wróć do strony głównej


IST APOSTOLSKI ROSARIUM VIRGINIS MARIAE *)



OJCA ŚWIĘTEGO

JANA PAWŁA II

DO BISKUPÓW

DUCHOWIEŃSTWA I WIERNYCH

O RÓŻAŃCU ŚWIĘTYM


reprod. z „Rodziny Radia Maryja” nr13(96) 2003 fot.Grzegorz Gałązka

Do Biskupów, do Kapłanów i Diakonów, do Zakonników i Zakonnic

oraz wszystkich Wiernych

1. Różaniec Najświętszej Maryi Panny (Rosarium Virginis Mariae), który pod tchnieniem Ducha Bożego rozwinął się stopniowo w drugim tysiącleciu, to modlitwa umiłowana przez licznych świętych, a Urząd Nauczycielski Kościoła często do niej zachęca. W swej prostocie i głębi pozostaje ona również w obecnym trzecim tysiącleciu, które dopiero co się zaczęło, modlitwą o wielkim znaczeniu, przynoszącą owoce świętości. Jest ona dobrze osadzona w duchowości chrześcijaństwa, które - po dwóch tysiącach lat - nic nie straciło ze swej pierwotnej świeżości i czuje, że Duch Boży pobudza je do « wypłynięcia na głębię » (Duc in altum), by opowiadać światu, a nawet 'wołać' o Chrystusie jako Panu i Zbawicielu, jako « drodze, prawdzie i życiu » (J 14,6), jako « celu historii ludzkiej, punkcie, ku któremu zwracają się pragnienia historii i cywilizacji ». Różaniec bowiem, choć ma charakter maryjny, jest modlitwą o sercu chrystologicznym.

W powściągliwości swych elementów skupia w sobie głębię całego przesłania ewangelicznego, którego jest jakby streszczeniem.2 W nim odbija się echem modlitwa Maryi, Jej nieustanne Magnificat za dzieło odkupieńcze Wcielenia, rozpoczęte w Jej dziewiczym łonie. Przez różaniec lud chrześcijański niejako wstępuje do szkoły Maryi, dając się wprowadzić w kontemplację piękna oblicza Chrystusa i w doświadczanie głębi Jego miłości. Za pośrednictwem różańca wierzący czerpie obfitość łaski, otrzymując ją niejako wprost z rąk Matki Odkupiciela.

Papieże a różaniec


reprod. z „Rodzina Radia Maryja” nr 13/2003

2. Wielkie znaczenie tej modlitwy podkreślali liczni moi Poprzednicy. Szczególne zasługi miał w tym względzie Leon XIII, który 1 września 1883 roku ogłosił Encyklikę Supremi apostolatus officio; tą uroczystą wypowiedzią zapoczątkował serię wielu innych, które poświęcił tej modlitwie, wskazując ją jako skuteczne narzędzie duchowe wobec bolączek społeczeństwa. Wśród Papieży nowszych czasów, którzy wyróżnili się w promowaniu różańca, pragnę wspomnieć bł.JanaXXIII i przede wszystkim Pawła VI, który w Adhortacji apostolskiej Marialis cultus podkreślił, zgodnie z inspiracją Soboru Watykańskiego II, ewangeliczny charakter różańca i jego ukierunkowanie chrystologiczne.

Ja sam również nie pomijałem okazji, by zachęcać do częstego odmawiania różańca. Od mych lat młodzieńczych modlitwa ta miała ważne miejsce w moim życiu duchowym. Przypomniała mi o tym z mocą moja niedawna podróż do Polski, a przede wszystkim odwiedziny Sanktuarium w Kalwarii. Różaniec towarzyszył mi w chwilach radości i doświadczenia. Zawierzyłem mu wiele trosk. Dzięki niemu zawsze doznawałem otuchy. Dwadzieścia cztery lata temu, 29 października 1978 roku, zaledwie w dwa tygodnie po wyborze na Stolicę Piotrową, tak mówiłem, niejako otwierając swe serce: różaniec « to modlitwa, którą bardzo ukochałem. Przedziwna modlitwa! Przedziwna w swej prostocie i głębi zarazem. [...] Można powiedzieć, że różaniec staje się jakby modlitewnym komentarzem do ostatniego rozdziału Konstytucji Vaticanum II Lumen gentium, mówiącego o przedziwnej obecności Bogarodzicy w tajemnicy Chrystusa i Kościoła. Oto bowiem na kanwie słów Pozdrowienia Anielskiego (Ave Maria) przesuwają się przed oczyma naszej duszy główne momenty z życia Jezusa Chrystusa. Układają się one w całokształt tajemnic radosnych, bolesnych i chwalebnych. Jakbyśmy obcowali z Panem Jezusem poprzez - można by powiedzieć - Serce Jego Matki. Równocześnie zaś w te same dziesiątki różańca serce nasze może wprowadzić wszystkie sprawy, które składają się na życie człowieka, rodziny, narodu, Kościoła, ludzkości. Sprawy osobiste, sprawy naszych bliźnich, zwłaszcza tych, którzy nam są najbliżsi, tych, o których najbardziej się troszczymy. W ten sposób ta prosta modlitwa różańcowa pulsuje niejako życiem ludzkim ».

Tymi słowami, drodzy Bracia i Siostry, wprowadzałem pierwszy rok mego pontyfikatu w codzienny rytm różańca. Dziś, na początku dwudziestego piątego roku posługi jako Następca Piotra, pragnę uczynić to samo. Ileż łask otrzymałem w tych latach od Najświętszej Dziewicy poprzez różaniec. Magnificat anima mea Dominum! Pragnę wznosić dziękczynienie Panu słowami Jego Najświętszej Matki, pod której opiekę złożyłem moją posługę Piotrową: Totus tuus!

Październik 2002 - październik 2003: Rok Różańca



3. Dlatego, po rozważaniach podjętych w Liście apostolskim Novo millennio ineunte, w którym wezwałem Lud Boży, by po doświadczeniach jubileuszowych « na nowo rozpoczynać od Chrystusa », odczuwam potrzebę rozwinięcia refleksji o różańcu, dając tamtemu Listowi apostolskiemu niejako maryjne ukoronowanie, by zachęcić do kontemplowania oblicza Chrystusa w towarzystwie i w szkole Jego Najświętszej Matki. Odmawiać różaniec bowiem to nic innego, jak kontemplować z Maryją oblicze Chrystusa. By bardziej uwydatnić tę zachętę, korzystając z okazji zbliżającej się sto dwudziestej rocznicy ogłoszenia wspomnianej Encykliki Leona XIII, pragnę, by tę modlitwę przez cały rok w szczególny sposób proponowano i ukazywano jej wartość w różnych wspólnotach chrześcijańskich. Ogłaszam zatem okres od tegorocznego października do października roku 2003 Rokiem Różańca.

Powierzam to wskazanie duszpasterskie inicjatywie poszczególnych wspólnot kościelnych. Nie chcę, by było ono przeszkodą dla planów duszpasterskich Kościołów partykularnych, ale raczej niech służy ich dopełnieniu i ugruntowaniu. Ufam, że zostanie przyjęte wspaniałomyślnie i z gotowością. Kiedy odkrywa się pełne znaczenie różańca, prowadzi on do samego serca życia chrześcijańskiego i daje powszednią a owocną sposobność duchową i pedagogiczną do osobistej kontemplacji, formacji Ludu Bożego i nowej ewangelizacji.

Chętnie to zalecam, z radością wspominając jeszcze inną rocznicę: 40 lat od rozpoczęcia Soboru Watykańskiego II (11 października 1962), « wielkiej łaski » jaką Kościół naszych czasów otrzymał od Ducha Bożego.

Zastrzeżenia wysuwane względem różańca

4. Na celowość takiej inicjatywy wskazują różnorakie refleksje. Pierwsza dotyczy pilnej potrzeby stawienia czoła pewnemu kryzysowi tej modlitwy, której w obecnym kontekście historycznym i teologicznym zagraża niesłuszne pomniejszanie jej wartości i dlatego rzadko się ją proponuje młodym pokoleniom. Niektórzy sądzą, że nieuniknioną konsekwencją centralnego miejsca liturgii, słusznie podkreślonego przez Sobór Watykański II, jest zmniejszenie znaczenia różańca. W rzeczywistości, jak wyjaśnił Paweł VI, modlitwa ta nie tylko nie przeciwstawia się liturgii, ale jest dla niej oparciem, gdyż dobrze do niej wprowadza i stanowi jej echo, pozwalając przeżywać ją w pełni wewnętrznego uczestnictwa i zbierać jej owoce w życiu codziennym.

Być może są jeszcze tacy, którzy żywią obawę, że różaniec może okazać się mało ekumeniczny ze względu na swój wyraźnie maryjny charakter. W rzeczywistości przynależy on do najczystszej perspektywy kultu Matki Bożej, wskazanej przez Sobór: kultu skierowanego ku chrystologicznemu centrum wiary chrześcijańskiej, tak « że gdy czci doznaje Matka, to i Syn [...] zostaje poznany, ukochany i wielbiony w sposób należyty ». Różaniec na nowo odkryty we właściwy sposób jest pomocą, a bynajmniej nie przeszkodą dla ekumenizmu!

Życie kontemplacyjne


reprod. z „Niedzieli” nr 10/2006

5. Jednak najważniejszym motywem, by zachęcić z mocą do odmawiania różańca, jest fakt, że stanowi on bardzo wartościowy środek, sprzyjający podejmowaniu we wspólnocie wiernych tego wysiłku kontemplacji chrześcijańskiego misterium, który wskazałem w Liście apostolskim Novo millennio ineunte jako prawdziwą 'pedagogikę świętości', której podłożem powinno być « Chrześcijaństwo wyróżniające się przede wszystkim sztuką modlitwy ». Kiedy we współczesnej kulturze, mimo tak licznych sprzeczności, pojawia się nowa potrzeba duchowości, pobudzana również przez wpływ innych religii, bardziej niż kiedykolwiek przynagla wezwanie, by nasze wspólnoty chrześcijańskie stały się « prawdziwymi szkołami modlitwy ».

Różaniec należy do najlepszej i najbardziej wypróbowanej tradycji kontemplacji chrześcijańskiej. Rozwinięty na Zachodzie, jest modlitwą typowo medytacyjną i odpowiada poniekąd « modlitwie serca » czy « modlitwie Jezusowej », która wyrosła na glebie chrześcijańskiego Wschodu.

Modlitwa o pokój i za rodzinę

6. Pewne okoliczności historyczne sprawiają, że to przypomnienie o modlitwie różańcowej nabiera szczególnej aktualności. Pierwszą z nich jest pilna potrzeba wołania do Boga o dar pokoju. Różaniec nieraz wskazywali moi Poprzednicy i ja sam jako modlitwę o pokój. Na początku tysiąclecia, które rozpoczęło się przejmującymi grozą scenami zamachu z 11 września i w którym pojawiają się codziennie w tylu częściach świata nowe obrazy krwi i przemocy, ponowne odkrycie różańca oznacza zagłębienie się w kontemplowanie tajemnicy Tego, który « jest naszym pokojem », gdyż « obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur - wrogość » (Ef 2,14). Odmawiając zatem różaniec, nie można nie czuć się wyraźnie zobowiązanym do służby sprawie pokoju, ze szczególnym odniesieniem do ziemi Jezusa, nadal tak doświadczanej, a tak bardzo drogiej sercu chrześcijan.

Równie pilna potrzeba wysiłków i modlitwy wyłania się w innym punkcie krytycznym naszych czasów, jakim jest rodzina, komórka społeczeństwa coraz bardziej zagrożona na płaszczyźnie ideologicznej i praktycznej siłami godzącymi w jej jedność, które budzą obawy o przyszłość tej podstawowej i niezbywalnej instytucji, a wraz z nią o losy całego społeczeństwa. Powrót do różańca w rodzinach chrześcijańskich ma być, w ramach szerzej zakrojonego duszpasterstwa rodzin, skuteczną pomocą, by zapobiec zgubnym następstwom tego kryzysu znamiennego dla naszej epoki.

« Oto Matka twoja! »(J 19, 27)

7. Wiele oznak wskazuje, jak bardzo Najświętsza Maryja Panna, której umierający Odkupiciel powierzył w osobie umiłowanego ucznia wszystkie dzieci Kościoła - « Niewiasto, oto syn Twój! » (J 19, 26) - chce również dzisiaj, właśnie przez tę modlitwę, dać wyraz swej macierzyńskiej trosce. W dziewiętnastym i dwudziestym stuleciu Matka Chrystusowa w różnorakich okolicznościach dawała odczuć w jakiś sposób swoją obecność i usłyszeć swój głos, by zachęcić Lud Boży do tej formy modlitwy kontemplacyjnej. W szczególności, ze względu na głęboki wpływ, jaki wywierają one na życie chrześcijan, i na autorytatywne uznanie przez Kościół, pragnę przypomnieć objawienia zLourdes i z Fatimy; związane z nimi sanktuaria są celem licznych pielgrzymów, szukających pociechy i nadziei.

Śladami świadków

8. Nie sposób wymienić niezliczoną rzeszę świętych, którzy znaleźli w różańcu autentyczną drogę uświęcenia. Wystarczy wspomnieć św. Ludwika Marię Grignion de Montforta, autora cennego dzieła o różańcu, a bliżej naszych czasów Ojca Pio z Pietrelciny, którego dane mi było niedawno kanonizować. Szczególny zaś charyzmat, jako prawdziwy apostoł różańca, miał bł.Bartłomiej Longo. Jego droga świętości oparta była na natchnieniu, jakie usłyszał w głębi serca: « Kto szerzy różaniec, ten jest ocalony! ». Na tej podstawie czuł się powołany do zbudowania w Pompei świątyni pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej na tle ruin starożytnego miasta, do którego zaledwie zdążyła dotrzeć nauka chrześcijańska, zanim zostało pochłonięte w 79 roku przez erupcję Wezuwiusza, a które po wiekach wyłoniło się ze swych prochów, dając świadectwo o światłach i cieniach cywilizacji klasycznej.

Przez całe swoje dzieło, a zwłaszcza przez « Piętnaście Sobót », bł. Bartłomiej Longo rozwinął chrystologicznego i kontemplacyjnego ducha różańca, znajdując mocną zachętę i oparcie u Leona XIII, « Papieża różańca ».


ROZDZIAŁ I

KONTEMPLOWAĆ CHRYSTUSA Z MARYJĄ


reprodukcja z obrazka

Oblicze jaśniejące jak słońce

9. « Przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce » (Mt 17,2). Ewangeliczną scenę przemienienia Chrystusa, w której trzej apostołowie, Piotr, Jakub i Jan, zdają się jakby porwani pięknem Odkupiciela, można przyjąć za ikonę chrześcijańskiej kontemplacji. Utkwić wzrok w Chrystusowym obliczu, rozpoznać Jego tajemnicę w zwyczajnej, bolesnej drodze Jego człowieczeństwa, aż ujrzy się Boski blask, objawiony ostatecznie w Zmartwychwstałym, zasiadającym w chwale po prawicy Ojca, to zadanie każdego ucznia Chrystusa, a zatem i nasze zadanie. Kontemplując to oblicze, otwieramy się na przyjęcie tajemnicy życia Trójcy Przenajświętszej, by doznawać wciąż na nowo miłości Ojca i cieszyć się radością Ducha Świętego. W ten sposób urzeczywistniają się również dla nas słowa św. Pawła: « wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu » (2 Kor 3,18).

Maryja wzorem kontemplacji

10. Maryja jest niedoścignionym wzorem kontemplacji Chrystusa. Oblicze Syna należy do Niej ze szczególnego tytułu. To w jej łonie ukształtowało się, biorąc od Niej również ludzkie podobieństwo, które wskazuje na jeszcze większą z pewnością bliskość duchową. Nikt nie oddawał się równie pilnie kontemplowaniu Chrystusowego oblicza, jak Maryja. Oczy Jej Serca skupiły się w jakiś sposób na Nim już w chwili Zwiastowania, gdy Go poczęła za sprawą Ducha Świętego; w następnych miesiącach zaczęła odczuwać Jego obecność i domyślać się Jego rysów. Kiedy wreszcie wydała Go na świat w Betlejem, również Jej oczy cielesne spoglądały czule na oblicze Syna, którego « owinęła w pieluszki i położyła w żłobie » (Łk 2,7).

Odtąd Jej spojrzenie, zawsze pełne adorującego zadziwienia, już nigdy się od Niego nie odwróci. Czasem będzie spojrzeniem pytającym, jak po Jego zaginięciu w świątyni: « Synu, czemuś nam to uczynił? » (Łk 2, 48); będzie to zarazem zawsze spojrzenie przenikliwe, zdolne do czytania w głębi duszy Jezusa, aż do pojmowania Jego ukrytych uczuć i odgadywania Jego decyzji, tak jak w Kanie (por. J 2,5). Kiedy indziej będzie spojrzeniem pełnym bólu, zwłaszcza pod krzyżem, gdzie będzie to jeszcze w pewnym sensie spojrzenie 'rodzącej', skoro Maryja nie ograniczy się tylko do współudziału w męce i śmierci Jednorodzonego, ale przyjmie nowego syna powierzonego Jej w osobie umiłowanego ucznia (por. J 19, 26-27). W wielkanocny poranek będzie to spojrzenie rozpromienione radością Zmartwychwstania, a wreszcie w dniu Pięćdziesiątnicy spojrzenie rozpalone wylaniem Ducha (por. Dz 1,14).

