawałem z nią na nieszpory. Niezależnie od Różańca, bywałem z nią co niedziela na porannych Mszach św. Te nabożeństwa utkwiły mi bardzo głęboko w pamięci – przyzwyczaiłem się do nich, polubiłem je... Utkwiła mi w pamięci bardzo silnie Jej twarz w czasie modlitwy w kościele – lubiłem wówczas patrzeć na Nią i ta Jej modlitwa udzielała mi się...

W szkole podstawowej byłem słabym uczniem, dopiero w szkole średniej uczyłem się lepiej. Dawałem też lekcje słabym uczniom szkoły podstawowej, a że parałem się muzyką – grą na skrzypcach i na fortepianie – dawałem też młodszym uczniom lekcje skrzypiec, za co mi płacono. Stałem się teraz pociechą matki...” (Emerytowany dyrektor szkoły – „...dzień się już nachylił” – patrz Bibliografia – tam znajdziesz całość).

W dalszych kolejach losu – w 1914 r. młodzian poszedł do Legionów. Po rozwiązaniu Legionów walczył jeszcze na innych frontach. Po wojnie wrócił do kraju, gdzie zdał maturę, ukończył wyższe studia, został nauczycielem, dyrektorem szkoły. W szkolnictwie dużo pracował społecznie: w Ochotniczej Straży Pożarnej jako jej naczelnik, w Kole Młodych prowadził chór mieszany i teatr amatorski, który niejednokrotnie opisywany był w prasie. Za taka postawę społeczną otrzymał Srebrny Krzyż Zasługi... Ożenił się - jak pisze – z równie pobożną nauczycielką, był ojcem dwóch córek, które także poszły w ślady rodziców. Nieraz w czasie nabożeństw grał na organach. Często przed lekcjami chodził do kościoła, „a gdy nie miał kto, służył do Mszy świętej”... A wszystko zaczęło się od... Różańca śpiewanego i pobożnej, rozmodlonej matki... „Emerytowany dyrektor szkoły – „...i dzień się już nachylił” – patrz bibliografia).


Jak można wywnioskować z przytoczonych tu świadectw - dzieci uczą się przede wszystkim na przykładach, a zwłaszcza na przykładzie swego własnego domu. I choć w późniejszych latach życie pokazuje, że jeśli nawet ci, którzy z domu rodzicielskiego wynieśli zwyczaj codziennego różańca – upadali i oddalali się od Boga, to zawsze, właśnie przez Różaniec, powracali do Niego. Bo Różaniec, czy tego chcieli, czy nie, odcisnął w nich swe niezatarte piętno. Jeśli nawet byli tacy, którzy nigdy wcześniej nie odmawiali Różańca, ale wynieśli ze swych domów obraz modlących się rodziców albo dziadków z różańcem w ręku, to w trudnych chwilach, przywołując w pamięci te przykłady – sami zaczęli się uciekać do tej modlitwy i najczęściej przy niej już pozostali. Bo „wychowanie różańcowe”, prędzej czy później zaistnieje, nawet po wielu latach, dając o sobie znać niczym drobny ale bardzo istotny element kodu genetycznego.

„Moim pragnieniem jest, by księża rozkochali się w modlitwie różańcowej. Bo niby jak ksiądz, który nie jest zakochany w Różańcu, który sam go nie odmawia, będzie namawiał do niego ? Najlepszy przykład idzie z góry” (Leszek Podolecki apostoł Różańca).

