wróć do strony głównej



PASANE RÓŻAŃCEM



„Modlitwy gromadne, Różaniec ! Oto alfa i omega. Świat zaprzecza im mocy, lecz niechaj chrześcijaństwo oprze się na ich mocy całym swoim ciężarem” (Robert Hugon Benson).


reprod. z „Rycerza Niepokalanej” nr 10/2007

W „Rycerzu Niepokalanej” nr.10 (400) z października 1989 roku opisano piękną inicjatywę opasania miasta różańcem. Nie wiemy, czy podjęta wtedy inicjatywa przetrwała aż do dzisiaj, ale pomimo upływu czasu i dzisiaj może być nie tylko przepięknym wzorem do naśladowania, lecz i naglącą koniecznością w dzisiejszym obłąkanym świecie. Oto świadectwo tego Bożego przedsięwzięcia, przedstawione przez pana Emila Bogackiego z Tarnowa:

„Z inicjatywy ludzi przejętych do głębi kultem Matki Najświętszej i zaangażowanych bardzo w rozwijaniu modlitwy różańcowej, powstał projekt otoczenia miasta Tarnowa Różańcem świętym. W tym celu wykorzystano turystyczny szlak biegnący wokół miasta po jego administracyjnych granicach. Szlak ten, o długości ponad 50 kilometrów, łączy szereg wiosek leżących dookoła Tarnowa. Przebiega on obok pomników męczeństwa i miejsc masowych grobów, gdzie hitlerowski okupant krwawo rozprawiał się z Polakami. Początek i koniec szlaku, to pomnik rozstrzelanej tu przez gestapowców córy gór – Heleny Marusarzówny.

By otoczyć miasto Tarnów Różańcem świętym, szlak podzielono na dziesięć odcinków. Co dwa tygodnie grupa ludzi, przeważnie mężczyzn w średnim wieku, zbierała się w wyznaczonym miejscu, by pokonać pieszo jeden odcinek o długości 6-8 kilometrów. Podczas marszu – wspólny Różaniec w całości, Koronka do Miłosierdzia Bożego, Litania Loretańska do Matki Bożej, Anioł Pański i "Pod Twoją obronę"... Jeśli po drodze był kościół czy kaplica – obowiązkowe wejście i dodatkowa modlitwa, a gdy szczęście sprzyjało – Msza święta. Pod pomnikiem i na miejscach straceń odmawiano wspólnie "Wieczny odpoczynek" za poległych.

Istotną sprawą było polecenie pod specjalną opiekę Matki Najświętszej i Jej Boskiego Syna, naszego miasta, by wszelkie zło nie miało doń dostępu.

To był rok 1984. Podobne przejście w nieco mniejszym gronie kontynuowano dwa lata później, zaś w roku 1987 przystąpiono do trzeciego przejścia, które jednak różniło się od poprzednich. W jednym dniu, o jednej godzinie na poszczególnych etapach znalazły się grupki wielbicieli Matki Bożej i ruszyły z Różańcem na ustach na szlak. Modlitwą różańcową otoczyły jak świętym szańcem miasto Tarnów.

Ten łańcuch różańcowych "zdrowasiek" stał się potężnym łańcuchem obronnym. Owoce trzykrotnego opasania miasta Różańcem świętym są dziś dla bacznych obserwatorów widoczne prawie na każdym kroku. Dobro zwycięża w wielu miejscach. Rosną szeregi zwolenników Różańca świętego przeważnie złączonych w Jasnogórskiej Rodzinie Różańcowej, która tutaj liczy kilka tysięcy członków. Święcą tryumfy wszelkie katolickie Wspólnoty, a walka z alkoholizmem ma do odnotowania wiele sukcesów.