Wspomnienia Maryi

11. Maryja żyje z oczyma zwróconymi na Chrystusa i skarbi sobie każde Jego słowo: « Zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu » (Łk 2, 19; por. 2, 51). Wspomnienia o Jezusie, wyryte w Jej duszy, towarzyszyły Jej w każdej okoliczności, sprawiając, że powracała myślą do różnych chwil swego życia obok Syna. To te wspomnienia stanowiły niejako 'różaniec', który Ona sama nieustannie odmawiała w dniach swego ziemskiego życia.

I również teraz, wśród radosnych śpiewów niebieskiego Jeruzalem, motywy, dla których składa Bogu dzięki i oddaje Mu chwałę, pozostają te same. To one stanowią inspirację dla Jej macierzyńskiej troski o Kościół pielgrzymujący, w którym nadal, jako głosicielka Ewangelii, rozwija wątek swego 'opowiadania'. Maryja stale przypomina wiernym 'tajemnice' swego Syna, pragnąc, by je kontemplowano, i by dzięki temu mogły wydać z siebie całą swą zbawczą moc. Odmawiając różaniec, wspólnota chrześcijańska wnika w spojrzenie Maryi i żyje jej wspomnieniami.

Różaniec modlitwą kontemplacyjną



12. Różaniec, właśnie wychodząc z doświadczenia Maryi, jest modlitwą wyraźnie kontemplacyjną. Pozbawiony tego wymiaru, okazałby się wyzuty ze swej natury, jak podkreślał Paweł VI: « Jeśli brak kontemplacji, różaniec upodabnia się do ciała bez duszy i zachodzi niebezpieczeństwo, że odmawianie stanie się bezmyślnym powtarzaniem formuł, oraz że będzie w sprzeczności z upomnieniem Chrystusa, który powiedział: 'Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani' (Mt 6,7). Różaniec bowiem z natury swej wymaga odmawiania w rytmie spokojnej modlitwy i powolnej refleksji, by przez to modlący się łatwiej oddał się kontemplacji tajemnic życia Chrystusa, rozważanych jakby sercem Tej, która ze wszystkich była najbliższa Panu, i by otwarte zostały niezgłębione tych tajemnic bogactwa ».14

Warto zatrzymać się nad tą głęboką myślą Pawła VI, by wyłonić pewne wymiary różańca, które lepiej określają właściwy mu charakter kontemplacji chrystologicznej.

Wspominanie Chrystusa z Maryją

13. Kontemplować z Maryją to przede wszystkim wspominać. Należy jednak rozumieć to słowo w biblijnym znaczeniu pamięci (zakar), która aktualizuje dzieła dokonane przez Boga w historii zbawienia. Biblia jest opisem zbawczych wydarzeń, które mają swój punkt kulminacyjny w samym Chrystusie. Wydarzenia te nie należą tylko do 'wczoraj'; są także 'dniem dzisiejszym' zbawienia. Aktualizacja ta urzeczywistnia się w szczególny sposób w liturgii: to, czego Bóg dokonał przed wiekami, nie dotyczy jedynie bezpośrednich świadków tych wydarzeń, ale swym darem łaski dosięga ludzi wszystkich czasów. Dotyczy to w pewien sposób także każdej innej praktyki pobożnej zbliżającej nas do tych wydarzeń: « wspominać je » w postawie wiary i miłości oznacza otwierać się na łaskę, jaką Chrystus uzyskał dla nas przez swe tajemnice życia, śmierci i zmartwychwstania.

Dlatego, jeśli raz jeszcze za Soborem Watykańskim II należy potwierdzić, że liturgia jako sprawowanie kapłańskiego urzędu Chrystusa i jako kult publiczny « jest szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, i zarazem jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc »,1 to trzeba także przypomnieć, że « życie duchowe nie ogranicza się do udziału w samej liturgii. Choć bowiem chrześcijanin powołany jest do wspólnej modlitwy, powinien także wejść do swego mieszkania i w ukryciu modlić się do Ojca (por. Mt 6,6), a nawet, jak uczy Apostoł, winien modlić się nieustannie (por. 1Tes 5,17) ».16 Różaniec ze swą specyfiką przynależy do tej urozmaiconej scenerii modlitwy 'nieustannej', a jeśli liturgia, jako działanie Chrystusa i Kościoła, jest zbawczym działaniem w pełnym tego słowa znaczeniu, to różaniec, jako 'medytacja' o Chrystusie z Maryją, jest zbawienną kontemplacją. Zagłębianie się, tajemnica po tajemnicy, w życie Odkupiciela sprawia bowiem, że to, co On zdziałał, a liturgia aktualizuje, zostaje dogłębnie przyswojone i kształtuje egzystencję.

Uczyć się Chrystusa od Maryi

14. Chrystus jest Nauczycielem w całym tego słowa znaczeniu, jest objawiającym i samym Objawieniem. Nie chodzi jedynie o nauczenie się tego, co głosił, ale o 'nauczenie się Jego samego'. Jakaż nauczycielka byłaby w tym bieglejsza niż Maryja? Jeśli ze strony Boga to Duch Święty jest wewnętrznym Nauczycielem, który prowadzi nas do pełnej prawdy o Chrystusie (por. J 14,26; 15,26; 16,13), wśród istot stworzonych nikt lepiej od Niej nie zna Chrystusa; nikt nie może, tak jak Matka, wprowadzić nas w głęboką znajomość Jego misterium.

Pierwszy ze 'znaków', jakie uczynił Jezus -przemienienie wody w wino na weselu w Kanie - ukazuje nam Maryję właśnie w roli Nauczycielki, gdy zachęca sługi do wykonania poleceń Chrystusa (por. J 2,5). Możemy sobie wyobrazić, że taką rolę spełniała Ona wobec uczniów po wniebowstąpieniu Jezusa, gdy pozostała z nimi oczekując na Ducha Świętego i umacniała ich w pierwszej misji. Przechodzić z Maryją przez sceny różańca to jakby być w 'szkole' Maryi, by czytać Chrystusa, by wnikać w Jego tajemnice, by zrozumieć Jego przesłanie.

Szkoła Maryi okazuje się tym skuteczniejsza, jeśli pomyśleć, że prowadzi ją Ta, która uzyskuje dla nas w obfitości dary Ducha Świętego, a zarazem daje nam przykład owej « pielgrzymki wiary »,17 w której jest niezrównaną Mistrzynią. Wobec każdej tajemnicy swego Syna zachęca nas Ona, jak to było przy zwiastowaniu, do zadawania z pokorą pytań, które otwierają na światło, by na koniec okazać zawsze posłuszeństwo wiary: « Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa » (Łk 1,38).

Upodabniać się do Chrystusa z Maryją

15. Istotnym znamieniem duchowości chrześcijańskiej jest wysiłek ucznia, by upodabniać się coraz bardziej do swego Mistrza (por. Rz 8 29; Flp 3,10. 21). Wylanie Ducha Świętego w chrzcie wszczepia wierzącego jako latorośl w krzew winny, którym jest Chrystus (por. J 15,5), czyni go członkiem Jego mistycznego Ciała (por. 1 Kor 12,12; Rz 12,5). Tej istniejącej od początku jedności musi jednak odpowiadać droga coraz większego upodabniania się do Niego, które winno coraz bardziej ukierunkowywać postępowanie ucznia zgodnie z 'logiką' Chrystusa: « To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie » (Flp 2, 5). Zgodnie ze słowami Apostoła trzeba « przyoblec się w Chrystusa » (Rz 13,14; Ga 3,27).

Na duchowej drodze różańca, opartej na nieustannym kontemplowaniu - razem z Maryją - Chrystusowego oblicza, ten wymagający ideał upodabniania się do Niego jest osiągany przez obcowanie, które moglibyśmy nazwać « przyjacielskim ». Wprowadza nas ono w naturalny sposób w życie Chrystusa i pozwala nam jakby « oddychać » Jego uczuciami. W związku z tym bł. Bartłomiej Longo stwierdza: « Jak dwóch przyjaciół, którzy często razem przestają, zazwyczaj upodabnia się również w obyczajach, tak też my, prowadząc serdeczne rozmowy z Jezusem i Maryją przez medytowanie tajemnic różańca i rozwijając razem to samo życie przez komunię, możemy, na ile byłaby do tego zdolna nasza małość, stać się do Nich podobni i nauczyć się od tych najwyższych przykładów życia pokornego, ubogiego, ukrytego, cierpliwego i doskonałego ».

Gdy chodzi o ten proces upodabniania się do Chrystusa przez różaniec, zawierzamy się szczególnie macierzyńskiemu działaniu Najświętszej Dziewicy. Ta, która jest Rodzicielką Chrystusa, sama należąc do Kościoła jako jego « najznakomitszy i całkiem szczególny członek », jest równocześnie ‘Matką Kościoła’. Będąc nią, ustawicznie ‘rodzi’ dzieci mistycznego Ciała swego Syna. Czyni to poprzez wstawiennictwo, wypraszając dla nich niewyczerpane wylanie Ducha. Jest Ona doskonałą ikoną macierzyństwa Kościoła.

Różaniec przenosi nas mistycznie, byśmy stanęli u boku Maryi, troszczącej się o ludzkie wzrastanie Chrystusa w domu w Nazarecie. Pozwala Jej to wychowywać nas i kształtować z tą samą pieczołowitością, dopóki Chrystus w pełni się w nas nie « ukształtuje » (por. Ga 4, 19). To działanie Maryi, oparte całkowicie na działaniu Chrystusa i zupełnie Mu podporządkowane, « nie przeszkadza w żaden sposób bezpośredniej łączności wiernych z Chrystusem, ale ją umacnia ». Jest to jasna zasada wyrażona przez Sobór Watykański II. Mocno doświadczyłem tej prawdy w moim życiu i uczyniłem z niej podstawę mojej dewizy biskupiej: « Totus tuus ». Inspiracją tej dewizy jest, jak wiadomo, doktryna św. Ludwika Marii Grignion de Montforta, który tak wyjaśniał rolę Maryi w procesie upodabniania każdego z nas do Chrystusa: « Ponieważ cała doskonałość nasza polega na upodobnieniu się do Chrystusa Pana, na zjednoczeniu z Nim i poświęceniu się Jemu, przeto najdoskonalszym ze wszystkich nabożeństw jest bezspornie to, które nas najdoskonalej upodabnia do Chrystusa, najściślej z Nim jednoczy i całkowicie Jemu poświęca. A że ze wszystkich stworzeń najpodobniejsza do Chrystusa Pana jest Matka Najświętsza, wynika stąd, że spośród wszystkich nabożeństw, tym, które duszę najlepiej poświęca Zbawicielowi naszemu i ją z Nim jednoczy, jest nabożeństwo do Najświętszej Panny, Jego świętej Matki. Im bardziej poświęcona jest Maryi, tym zupełniej należeć będzie do Jezusa ». Nigdzie drogi Chrystusa i Maryi nie jawią się tak ściśle złączone, jak w różańcu. Maryja żyje tylko i wyłącznie w Chrystusie i ze względu na Chrystusa!

Prosić Chrystusa z Maryją

16. Chrystus polecił nam zwracać się do Boga wytrwale i ufnie, byśmy zostali wysłuchani: « Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam » (Mt 7,7). Podstawą tej skuteczności modlitwy jest dobroć Ojca, ale również pośrednictwo u Niego ze strony samego Chrystusa (por. 1J 2,1) i działanie Ducha Świętego, który « przyczynia się za nami » zgodnie z wolą Bożą (por. Rz 8, 26-27). My bowiem « nie umiemy się modlić tak, jak trzeba » (Rz 8, 26) i czasem nie zostajemy wysłuchani, gdyż modlimy się źle (por. Jk 4, 2-3).

Modlitwę, którą Chrystus i Duch Święty wzbudzają w naszym sercu, Maryja wspiera swym matczynym wstawiennictwem. « Modlitwa Kościoła jest jakby prowadzona przez modlitwę Maryi ». Jeśli bowiem Chrystus, jedyny Pośrednik, jest Drogą naszej modlitwy, to Maryja, najpełniej jaśniejąca Jego blaskiem, ukazuje Drogę. « Na podstawie tego szczególnego współdziałania Maryi z działaniem Ducha Świętego Kościoły rozwinęły modlitwę do świętej Matki Boga, skupiając ją na Osobie Chrystusa ukazanej w Jego misteriach ». Na weselu w Kanie Galilejskiej Ewangelia przedstawia właśnie skuteczność wstawiennictwa Maryi, która występuje wobec Jezusa jako rzeczniczka ludzkich potrzeb: « Nie mają już wina » (J 2,3).

Różaniec jest równocześnie medytacją i prośbą. Wytrwałe błaganie zanoszone do Matki Bożej opiera się na ufności, że macierzyńskie wstawiennictwo wszystko może uzyskać od Serca Syna. Jest Ona « wszechmocna z łaski », jak - używając śmiałego wyrażenia, które należy właściwie rozumieć - określił to bł. Bartłomiej Longo w swej Suplice do Królowej Różańca świętego. To przekonanie począwszy od Ewangelii, umacniało się w ludzie chrześcijańskim na drodze doświadczenia. Wielki poeta Dante wspaniale je wyraził w duchu św. Bernarda: « Pani, tej jesteś mocy i szczodroty, że kto chcąc łaski do Cię nie ucieka, taki bez skrzydeł waży się na loty ». W różańcu błagamy Maryję, Przybytek Ducha Świętego (por. Łk 1,35), a Ona staje przed Ojcem, który obdarzył Ją pełnią łask, i przed Synem zrodzonym z Jej łona, modląc się z nami i za nas.



Głosić Chrystusa z Maryją

17. Różaniec jest także drogą głoszenia i zgłębiania misterium Chrystusa, na której ono wciąż na nowo przedstawia się na różnych płaszczyznach doświadczenia chrześcijańskiego. Wzorcem jest modlitewna i kontemplacyjna prezentacja, której celem jest ukształtowanie ucznia według Serca Chrystusa. Kiedy bowiem w modlitwie różańcowej uwzględni się odpowiednio wszystkie elementy, aby medytacja była skuteczna, zwłaszcza przy odmawianiu wspólnotowym w parafiach i sanktuariach, powstaje szczególna sposobność katechezy, którą duszpasterze winni umieć wykorzystać. Matka Boża Różańcowa również w ten sposób prowadzi dalej swe dzieło głoszenia Chrystusa. Historia różańca pokazuje, jak tej modlitwy używali zwłaszcza dominikanie, gdy Kościół przeżywał trudne chwile z powodu szerzenia się herezji. Dziś stoimy wobec nowych wyzwań. Czemuż nie wziąć znowu do ręki koronki z wiarą tych, którzy byli przed nami? Różaniec zachowuje całą swą moc i pozostaje narzędziem nie do pominięcia pośród środków duszpasterskich każdego dobrego głosiciela Ewangelii.


ROZDZIAŁ II

TAJEMNICE CHRYSTUSA, TAJEMNICE MATKI


reprod. z „Miejsca Święte” nr 5/2004

Różaniec « streszczeniem Ewangelii »

18. W kontemplację oblicza Chrystusa nie można wejść inaczej, jak słuchając w Duchu Świętym głosu Ojca, bo « nikt nie zna Syna, tylko Ojciec » (Mt 11,27). W okolicach Cezarei Filipowej, wobec wyznania Piotra, Jezus wyraźnie określa, gdzie jest źródło tej tak jasnej intuicji co do Jego tożsamości: « Nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie » (Mt 16,17). Konieczne jest zatem objawienie dane z wysoka. By je móc przyjąć, trzeba przybrać postawę słuchania: « Tylko doświadczenie milczenia i modlitwy stwarza odpowiednie podłoże, na którym może dojrzeć i rozwinąć się bardziej prawdziwe, adekwatne i spójne poznanie tajemnicy ».

Różaniec jest jedną z tradycyjnych dróg modlitwy chrześcijańskiej stosowanej do kontemplowania oblicza Chrystusa. Tak opisał go Papież Paweł VI: « Różaniec, ponieważ opiera się na Ewangelii i odnosi się, jakby do centrum, do tajemnicy Wcielenia i Odkupienia ludzi, trzeba uważać za modlitwę, która w pełni posiada znamię chrystologiczne. Albowiem jego charakterystyczny element, mianowicie litanijne powtarzanie pozdrowienia anielskiego 'Zdrowaś Maryjo', przynosi również nieustanną chwałę Chrystusowi, do którego - jako do ostatecznego kresu - odnosi się zapowiedź anioła i pozdrowienie matki Chrzciciela: 'Błogosławiony owoc żywota Twojego' (Łk 1,42). Co więcej, powtarzanie słów 'Zdrowaś Maryjo' jest jakby kanwą, na której rozwija się kontemplacja tajemnic. Chrystus bowiem wskazywany w każdym pozdrowieniu anielskim jest tym samym Chrystusem, którego kolejno wypowiadane tajemnice ukazują jako Syna Bożego i jako Syna Dziewicy ».