WSPÓLNOTY UTWIERDZAJĄ


wg reprod. z chomikuj.pl galeria Iga

„Matka Boża wciąż prosi o modlitwę różańcową. W Fatimie prosiła o nią nie tylko przez dzieci, ale najpierw prosiła właśnie dzieci, mówiąc jak wiele mogą, właśnie one, wyprosić u Boga. Dzieci bardzo przejęły się prośbą Matki, a Franciszek odmówił kiedyś 14 różańców jednego dnia! I dziś dzieci wiele mogą wyprosić u Boga, a ich modlitwa jest szczególnie wonnym kwiatem dla Niego” (http://www.chrystuskrolkack.pl/c4i393/aktualnosci-z-zycia-parafii-dzieciecy-rozaniec.html). Ale najlepiej służą temu wspólnoty różańcowe. I nie tylko dlatego, że Pan Jezus powiedział: „Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20), ale również dlatego, że wspólnie łatwiej jest się modlić, jako że wytwarza się w niej specyficzna, niepowtarzalna atmosfera jedności, podniosłości i duchowego zaangażowania. Wspólnota sprawia, że łatwiej jest uniknąć rozproszenia. Wspólnota związana jest pewną dyscypliną, z której nie można i nawet nie wypada się wyłamać i sprawić zawód wszystkim pozostałym jej członkom. Wspólnota utwierdza w obowiązku, wyrabiając nawyk odmawiania Różańca. Tak więc wspólnota jest swego rodzaju moralnym zobowiązaniem... Nadto, n wspólnotę można zbiorowo oddziaływać, kierując całą grupą i prowadząc rozważania. Wspólnota w „sprawach” modlitewnych zawsze jest doskonalsza.

Mając świadomość tego, Kościół od dawna tworzył wspólnoty parafialne, także dziecięce i młodzieżowe – 20-osobowe wspólnoty różańcowe, najczęściej „Żywego Różańca”. Także nauczyciele-katecheci na swoich lekcjach religii organizują takie wspólnoty w szkołach, w których pracują, wiedząc o tym, że to właśnie doświadczenia wieku dziecięcego, mają znaczący wpływ na dalsze życie ludzkie. Zdarza się również, że wspólnoty różańcowe tworzą sami rodzice. Wspólnoty utrwalają bowiem dobre nawyki modlitewne wyniesione z domu rodzicielskiego.

Do najważniejszych i najpopularniejszych należą Wspólnoty Żywego Różańca dzieci oraz młodzieży, a także wspólnoty Podwórkowych Kółek Różańcowych oraz Białej Armii, która działa głównie we Włoszech, a nazwa jej pochodzi od białych różańców, na których dzieci modlą się. Modlitwy w tych wspólnotach zwykle odmawiane są indywidualnie, ale często ich członkowie gromadzą się na dziesiątkę Różańca w domu któregoś z nich lub wprost na podwórku. Nadto spotykają się na spotkaniach eucharystyczno-różańcowych, gdzie także modlą się w bardzo licznym gremium.

Biała Armia


reprod. ze strony http://www.armatabianca.org/pl/

„...Najsłynniejszym Bożym wojownikiem Starego Testamentu jest Dawid. Pasterz, który przyjmuje wyzwanie Goliata i zwycięża dzięki swej procy. Idąc na pojedynek z Goliatem Dawid włożył do swej torby pasterskiej pięć kamieni. Przypomina to koronkę różańca, która dzieli się na pięć części. "Potem sięgnął Dawid do torby pasterskiej i wyjąwszy z niej kamień, wypuścił go z procy, trafiając Filistyna w czoło, tak że kamień utkwił w czole i Filistyn upadł twarzą na ziemię" (1 Sam 17,48-51).

Goliat jest mocarzem szatana. Doskonale posługuje się bronią i jest pełen pychy. Dawid, Boży wojownik, jest silny mocą wiary: "Ty idziesz na mnie z mieczem, dzidą i zakrzywionym nożem, ja zaś idę na ciebie w imię Pana Zastępów, Boga wojsk izraelskich, którym urągałeś". (1 Sm 17, 45).

Goliat nigdy nie był tak potężny jak w obecnych czasach. Trzyma w ręku cały świat. Ocalenie może przyjść tylko przez Maryję, która "straszna niczym wojsko ustawione w szyku bojowym" (Pnp 6,4) staje do walki razem z dziećmi. Dzieci są współczesnymi Dawidami, uzbrojonymi w różańce: "Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uprosić pokój dla świata i zakończenie wojny" (Fatima, 13 maja 1917).