Ta mrówcza praca wielu ludzi, to cegiełki muru, to ogniwa łańcucha, który przy naszej dobrej woli zbudowała nam wokół miasta Matka Boża. Dzisiaj za to możemy wielbić Ją i dziękować Jej serdecznie również na łamach "Rycerza Niepokalanej". Chcielibyśmy Ją, Królową naszą i najlepszą z matek gorąco prosić, by według naszego wzoru poszły inne polskie miasta, by tym sposobem pomóc Niepokalanej zmiażdżyć głowę starego węża”.

„W świadectwach osób odmawiających Różaniec, często powtarza się motyw budzący podziw dla jednoczesnej modlitwy. Niezależnie od tego, w jakim miejscu znajdują się członkowie wspólnoty, umawiają się oni na wspólne odmawianie Różańca o tej samej porze i w tej samej intencji. Ta niezwykle szlachetna inicjatywa owocuje niezliczonymi łaskami” (Patrycja Pierzynka).

Parafia opasana różańcem

„W parafii Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie październik 2007 roku zakończył się procesją różańcową, która przeszła ulicami położonego w centrum parafii Osiedla Łużyckiego. Już po raz piąty wierni wzięli udział w tej formie kultu maryjnego, aby zamanifestować swoją miłość i przywiązanie do Matki Zbawiciela i przez Jej pośrednictwo wypraszać u Chrystusa potrzebne łaski oraz dziękować za otrzymane. Przed rozpoczęciem procesji została pobłogosławiona figura Matki Bożej Fatimskiej.


reprod. z „Różańca” nr 3/2009

Po raz pierwszy procesja różańcowa została zorganizowana w naszej parafii w październiku 2007 roku – na zakończenie ogłoszonego przez Jana Pawła II, Roku Różańca. Od tej pory stało się już tradycją, że i starsi i młodsi bardzo chętnie uczestniczą w procesji z różańcem w ręku, w tym również wiele osób z sąsiednich parafii. Tym razem frekwencja przeszła wszelkie oczekiwania – było około czterech tysięcy uczestników. Na twarzach wiernych widoczne było skupienie, a światła lampionów i pochodni rozpraszały ciemności niedzielnego wieczoru. Modlitewny nastrój podkreślały rozważania prowadzone przez ojców jezuitów: Longina i Józefa oraz przez księdza proboszcza prał. Sylwestra Zawadzkiego. Wcześniej, misjonarze przez pięć dni głosili nauki w ramach parafialnych rekolekcji różańcowych.

Gdyby połączyć wszystkie różańce niesione w procesji przez wiernych, to opasałyby całą parafię. Jest to na pewno zwycięstwo różańcowe nie tylko dlatego, że rekolekcje różańcowe są wyjątkową i nie spotykaną na co dzień formą duszpasterstwa, a tak liczna procesja różańcowa, okazuje wielką potrzebę modlitwy, ale także dlatego, że dzięki takim przedsięwzięciom duszpasterskim wzrasta w nas wiara i miłość do Boga i ludzi...” (Beata Żurek i Maria Podlipska „Parafia opasana różańcem” „Różaniec” nr 3(681) marzec 2009 – tam znajdziesz całość).

***

Czy wiecie o tym, że według takiego wzoru jaki powyżej przedstawiono w Tarnowie, poszedł obecnie węgierski Budapeszt ? (patrz: KRUCJATA WĘGIERSKA). Czy pamiętacie o tym, jak pod koniec wiosny tego roku (2013) Budapeszt został obroniony od nieuchronnego zalania przez powodziowe fale Dunaju ? Prawda, że w tych nadzwyczaj dramatycznych chwilach naród nauczył się jednoczyć, zrozumiał, czym jest odpowiedzialność za wielkie, wspólne dobro. Ale czy tylko sami ludzie przyblokowali fale Dunaju ? Czy Wam to o czymś mówi...?



Różaniec z ludzi otoczył Sejm. Modlili się za posłów

Martyna Śmigiel

Prawie sto osób otoczyło dziś [11 listopada 2013r.) polski sejm z biało-czerwonymi flagami i portretami Matki Boskiej w dłoniach. W ten sposób stworzyli "żywy różaniec", by modlić się w intencji parlamentarzystów. Spotkanie zorganizowała Krucjata Różańcowa za Ojczyznę.