Stosowne uzupełnienie

19. Różaniec w formie, jaka przyjęła się w najbardziej rozpowszechnionej praktyce, zatwierdzonej przez władze kościelne, wskazuje tylko niektóre spośród tak licznych tajemnic życia Chrystusa. Taki wybór podyktował pierwotny schemat tej modlitwy, nawiązujący do liczby 150 Psalmów.

Uważam jednak, że aby rozwinąć chrystologiczny wymiar różańca, stosowne byłoby uzupełnienie, które - pozostawione swobodnemu wyborowi jednostek i wspólnot - pozwoliłoby objąć także tajemnice życia publicznego Chrystusa między chrztem w Jordanie a męką. W tych właśnie tajemnicach kontemplujemy ważne aspekty Osoby Chrystusa jako Tego, kto definitywnie objawił Boga. On jest Tym, który - ogłoszony przy chrzcie umiłowanym Synem Ojca - zwiastuje nadejście Królestwa, świadczy o nim swymi czynami, obwieszcza jego wymogi. To w latach życia publicznego misterium Chrystusa objawia się ze specjalnego tytułu jako tajemnica światła: « Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata » (J 9,5).

Aby różaniec w pełniejszy sposób można było nazwać 'streszczeniem Ewangelii', jest zatem stosowne, żeby po przypomnieniu Wcielenia i ukrytego życia Chrystusa (tajemnice radosne), a przed zatrzymaniem się nad cierpieniami męki (tajemnice bolesne) i nad triumfem zmartwychwstania (tajemnice chwalebne) rozważać również pewne momenty życia publicznego o szczególnej wadze (tajemnice światła). To uzupełnienie o nowe tajemnice, w niczym nie szkodząc żadnemu z istotnych aspektów tradycyjnego układu tej modlitwy, ma sprawić, że będzie ona przeżywana w duchowości chrześcijańskiej z nowym zainteresowaniem jako rzeczywiste wprowadzenie w głębię Serca Jezusa Chrystusa, oceanu radości i światła, boleści i chwały.

Tajemnice radosne


reprodukcja z obrazka

20. Pierwszy cykl - 'tajemnic radosnych' - rzeczywiście znamionuje radość promieniująca z wydarzenia Wcielenia. Jest to widoczne od chwili zwiastowania, gdy pozdrowienie Dziewicy z Nazaretu przez Gabriela łączy się z wezwaniem do radości mesjańskiej: « Raduj się, Maryjo ». W tej zapowiedzi osiąga swój cel cała historia zbawienia, a nawet poniekąd sama historia świata. Jeśli bowiem planem Ojca jest zjednoczenie wszystkiego w Chrystusie (por. Ef 1,10), to w jakiś sposób całego wszechświata dosięga Boska łaskawość, z jaką Ojciec pochyla się nad Maryją, by uczynić Ją Matką swego Syna. Cała ludzkość jest niejako objęta owym fiat - 'niech się stanie' - którym z gotowością odpowiada Ona na wolę Boga.

Pod znakiem radości jest dalej scena spotkania z Elżbietą, w której sam głos Maryi i obecność Chrystusa w Jej łonie sprawiają, że Jan « poruszył się z radości » (por. Łk 1,44). W wesele obfituje scena z Betlejem, w której narodzenie Bożego Dziecięcia, Zbawiciela świata, aniołowie opiewają i ogłaszają pasterzom właśnie jako « radość wielką » (Łk 2,10).

Ale już dwie ostatnie tajemnice, choć zachowują posmak radości, zapowiadają równocześnie oznaki dramatu. Ofiarowanie w świątyni bowiem, wyrażając radość z konsekracji i doprowadzając do zachwytu starca Symeona, obejmuje też proroctwo o « znaku sprzeciwu », jakim to Dziecię będzie dla Izraela, oraz mieczu, który przeniknie duszę Matki (por. Łk 2,34-35). Radosne, a zarazem dramatyczne jest również opowiadanie o dwunastoletnim Jezusie w świątyni. Ukazuje się On tutaj w swej Boskiej mądrości i zasadniczo jako Ten, kto 'naucza'. Objawienie w Nim tajemnicy Syna całkowicie oddanego sprawom Ojca jest zapowiedzią ewangelicznego radykalizmu, który w obliczu bezwzględnych wymogów Królestwa wykracza ponad najserdeczniejsze nawet więzi ludzkie. Nawet Józef i Maryja, zatrwożeni i zaniepokojeni, « nie zrozumieli tego, co im powiedział » (Łk 2, 50).

Rozważać 'tajemnice radosne' znaczy więc wejść w ostateczne motywacje i w głębokie znaczenie radości chrześcijańskiej. Znaczy wpatrywać się w konkretność tajemnicy Wcielenia i w niejasną zapowiedź misterium zbawczego cierpienia. Maryja prowadzi nas do zrozumienia, w czym leży sekret radości chrześcijańskiej, przypominając nam, że chrześcijaństwo to przede wszystkim euhangelion, 'dobra nowina', która ma swe centrum, a nawet całą swoją treść w Osobie Chrystusa, Słowa, które stało się ciałem, jedynego Zbawiciela świata.

Tajemnice światła


reprodukcja z obrazka

21. Przechodząc od dzieciństwa i życia w Nazarecie do życia publicznego Jezusa kontemplacja prowadzi nas do tych tajemnic, które ze specjalnego tytułu nazwać można 'tajemnicami światła'. W rzeczywistości całe misterium Chrystusa jest światłem. On jest « światłością świata » (J 8,12). Jednak ten wymiar wyłania się szczególnie w latach życia publicznego, kiedy głosi On Ewangelię Królestwa. Pragnąc wskazać wspólnocie chrześcijańskiej pięć znamiennych momentów - tajemnic 'pełnych światłości' - tej fazy życia Chrystusa, uważam, że słusznie można by za nie uznać: 1. Jego chrzest w Jordanie; 2. objawienie siebie na weselu w Kanie; 3. głoszenie Królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia; 4. przemienienie na górze Tabor; 5. ustanowienie Eucharystii, będącej sakramentalnym wyrazem misterium paschalnego.

Każda z tych tajemnic jest objawieniem Królestwa, które już nadeszło w samej Osobie Jezusa. Tajemnicą światła jest przede wszystkim chrzest w Jordanie. Tutaj, gdy Jezus schodzi do wody - jako niewinny, który czyni siebie 'grzechem' za nas (por. 2Kor 5,21) - otwierają się niebiosa i głos Ojca ogłasza Go Synem umiłowanym (por. Mt 3,17 i par.), a Duch Święty zstępuje na Niego, by powołać Go do przyszłej misji. Tajemnicą światła jest początek znaków w Kanie (por. J 8,1-12), gdy Chrystus, przemieniając wodę w wino, dzięki interwencji Maryi, pierwszej z wierzących, otwiera serca uczniów na wiarę. Tajemnicą światła jest nauczanie Jezusa, w czasie którego głosi On nadejście Królestwa Bożego i wzywa do nawrócenia (por. Mk 1,15), odpuszczając grzechy tym, którzy zbliżali się do Niego z ufnością (por. Mk 2,3- 13; Łk 7, 47-48), dając początek tajemnicy miłosierdzia, którą On sam będzie realizował aż do skończenia świata, szczególnie poprzez powierzony Kościołowi Sakrament Pojednania. Tajemnicą światła w pełnym tego słowa znaczeniu jest dalej przemienienie, które według tradycji miało miejsce na górze Tabor. Chwała Bóstwa rozświetla oblicze Chrystusa, kiedy Ojciec uznaje Go wobec porwanych zachwytem Apostołów, wzywa ich, aby Go słuchali (por. Łk 9,35 i par.) i przygotowuje do przeżycia z Nim bolesnego momentu męki, aby doszli z Nim do radości zmartwychwstania i do życia przemienionego przez Ducha Świętego. Tajemnicą światła jest wreszcie ustanowienie Eucharystii, w której Chrystus ze swym Ciałem i Krwią pod postaciami chleba i wina staje się pokarmem, dając « aż do końca » świadectwo swej miłości do ludzi (J13, 50), dla których zbawienia złoży siebie samego w ofierze.

W tych tajemnicach, z wyjątkiem Kany, obecność Maryi pozostaje ukryta w tle. Ewangelie wspominają zaledwie kilka razy o Jej przygodnej obecności w jednym czy drugim momencie nauczania Jezusa (por. Mk 3, 31-35; J 2,12) i nic nie mówią, czy była w Wieczerniku w czasie ustanowienia Eucharystii. Jednak rola, jaką pełni w Kanie, widoczna jest w jakiś sposób w całej drodze Chrystusa. Objawienie, które w czasie chrztu w Jordanie dał o Nim bezpośrednio Ojciec, a które w Janie Chrzcicielu odbiło się echem, w Kanie znajdujemy na Jej ustach i staje się ono wielkim macierzyńskim napomnieniem, skierowanym przez Nią do Kościoła wszystkich czasów: « Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie » (J 2,5). Jest to napomnienie, które dobrze wprowadza w słowa i znaki Chrystusa w czasie Jego życia publicznego, stanowiąc maryjne tło dla wszystkich 'tajemnic światła'.

Tajemnice bolesne


reprodukcja z obrazka

22. Tajemnicom boleści Chrystusa Ewangelie nadają wielką wagę. Pobożność chrześcijańska zawsze, zwłaszcza w Wielkim Poście, przez odprawianie Drogi Krzyżowej rozpamiętywała poszczególne momenty męki, intuicyjnie wyczuwając, że tu jest punkt kulminacyjny objawienia miłości i że tu jest źródło naszego zbawienia. Różaniec wybiera pewne momenty męki, skłaniając modlącego się, by skupił na nich wejrzenie swego serca i przeżył je na nowo. Droga medytacji otwiera się Ogrodem Oliwnym, gdzie Chrystus przeżywa szczególnie dręczące chwile wobec woli Ojca, względem której słabość ciała mogłaby ulec pokusie buntu. Tam Chrystus staje w obliczu wszystkich pokus ludzkości i wobec wszystkich jej grzechów, by powiedzieć Ojcu: « Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie » (Łk 22,42 i par.). To Jego 'tak' odwraca 'nie' prarodziców w ogrodzie Eden. A ile miało Go kosztować to przyjęcie woli Ojca, wynika z dalszych tajemnic, w których przez biczowanie, ukoronowanie cierniem, dźwiganie krzyża i śmierć na krzyżu zostaje On wydany na największe poniżenie: Ecce homo!

W tym poniżeniu objawia się nie tylko miłość Boga, ale samo znaczenie człowieka. Ecce homo: kto chce poznać człowieka, musi umieć rozpoznać jego znaczenie, źródło i spełnienie w Chrystusie - Bogu, który uniża się z miłości « aż do śmierci i to śmierci krzyżowej » (Flp 2,8). Tajemnice bolesne prowadzą wierzącego do ponownego przeżywania śmierci Jezusa, stawania pod krzyżem obok Maryi, by wraz z Nią wnikać w ocean miłości Boga do człowieka i odczuć całą jej odradzającą moc.

Tajemnice chwalebne


reprodukcja z obrazka

23. « Kontemplacja oblicza Chrystusa nie może zatrzymać się na wizerunku Ukrzyżowanego. Chrystus jest Zmartwychwstałym! ». Różaniec zawsze wyrażał to doświadczenie wiary, wzywając wierzącego do wyjścia poza ciemność męki, by utkwić wzrok w chwale Chrystusa w zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu. Kontemplując Zmartwychwstałego, chrześcijanin odkrywa na nowo motywy swojej wiary (por. 1 Kor 15, 14) i przeżywa ponownie radość nie tylko tych, którym Chrystus się objawił - Apostołów, Magdaleny, uczniów z Emaus - ale również radość Maryi, która nie mniej intensywnie musiała doświadczyć nowego życia uwielbionego Syna. Do tej chwały, w której od momentu wniebowstąpienia Chrystus zasiada po prawicy Ojca, również Ona zostanie wyniesiona z chwilą wniebowzięcia, by antycypować to, do czego przeznaczeni są wszyscy sprawiedliwi przez zmartwychwstanie ciał. Wreszcie ukoronowana w chwale - jak to widać w ostatniej tajemnicy chwalebnej - jaśnieje Ona jako Królowa aniołów i świętych, antycypacja i szczyt rzeczywistości eschatologicznej Kościoła.

W centrum tej drogi chwały Syna i Matki różaniec stawia w trzeciej tajemnicy chwalebnej Pięćdziesiątnicę, która ukazuje oblicze Kościoła jako rodziny zebranej wraz z Maryją, ożywionej potężnym wylaniem Ducha Świętego, gotowej do misji ewangelizacyjnej. Kontemplowanie tej, jak i innych tajemnic chwalebnych, winno prowadzić wierzących do coraz żywszego uświadamiania sobie swego nowego życia w Chrystusie, wewnątrz rzeczywistości Kościoła - życia, dla którego scena Pięćdziesiątnicy stanowi wielką 'ikonę'. Tajemnice chwalebne ożywiają zatem w wiernych nadzieję eschatologicznego kresu, ku któremu zdążają jako członkowie Ludu Bożego pielgrzymującego przez historię. Musi ich to pobudzać do odważnego świadczenia o tej « radosnej nowinie », która nadaje sens całemu ich życiu.

Od 'tajemnic' do 'Tajemnicy': droga Maryi

24. Cykle medytacyjne, proponowane przez różaniec święty, nie są oczywiście wyczerpujące, ale przypominają to, co istotne, prowadząc ducha do zasmakowania w poznawaniu Chrystusa, które stale czerpie z czystego źródła Ewangelii. Każdy z poszczególnych rysów Chrystusa opisanych przez Ewangelistów jaśnieje blaskiem Tajemnicy, która przewyższa wszelką wiedzę (por. Ef 3,19). Jest to Tajemnica Słowa Wcielonego, w którym « mieszka cała Pełnia: Bóstwo, na sposób ciała » (Kol 2,9). Dlatego Katechizm Kościoła Katolickiego kładzie tak wielki nacisk na tajemnice Chrystusa, przypominając, że « wszystko w życiu Jezusa [...] jest znakiem Jego misterium ». Duc in altum Kościoła w trzecim tysiącleciu mierzy się zdolnością chrześcijan do « głębszego poznania tajemnicy Boga - to jest Chrystusa », w którym « wszystkie skarby mądrości i wiedzy są ukryte » (Kol 2,2-3). Do każdego ochrzczonego skierowane jest gorące życzenie z Listu do Efezjan: « Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach, abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani [...] zdołali [...] poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą » (3,7-19).

Różaniec staje na służbie tego ideału, wyjawiając 'sekret', jak można łatwiej otworzyć się na głęboką, porywającą znajomość Chrystusa. Moglibyśmy to nazwać drogą Maryi. Jest to droga przykładu Dziewicy z Nazaretu, Niewiasty wiary, milczenia i słuchania. Jest to równocześnie droga pobożności maryjnej, ożywianej świadomością nierozerwalnej więzi łączącej Chrystusa i Jego Najświętszą Matkę: tajemnice Chrystusa są również, w jakimś sensie, tajemnicami Maryi, nawet wówczas, gdy nie jest z nimi bezpośrednio związana, przez sam fakt, że żyje Ona Nim i dla Niego. Powtarzając w « Zdrowaś Maryjo » słowa anioła Gabriela i św. Elżbiety, czujemy się pobudzani, by szukać wciąż na nowo u Maryi, w Jej ramionach i w Jej Sercu, « błogosławionego owocu Jej żywota » (por. Łk 1,42).

Tajemnica Chrystusa, tajemnica człowieka

25. We wspomnianym już świadectwie z 1978 roku o różańcu jako modlitwie, którą bardzo ukochałem, wyraziłem myśl, do której pragnę powrócić. Powiedziałem wówczas, że « ta prosta modlitwa różańcowa pulsuje niejako życiem ludzkim ».

W świetle dotychczasowych refleksji o tajemnicach Chrystusa nietrudno jest pogłębić tę implikację antropologiczną różańca. Jest to implikacja tym bardziej radykalna, że na pierwszy rzut oka jej się nie dostrzega. Kto podejmuje kontemplację Chrystusa, rozważając etapy Jego życia, musi pojąć w Nim również « prawdę o człowieku ». Jest to bardzo ważne stwierdzenie Soboru Watykańskiego II, które począwszy od Encykliki Redemptor hominis wielokrotnie czyniłem przedmiotem mojego nauczania: « W istocie misterium człowieka wyjaśnia się prawdziwie jedynie w misterium Słowa Wcielonego ». Różaniec pomaga otworzyć się na to światło. Idąc drogą Chrystusa, w którym droga człowieka jest 'zrekapitulowana', odsłonięta i odkupiona, wierzący staje przed obrazem człowieka prawdziwego. Kontemplując Jego narodziny uczy się sakralnego charakteru życia, patrząc na dom w Nazarecie poznaje pierwotną prawdę o rodzinie według planu Bożego, słuchając Nauczyciela w tajemnicach życia publicznego czerpie światło, by wejść do Królestwa Bożego, a idąc drogą na Kalwarię uczy się znaczenia zbawczego cierpienia. Wreszcie kontemplując Chrystusa i Jego Matkę w chwale, widzi cel, do którego każdy z nas jest wezwany, jeśli pozwoli się uzdrowić i przemienić przez Ducha Świętego. Można więc powiedzieć, że każda tajemnica różańca, stając się przedmiotem dobrej medytacji, rzuca światło na misterium człowieka.