Każde dziecko, które poświęciło się Matce Bożej i odmawia różaniec jest jak Dawid. Koronka różańca jest jego procą. Dzieci odmawiające różaniec tworzą "Armię" Matki Bożej. Jest to "Biała Armia", ponieważ biel to kolor niewinności” (fragment oraz fotografia zostały pozyskane ze strony: http://www.armatabianca.org/pl/ - tam znajdziesz całość oraz wszystko o Białej Armii).

Szkolna Armia Różańcowa


reprod. z „Królowej Różańca Świetego” nr 3/2014

Katecheci w diecezji zamojsko-lubaczowskiej przejęci wezwaniem Matki Boskiej z Fatimy, w 1999 roku zainicjowali Szkolną Armię Różańcową (SzAR). Uczniowie stają się małymi żołnierzami Maryi – z różańcem w ręku, jak kiedyś Dawid z procą, wychodzą naprzeciw złu, aby je z radością pokonać i aby – jak Hiacynta, Franciszek i Łucja – ratować świat.

Pan Bogusław Zapalski, pomysłodawca SzAR, z zawodu nauczyciel muzyki i organista, wspomina, że „w ciągu 15 lat do SzAR zapisało się 5200 osób. Działa ona w ten sposób, że najpierw katecheta inspiruje uczniów do odmawiania jednego dziesiątka Różańca dziennie, a potem z chętnych tworzy SzAR danej klasy, a później całej szkoły... Wszystkie wspólnoty klasowe, nawet te najmniejsze 5 – czy 10-osobowe – są dla Maryi bardzo ważne... To swoiste "kółko przedmiotowe" danego katechety, przez które umacnia się więź z Bogiem i zwiększa się wychowawcze oddziaływanie szkoły na uczniów”. Uczniowie jako żołnierze modlitwą bronią od złego swoją klasę, a w szerszym wymiarze – całą szkołę... „Modlitwa różańcowa za dzieci, a jeszcze bardziej z dziećmi, stanowi pomoc duchową, której nie należy lekceważyć – zauważa pani Bożena Bryk, dyrektor Szkolnej Armii Różańcowej.

Najczęściej członkami SzAR byli uczniowie od czwartej klasy szkoły podstawowej. Obecnie dziesiątek Różańca w Szkole Podstawowej nr 2 im.Marszałka Józefa Piłsudskiego w Tomaszowie Lubelskim, odmawiają już uczniowie klas drugich. Przynoszą do szkoły różańce i pięknie się na nich modlą”... SzAR wydaje dwumiesięcznik „Internet z Maryją”, ma swój hymn [patrz RÓŻANIEC W PIEŚNIACH], inne pieśni, m.in. wydane na płycie ”Różaniec – nasz obronny szaniec”, a także stronę internetową www.szar.edl.pl, na której znajdują się różne materiały wychowawczo-religijne...

„Modlitwa dzieci uratuje świat” ( św.o.Pio)

Codziennie modlę się na różańcu – napisała w ankiecie uczennica piątej klasy - . Sprawia mi to wielką radość Ten dziesiątek Różańca, który odmawiam codziennie, prowadzi mnie małymi kroczkami do nieba”. „Codziennie gdy wracam do domu, odmawiam Różaniec – powiedziała Tereska z piątej klasy. Zapisałam się do SzAR, aby być bliżej Boga, Zapał do modlitwy czerpię od babci, która co niedzielę chodzi ze mną do kościoła”.

„Udział w szkolnej Armii Różańcowej nie wymaga wspólnych spotkań – informuje pan Zapalski – ale są katecheci, którzy spotykają się z członkami SzAR raz w miesiącu lub raz na kwartał. Bywa, że dyrekcje wpisują program SzAR w plan dydaktyczno-wychowawczy danej szkoły”... Pani Beata, która jest katechetką... wyznała: "Systematycznie przypominam uczniom o modlitwie na różańcu. Często rozpoczynamy lekcje religii Różańcem. Prowadzę kółko katechetyczne, na którym też modlimy się różańcem. Widzę potrzebę kontynuacji tego dzieła. Młodzież z SzAR daje dodatkowe wyznanie wiary wobec swoich rówieśników. We współczesnym świecie, nawet najmniejsze grono młodych ludzi, którzy są blisko Boga, ma ogromne znaczenie”."