- Módlmy się za parlamentarzystów, którzy realizują wolę Chrystusa. A także za tych posłów, którzy słuchają złych ludzi i złych duchów. Za nich odprawmy egzorcyzmy - mówił do mikrofonu prowadzący modlitwę, do której przyłączyło się w Święto Niepodległości około stu osób. Najpierw wzięli udział w mszy w kościele Trzech Krzyży, by stamtąd udać się pod budynek Sejmu na ul. Wiejskiej. W dłoniach nieśli biało-czerwone flagi, portrety Jana Pawła II i Matki Boskiej oraz transparent z deklaracją: "Modlimy się za każdą polską duszę".

Pod Sejmem spotkała ich niemiła niespodzianka. Członkowie służb porządkowych odmówili prawie stuosobowej grupie wejścia na teren parlamentu. - Zło w Polsce działa w sposób zorganizowany i nie pozwala organizować się dobru. Każdy pojedynczy człowiek może dziś wejść na teren sejmu, dlaczego my nie możemy? - dopytywał jeden z modlących się. Grupa nie ustawała w modlitwach pod jedną z bram wejściowych. Po niecałej godzinie strażnicy zgodzili się wpuścić ich na teren Sejmu.

- Idźmy gęsiego, tak żeby otoczyć cały budynek ludzkim łańcuchem. W ten sposób stworzymy żywy różaniec - nawoływała uczestniczka modlitwy, pani Maria. By wziąć udział w Krucjacie Różańcowej, do stolicy przyjechała z Otwocka. Razem z innymi uczestnikami Krucjaty obeszła budynek Sejmu dookoła i odmówiła modlitwę. Zebranym przyświecało w tym roku motto: "Z Maryją, Królową Polski, módlmy się o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnianie Jasnogórskich Ślubów Narodu".

- Zło czai się nie tylko w budynku Sejmu, ale i w pobliskim Centrum Sztuki Współczesnej. Za tamto miejsce też musimy się modlić - przypomniał prowadzący modlitwę. Odniósł się do jednej z prac prezentowanych w CSW na wystawie "British British Polish Polish: Sztuka krańców Europy, długie lata 90. i dziś". W kontrowersyjnym filmie jego nagi autor Jacek Markiewicz pieści leżący na podłodze średniowieczny krzyż z Chrystusem. Tydzień temu odbył się w tej sprawie protest pod budynkiem galerii.

Krucjata Różańcowa za Ojczyznę to oddolna inicjatywa wiernych, nad którą opiekę sprawują Ojcowie Paulini z Jasnej Góry i Jasnogórskiej Rodziny Różańcowej. "Jesteśmy świadkami niewydolności państwa i wymiaru sprawiedliwości, korupcji, olbrzymiego zadłużenia, zapaści demograficznej, całkowitego rozkładu moralnego. Aby stawić czoła tym współczesnym problemom potrzebna jest przede wszystkim odbudowa fundamentu wiary,

Źródło oraz cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75248,14933504,Rozaniec_z_ludzi_otoczyl_Sejm__Modlili_sie_za_poslow.html#ixzz2lwr9Qbx8

***

Ks.Julian Brzezicki, moderator Żywego Różańca diecezji zamojsko-lubaczowskiej, podkreśla, że Sejm to miejsce, które w szczególności musimy otaczać modlitwą, aby nasi przedstawiciele tworzyli tam dobre prawa.