Równocześnie staje się czymś naturalnym przynosić na to spotkanie ze świętym człowieczeństwem Odkupiciela tak liczne problemy, lęki, trudy i projekty, które cechują nasze życie. « Zrzuć swą troskę na Pana, a On cię podtrzyma » (Ps 55[54],23). Medytować z różańcem znaczy powierzać nasze troski miłosiernemu Sercu Chrystusa i Sercu Jego Matki. Po dwudziestu czterech latach, rozważając nad doświadczeniami, których nie zabrakło mi również przy sprawowaniu posługi Piotrowej, czuję, że powinienem powtórzyć zapewnienie, które jest niejako gorącym wezwaniem skierowanym do wszystkich, aby osobiście tego doświadczyli: tak, różaniec naprawdę « pulsuje życiem ludzkim », by zharmonizować je z rytmem życia Bożego w radosnej komunii Trójcy Przenajświętszej, co jest przeznaczeniem i głębokim pragnieniem całego naszego istnienia.


ROZDZIAŁ III

« DLA MNIE ŻYĆ TO CHRYSTUS »


reprod. z „Niedzieli” nr 10/2006

Różaniec drogą przyswajania tajemnicy

26. Różaniec proponuje charakterystyczną metodę medytacji tajemnic Chrystusa ze swej natury sprzyjającą ich przyswajaniu. Jest to metoda oparta na powtarzaniu. Dotyczy to przede wszystkim « Zdrowaś Maryjo », powtarzanego aż dziesięciokrotnie przy każdej tajemnicy. Patrząc powierzchownie na to powtarzanie, można by traktować różaniec jako praktykę jałową i nużącą. Jednak do zupełnie innych wniosków na temat koronki można dojść, kiedy uzna się ją za wyraz nigdy nie znużonej miłości, która ciągle powraca do ukochanej osoby z gorącymi uczuciami, które, choć podobne w przejawach, są zawsze nowe ze względu na przenikającą je czułość.

W Chrystusie Bóg przyjął naprawdę « serce z ciała ». Ma On nie tylko Boże Serce, bogate w miłosierdzie i przebaczenie, ale również serce ludzkie, zdolne do wszystkich poruszeń uczucia. Gdybyśmy potrzebowali do tego świadectwa Ewangelii, nie trudno byłoby znaleźć je we wzruszającym dialogu Chrystusa z Piotrem po zmartwychwstaniu. « Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie? ». Aż trzy razy postawione jest to pytanie, aż trzy razy zostaje udzielona odpowiedź: « Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham » (por. J 21,15-17). Niezależnie od specyficznego znaczenia tej perykopy, tak ważnej dla misji Piotra, niczyjej uwadze nie może umknąć piękno tego trzykrotnego powtórzenia, w którym powracające wciąż uporczywe pytanie i korespondująca z nim odpowiedź wyrażone są w terminach dobrze znanych z powszechnego doświadczenia ludzkiej miłości. By zrozumieć różaniec, trzeba wejść w dynamikę psychologiczną właściwą miłości.

Jedno jest pewne: jeśli powtarzanie « Zdrowaś Maryjo » zwraca się bezpośrednio do Matki Najświętszej, to z Nią i przez Nią miłość odnosi się ostatecznie do Jezusa. Powtarzanie ożywiane jest pragnieniem coraz pełniejszego upodobnienia się do Chrystusa, co stanowi prawdziwy 'program' życia chrześcijańskiego. Św. Paweł ogłosił ten program płomiennymi słowami: « Dla mnie żyć - to Chrystus, a umrzeć - to zysk » (Flp 1,21). I jeszcze: « Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus » (Ga 2,20). Różaniec pomaga nam wzrastać w tym upodabnianiu się aż do osiągnięcia celu, którym jest świętość.

Metoda wartościowa

27. Nie powinno dziwić, że więź z Chrystusem może być nawiązywana również przy pomocy jakiejś konkretnej metody. Bóg udziela się człowiekowi zgodnie z jego naturą i sytuacją życiową. Dlatego - choć duchowość chrześcijańska zna bardziej wysublimowane formy mistycznego milczenia, w którym wszelkie obrazy, słowa i gesty zostają niejako wyniesione przez intensywność niewypowiedzianego zjednoczenia człowieka z Bogiem - normalnie znamionuje ją całościowe zaangażowanie osoby w jej złożonej rzeczywistości psychofizycznej i relacyjnej.

Jest to wyraźnie widoczne w liturgii. Sprawowanie sakramentów i sakramentaliów wiąże się z szeregiem obrzędów, które są dostosowane do różnych wymiarów osoby ludzkiej. Tak też jest z modlitwą nieliturgiczną. Potwierdza to fakt, że na Wschodzie najbardziej charakterystyczna modlitwa medytacji chrystologicznej, skupiona na słowach: « Panie Jezu Chryste, Synu Boga, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem », tradycyjnie wiązana jest z rytmem oddechu, który sprzyja wytrwałości w zanoszeniu próśb i zapewnia niemal 'fizyczną' konsystencję pragnieniu, by Chrystus stał się dla życia tchnieniem, duszą i 'wszystkim'.

Metoda, którą jednak można ulepszyć

28. W Liście apostolskim Novo millennio ineunte przypomniałem, że istnieje dziś również na Zachodzie nowa potrzeba medytacji, która znajduje czasem w innych religiach dość atrakcyjne sposoby realizacji. Nie brak chrześcijan, którzy, nie znając dobrze chrześcijańskiej tradycji kontemplacyjnej, ulegają wpływom tych propozycji.

One jednak, choć posiadają elementy pozytywne i dające się czasem zintegrować z doświadczeniem chrześcijańskim, często kryją w sobie podbudowę ideologiczną nie do przyjęcia. Również w tych doświadczeniach cieszy się dużą popularnością metodologia, która - mając na celu głęboką koncentrację duchową - korzysta z technik o charakterze psychofizycznym, opartych na powtórzeniu i symbolice. Różaniec należy do tej ogólnej panoramy fenomenologii religii, ale ma swe własne cechy charakterystyczne, które odpowiadają typowym wymogom specyfiki chrześcijaństwa.

Istotnie, różaniec jest tylko metodą kontemplacji. Jako metodę należy go stosować mając na względzie cel, a nie może on stać się celem samym w sobie. Jednak również jako metody nie należy go lekceważyć, skoro jest owocem wielowiekowego doświadczenia. Przemawia za nim doświadczenie niezliczonych świętych. Nie wyklucza to jednak faktu, że można go ulepszyć. Do tego właśnie zmierza uzupełnienie cyklu tajemnic nową serią - mysteria lucis - wraz z pewnymi sugestiami dotyczącymi odmawiania różańca, które przedstawiam w niniejszym Liście. Tymi propozycjami, respektując jednak powszechnie przyjętą strukturę tej modlitwy, chciałbym pomóc wiernym, by zrozumieli ją w jej aspektach symbolicznych, pozostając w zgodzie z wymogami życia codziennego. W przeciwnym razie zachodziłoby niebezpieczeństwo, że różaniec nie tylko nie przyniesie pożądanych skutków duchowych, ale dojdzie nawet do takiej sytuacji, że koronkę, na której zazwyczaj się go odmawia, będzie się traktować na równi z jakimś amuletem czy przedmiotem magicznym, co byłoby radykalnym wypaczeniem jego znaczenia i funkcji.

Zapowiedź tajemnicy

29. Zapowiedź tajemnicy i, jeśli tylko możliwe, równoczesne ukazanie przedstawiającej ją ikony, to jakby odsłonięcie sceny, na której należy skupić uwagę. Słowa kierują wyobraźnię i ducha ku temu określonemu wydarzeniu czy momentowi zżycia Chrystusa. W duchowości, która rozwinęła się w Kościele, czy to kult ikon, czy liczne nabożeństwa bogate w elementy postrzegane zmysłami, jak również metoda zaproponowana przez św. Ignacego z Loyoli w Ćwiczeniach duchownych odwoływały się do elementu wzrokowego i obrazowego (compositio loci), uważając go za bardzo pomocny w koncentracji ducha na misterium. Jest to zresztą metodologia, która odpowiada samej logice Wcielenia: Bóg zechciał przyjąć w Jezusie rysy ludzkie. To przez Jego fizyczną rzeczywistość zostajemy doprowadzeni do kontaktu z Jego Boską tajemnicą.

Tej potrzebie konkretności odpowiada również zapowiadanie poszczególnych tajemnic różańca. Oczywiście nie zastępują one Ewangelii ani nawet nie odwołują się do wszystkiego, co ona zawiera. Różaniec nie zastępuje zatem lectio divina, ale przeciwnie, zakłada ją i ułatwia. Jeśli jednak tajemnice rozważane w różańcu, nawet uzupełnione o mysteria lucis, ograniczają się jedynie do zasadniczych linii życia Chrystusa, to od nich łatwo można przejść do pozostałych treści Ewangelii, przede wszystkim wówczas, kiedy różaniec odmawia się w szczególnych chwilach przedłużonego skupienia.

Słuchanie Słowa Bożego

30. Aby dać medytacji podstawy biblijne i większą głębię, dobrze jest, po zapowiedzi tajemnicy, odczytać odnośny tekst biblijny, który, zależnie od okoliczności, może być krótszy albo dłuższy. Inne słowa nie są bowiem nigdy tak skuteczne, jak Słowo natchnione. Należy go słuchać, mając pewność, że jest to Słowo Boga, wypowiedziane na dzisiaj i « dla mnie ».

Przyjęte w ten sposób, wchodzi ono w różańcową metodologię powtarzania, nie powodując znużenia, jakie wywoływałoby zwykłe powtarzanie informacji dobrze już przyswojonej. Nie chodzi bowiem o przywoływanie na pamięć informacji, ale o to, by pozwolić Bogu 'mówić'. Przy pewnych uroczystych okazjach wspólnotowych słowo to można odpowiednio objaśnić krótkim komentarzem.

Milczenie



31. Słuchanie i medytacja karmią się milczeniem. Stosowne jest, by po zapowiedzeniu tajemnicy i proklamacji Słowa przez odpowiedni czas zatrzymać się i skupić na rozważanej tajemnicy, zanim rozpocznie się modlitwę ustną. Ponowne odkrycie wartości milczenia jest jednym z sekretów praktykowania kontemplacji i medytacji.

Do ograniczeń społeczeństwa zdominowanego przez technologię i środki masowego przekazu należy również fakt, że milczenie staje się coraz trudniejsze. Tak jak w liturgii zaleca się chwile milczenia, również przy odmawianiu różańca stosowna jest po wysłuchaniu Słowa Bożego krótka pauza, w czasie której duch skupia się na treści określonej tajemnicy.

« Ojcze nasz »

32. Po wysłuchaniu Słowa i skupieniu się na tajemnicy, czymś naturalnym jest wzniesienie ducha ku Ojcu. Jezus w każdej ze swoich tajemnic prowadzi nas zawsze do Ojca, do którego stale się zwraca, bo w Jego 'łonie' spoczywa (por. J 1,18). Chce nas wprowadzić w zażyłość z Ojcem, byśmy mówili razem z Nim: « Abba, Ojcze » (por. Rz 8,15; Ga 4,6). To w relacji do Ojca czyni nas swymi braćmi i braćmi pomiędzy sobą, dając nam Ducha, który jest jednocześnie Jego i Ojca, « Ojcze nasz », postawione niejako u podstaw medytacji chrystologiczno-maryjnej, rozwijanej przez powtarzanie « Zdrowaś Maryjo », czyni medytację tajemnicy doświadczeniem eklezjalnym, nawet kiedy prowadzi się ją w samotności.

Dziesięć « Zdrowaś Maryjo »

33. Jest to element, który zajmuje w różańcu najwięcej miejsca, a równocześnie sprawia, że jest on modlitwą w całym tego słowa znaczeniu maryjną. Właśnie jednak w świetle dobrze rozumianych słów « Zdrowaś Maryjo » odczuwa się wyraźnie, że charakter maryjny nie tylko nie przeciwstawia się chrystologicznemu, ale przeciwnie, podkreśla go i uwypukla. Istotnie, pierwsza część « Zdrowaś Maryjo », zaczerpnięta ze słów skierowanych do Maryi przez anioła Gabriela i św. Elżbietę, jest adorującą kontemplacją misterium, które dokonuje się w Dziewicy z Nazaretu. Wyrażają one, jak można by powiedzieć, podziw nieba i ziemi, ujawniając poniekąd zachwyt samego Boga, gdy ogląda On swe arcydzieło - Wcielenie Syna w dziewiczym łonie Maryi - w duchu tego radosnego spojrzenia z Księgi Rodzaju (por. 1, 31), owego pierwotnego « pathosu, z jakim Bóg u świtu stworzenia przyglądał się dziełu swoich rąk ». Powtarzanie w różańcu « Zdrowaś Maryjo » utrzymuje nas w klimacie zachwytu Boga: wyraża rozradowanie, zdumienie, uznanie dla największego w historii cudu. Jest to wypełnienie proroctwa Maryi: « Odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia » (Łk 1,48).

Centrum « Zdrowaś Maryjo », poniekąd zwornikiem między jego pierwszą a drugą częścią, jest imię Jezus. Czasami, przy pośpiesznym odmawianiu, to centrum uchodzi uwagi, a wraz z nim również nawiązanie do misterium Chrystusa, które jest kontemplowane. Ale to właśnie akcent, jaki kładzie się na imieniu Jezus i na Jego misterium, znamionuje znaczące i owocne odmawianie różańca. Już Paweł VI przypomniał w Adhortacji Marialis cultus praktykowany w pewnych regionach zwyczaj, by podkreślać imię Chrystusa, dodając do niego refren (tak zwane « dopowiedzenia ») nawiązujący do rozważanej tajemnicy. Jest to zwyczaj godny pochwały, zwłaszcza przy publicznym odmawianiu różańca. Wyraża on dobrze wiarę chrystologiczną, odnoszącą się do różnych momentów życia Odkupiciela. Jest to wyznanie wiary, a równocześnie pomoc w medytacji, która pozwala przyswajać i przeżywać misterium Chrystusa, w naturalny sposób związane z odmawianiem « Zdrowaś Maryjo ». Powtarzanie imienia Jezus - jedynego imienia, w którym dane nam jest mieć nadzieję na zbawienie (por. Dz 4,12) - złączonego z imieniem Matki Najświętszej, pozwalając niejako, by to Ona sama nam je podsuwała, stanowi drogę asymilacji, której celem jest coraz głębsze wprowadzanie nas w życie Chrystusa.

Z bardzo szczególnej więzi z Chrystusem, wynikającej z faktu, że Maryja jest Matką Boga, Theotókos, wypływa ponadto moc błagania, jakie do Niej kierujemy w drugiej części tej modlitwy, powierzając Jej matczynemu wstawiennictwu nasze życie i godzinę naszej śmierci.

« Chwała Ojcu »

34. Doksologia trynitarna jest celem chrześcijańskiej kontemplacji. Chrystus jest bowiem drogą, która prowadzi nas do Ojca w Duchu. Kiedy do końca trzymamy się tej 'drogi', ustawicznie stajemy wobec misterium trzech Osób Boskich, którym należy się chwała, uwielbienie i dziękczynienie. Ważne jest, żeby « Chwała Ojcu », szczyt kontemplacji, zostało w różańcu dobrze uwydatnione. Przy odmawianiu publicznym można je śpiewać, aby odpowiednio uwypuklić ową perspektywę strukturalną, charakteryzującą każdą modlitwę chrześcijańską.

W takiej mierze, w jakiej medytacja danej tajemnicy będzie uważna, głęboka, ożywiana - od jednego « Zdrowaś Maryjo » do drugiego - miłością do Chrystusa i do Jego Matki, uwielbienie Trójcy Przenajświętszej na zakończenie każdej dziesiątki, nie sprowadzając się bynajmniej do roli krótkiego zakończenia, uzyska swój właściwy ton kontemplacyjny, aby niejako wynieść ducha ku wyżynom raju i dać nam w pewien sposób przeżyć doświadczenie Taboru, będące przedsmakiem przyszłej kontemplacji: « Dobrze, że tu jesteśmy! » (Łk 9, 33).

Końcowy akt strzelisty

35. Według powszechnie przyjętej praktyki, w różańcu po doksologii trynitarnej odmawia się akt strzelisty, różny, zależnie od zwyczajów. Doceniając wartość takich inwokacji trzeba zauważyć, że owocność kontemplacji tajemnic będzie lepiej wyrażona, jeśli zadba się o to, by każdą tajemnicę zakończyć modlitwą o osiągnięcie specyficznych owoców konkretnej tajemnicy. W ten sposób różaniec będzie mógł trafniej wyrazić swój związek z życiem chrześcijańskim. Podpowiada to piękna modlitwa liturgiczna, która zachęca nas, byśmy prosili o osiągnięcie przez rozważanie tajemnic różańca tego, że będziemy « naśladować to, co zawierają, i otrzymamy to, co obiecują ».