7 października 2014 roku w kościele Najświętszego Serca Jezusa w Tomaszowie Lubelskim, odbyła się 15 konferencja SzAR. Główną częścią spotkania była Eucharystia... Z uczestnikami konferencji pani Marzena z Tomaszowa Lubelskiego podzieliła się tym, jakie owoce przyniosła modlitwa różańcowa w życiu jej najbliższych: "Mój syn Sławosz wstąpił do SzAR w drugiej klasie szkoły podstawowej. Nie sądziłam, że tak małe dziecko potraktuje modlitwę różańcową aż tak poważnie. Obecnie jest w trzeciej klasie gimnazjum i ani razu nie opuścił Różańca. Po kilku latach systematycznego odmawiania Różańca, mój syn zaczął również modlić się Koronką do Ducha Świętego. Gdy zaproponowałam Sławoszowi modlitwę za kapłana w ramach Margaretki, z radością odpowiedział na to zaproszenie.

Młodsza siostra Sławosza, 11-letnia Karina, była trochę zazdrosna o to, że jej brat otacza modlitwą kapłana. Uświadomiłam sobie, że dla moich dzieci modlitwa za kapłanów nie jest obowiązkiem ale wyróżnieniem. W maju 2014 roku Karina również podjęła zobowiązanie modlitewne na całe życie. W sierpniu 2013 roku uczestniczyliśmy całą rodziną w rekolekcjach. Moje dzieci otrzymały dar męstwa i odmówiły uczestnictwa w Halloween oraz wróżbach andrzejkowych. Sławosz miał odwagę powiedzieć na forum klasy i w obecności nauczyciela, że takie zachowania są niekatolickie. Pragnę dodać, że mój syn jest takim samym nastolatkiem jak każdy inny. Lubi grać w piłkę nożną i gry komputerowe, ma duże poczucie humoru, jest zawsze radosny i pozytywnie nastawiony do świata" (s.Wioletta Ostrowska CSL „Szkolna Armia Różańcowa” – „Różaniec” nr 1/2015 – tam znajdziesz całość). O Białej Armii znajdziesz także na stronie: http://www.armatabianca.org/pl/

„Nawet pozornie tak mała rzecz jak odmawianie jednego dziesiątka Różańca dziennie, ma siłę ziarnka gorczycy i przynosi wiele dobra w naszym życiu”.

Żywy różaniec dzieci i młodzieży


reprod. z „Królowej Różańca Świetego” nr 3/2014

Koła Żywego Różańca są nie tylko dla ludzi starszych. Bliskość Boga jest wezwaniem dla każdego, w każdym czasie i w każdym miejscu – podkreślił bp Marek Solarczyk podczas Zjazdu 30 Dziecięcych i Młodzieżowych Róż Różańcowych diecezji warszawsko-praskiej.

Spotkanie odbyło się w parafii św. Faustyny na Bródnie w uroczystość św. Stanisława Kostki, przed którego relikwiami odmówiono różaniec. Jak zauważył w homilii bp Solarczyk, kiedy do ręki bierzemy różaniec, ważne jest, by był on modlitwą pełną ufności, jak modlitwa dziecka. "Przyjmując postawę dziecka Bożego, otrzymujemy moc od Boga. Jeśli pozwalamy, by ona nas przemieniała, otrzymujemy tę moc dla wspólnoty. To jest prawda płynąca z różańca" – podkreślił bp Solarczyk. Na zakończenie Mszy Świętej odbyła się uroczystość przyjęcia do Żywego Różańca nowych członków. W parafii zawiązały się dwa koła dziecięce, koło młodzieżowe i koło rodziców...