"...Jeśli otacza się Sejm różańcem to po to, aby za przyczyną Matki Bożej prosić o ochronę przed złem. Szatan nie może mieć dostępu do miejsc, w których będzie tworzone dobre prawo. Takie duchowe wsparcie jest potrzebne, żeby tam, gdzie trzeba dać świadectwo wiary i zawierzenia, że różaniec ma ogromną moc. Chodzi o to, by w naszej ojczyźnie zwyciężały dobro, prawda i sprawiedliwość” (ks.Julian Brzezicki – źródło: . http://www.radiomaryja.pl/informacje/sejm-otoczony-rozancem-swietym/ )

***

W tejże diecezji zamojsko-lubaczowskiej znajduje się parafia Trzęsiny, która nie tylko jest opasana, ale przetkana, cała na wskroś przeniknięta Różańcem. Zajrzyj pod: zakładkę RÓŻAŃCOWA FORMACJA DUCHOWA – inne inicjatywy. Tam dowiesz się, na czym polega ten fenomen.

Ale największym, najwspanialszym opasaniem Różańcem, była pospolite ruszenie na „Różaniec do granic”, gdzie całą Polska, wzdłuż jej granic nasi rodacy opasali wprost murem różańcowym.

RÓŻANIEC DO GRANIC

Inicjatywa ta - jako kolejne wielkie wydarzenie religijne w skali ogólnopolskiej - miała miejsce pod koniec października 2017 roku. Rok wcześniej bowiem, czyli także w październiku, odbyło się pierwsze z serii trzech wielkich wydarzeń, jakim była Wielka Pokuta Narodowa zorganizowana w duchowej Stolicy Narodu jaką jest Jasna Góra. Drugie zaś, czyli oficjalne uznanie Chrystusa Króla Narodu polskiego, miało miejsce miesiąc później w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w krakowskich Łagiewnikach. Ale – jak widać - „Pan Bóg ciągle na nowo zaskakuje. Tym razem Jego działanie objawiło się poprzez natchnienie do uczynienia kolejnego kroku, jakim ma być "Różaniec do granic" – mówił Lech Dokowicz – jeden z organizatorów także tej ogólnopolskiej akcji, przed rozpoczęciem jej.

„Żyjemy w czasach, w których większość ludzi rodzi się dla piekła, a nie dla nieba – tłumaczył. Oprócz tego, wielu analityków grozi nam wojną ze Wschodu; jednocześnie mamy do czynienia z ekspansją islamu i deprawacją, które przychodzą z Zachodu oraz wewnętrznym zamieszaniem i brakiem jedności w naszym kraju. Ludzie wierzący nie mogą pozostać bierni, muszą walczyć o nawrócenie świata tak, jak wskazuje nam to przez Maryję sam Wszechmogący – pokutą i różańcem”...

Obok Lecha Dokowicza, drugim inicjatorem tych wielkich wydarzeń był Maciej Bodasiński. Obaj panowie są bowiem szefami Fundacji „Solo Dios Basta”, czyli „Bóg sam wystarczy”. Jak widać – obaj zostali napełnieni Duchem Świętym, gdyż nieczęsto się zdarza, aby to właśnie ludzie świeccy podejmowali organizację takich monumentalnych dzieł w sferze religijnej. Wprawdzie wszystkie te przedsięwzięcia przeprowadzano w porozumieniu z Episkopatem Polski, który w każdym przypadku okazywał życzliwą aprobatę oraz zapewnił w nich udział biskupów, ale w przypadku Różańca do granic, organizatorzy do końca działań wstępnych nie mieli pewności, że zamiar ich się uda. Dopiero kiedy dołączyła ostatnia diecezja, mogli odetchnąć z ulgą.

Potem już było tylko lepiej, bo wkrótce zaczęli działać ambasadorzy tego odważnego pomysłu: Cezary Pazura, Jerzy Zelnik, Dominika Figurska, Ewa Ziętek, Marcin Mroczek, Przemysław Babiarz, Katarzyna Olubińska, Krzysztof Ziemiec, Wojciech Modest Amaro i ojciec Benedykt Pączka, którzy występowali w spotach radiowych i telewizyjnych zachęcając do udziału w "Różańcu do granic". Liczba zgłoszeń zaczęła wzrastać lawinowo, dochodząc do miliona, co przerosło najśmielsze ich oczekiwania.