W takiej modlitwie końcowej może występować, jak to ma już miejsce, uzasadniona różnorodność. Różaniec uzyskuje w ten sposób również rysy bardziej odpowiadające różnym tradycjom duchowym i różnym wspólnotom chrześcijańskim. W tej perspektywie należałoby sobie życzyć, aby były szerzone, z należytym rozeznaniem duszpasterskim, najbardziej znaczące propozycje. Można by sprawdzać ich przydatność w ośrodkach i sanktuariach maryjnych, gdzie zwraca się szczególną uwagę na praktykę różańca. W ten sposób Lud Boży mógłby, korzystać z wszelkiego autentycznego bogactwa duchowego, czerpiąc z niego pokarm duchowy dla swej kontemplacji.

« Koronka »

36. Tradycyjnie do odmawiania różańca używa się koronki. W najbardziej powierzchownej praktyce staje się ona często przedmiotem, który służy po prostu do odliczania kolejnych « Zdrowaś Maryjo ». Służy ona jednak również wyrażeniu symboliki, która może nadać kontemplacji nową treść.

W związku z tym trzeba najpierw zauważyć, że koronka zwraca się ku wizerunkowi Ukrzyżowanego, który otwiera i zamyka samą drogę modlitwy. Na Chrystusie skupia się życie i modlitwa wierzących. Wszystko od Niego wychodzi, wszystko ku Niemu zdąża, wszystko przez Niego, w Duchu Świętym, dochodzi do Ojca.

Jako pomoc w liczeniu, wyznaczając rytm posuwania się w modlitwie, koronka przypomina nie kończącą się nigdy drogę kontemplacji i doskonałości chrześcijańskiej. Bł. Bartłomiej Longo widział w niej również 'łańcuch' łączący nas z Bogiem. Owszem, łańcuch, ale łańcuch 'słodki'; taką okazuje się zawsze relacja z Bogiem, który jest Ojcem. 'Synowski' łańcuch, który pozwala nam jednoczyć się z Maryją, « służebnicą Pańską » (Łk 1,38), a w końcu i z samym Chrystusem, który, będąc Bogiem, stał się 'sługą' dla naszej miłości (por. Flp 2,7).

Piękne jest także rozciągnięcie symbolicznego znaczenia koronki na nasze wzajemne odniesienia - przypomina więzi komunii i braterstwa, łączące nas wszystkich z Chrystusem.

Rozpoczęcie i zakończenie

37. We współczesnej praktyce, dostosowanej do różnorakich okoliczności duszpasterskich, istnieją różne sposoby rozpoczynania różańca. W niektórych regionach rozpoczyna się zazwyczaj wezwaniem zaczerpniętym z Psalmu 70: « Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu », co niejako ożywia u modlącego się świadomość jego własnej nędzy. Gdzie indziej natomiast początek stanowi Credo, jakby dla uczynienia wyznania wiary fundamentem podejmowanej kontemplacji. Te i inne sposoby, w takim wymiarze, w jakim uzdalniają ducha do kontemplacji, są na równi uprawnione. Odmawianie różańca zamyka się modlitwą w intencjach Papieża, by niejako skierować spojrzenie modlącego się na rozległy horyzont potrzeb Kościoła. I właśnie z myślą, by zachęcić do takiej eklezjalnej wizji różańca, Kościół wzbogacił go świętymi odpustami dla tych, którzy go odmawiają w należytej dyspozycji.

Jeśli bowiem różaniec jest przeżywany w ten sposób, staje się naprawdę drogą duchową, na której Maryja jest Matką, Nauczycielką i Przewodniczką, podtrzymującą wiernych swym potężnym wstawiennictwem. Czyż można się dziwić, że przy końcu tej modlitwy odczuwa się jako potrzebę ducha, który w medytacji doświadczył głęboko macierzyństwa Maryi, pragnienie wychwalania Najświętszej Dziewicy, czy to wspaniałą modlitwą Salve Regina, czy też Litanią Loretańską? Jest to ukoronowanie drogi wewnętrznej, która doprowadziła wiernego do żywego kontaktu z misterium Chrystusa i Jego Najświętszej Matki.

Rozłożenie w czasie

38. Różaniec można odmawiać codziennie w całości, i nie brak takich, którzy to czynią z godną pochwały wytrwałością. Wypełnia on w ten sposób modlitwą dni tak wielu dusz kontemplacyjnych albo towarzyszy osobom chorym czy w podeszłym wieku, które dysponują dużym zasobem czasu. Jest jednak oczywiste - i to tym bardziej, jeśli doda się nowy cykl mysteria lucis - że wielu wiernych będzie mogło odmawiać tylko jego część według pewnego porządku tygodniowego. Ten rozkład prowadzi do nadania poszczególnym dniom tygodnia swoistego duchowego 'kolorytu', podobnie jak liturgia nadaje go różnym okresom roku liturgicznego.

Według obecnej praktyki poniedziałek i czwartek poświęca się « tajemnicom radosnym », wtorek i piątek « tajemnicom bolesnym », środę, sobotę i niedzielę « tajemnicom chwalebnym ». Gdzie włączyć « tajemnice światła »? Zważywszy, że « tajemnice chwalebne » powtarza się przez dwa kolejne dni, w sobotę i w niedzielę, a sobota jest tradycyjnie dniem o silnym zabarwieniu maryjnym, wydaje się wskazane przenieść na sobotę drugie w ciągu tygodnia rozważanie « tajemnic radosnych », w których wyraźniejsza jest obecność Maryi. Czwartek pozostaje w ten sposób wolny właśnie na medytację « tajemnic światła ».

To wskazanie nie ma jednak ograniczać słusznej wolności medytacji osobistej i wspólnotowej, z uwzględnieniem potrzeb duchowych i duszpasterskich, a przede wszystkim dat liturgicznych, które mogą sugerować bardziej odpowiednie dostosowania. Sprawą naprawdę wielkiej wagi jest to, by różaniec był coraz bardziej pojmowany i przeżywany jako droga kontemplacji. Dzięki niej, jako uzupełnienie tego, co dokonuje się w liturgii, tydzień chrześcijanina, skoncentrowany na niedzieli, dniu zmartwychwstania, staje się drogą przez tajemnice życia Chrystusa, a On objawia się w życiu swych uczniów jako Pan czasu i historii.


ZAKOŃCZENIE


reprod. z „Niedzieli” nr 10/2006

« O, błogosławiony różańcu Maryi, słodki łańcuchu, który łączysz nas z Bogiem! »

39. To wszystko, co zostało tu dotąd powiedziane, wyraża obszernie bogactwo tej tradycyjnej modlitwy, która ma prostotę modlitwy ludowej, ale także teologiczną głębię modlitwy odpowiedniej dla tych, którzy odczuwają potrzebę dojrzalszej kontemplacji.

Kościół zawsze uznawał szczególną skuteczność tej modlitwy, powierzając jej wspólnemu odmawianiu, stałemu jej praktykowaniu, najtrudniejsze sprawy. W chwilach, gdy samo chrześcijaństwo było zagrożone, mocy tej właśnie modlitwy przypisywano ocalenie przed niebezpieczeństwem, a Matkę Bożą Różańcową czczono jako Tę, która wyjednywała wybawienie.

Dziś skuteczności tej modlitwy zawierzam -jak o tym wspomniałem na początku - sprawę pokoju w świecie i sprawę rodziny.

Pokój

40. Trudności, jakie na początku tego nowego tysiąclecia pojawiają się na światowym horyzoncie, skłaniają nas, by uznać, że nadzieję na mniej mroczną przyszłość może w nas wzbudzić jedynie interwencja z Wysoka, zdolna pokierować sercami tych wszystkich, którzy żyją w sytuacjach konfliktowych, i tych, którzy trzymają w swych rękach losy narodów.

Różaniec ze swej natury jest modlitwą pokoju z racji samego faktu, że polega na kontemplowaniu Chrystusa, który jest Księciem Pokoju i « naszym pokojem » (Ef 2,14). Kto przyswaja sobie misterium Chrystusa - a różaniec właśnie do tego prowadzi - dowiaduje się, na czym polega sekret pokoju, i przyjmuje to jako życiowy projekt. Ponadto, mocą swego charakteru medytacyjnego, przez spokojne następowanie po sobie kolejnych « Zdrowaś Maryjo », różaniec wywiera na modlącego się kojący wpływ, który usposabia go do przyjmowania i doświadczania w głębi swego jestestwa oraz do szerzenia wokół siebie tego prawdziwego pokoju, który jest szczególnym darem Zmartwychwstałego (por. J 14,27; 20, 21).

Różaniec jest modlitwą pokoju także ze względu na owoce miłości miłosiernej, jakie rodzi. Jeśli odmawia się go właściwie, jako modlitwę medytacyjną, to różaniec, pomagając spotkać się z Chrystusem w Jego misteriach, musi również ukazywać oblicze Chrystusa w braciach, zwłaszcza tych najbardziej cierpiących. Jakże można by w « tajemnicach radosnych » wpatrywać się w misterium Dziecięcia narodzonego w Betlejem, nie odczuwając pragnienia, by przyjmować, bronić i promować życie, biorąc na siebie ciężar cierpienia dzieci we wszystkich zakątkach świata? Jak można by w « tajemnicach światła » iść za Chrystusem Objawicielem, nie podejmując postanowienia, by dawać świadectwo Jego « błogosławieństwom » w codziennym życiu? I jak kontemplować Chrystusa obarczonego krzyżem i ukrzyżowanego, nie czując potrzeby stawania się Jego « Cyrenejczykiem » względem każdego brata przybitego cierpieniem czy zdruzgotanego rozpaczą? A wreszcie, jak można by utkwić wzrok w chwale Chrystusa Zmartwychwstałego i w Maryi ukoronowanej na Królową, nie czując pragnienia, by uczynić ten świat piękniejszym, bardziej sprawiedliwym, bliższym planom Bożym?

Tak więc różaniec, kierując nasze spojrzenie ku Chrystusowi, czyni nas również budowniczymi pokoju w świecie. Mając charakter nieustającego, wspólnego błagania, zgodnie z Chrystusowym wezwaniem, by modlić się « zawsze i nie ustawać » (por. Łk 18,1), pozwala on mieć nadzieję, że również dzisiaj 'walka' tak trudna jak ta, która toczy się o pokój, może być zwycięska. Różaniec, daleki od tego, by być ucieczką od problemów świata, skłania nas, by patrzeć na nie oczyma odpowiedzialnymi i wielkodusznymi, i wyjednuje nam siłę, by powrócić do nich z pewnością co do Bożej pomocy oraz z silnym postanowieniem, by we wszelkich okolicznościach dawać świadectwo miłości, która jest « więzią doskonałości » (Kol 3, 14).

Rodzina: rodzice...

41. Jako modlitwa o pokój, różaniec był też zawsze modlitwą rodziny i za rodzinę. Niegdyś modlitwa ta była szczególnie droga rodzinom chrześcijańskim i niewątpliwie sprzyjała ich jedności. Należy zadbać, by nie roztrwonić tego cennego dziedzictwa. Trzeba powrócić do modlitwy w rodzinie i do modlitwy za rodziny, wykorzystując nadal tę formę modlitwy.

W Liście apostolskim Novo millennio ineunte zachęciłem do sprawowania Liturgii godzin również przez świeckich w zwyczajnym życiu wspólnot parafialnych i różnych grup chrześcijańskich. Pragnę uczynić to samo, gdy chodzi o różaniec. Są to dwie drogi kontemplacji chrześcijańskiej nie alternatywne, ale wzajemnie się uzupełniające. Proszę zatem tych wszystkich, którzy zajmują się duszpasterstwem rodzin, by z przekonaniem zachęcali do odmawiania różańca.

Rodzina, która modli się zjednoczona, zjednoczona pozostaje. Różaniec święty zgodnie z dawną tradycją jest modlitwą, która szczególnie sprzyja gromadzeniu się rodziny. Kierując wzrok na Jezusa, poszczególni jej członkowie odzyskują na nowo również zdolność patrzenia sobie w oczy, by porozumiewać się, okazywać solidarność, wzajemnie sobie przebaczać, by żyć z przymierzem miłości odnowionym przez Ducha Bożego.


reprod. z „Niedzieli” nr 10/2006

Liczne problemy współczesnych rodzin, zwłaszcza w społeczeństwach ekonomicznie rozwiniętych, wynikają stąd, że coraz trudniej jest się porozumiewać. Ludzie nie potrafią ze sobą przebywać, a być może nieliczne momenty, kiedy można być razem, zostają pochłonięte przez telewizję. Podjąć na nowo odmawianie różańca w rodzinie znaczy wprowadzić do codziennego życia całkiem inne obrazy, ukazujące misterium, które zbawia: obraz Odkupiciela, obraz Jego Najświętszej Matki. Rodzina, która odmawia razem różaniec, odtwarza poniekąd klimat domu w Nazarecie: Jezusa stawia się w centrum, dzieli się z Nim radości i cierpienia, w Jego ręce składa się potrzeby i projekty, od Niego czerpie się nadzieję i siłę na drogę.

... i dzieci

42. Czymś pięknym i owocnym jest także powierzenie tej modlitwie drogi wzrastania dzieci. Czyż różaniec nie jest drogą życia Chrystusa od poczęcia do śmierci, aż do zmartwychwstania i wejścia do chwały? Coraz trudniej jest dziś rodzicom nadążyć za dziećmi na różnych etapach ich życia. W społeczeństwie rozwiniętej technologii, środków masowego przekazu i globalizacji wszystko stało się tak szybkie, a różnice kulturowe między pokoleniami coraz bardziej się zwiększają. Najróżniejsze przesłania i doświadczenia najmniej dające się przewidzieć prędko wkraczają w życie dzieci i młodzieży, a rodzice przeżywają nieraz udrękę, stając wobec grożących im niebezpieczeństw. Nierzadko doznają bolesnych rozczarowań, obserwując niepowodzenia swych dzieci ulegających ułudzie narkotyków, powabom rozpasanego hedonizmu, pokusom przemocy, najprzeróżniejszym przejawom bezsensu i rozpaczy.

Modlitwa różańcowa za dzieci, a bardziej jeszcze z dziećmi, która wychowuje je już od najmłodszych lat do tego codziennego momentu « modlitewnej przerwy » całej rodziny, z pewnością nie jest rozwiązaniem wszelkich problemów, ale stanowi pomoc duchową, której nie należy lekceważyć. Można by wysunąć zastrzeżenie, że różaniec wydaje się modlitwą niezbyt odpowiadającą gustom dzieci i młodzieży dzisiejszych czasów. Może jednak zastrzeżenie to opiera się na wyobrażeniu jego niedbałego odmawiania. Zresztą, o ile tylko zachowamy zasadniczą strukturę różańca, nic nie przeszkadza, aby dla dzieci i młodzieży jego odmawianie -tak w rodzinie, jak i w grupach - wzbogacić odpowiednimi elementami symbolicznymi i praktycznymi, które by pomogły w jego zrozumieniu i dowartościowaniu. Czemu nie spróbować? Duszpasterstwo młodzieżowe aktywne, pełne zapału i twórcze - Światowe Dni Młodzieży pozwoliły mi zdać sobie z tego sprawę - zdolne jest dokonać, z Bożą pomocą, rzeczy naprawdę znamiennych. Jeśli różaniec zostanie dobrze przedstawiony, to jestem pewien, że sami młodzi będą w stanie raz jeszcze zaskoczyć dorosłych, przyjmując tę modlitwę i odmawiając ją z entuzjazmem typowym dla ich wieku.

Różaniec - skarb, który trzeba odkryć


reprod. z „Niedzieli” nr 10/2006

43. Drodzy Bracia i Siostry! Modlitwa tak łatwa, a równocześnie tak bogata naprawdę zasługuje, by wspólnota chrześcijańska ponownie ją odkryła. Uczyńmy to przede wszystkim w bieżącym roku, przyjmując tę propozycję, aby pogłębić treści zarysowane w Liście apostolskim Novo millennio ineunte, który był inspiracją dla programów duszpasterskich tak wielu Kościołów partykularnych w planowaniu zadań na najbliższą przyszłość.

Zwracam się szczególnie do Was, drodzy Bracia w biskupstwie, kapłani i diakoni, oraz do Was, pełniących rozmaite posługi na polu duszpasterstwa, abyście, poznając z osobistego doświadczenia piękno różańca, stawali się jego gorliwymi promotorami.

Ufam też, że Wy, teolodzy, podejmując refleksję metodyczną i równocześnie inspirowaną przez autentyczną mądrość, zakorzenioną w Słowie Bożym i wrażliwą na to, czym żyje lud chrześcijański, przyczynicie się do odkrywania podstaw biblijnych, duchowych bogactw i wartości duszpasterskiej tej tradycyjnej modlitwy.