Na doroczny zjazd formacyjny młodzież przygotowała sztukę opowiadającą o ślubach Jana Kazimierza i ślubach jasnogórskich Prymasa Polski Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Bp Solarczyk otrzymał w darze mitrę i ornat uszyty przez licealistę Artura Pyrzyńskiego, zelatora młodzieżowego Koła Różańcowego. Spotkanie zakończyła agapa. (Źródło: http://www.idziemy.pl/kosciol/rozaniec-dzieci-i-mlodziezy).

Najlepiej by było gdyby wspólnoty Żywego Różańca tworzyli sami rodzice, ale jeśli nie, to niech przynajmniej pomogą swym dzieciom wypełnić wolę Matki Najświętszej. Dlatego każde dziecko, które chciałoby współtworzyć Różę Różańcową, winno mieć nie tylko taką wolę i chęć trwania w postanowieniu odmawiania codziennie jednej dziesiątki różańca, ale i zgodę rodziców, którzy mogliby wspierać je w tym postanowieniu” (wg http://www.chrystuskrolkack.pl/c4i393/aktualnosci-z-zycia-parafii-dzieciecy-rozaniec.html).

Dzieci ewangelizują

W szkole podstawowej w Kabatach „około sześćdziesięcioro dzieci zaangażowało się w "promocję modlitwy różańcowej" wśród ludzi dorosłych. Czynią to z tak wielkim oddaniem, że nawet osoby będące daleko od Boga, otwierają szeroko oczy ze zdziwienia.

"Na spotkaniach kółka różańcowego najmłodsi własnoręcznie wykonują plastikowe różańce. Szkoła w ciągu roku zbiera nakrętki z butelek, a następnie oddaje je do zakładu, który pozyskany materiał przetapia na koraliki i krzyżyki. Dzieci na spotkaniach nawlekają koraliki na sznurki, a następnie rozdają dorosłym: nauczycielom, wychowawcom, rodzinie. Wręczając komuś prezent, maja obowiązek dodać, że nie jest to amulet ani darmowa pamiątka lecz wezwanie do podjęcia stałej modlitwy różańcowej" – opowiada s.Barbara Świderska ze zgromadzenia sióstr salwatorianek.

Uczniowie nie tylko wykonują i rozdają różańce, lecz także modlą się dziesiątkami Różańca w intencji swoich najbliższych. "Modlitwa dzieci ma ogromny wpływ na rodziców. To są takie zwykłe, codzienne cuda. Pewien ojciec przyszedł do szkoły i powiedział mi, że kiedy zobaczył swego małego synka modlącego się za niego, sam również podjął modlitwę. I to od razu nowennę Pompejańską" – wyznaje siostra salwatorianka... Jedna z mam opowiada o sytuacji, której była świadkiem podczas wycieczki szkolnej. Wtedy to dzieci z własnej inicjatywy zebrały się w jednym z pomieszczeń na wspólną modlitwę. Wzięły różańce do rączek i zaczęły śpiewać "zdrowaśki". "Kiedy to zobaczyłam, było mi po prostu wstyd. W moim sercu coś się poruszyło" – mówiła kobieta. Dziecięca wiara i prostota sprawia, że zmienia się myślenie niektórych nauczycieli, których wiara do tej pory była słaba, albo w ogóle jej brakowało. Zbliżają się oni do Boga, zaczynają Go szukać, zwracają się do Niego.

"Robienie różańców już jest modlitwą. Tak to widzę, pracując w tej szkole. Wcześniej nie było tutaj kółek religijnych i ciężko było pogłębiać wiarę. Dlatego dzieci przez rozdawanie różańców stają się ewangelizatorami. Pamiętam sytuację, kiedy nasi uczniowie na Dzień Nauczyciela ofiarowali różaniec swojej wychowawczyni, która była daleko od Boga. Dzieci w swojej wierze są zachwycająco szczere" – podsumowuje s.Barbara” (Magdalena Chwalibóg „Dzieci ewangelizują” – „Różaniec” nr 10/2017).