Ale nietrudno to zrozumieć, jako że już przed wielu laty – Maria Konopnicka w liście z dnia 12 stycznia 1893 r. wysłanym z Avinion do Teofila Lenartowicza, ujęła swoje spostrzeżenie w następujących słowach:: „Im więcej krajów widzę i im więcej ludzi, tym silniej czuję, że nasze społeczeństwo ze wszystkimi usterkami stokroć szlachetniejsze i więcej warte. Ej, my chyba nie zginiem ! Bo na co dawałby nam Pan Bóg tyle ducha i rzewności – i dumy jakiejś, i prostoty – gdyby to wszystko na marne miało iść”...

I rzeczywiście, w dniu 7 października 2017 roku, czyli w święto Matki Bożej Różańcowej ustanowione na pamiątkę wielkiego zwycięstwa chrześcijan w bitwie morskiej z przeważającą siłą floty tureckiej pod Lepanto - została podjęta modlitwa różańcowa o pokój dla Ojczyzny i dla całego świata, a także o łaski Boże dla Polski i dla świata. Ogromna liczba modlących się była rozczłonkowana między 22 diecezje, a w nich między 320 parafii przy kościołach stacyjnych, znajdujących się w pasie przygranicznym wokół całej Polski. Tego dnia, wzdłuż wszystkich naszych granic, a także wzdłuż brzegu morskiego, wzdłuż rzek granicznych i szczytów górskich, stanęło ponad milion osób, aby z różańcem w ręku móc wspólnie modlić się.

Najpierw, czyli o godz. 10.30, uczestnicy zgromadzili się w przygranicznych kościołach, gdzie wysłuchali specjalnie przygotowanych konferencji, uczestniczyli we Mszy świętej, a potem była jeszcze adoracja Najświętszego Sakramentu... Po krótkiej przerwie na posiłek - który z wielkim oddaniem i z wielką starannością przygotowali przybyszom członkowie tych parafii – uczestnicy „Różańca do granic” przeszli lub podjechali do wyznaczonych stref, których było około czterech tysięcy. Tam o godzinie 14.00 – we wszystkich miejscach równocześnie, została rozpoczęta modlitwa różańcowa.

Ponieważ cały Różaniec składa się z czterech części – dwie części były odmawiane w postawie zwróconej twarzą do wnętrza Polski, a dwie następne – z twarzą zwróconą na zewnątrz, czyli na cały świat. W tym samym czasie parafianie z kościołów przygranicznych, wspólnie modlili się w swoich parafialnych świątyniach, zaś w głębi kraju, w różnych miejscach (nawet w szpitalach) - zdrowi i chorzy łączyli się duchowo z tymi, którzy w tym czasie stali na granicach Ojczyzny...

Jałówka przy granicy z Białorusią

Uczestnicy Różańca modlili się gorliwie na lądzie i na wodzie, w górach i na nizinach a nawet w powietrzu. „Zdrowaśki” unosiły się nad drogami, łąkami i na obrzeżach lasów; nad górskimi szczytami, w schroniskach i nad morzem; nad lotniskami i w samolotach, a także poza Polską.

Na południu naszego kraju modlono się nawet na kilku górskich szczytach – na Rysach, na Giewoncie, gdzie podczas modlitwy stał obraz Matki Bożej... Młodzież z diecezji krakowskiej modliła się na Babiej Górze wspólnie ze Słowakami, a także w tzw. „Trójstyku” – w miejscu, w którym stykały się granice trzech sąsiednich państw: Polski, Czech i Słowacji. Także niemal we wszystkich strefach obok mieszkańców Polski, znaleźli się przedstawiciele Polonii, którzy przyjechali nie tylko z całej Europy, ale i z innych kontynentów, by wspierać swą Ojczyznę. Tak właśnie w Piaskach, nad Bałtykiem koło Krynicy Morskiej, do Różańca włączyła się grupa pielgrzymów z Rosji nadbałtyckiej...