Liczę na Was, osoby konsekrowane, powołane ze szczególnego tytułu do kontemplowania oblicza Chrystusa w szkole Maryi.

Patrzę na Was wszystkich, Bracia i Siostry wszelkiego stanu, na Was, rodziny chrześcijańskie, na Was, osoby chore i w podeszłym wieku, na Was młodzi: weźcie znów ufnie do rąk koronkę różańca, odkrywając ją na nowo w świetle Pisma Świętego, w harmonii z liturgią, w kontekście codziennego życia.

Oby ten mój apel nie popadł w zapomnienie nie wysłuchany! Na początku dwudziestego piątego roku mojego Pontyfikatu powierzam ten List apostolski czułym dłoniom Maryi Panny, korząc się w duchu przed Jej obrazem we wspaniałym sanktuarium wzniesionym dla Niej przez bł. Bartłomieja Longo, apostoła różańca. Chętnie wypowiadam jego wzruszające słowa, jakimi kończy on słynną Suplikę do Królowej Różańca Świętego: « O, błogosławiony różańcu Maryi, słodki łańcuchu, który łączysz nas z Bogiem; więzi miłości, która nas jednoczysz z aniołami; wieżo ocalenia od napaści piekła; bezpieczny porcie w morskiej katastrofie! Nigdy cię już nie porzucimy. Będziesz nam pociechą w godzinie konania. Tobie ostatni pocałunek gasnącego życia. A ostatnim akcentem naszych warg będzie Twoje słodkie imię, o Królowo Różańca z Pompei, o Matko nasza droga, o Ucieczko grzeszników, o Władczyni, Pocieszycielko strapionych. Bądź wszędzie błogosławiona, dziś i zawsze, na ziemi i w niebie ».

W Watykanie, dnia 16 października 2002 roku, na początku dwudziestego piątego roku mego Pontyfikatu.


reprod. z „Przymierza z Maryją” nr 48/2009

*) List ten w oryginale opatrzony jest przypisami i w tekście posiada wiele odnośników do nich. Tutaj jednak, dla uproszczenia, zostały one usunięte, by nawet przeciętny czytelnik, nie posiadający odpowiedniej wiedzy teologicznej, z łatwością mógł przyswoić jego podstawowe treści.

KRYTYCZNIE, ALE CZY SŁUSZNIE ?

Ponieważ nasza strona ma ambicje utworzenia obiektywnego, wszechstronnego kompendium Różańca świętego, uznaliśmy za konieczne zamieszczenie polemiki odpierającej ostrą krytykę, atakującą papieski List Apostolski Rosarium Virginis Mariae, a zwłaszcza rozszerzoną i przez to nieco zmodernizowaną postać tej modlitwy. Krytyka, którą przytaczamy, została opublikowana (2005r.) w broszurze pt. „The New Rosary”, autorstwa Christophera A. Ferrary. Treść broszury w języku polskim, ukazała się w trzech kolejnych numerach dwumiesięcznika Bractwa św.Piusa X pt. „Zawsze wierni” (6-8/2006).

Dla orientacji internautów podaję, że Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, którego członkowie określani są także jako lefebryści lub lefebvryści (czasem także piusowcy), jest katolickim tradycjonalistycznym stowarzyszeniem życia apostolskiego, działającym w 70 krajach na wszystkich zamieszkanych kontynentach. Bractwo powstało w celu uniknięcia współczesnych błędów w wierze, szczególnie liberalizmu i jego następstw. Błędy te – zdaniem bractwa – prawnie usankcjonowane przez Sobór Watykański II, spowodowały postępujący kryzys w Kościele katolickim, wywołany zarówno przez czynniki zewnętrzne (masonerię i komunistów), jak i wewnętrzne, przez kościelnych modernistów. Założyciel bractwa, abp Lefebvre, z powodu sprzeciwu wobec postanowień Soboru i papieży, został suspendowany przez najwyższe władze Kościoła, lecz także samo Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, mimo, iż uznaje za prawowitych wszystkich papieży oraz biskupa miejsca – w swoim statusie jest suspendowane.

Autor, jak sam siebie określa, jest świeckim tradycjonalistą i najprawdopodobniej w swoim opracowaniu wyraża opinię akceptowaną przez to stowarzyszenie, gdyż treść broszury (w przekładzie na język polski) została zamieszczona na stronach internetowych bractwa:

https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/953 (cz.I)

https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/963(cz.II)

https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/972 (cz.III)

W części I autor wczytując się w list papieski Rosarium Virginis Mariae, dokonuje szczegółowej jego oceny według własnych kryteriów. I choć podaje, że RVM – jak określa ten list – „podobnie jak pozostała część posoborowego programu zmian, nie narzuca właściwie katolikom żadnego nowego obowiązku. Dokument ten jest zasadniczo zbiorem obserwacji, zachęt i propozycji zmian w różańcu, przedstawianych jako sugestie czy opcje”; choć nadmienia, że list ten „zawiera kilka wspaniałych ustępów odnoszących się do Matki Bożej i Jej różańca – którym tradycjonaliści powinni przyklasnąć i których powinni używać w apologetyce i ewangelizacji”; choć niektóre jego uwagi – moim zdaniem – są słuszne, to w sposób nadzwyczaj surowy, perfidnie atakuje niemal całą treść listu, a w szczególności „nowy”, bo rozszerzony o jedną część, znany od wieków - Różaniec.

Tutaj muszę jeszcze wyjaśnić, że list papieski, o którym mowa, autor nazywa encykliką, chociaż nie ma jej w spisie 14 encyklik (https://dzieje.pl/dziedzictwo-kulturowe/jan-pawel-ii-oglosil-14-encyklik) jakie św.Jan Paweł II wystosował do wiernych. Jednak użycie tego terminu przez autora broszury – na szczęście - nie jest błędem, toteż, stosując się do jego nomenklatury, ja także, w dalszej części mojej polemiki z autorem, będę wspomniany list nazywać encykliką, jako że encykliki są listami pasterskimi.

Nie mam zamiaru dokonywać analizy krytycznych uwag, jakimi autor zasypuje niemalże cały list papieski w stylu „totalnej opozycji”, która już z założenia ma deprecjonować wszystko, co czyni druga strona, bez względu na to, czy coś dobre jest, czy złe. Nie mam zamiaru... gdyż chcę pisać wyłącznie o tym, co dotyczy Różańca świętego, lecz na początek chciałabym wyrazić choćby kilka zdań na temat encykliki, broniąc godności tego ważnego dokumentu.

Autor zarzuca papieżowi, iż „nie wspomina o żadnym z podstawowych elementów tradycyjnego katolickiego nauczania, odnoszącego się do tego nabożeństwa”. Muszę więc uświadomić panu autorowi, że ktokolwiek cokolwiek pisze, zawsze wytycza sobie jakąś myśl przewodnią, którą rozwija w treści. Gdybyśmy wzięli wypracowania uczniów tej samej klasy na określony temat, to jestem pewna, że każdy z nich ująłby go w innym aspekcie. Dla jednych na uwagę zasługiwałby aspekt nowatorski, dla innych – najbardziej wyrazisty spośród wszystkich aspektów; dla jeszcze innych: najciekawszy, oryginalny, błyskotliwy, pociągający... itp... można by tutaj mnożyć. Tak więc i papież pisząc ów list, na pewno z góry wyznaczył sobie jakiś motyw przewodni, którego trzymał się, a podążając za nim, nie mógł pisać o wszystkim, co na ten temat powiedziano, bo jego przekaz stałby się wielowątkowy, „rozwodniony” a motyw przewodni utonąłby w tej masie słów, nie spełniając swej roli.

A zresztą po cóż miałby pisać o „podstawowych elementach” nauczania na temat Różańca czy o „nadprzyrodzonych...”, skoro – jak podał autor w swojej polemice: „Leon XIII napisał aż dziesięć encyklik na temat różańca Najświętszej Maryi Panny. Stanowią one wspaniałe kompendium nauczania Kościoła względem początków i skuteczności tej modlitwy. Dowiadujemy się z nich m.in. że: Nabożeństwo różańcowe zaprowadzone zostało pod Boskim natchnieniem przez św. Dominika około roku 1206, w odpowiedzi na prośby zanoszone do Matki Bożej o pomoc w pokonaniu herezji albigensów (Supremi Apostolatus officio)”.

I po co papież miałby powtarzać to, co już wcześniej inni papieże pisali na ten temat, skoro „Nadprzyrodzone pochodzenie różańca zostało potwierdzone przed długi szereg papieży, poprzez Leona X (1521), św. Piusa V (1572), Grzegorza XIII (1585), Sykstusa V (1590), Klemensa VIII (1605), Aleksandra VII (1667), bł. Innocentego XI (1689), Klemensa XI (1721), Innocentego XIII (1724), Benedykta XIV (1758) i samego Leona XIII (1903)”...

Tutaj znowu nasuwa mi się jaskrawy przykład z życia wzięty, z żałosnego okresu powszechnej „kwarantanny”. Kiedy urzędujący prezydent ukazywał się w mediach, podtrzymując ducha rodaków i zapewniając o tym, że nie pozostawi ich samym sobie, że rząd ma ciągle ich na uwadze: ich zdrowie, bezpieczeństwo, kondycję gospodarczą; że wszyscy sprawujący władzę wciąż pamiętają o nich i że uczynią wszystko, by nie spadli na dno. Wtedy głos podnosiła dogłębnie oburzona totalna opozycja, że prezydent, który w tym czasie zabiega o reelekcję na urząd prezydencki, robi w ten sposób swoją własną kampanię medialną, podczas gdy inni kandydaci nie mają takiej szansy. Lecz gdyby nie zabierał głosu i nie pokazywał się w mediach – podniosłaby się wrzawa, że jest zwyczajnym tchórzem, który wystraszył się pandemii; że co to za prezydent, który w obliczu dramatycznej sytuacji w Ojczyźnie, nie ma niczego do powiedzenia przerażonym rodakom...

Gdyby papież w swym liście powtórzył to, o czym pisali jego poprzednicy – „totalna opozycja” zarzuciłaby mu, że niczego nowego nie potrafi wymyślić. A ponieważ nie „powielił” ich wypowiedzi w encyklice – zarzuca mu się, że nie wspomniał, że nie odwołał się do tego, co wcześniej było uznawane przez tak wielu papieży...

Ale już dość o encyklice, bo myślą przewodnią mojej polemiki nie jest RVM, jak ją określa autor opracowania, ale Różaniec, jaki zaproponował papież święty Jan Paweł II.

Choć nie mam studiów teologicznych, spróbuję podjąć tę rzuconą rękawicę, zwłaszcza, że już na wstępie autor używa bardzo dosadnych zwrotów: „dobrali się w końcu do różańca”, a w odniesieniu do tradycyjnej formy tej modlitwy stwierdza, że forma ta „została obalona”. Może, z pomocą Bożą, uda mi się odeprzeć wszystkie jego zarzuty, które nie pozostawiają przysłowiowej „suchej nitki” na „The New Rosary”.

1) Autor uważa, że list papieski opublikowany w duchu II Soboru Watykańskiego, pomija maryjność Różańca, jako elementu sprzecznego z duchem ekumenizmu. Uważa bowiem, że „doktryna o Matce Bożej jako Pośredniczce wszelkich łask jest pomijana [w tym liście] ze względu na antymaryjne tendencje ekumenizm i że z tego powodu list papieski „nagina go [Różaniec] do obecnego programu ekumenicznego”.

2) Autor podkreśla, że „Różaniec [w swej tradycyjnej postaci, jako 150 Zdrowaś Maryjo odpowiadających 150 psalmom] „został Kościołowi przekazany przez św. Dominika, który z kolei został pouczony o tym nabożeństwie przez samą Matkę Bożą”. I to ma uzasadniać, że stanowczo powinien składać się z tych trzech części oraz z odpowiadających im 150 Zdrowaś Maryjo.

3) Autor przypomina, że forma tradycyjna zawierała trzy serie tajemnic czyli: tajemnic radosnych, tajemnic bolesnych i tajemnic chwalebnych, tworzących „harmonijny cykl różańca: od narodzenia przez mękę do zmartwychwstania”. Natomiast wprowadzenie innowacji nie tylko zniszczyło tę harmonię, ale też zakłóciło jego zbawcze przesłanie.

4) Autor powołuje się na to, że kiedy: „Pius V kanonizował różaniec w jego tradycyjnej formie – było to tych samych 15 tajemnic, o których mówiła Matka Boża w Fatimie. Kiedy Matka Boża ogłosiła s.Łucji nabożeństwo pierwszych sobót, mówiła tylko o „piętnastu tajemnicach różańca” i „towarzyszeniu przez 15 minut”...

5) „Jak tego doświadczyłem w Lourdes – pisze autor - odmawianie nawet pięciu dziesiątek różańca z „ubogacającymi” dodatkami staje się przedsięwzięciem długim i nużącym, zamiast być prostą piętnastominutową medytacją”.

6) Autor jest zdania, że część światła dodano po to, aby Różaniec nabrał „chrystologicznej głębi”, choć żaden z poprzednich papieży, poczynając od św. Piusa V aż do Pawła VI, nie dostrzegł jej braku w Różańcu”.

7) Autor ubolewa, że do zachowanej kolejności następujących po sobie zbawczych wydarzeń ewangelicznych, które rozważano, odmawiając dzień po dniu w następującej kolejności:

poniedziałek – Narodzenie.
wtorek – Męka.
środa – Zmartwychwstanie.
czwartek – Narodzenie.
piątek – Męka.
sobota i niedziela – Zmartwychwstanie.

- wprowadzono „mieszaninę niepowiązanych ze sobą wydarzeń, następujących w tygodniu liturgicznym”:

poniedziałek – Narodzenie
wtorek – Męka
środa – Zmartwychwstanie.
czwartek – Życie publiczne Jezusa
piątek – Męka
sobota – Narodzenie
niedziela – Zmartwychwstanie

A poza tym – tłumaczy dalej – „jeśli ktoś codziennie odmawia cały Różaniec, to trzy części umożliwiają mu podejmowanie modlitwy rano, w południe i wieczorem”.

8) Autor stojąc „przy swoim”, pyta: „W jaki sposób dłuższy różaniec, składający się z czterech części, może być bardziej w zgodzie z wymogami życia codziennego”, skoro dzień, podobnie jak różaniec (do tej pory), podzielony jest na trzy części: rano, południe i wieczór ?” Dalej tłumaczy, że „jeśli ktoś codziennie odmawia cały Różaniec, to trzy części umożliwiają mu podejmowanie modlitwy rano, w południe i wieczorem”...

9) Autor uważa, że zarówno tajemnica trzecia czyli „Głoszenie Królestwa Bożego” jak i piąta „Ustanowienie Eucharystii” są zbyt obszerne „i obie wyrażają więcej niż jedną myśl, brak im więc konkretnego centralnego punktu do medytacji”, toteż nie wiadomo na czym miałby skupić się kontemplujący je.

10) Według autora - trzecia tajemnica: „nie wydaje się w ogóle tajemnicą w ścisłym tego słowa znaczeniu, ponieważ głoszenie wiary przez Zbawiciela nie może być tajemnicą wiary”.

11) Autor twierdzi, że „wraz z wprowadzeniem tej innowacji, 150 pozdrowień Matki Bożej, odpowiadających 150 Psalmom, przekształci się w 200 pozdrowień, nie odpowiadających... niczemu”.

12) Autor jest oburzony tym, że RVM proponuje, by odtąd ogłaszaniu każdej tajemnicy towarzyszyło "odczytanie odnośnego tekstu biblijnego, który, zależnie od okoliczności, może być krótszy albo dłuższy"; by "przy pewnych uroczystych okazjach wspólnotowych” (tj. publicznym odmawianiu w parafiach) krótszy lub dłuższy tekst biblijny można „objaśnić krótkim komentarzem"; że stosowne jest, by po zapowiedzeniu tajemnicy i proklamacji Słowa przez odpowiedni czas zatrzymać się i skupić na rozważanej tajemnicy, zanim rozpocznie się modlitwę ustną". „Oznacza to – uważa autor - że odtąd będziemy mieli najpierw czytanie z Pisma św., potem komentarz oraz moment milczenia przed każdym pierwszym Zdrowaś Maryjo rozpoczynającym dziesiątkę”. I szczerze jest zmartwiony tym, że: „Wspaniały rytm różańca, skłaniający do cichego zamyślenia nad tajemnicami podczas nieprzerwanego odmawiania Zdrowaś Maryjo, zostałby zniszczony” w przypadku takich „wstawek”.

13) Autora „niepokoi jednak fakt, że RVM przedstawia sześć proponowanych zmian w odmawianiu różańca (włączając w to nowe tajemnice) jako całościowy plan „ożywienia” różańca w całym Kościele, podczas gdy: a) wierni w ogóle nie domagali się takiego „ożywienia”, b) nie było najmniejszych oznak, że tradycyjnej formie różańca potrzeba było „ożywienia”... rodzi się pytanie: kto prosił o tę zmianę? Z pewnością nie zwykli wierni”. Dlatego dalej tłumaczy, że „odwrócenie naturalnego procesu rozwoju tradycji kościelnej, stopniowego powstawania wśród wiernych pobożnego zwyczaju, który ostatecznie otrzymuje aprobatę Magisterium, jako powszechny zwyczaj Kościoła. W taki właśnie sposób św. Pius V zaaprobował tradycyjną formę różańca, która rozwijała się przez wieki jako forma pobożności ludowej”. Tutaj zaś „dzieje się odwrotnie: nowość zostaje podana w postaci gotowej i wprowadzona odgórnie”.