Październikowa modlitwa różańcowa

Zakończył się miesiąc październik, a wraz z nim codzienne nabożeństwa różańcowe. Dzieci z naszej parafii gromadziły się w kościele od poniedziałku do piątku o godz. 17:00, aby wspólnie odmawiać różaniec. Nabożeństwom tym zawsze przewodniczył ksiądz, ale to właśnie dzieci odczytywały rozważania do każdej tajemnicy, podawały intencje modlitwy oraz prowadziły poszczególne „dziesiątki”. Na zakończenie nabożeństw różańcowych dzieci za swoją gorliwość otrzymały pamiątkę uczestnictwa w „Różańcu 2009” – gipsową figurkę Matki Bożej z Dzieciątkiem.

http://www.swietyduch.wrzesnia.pl/index.php/wydarzenia/2009/25-qdziecicy-roaniecq.html



„W tym roku na nabożeństwa różańcowe dzieci przyniosą do kościoła... smoczki. To pomysł "Małego Gościa Niedzielnego". Rozda on dzieciom długą papierową "Linię życia", na której będą wklejały różańcowe obrazki.

Co zrobić, by dorośli przestali zabijać małe nienarodzone dzieci? - pyta dzieci we wstępniaku Gabrysia Szulik, redaktor naczelna pisma. - Co wy możecie zrobić? Macie w rękach potężną broń, różaniec. Bardzo Was proszę, byście przez cały październik szczególnie modlili się za te dzieci, które jeszcze się nie urodziły. O to, by szczęśliwie mogły zobaczyć świat. Najlepiej, jeśli będziecie się modlić za jedno konkretne dziecko. Może ma dopiero kilka milimetrów wzrostu ?

Możecie mu nadać imię i przygotować dla niego... smoczek. Ten smoczek dzieci przyniosą do kościoła. Różaniec za nienarodzonych to pomysł katolików z Meksyku. Zaproponowali, by w czasie Światowego Dnia Różańca 4 października po każdej tajemnicy wypowiadać zdanie: "Jezu, chroń i ocal dzieci nienarodzone". Organizatorzy spodziewają się, że w akcji weźmie udział ponad 3 miliony ludzi ze 140 krajów” („Gość Niedzielny” 40/2008).

Wenezuelskie dzieci odmawiają Różaniec w intencji pokoju

Milion dzieci modliło się 18 października w Caracas na różańcu w intencji pokoju na świecie. Inicjatywa ta wyszła od Krajowej Rady Świeckich w Wenezueli.

Modlono się w szkołach, kaplicach, ośrodkach wychowawczych, w domach i szpitalach – tam gdzie dzieci zastała godzina 9:00 rano miejscowego czasu. Do zrealizowania tego przedsięwzięcia zmobilizowano tysiące wolontariuszy, którzy prowadzili dziecięcy różaniec o pokój. Większość z nich jest zaangażowana w ruchy i organizacje katolickie działające w Wenezueli.

Różańcową inicjatywę poparła międzynarodowa organizacja pomocy Kościołowi w potrzebie „Kirche in Not”. Przesłała ona do Wenezueli pierwsze egzemplarze książki „Różaniec – radość, światło, ból i chwała”. Jej autorem jest kapelan tej organizacji, ojciec Joaquín Alliende (rv-tc/zs © Radio Vaticana 2005).

Źródło: http://www.opoka.org.pl/aktualnosci/news.php?s=opoka&id=15323


reprod. z „Rycerza Niepokalanej”

„Ta prosta i głęboka modlitwa, chętnie odmawiana indywidualnie i w gronie rodziny, była niegdyś bardzo popularna wśród chrześcijańskiego ludu. Byłoby dobrze, gdyby i dziś została na nowo odkryta i doceniona zwłaszcza w rodzinach” (św. Jan Paweł II)


wróć do strony głównej