Gdańsk - Bałtyk

Na morzu, nad Zatoką Pucką, Różaniec odmawiali rybacy z Jastarni, którzy wypłynęli w morze na swoich kutrach. Na Westerplatte – polskie dzieci modliły się o pokój. W okolicy Sępopola – na rzekę Łynę wypłynęła grupa kajakarzy, zaś wierni z Warmii wypłynęli na wody graniczne na swych katamaranach. Natomiast w diecezji tarnowskiej Różaniec odmawiano na łodziach-tratwach flisackich wzdłuż spływu Dunajcem.

W niektórych samolotach w powietrzu, podczas lotu, także odmawiano cztery części różańca. „Piotr Loranc i jego kolega pilot, Jerzy Woźnicki, wystartowali z lotniska Aeroklubu Bielsko-Bialskiego i dotarli najpierw nad granicę w Cieszynie, a następnie polecieli wzdłuż niej nad Ustroniem, Wisłą, Istebną, a także Zwardoniem i Korbielowem, gdzie Polska graniczy ze Słowacją i wrócili do Bielska-Białej”. Modlono się też na lotniskach: w Warszawie, w Gdańsku, w Katowicach, w Poznaniu... w Łodzi, we Wrocławiu, w Szczytnie, w Jasionce, w Ożarowicach, gdzie Różaniec był odmawiany w kaplicach lotniskowych razem z kapelanami...

Skarbiec przy granicy z Rosją

Z „Różańcem do granic” łączono się w modlitwie w kilkudziesięciu miejscach na świecie: w Paryżu i w Londynie, w Dublinie, w Amsterdamie; w Neapolu czy w Auckland na Nowej Zelandii... Nawet w japońskiej Akicie, gdzie się znajduje słynne sanktuarium Maryjne. Nawet w wojskowej bazie lotniczej Bagram w Afganistanie czy w miejscowości Stamsund, znajdującej się w norweskim archipelagu Lofotów, za kołem podbiegunowym... A przede wszystkim w licznych parafiach rozsianych po calutkim globie, gdziekolwiek żyją Polacy; gdziekolwiek chcieli dobrowolnie włączyć się w to naprawdę wielkie i zbożne dzieło...

W portugalskiej Fatimie grupa katolików z Portugalii, z Hiszpanii, z Anglii, Francji, Szwajcarii, a także z Filipin i z Nowej Zelandii przez całą noc czuwała z modlitwą różańcową, "łącząc się duchowo z uczestnikami modlitwy w Polsce". W różańcu brali udział także niektórzy polscy politycy, którym pokój w Ojczyźnie oraz na całym świecie, był droższy ponad wszystko.

„O Boże, wielki Boże,
Ty nie znasz nas, Polaków.
Ty nie wiesz, czym być może
Straż polska u Twych znaków” (Stanisław Wyspiański).

Chociaż internet zalały zdjęcia z "Różańca do Granic", to jednak – jak można było już wcześniej przewidywać – znalazło się - i to wcale niemało ludzi – naszych rodaków (pożal się Boże), którzy szukali „dziury w całym”, totalnie krytykując całe to wydarzenie i ośmieszając je, jako rzekomy „pseudofilozoficzny bełkot”; jako „ksenofobiczny spektakl wymierzony w uchodźców”, jako „pałkę na islam”.... i twierdząc, że to wszystko doszło już do granic absurdu.

Co zarzucano temu wielkiemu przedsięwzięciu ? A to, że wielki jest jeszcze „Ciemnogród” w Polsce. A to, że akcja ta była ostentacyjna. A to, że ksenofobi modlili się za świat, stojąc tyłem do niego. A to, że całe to wydarzenie było straszliwie żenujące i że wstydzą się za nas w oczach całego świata... To tylko skromny wybór spośród licznych impertynencji...