14) „Co jednak – pyta autor – z modlitwą fatimską, którą posłuszni Matce Bożej katolicy na całym świecie nadal odmawiają pod koniec każdej dziesiątki ?”

15) Autor jest zaniepokojony tym, że „nowy różaniec może łatwo wywrzeć taki sam skutek jak nowa Msza – będzie nim drastyczny spadek uczestnictwa”.



A oto moje odpowiedzi na wszystkie te zarzuty, które wytoczył autor przeciwko rozszerzonej modlitwie różańcowej:

Zacznę od tego, że tradycyjny, trzyczęściowy Różaniec zarówno w formie jak i w treści – w żaden sposób nie został tutaj naruszony, gdyż wprowadzenie dodatkowej części nie ingeruje w to, co było dotychczas. Nadal bowiem obowiązują te trzy kolejne części, razem z treścią tajemnic, które w sobie zawierają. Jakiż więc tutaj jest „żałosny sposób manipulowania starożytnym nabożeństwem” ? Jakież tu jest obalenie czegokolwiek...?

Ad.1) Jak można dopatrywać się jakichkolwiek akcentów antymaryjnych. Jak można mówić, że „sama Matka Boża spychana jest w tym nabożeństwie na dalszy plan”, skoro – jak wspomniałam powyżej - wszystko, co w treści tradycyjnej modlitwy różańcowej znane było dotychczas - nadal zostało zachowane w niezmienionej dotychczasowej postaci tej modlitwy ? A zatem – jeśli tam są elementy maryjne, to nadal pozostają bez jakiejkolwiek zmiany, czyli, że Matka Boża nie została „zepchnięta”. I niby co w „New Rosary” zostało obalone ? Bo ja tu widzę, że nie tylko nic nie zostało obalone, ale przeciwnie - najważniejszy spośród maryjnych akcentów zawartych w Ewangelii - w nowej części Różańca został jeszcze dodany ! Bo druga tajemnica Światła posiada dwa aspekty: pierwszy - chrystologiczny, wskazujący na nadprzyrodzoną zdolność cudotwórczą Jezusa i drugi aspekt – nie mniej ważny – orędownictwo Matki Bożej w istotnej ludzkiej sprawie, co przyczyniło się do wzrostu Jej autorytetu jako Pośredniczki łask wszelkich. A przede wszystkim ukazało ewidentny testament Najświętszej Matki Bożej (!). Bo od tej chwili w Ewangelii niczego już nie powiedziała ponad to, co stanowczo nakazała tam, w Kanie, wspierając swego Syna: „Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie (J 2,5) i wszystko ukierunkowując na Niego; wspierając Go w najbardziej odpowiednim momencie, poprzedzającym Jego pierwsze publiczne wystąpienie.

Ad.2) Owszem, święty Dominik – jak zauważył autor - „został pouczony o tym nabożeństwie przez samą Matkę Bożą” – ale jedynie pouczony. Matka Boża niczego nie nakazała mu ani nie zakazała, tylko doradziła i zaproponowała. Dlaczego ? Tutaj trzeba cofnąć się do historii tak zwanych modlitw powtarzalnych, polegających na powtarzaniu tego samego zwrotu. Takie modlitwy powstały najpierw w monastycznym chrześcijaństwie wschodnim, gdzie w ciągu dnia praktykowano wezwania do Jezusa w „modlitwie Jezusowej”. Także na Wschodzie dość szeroko zaczęto praktykować wielokrotne odmawianie „Zdrowaś Mario”, natomiast w Europie zachodniej we wczesnym Średniowieczu, mnisi irlandzcy mieli zwyczaj odmawiania wszystkich 150 psalmów albo przynajmniej 1/3, tj. 50 psalmów.

Ponieważ każdy z psalmów ma swoją krótszą czy dłuższą treść, toteż by móc odmawiać je, konieczne było posiadanie ich odpisu, a jednocześni trzeba było posiadać umiejętność czytania albo znać je na pamięć. Tymczasem w średniowieczu, krąg ludzi spełniających te istotne warunki, był bardzo wąski, ograniczony przeważnie do klasztorów oraz niektórych wiernych ze stanu szlacheckiego, gdyż większość ludzi świeckich nie potrafiła czytać podobnie jak i wielu prostych braci zakonnych. Dla nich w Irlandii wprowadzono łatwiejszą, czyli zastępczą formę pokuty po spowiedzi - modlitwę zamienną. W ten sposób w miejsce psalmów weszła „Modlitwa Pańska” - zamiast 150 psalmów odmawiano 150 razy „Ojcze nasz”. Ale już w pierwszych wiekach II tysiąclecia chrześcijaństwa, założyciel cystersów św.Bernard z Clairvaux († 1153), modlitwę „Ojcze nasz” zastąpił „Pozdrowieniem Anielskim”. Natomiast środkowoangielska reguła z XIII wieku dla zakonników klauzurowych, przewidywała zamiast Psalmu odmawianie „Ojcze nasz” albo „Zdrowaś Maryjo”, które traktowano na równi.

Praktykowanie tej modlitwy tak się rozpowszechniło, że „Pozdrowienie Anielskie” coraz częściej zlecano wiernym jako pokutę po spowiedzi. Z czasem ludzie zaczęli rywalizować, kto odmówi najwięcej "Pozdrowień Anielskich". W niektórych, zwłaszcza żeńskich klasztorach, modlitwa ta przybrała taką niesamowitą formę ascetyczną, że najbardziej pobożne mniszki (np. bł.Benvenuta Briani), w swej gorliwości odmawiały „Zdrowaś Maryjo” tysiąc razy w każdy powszedni dzień, w niedziele – dwa tysiące, natomiast w święta (zwłaszcza maryjne) aż trzy tysiące razy. Podobnie czynił brat Romero, dominikański mnich.

Takie podejście do modlitwy stało się mechanicznym odklepywaniem jej, co, oczywiście, Matce Bożej nie mogło się podobać. Wkrótce więc – według znanej legendy – Maryja objawiła się hiszpańskiemu mnichowi, Dominikowi Guzmanowi (1170 - 1221) i zaproponowała mu „rodzaj nowej modlitwy, która, jak powiedziała, będzie jedną z najskuteczniejszych broni w walce z błędami i trudnościami... [Legenda mówi, że Matka Boża nie tylko dała mu różaniec, lecz także udzieliła wskazówek, jak odmawiać tę szczególną modlitwę i jak rozważać treści, które są z nią związane]. Pod natchnieniem Maryi, święty Dominik zrozumiał, że aby nawrócić dusze prowadzone na zatracenie przez albigensów, fałszujących wszystkie tajemnice zbawienia, trzeba wyłożyć im te tajemnice w ich prawdziwej postaci, ale nie w abstrakcyjny sposób katechizmowy, lecz w konkretnej i żywej postaci, jak czyni to sama Ewangelia” (o.Garrigou-Lagrange).

I tutaj mamy odpowiedzi na dwa postawione zarzuty (ad.2 i ad.11). Pierwsza tłumaczy jak konieczne było zdecydowane wkroczenie Matki Bożej w tę karykaturalnie wybujałą gorliwość i ukrócenie jej do 150 „Zdrowaś...” (ad.2). Poza tym, tutaj znajdujemy podkreślenie ważności a także konieczności objaśniania tajemnic „w konkretnej i żywej postaci, jak czyni to sama Ewangelia”. Z tego wynika, że już święty Dominik głosząc heretykom odpowiednie nauki, najpewniej włączał do rozważań różańcowych fragmenty Ewangelii. Bo co mogłoby mieć bardziej „konkretną, żywą postać” niż słowa Ewangelii ? Dlatego bardzo obraźliwa jest uwaga autora, że jeśli te 200 pozdrowień Matki Bożej w rozszerzonej postaci Różańca świętego nie odpowiada 150 psalmom, to „przekształca się w 200 pozdrowień, nie odpowiadających... niczemu” (ad.11). Czyżby więc autor powołujący się na świętego Dominika, nie zauważył, że już on pozdrowienia Maryi opierał na Ewangelii ? Czyżby przeoczył to, iż owe pozdrowienia „żywcem” odpowiadają wydarzeniom ewangelicznym a nie „niczemu” ? A może dla autora Ewangelia jest „niczym” ?

Ad.3) No, to jest dla mnie niepojęte ! Trzyczęściowe rozważanie ziemskiego życia Jezusa tworzy – według autora – „harmonijny cykl różańca: od narodzenia przez mękę do zmartwychwstania”. Czyli, że Jezus narodził się, następnie był ofiarowany, potem widziano Go w świątyni gdzie „siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania” (Łk 2,46)... a potem długo było nic...... i od razu został „umęczon pod Ponckim Piłatem” ? I to ma być harmonia ??? Czy może właśnie przedstawienie najważniejszych wydarzeń z dorosłego życia Jezusa wprowadza do Różańca rzeczywistą harmonię, nie zakłócając zbawczego przesłania tej modlitwy ? Bo przecież Jezus dopiero w swoich dorosłych naukach podawał liczne przykłady na to: kto może być zbawiony, jakież więc „zbawcze przesłanie” mogło być zakłócone przez „Głoszenie Ewangelii i wzywanie do nawrócenia” ? Doprawdy, nie wiem już, czy śmiać się tu, czy płakać ?... Nie chciałabym złośliwie potraktować autora, ale to jako żywo kojarzy mi się z ewangelicznym przecedzaniem komara (Mt 23,24) !

Ad.4) Autor powołuje się na to, że Matka Boża osobiście wspomniała siostrze Łucji o 15 tajemnicach. A o ilu tajemnicach miałaby mówić jeśli nie o piętnastu, skoro w tym czasie w Kościele od kilkuset lat „funkcjonował” Różaniec trzyczęściowy obejmujący 15 tajemnic, zatwierdzony przez kilku papieży ?! Przecież to Jezus wyposażył głowę Kościoła w odpowiednie prerogatywy, mówiąc do Piotra: „cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16,19), więc chociażby z tego powodu Matka Boża, szanując decyzje tych papieży, nie chciała samowolnie wprowadzać żadnej zmiany. Zresztą w żadnym ze swych objawień, nigdy nie podważała autorytetu papieży.

Jeśli zaś chodzi o pierwszosobotnie Towarzyszenie Matce Bożej, to – moim zdaniem - te 15 minut na pewno nie odnosi się do wszystkich 15 tajemnic, nad którymi miałby ktoś rozmyślać w ciągu 15 minut, Bo i cóż by to były za rozmyślania po jednej minucie na każdą tajemnicę – pośpieszne, płytkie, byle jakie niczym te „Zdrowaśki” odmawiane w tysiącach ! A przecież rozmyślając choćby tylko nad tajemnicą Zwiastowania NMP, trzeba wziąć pod uwagę:

anielskie przesłanie skierowane do Maryi,
Jej roztropną wątpliwość,
Jej odważną decyzję, której skutki mogły narazić Ją na śmierć przez ukamienowanie,
Jej odpowiedź na oczekiwanie Boże,
Jej pokorę i ufność wobec Boga,
wcielenie Syna Bożego za sprawą Ducha Świętego,

Przy tak głębokim rozmyślaniu nad każdą z 15 tajemnic, potrzeba aż 15 pierwszych sobót miesiąca. Przeto w czym autor widzi problem 20 a nie 15 pierwszych sobót miesiąca? O co tu chodzi ? O te 5 tygodni dłużej...? Czyżby autor w tym widział przykrość, a może karę ? Czyżby z powodu rozszerzenia Różańca do 20 tajemnic owe 15 minut jakoś ucierpiało ? Chyba, że, według autora, rozmyślanie nad Różańcem powinno być jednorazowe, obejmujące całość w ciągu 15 minut. A wtedy, rzeczywiście, rozmyślanie nad dwudziestoma tajemnicami w 15 minut, jest nie do pomyślenia.

Wielokrotnie uczestniczyłam w prowadzonych rozmyślaniach pierwszosobotnich. W naszej katedrze kontemplacja ma podkład cichuteńkiej, przepięknej muzyki, lecz zawsze obejmuje jedną wybraną tajemnicę spośród wszystkich dwudziestu. Nieraz bywało, że rozmyślano tylko nad jednym wybranym aspektem tajemnicy.

Ad.5) Przykro mi, ale ja nie potrafiłabym odmówić Różańca w ciągu 15 minut. Tymczasem dłuższe odmawianie, czyli „odmawianie nawet pięciu dziesiątek różańca z "ubogacającymi" dodatkami – które, według autora – staje się przedsięwzięciem długim i nużącym” – dla mnie nigdy nie było długie ani nużące. Mój Różaniec z tymi "ubogacającymi" dodatkami” trwa tylko 10 minut dłużej, czyli przeważnie 25 minut i w żadnym razie – muszę to powtórzyć jeszcze raz - nie jest dla mnie „przedsięwzięciem długim i nużącym”. Ja osobiście, bałabym się obrazić Boga lub Maryję takim fatalnym określeniem jakiejkolwiek modlitwy, że jest „długa i nużąca”. To lepiej wcale się nie modlić, niż robić „łaskę” Bogu, że w ogóle się modlimy.

Autor to 15 minutowe odmawianie określa także jako „prostą, piętnastominutową medytację”. Z tego by wynikało, że odmówienie całej części złożonej z pięciu tajemnic wraz z medytacją w ciągu 15 minut – jest wzorcem, który autor przeciwstawia „długiemu i nudnemu przedsięwzięciu”. Przykro mi, ale widać, że nie mam takiej zdolności ani takiej podzielności uwagi, by sprostać tej modlitwie razem z rozważaniami w tak bardzo krótkim czasie.

Ad.6) Sugerowanie przez autora, że: część światła dodano po to, aby Różaniec nabrał „chrystologicznej głębi”, choć żaden z poprzednich papieży, poczynając od św. Piusa V aż do Pawła VI, nie dostrzegł jej braku w Różańcu” – dowodzi jego nieznajomości podstawowej literatury na temat tej modlitwy. Oczywiście, że „żaden z poprzednich papieży... nie dostrzegł jej braku”, bo każdy kto się dobrze zastanowił, sam dochodził do wniosku, że – jak to udowodnił Reiner Scherschel w swej książce „Różaniec modlitwa Jezusowa Zachodu” – Różaniec jest nie tylko Chrystusowy ale chrystocentryczny (!). A to, że papież Jan Paweł II dodał do Różańca Część Światła, pogłębiło dotychczasową jego chrystocentryczność. Bo nie tylko każda z tajemnic w nowej części mówi nam o Jezusie, lecz:

-  Tajemnica 1 mówi o Jezusie Synu Bożym, w którym Bóg Ojciec ma swe upodobanie;

-  Tajemnica 2 mówi o Jezusie cudotwórcy, który po pamiętnym weselu w Kanie mógł „na pewniaka” udać się do Kafarnaum już nie jako „jakiś tam” samozwańczy kaznodzieja, ale jako KTOŚ posiadający wielką nadprzyrodzoną moc; jako KTOŚ, o kim w tym momencie mówiła cała okolica i niewątpliwie wszyscy chcieli Go zobaczyć oraz posłuchać tego, co ma do powiedzenia. I o to chodziło.

-  Tajemnica 3 mówi o Jezusie, który mówił z mocą jak ktoś mający władzę, a nie jak uczeni w Piśmie (Mt 7,29; Łk 4,32). „Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia” (J 7,46) i „nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: „Ty jesteś Syn Boży” (Mk 3,11)...

-  Tajemnica 4 mówi o Jezusie, który jako Światłość ze Światłości, tym samym ukazał swoje Bóstwo, a jednocześnie udowodnił, że jest Bogiem żywych, a nie umarłych. I tutaj znów Bóg Ojciec (jak kiedyś Matka święta), uwiarygodnił Go oraz nakazał słuchać tego co ma do przekazania.

-  Tajemnica 5 mówi o Jezusie, który nie zostawił nas sierotami, który pozostał z nami aż do końca świata; który zapragnął żywić nas chlebem na życie wieczne.

Tak więc, na przekór nieżyczliwej ocenie autora, dzięki dodaniu Części Światła - Różaniec rzeczywiście nabrał większej „chrystologicznej głębi”. To źle ???

Dodam jeszcze, że na tej stronie, na której właśnie się znajdujemy, pod zakładką RÓŻANIEC MARYJNY CZY CHRYSTUSOWY, jest bardzo szczegółowo wyjaśniona ta „chrystologiczna głębia” w Różańcu, a pod zakładką: CIEKAWOSTKI RÓŻAŃCOWE jest opisana „Długa droga "Zdrowaśki" różańcowej”.