Przy granicy ze Słowacją

A co my na to ? No cóż ? „Ciemnogród” ma jasną wizję swojej dalekiej przyszłości – wiecznego życia z Bogiem, gdzie „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1Kor 2,9). „Jasnogród” zaś, który nie wierzy w życie wieczne – pewnie ma jedynie wizję ciemnego grobu, który „z zewnątrz wygląda pięknie, lecz wewnątrz pełen jest kości trupich i wszelkiego plugastwa” (por Mt 23,27)...

Akcja była ostentacyjna”. Tak !!! Bo chociaż to wcale nie było „planowane” – to właśnie przez tę „ostentację” daliśmy przekaz całemu światu, jak należy odważnie świadczyć o swojej wierze. Daliśmy przykład jako Naród katolicki – innym, nieszczęsnym narodom, w których zostały szczątki wiary, a także zachętę do odrodzenia jej. Daliśmy przykład jako Naród, który nigdy i przez nikogo nie daje się załamać, bo od zawsze, od wieków był i – jak widać – ciągle jest Narodem „semper fidelis” !

A co do tej „pałki na islam” – to ktoś, kto pisze takie rzeczy, pewnie nigdy nie słyszał o naukach Jezusa, o Jego nauczaniu powszechnej miłości, o tym, że katolicy nikomu źle nie życzą. Pewnie ma bardzo „krótką pamięć”, więc gdzieś już „uleciało” mu to, że bądź co bądź „polski” papież w większym stopniu niż którykolwiek z jego poprzedników, podejmował odważne relacje dialogowe także z muzułmanami; i że za Jego pontyfikatu dialog międzyreligijny stanowił priorytet, a w związku z tym w Jego działaniach miał miejsce wyjątkowe... Pewnie nie czytał o nieustannej pomocy humanitarnej płynącej z Polski do krajów Bliskiego Wschodu objętych wojną, gdzie pomoc świadczona jest każdemu bez względu na rasę, pochodzenie i religię, a więc i muzułmanom.

Z tego, że modlący się „stali tyłem do świata” można się tylko wyśmiać, bo ktoś, kto mówił takie głupstwa – nie czytał, nie słuchał i nie oglądał zdjęć – ukazujących prawdę, o której wyżej tutaj wspomniano. A poza tym – od kiedy to jakikolwiek ksenofob modli się za nieznane mu, a nawet wrogie narody, prosząc o pokój dla świata, a więc także i dla nich.

A to, że wstydzą się za coś tak szlachetnego – to pewnie nigdy nie słyszeli legendy z XIII wieku o pewnej Lady, która była małżonką saksońskiego hrabiego Mercji, lorda Coventry Leofrica III, a która jest symbolem tego, że szlachetny uczynek nie naraża na wstyd.

„Wierzę, że w Polsce nastąpi pospolite ruszenie różańcowe” – powiedziała Elżbieta Magłysz ze Wspólnoty Nieustającego Różańca – podczas I Ogólnopolskiego Kongresu Różańcowego, który miesiąc wcześniej poprzedził „Różaniec do granic”. I rzeczywiście, trudno byłoby nazwać inaczej tę ogromną masę ludzi uczestniczących w modlitwie różańcowej na granicach Polski – jak właśnie pospolitym ruszeniem różańcowym, które na pewno i na co dzień będzie miało swój dalszy ciąg na chwałę Boga i dla dobra Ojczyzny oraz świata. 3 zdjęcia ze stron:

http://m.niezalezna.pl/205304-rozaniec-do-granic-ogromny-sukces-wyjatkowej-akcji-te-zdjecia-mowia-wszystko-

http://www.radiomaryja.pl/multimedia/galeria/rozaniec-granic-


reprod. ze strony: http://blogmedia24.pl/node65038

„Różaniec daje takie prawdziwe, realne powiązanie wszystkich odmawiających go ludzi, chociaż się nie znają i o tym nie wiedzą. Odmówienie Różańca to jest wzięcie i użycie tej broni, którą ma się odnieść zwycięstwo. Jeśli dowódca powie, że ma się użyć tej broni, to nie można brać innej – choćby najlepszej” (MB do Barbary Kloss).

wróć do strony głównej