Ad.7) Krytykując konsekwencje jakie powstały w związku z wprowadzeniem dodatkowej części do tradycyjnej modlitwy różańcowej, autor w swym oburzeniu nad zachwianiem kolejności tajemnic różańcowych, nowy schemat określa jako „mieszaninę niepowiązanych ze sobą wydarzeń, następujących w tygodniu liturgicznym”. Tymczasem prawda jest taka, że w tym Różańcu czteroczęściowym: pierwsze trzy dni tygodnia zachowują kolejność ustaloną od lat i dopiero w drugiej części tygodnia występują dwie zmiany. Ale czy to jest jakaś bezmyślna lub przypadkowa mieszanina ?

W czwartek odmawia się Część Światła. Dlaczego ? A dlatego, że zwieńczeniem tej nowej części czyli Części Światła jest to, iż w piątej tajemnicy, wspomina się „Ustanowienie Eucharystii”. Jak wiemy, wydarzenie to miało miejsce w Wielki Czwartek. Wiemy również i to, że czwartek w Kościele katolickim został ustanowiony jako Dzień Kapłański; dzień, w którym lud szczególnie modli się za kapłanów. A przecież to kapłani podczas każdej Mszy świętej konsekrując najświętszą Hostię czynią to – jak im Jezus polecił – na Jego na pamiątkę (Łk 22,19). Przeto czy dla rozważań dotyczących tej wielkiej tajemnicy, mógłby to być jakikolwiek inny dzień tygodnia...? I dalej: w piątek i w niedzielę nadal rozważa się te same części jak w Różańcu tradycyjnym, czyli w piątek bolesną a w niedzielę – chwalebną. W tej sytuacji dla części radosnej pozostaje tylko sobota, która nieprzypadkowo, rzeczywiście jest wyjątkowo związana z Maryją, choćby przez nabożeństwo pierwszych sobót miesiąca.

Stąd widać, że nie jest to jakaś bezmyślna „mieszanina” i nie jest to „przetasowanie tradycyjnego cyklu usprawiedliwiane kuriozalnie tym, że "sobota miała zawsze specyficznie maryjny charakter”, ale są to zamierzone i głęboko uzasadnione zmiany, uwzględniające logiczne odniesienie do Wielkiego Czwartku. Uważam więc, że takie pretensje, raptem jedynie o dwa dni, może wysuwać tylko ktoś, kto nie „pokusił się” o proste przemyślenie, albo ktoś taki, kto, niczym faryzeusze, obsesyjnie trzyma się martwego formalizmu, choć Jezus kilkakrotnie ostro skrytykował to.

Ad.8) A to dopiero kłopot ! Jedno z polskich przysłów mówi, że „dla chcącego nie ma nic trudnego”. Jeśli więc ktoś chciałby i mógłby codziennie odmawiać wszystkie cztery części Różańca – to może to uczynić rano (I część), przed południem (II część), po południu (III część) i wieczorem (IV część). W czym problem ? Czyżby w tym, że wtedy cały ten dzień będzie jeszcze lepiej wypełniony modlitwą ? I to podlega krytyce ??? Doprawdy – nie do wiary !

Ciekawe, co powiedziałby autor, gdyby posłuchał w jakiej kolejności tajemnic modlitwa ta jest prowadzona przez „Radio Maryja”. Już wyobrażam sobie jak byłby oburzony, słysząc, że dzień zaczyna się na przykład od tajemnic bolesnych. W południe tego dnia odmawia się chwalebne, a wieczorem – radosne. Następnego dnia rano odmawia się tajemnice światła, w południe bolesne, zaś wieczorem – chwalebne... I tak codziennie, „w kółko”, tyle że po kolei, zgodnie z przebiegiem życia Jezusa i Maryi, tyle. I nikt z tego powodu nie rozdziera szat, że jedna z czterech części musi być przenoszona na następny dzień...

Na początku słuchacze pytali: jak to jest ? Wtedy wytłumaczono im, że są takie osoby, które mają możliwość odmawiania Różańca tylko wieczorem, gdyż prawie cały dzień są w pracy albo poza domem, więc byłoby to nie w porządku, gdyby chcąc go odmawiać ze wspólnotą słuchaczy z kraju i zza granicy - każdego wieczora byliby „skazani” wciąż na tę samą część chwalebną. Taka modlitwa szybko stałaby się rutyną, a człowiek, nie zgłębiając wszystkich tajemnic różańcowych, bardzo zubożyłoby swój rozwój duchowy.

Ad. 9) W tej odpowiedzi najpierw muszę przytoczyć wszystkie zarzuty autora, który uważa, że zarówno tajemnica trzecia czyli „Głoszenie Królestwa Bożego” jak i piąta „Ustanowienie Eucharystii” są zbyt obszerne i „obie wyrażają więcej niż jedną myśl, brak im więc konkretnego centralnego punktu do medytacji”, toteż nie wiadomo na czym miałby skupić się kontemplujący je.

Jak można tak tendencyjnie podchodzić do tej sprawy, szukając „dziury w całym” jedynie po to, aby zdyskredytować rozszerzony Różaniec. Bo w trzeciej tajemnicy, owszem, jest nauczanie o Królestwie i jest wzywanie do nawrócenia a także wielkie cuda, ale o cudach można wspomnieć już w części drugiej, w której jest mowa o pierwszym cudzie Jezusa. Natomiast w części piątej jest tylko jeden, jedyny aspekt - ustanowienie Eucharystii, poza tym nie ma nic, co mogłoby zakłócić kontemplację tej tajemnicy, jak sugeruje autor. Chyba, że ma na myśli mowę pożegnalną Jezusa, którą wygłosił w Wielki Czwartek i planowaną zdradę Judasza, o której Jezus wiedział. Tylko że wtedy ta część piąta musiałaby mieć tytuł: „Ostatnia wieczerza” a nie „Ustanowienie Eucharystii”.

A spróbujmy skierować wysuwane zarzuty w przeciwną stronę, czyli pod adres trzyczęściowego Różańca, który autor uparcie przedstawia jako wzorzec. Bo tutaj także, niemal wszystkie tajemnice „wyrażają więcej niż jedną myśl, brak im więc konkretnego centralnego punktu do medytacji”. Weźmy chociażby czwartą tajemnicę radosną „Ofiarowanie Jezusa”:

-  Pierwsza myśl, to posłuszeństwo Maryi wobec Prawa Mojżeszowego.

-  Druga - ofiarowanie Bogu tego, co najcenniejsze.

-  Trzecia to nagroda za wierność Symeona i Anny w gorliwej służbie Bogu.

-  Czwarta, to przyjęcie Jezusa przez ludzi (w osobie Symeona) – z rąk Maryi.

-  Piąta, to pozytywne proroctwo o Jezusie, który przyczyni się do upadku i do powstania wielu.

-  Szósta, to zapowiedź problemów, jakie czekają na Jezusa, który ma być znakiem sprzeciwu.

-  Siódma, to niepokój Maryi, dlaczego Jezus ma być znakiem sprzeciwu. Przeciw czemu lub komu będzie występował, że sprzeciwią się Mu ?

-  Ósma, to boleść serca Matki nie tylko z powodu męczeństwa Jej jedynego Syna, ale także z powodu przewrotnych zamysłów ludzi wobec Jezusa, które będą Jej znane...

-  Dziewiąta, to pokój w duszy człowieka, który w obliczu bliskiej śmierci poznał i wreszcie ujrzał (znalazł) Jezusa...

Natomiast czwarta tajemnica bolesna bije wszelkie rekordy pod względem liczby zdarzeń, jako że w niej zawarta jest cała droga krzyżowa i jeszcze inne zagadnienia nie uwzględnione w tytułach kolejnych stacji znanej nam Drogi Krzyżowej, a które są związane z tą właśnie tajemnicą. Lecz tutaj autor jakoś nie dostrzega tego, że „nie wiadomo na czym miałby skupić się kontemplujący je”.

Ad. 10) Jeśli zaś chodzi o to, że – według autora - trzecia tajemnica Światła „nie wydaje się w ogóle tajemnicą w ścisłym tego słowa znaczeniu...”, to śmiem przypomnieć, że w Ewangelii, właśnie w tej trzeciej tajemnicy wiele spraw było niepojętych dla słuchaczy Jezusa, jak choćby, dla przykładu: Mt 8,27; 11,27 i 13,14-15; Mk 4,13 i 8,14-18; J 3,10-12; 6, 32-33;48-56 i 60; 7,33-36; 8,21-22; 13,33; 16,12-13. Niepojętym była „zdalna” znajomość ludzi (J 1,48) jaką posiadał Jezus, czy czytanie ludzkich myśli (Łk 6,8), a także wiedza, której nikt inny nie posiadał (Mt 17,27). Zresztą sam Jezus zwracał uwagę słuchającym (najczęściej apostołom), że pewnych rzeczy na razie nie będą w stanie pojąć: J 13,7. Bo rzeczywiście, jak pojąć to, że Jezus po swym zmartwychwstaniu, będąc już w ciele uwielbionym, mając postać duchową, która mogła przenikać przez zamknięte drzwi (J 20,19 i 26), jak również znikać z oczu (Łk 24,31) - posiadał realne i materialne ciało, którego dotknął Tomasz (J 20,27) i... zwyczajnie jadł ryby razem z apostołami (Łk 24,43). Jakże więc można nie dostrzegać związku tajemnic z wiarą ?

A czyż i dziś niektóre wersety Ewangelii na pewno są przez wszystkich właściwie rozumiane ? Czy i dzisiaj słowa Jezusa: „Ojciec mój działa aż do tej chwili...” (J 5,17) nie są tajemnicą ? Wszak – jak podaje Katechizm Kościoła Katolickiego - „Bóg objawiając się, pozostaje niewyrażalną Tajemnicą: "Gdybyś Go zrozumiał, nie byłby Bogiem" (KKK 228). A to jest właśnie wiara – wierzyć, mimo tajemnic ! Poza tym sama wiara też jest wielką tajemnicą. Nie można bowiem w żaden sposób samemu posiąść jej, jest ona bowiem łaską darowaną przez Boga.

Ad. 12) Wydawałoby się, że święta Teresa od Dzieciątka Jezus – uznana za doktora Kościoła - która żyła w czasach, gdy trzyczęściowy Różaniec odmawiano w sposób spełniający wszystkie wymogi zachowania tradycyjnej formy tej modlitwy, zachowując „wspaniały rytm... skłaniający do cichego zamyślenia nad tajemnicami podczas nieprzerwanego odmawiania Zdrowaś Maryjo” – powinna ubogacać się i wzmacniać się duchowo. Tymczasem – jak pisze o.Emilio Cárdenas, hiszpański marianista - „w swoich pismach autobiograficznych, święta Teresa nie kryła zniechęcenia do Różańca... Dla niej trudnością była już sama metoda – jakby technika – modlitwy różańcowej. W jednym ze swoich listów (rękopis C 25r.) pisze: "Odmawianie Różańca kosztuje mnie więcej niż używanie narzędzi pokutnych. Czuję, że tak źle go odmawiam ! Muszę zadawać sobie gwałt, by rozmyślać o tajemnicach różańcowych; nie mogę skupić myśli". [Skarżyła się, że mimo woli zasypia przy jego odmawianiu]... Dalej dodaje: "Nieraz mój umysł pogrążony jest w tak wielkiej oschłości, że niemożliwością staje się dla mnie wydobycie z niego choćby jednej myśli jednoczącej mnie z Bogiem...".

Prawda o tych problemach świętej Teresy od Dzieciątka Jezus, była skrzętnie ukrywana po jej śmierci. Z jej pism usunięto wszystko, co nie pasowało do wzoru świętej karmelitanki, także akapity, w których wyraziła niechęć do modlitwy różańcowej lub pisała o trudnościach, jakie przeżywała podczas modlitwy” („Różańcowe kłopoty” – „Różaniec nr 10/2019).



Jak widać – nawet wielka święta będąca zakonnicą, miała kłopoty z odmawianiem Różańca, od których ani trzyczęściowa forma tradycyjna, ani możliwość „cichego zamyślenia nad tajemnicami podczas nieprzerwanego odmawiania Zdrowaś Maryjo” nie ustrzegły jej. A zatem, ten spokojny, cichy, monotonny Różaniec wcale nie jest tak idealny, za jaki ma go autor. Czyż można więc oburzać się, że papież Jan Paweł II zaproponował w swojej encyklice kilka urozmaiceń tej tak ważnej modlitwy - dla najzwyklejszych, przeciętnych ludzi, którzy nie są ani w zakonach, ani nie są tak święci jak Teresa z Lisieux. Szkoda tylko, że autor nie zauważył tego, iż przez te kilka stuleci, odkąd Różaniec mógł zaistnieć w Kościele katolickim – świat bardzo zmienił się.

Nie ma w nim takiej pobożności z jakiej słynęło Średniowiecze gdzie skupiano się na tym, jakby umocnić wiarę, jak zwalczyć heretyków. Dzisiaj natomiast Kościół skupia się głównie na tym: jak przyciągnąć do wiary czy: jak zatrzymać przy wierze, bo świat już od dłuższego czasu wciąż od niej się oddala. Dzisiaj bezbożnych jest nieporównanie więcej niż wszystkich heretyków żyjących w tamtych czasach. A nawet wielu tym, co wciąż pozostają przy wierze - rozliczne sprawy i problemy tak zaprzątają głowę, tak bombardują ludzki umysł nawałnicą rozproszeń – że nieraz podczas modlitwy zapominają, którą z tajemnic powinni w tym momencie w Różańcu rozważać. Trzeba więc było przypominać takie fragmenty Ewangelii, które mają przywołać i uświadomić sedno konkretnej tajemnicy, a przede wszystkim, które mają skoncentrować uwagę i oddalić rozproszenia. Dlatego takie dopowiedzenia spełniają swoją rolę. Cóż złego w tym, że kiedy – powiedzmy - w trzeciej tajemnicy radosnej, w każdym „Zdrowaś...” po słowach: i błogosławion owoc żywota Twojego Jezus”, dodaje się uzupełnienie: któregoś Ty, Panno, porodziła; w czwartej tajemnicy: któregoś Ty, Panno, Bogu ofiarowała, a w piątej: któregoś Ty, Panno, odnalazła w świątyni...?

Jeśli zaś chodzi o tak zwany Różaniec śpiewany, to trzeba zauważyć, że w śpiew i wielką radość młodych, którzy uczestniczą w pielgrzymkach wpisuje się także Różaniec, który im towarzyszy. W ten sposób młodzi, których rozpiera młodzieńcza energia życiowa ochotnie i radośnie wędrują na spotkanie z Jasnogórską Hetmanką. Zatem, czy jest w tym coś dziwnego, że – jak podaje autor: „co najmniej sześć... rozmaitych zmian w powszechnej praktyce odmawiania różańca, które proponuje RVM obok nowych tajemnic” ? Ta rozmaitość – moim zdaniem – jest niczym bukiet różnobarwnych kwiatów podarowanych Jezusowi i Maryi w Różańcu.

Owszem, bywają takie grupy jak grupa „czarno-biała”, skupiająca elitę inteligencji katolickiej, którą przed laty miałam zaszczyt poznać podczas XV Warszawskiej Metropolitalnej Pielgrzymki Akademickiej na Jasną Górę. Grupa pod każdym względem różniła się od innych, począwszy od flagi papieskiej, od symboli i od napisów niesionych na sztandarach, nawiązujących głównie do tradycji chrześcijańskiej Europy i do łączności z nią. Tu każdy symbol miał swe głębokie znaczenie, jak choćby biało-czarne sztandary z pięknymi szkarłatnymi krzyżami maltańskimi, które nawiązywały do ośmiu błogosławieństw, spływających na wiernych przez Krzyż Chrystusa Pana. Tutaj zrezygnowano z lekkich piosenek marszowych, na rzecz poważnych, tradycyjnych czy historycznych pieśni i – chociaż trudno w to uwierzyć - nawet chorałów gregoriańskich, których pątnicy „biało-czarni” uczyli się po drodze. Społeczność pielgrzymkowa nazywała ich „pokutnikami”, „charyzmatykami” albo „konfederatami”. I właśnie tu Różaniec odmawiano z powagą i z przykładnym skupieniem lecz nie w 15 minut.

Kto uczestniczył chociaż raz w pieszej pielgrzymce, ten już wie, że w drodze jest czas na modlitwę i na świadectwa wiary; na konferencje jakichś szczególnie charyzmatycznych osób... Ale też musi być miejsce na wielką radość. A taką radość niesie śpiew na chwałę Boga czy Maryi, do której się udają, zwłaszcza młodzi pielgrzymi. Czyż można więc oburzać się na tę radosną, młodzież tylko z tego powodu, że chętnie wyśpiewuje modlitwy różańcowe...?

Dość często jeżdżę na pielgrzymki, należę również do pewnej Rodziny Różańcowej, a także uczestniczę w modlitwach różańcowych odmawianych w kościele. W każdej z tych wspólnot Różaniec odmawia się z powagą i zawsze w formie słownej. Jak dotąd, nie spotkałam się z „produkcją niezliczonych krótkich modlitw końcowych kończących każdą dziesiątkę” i nigdy nie zetknęłam się z tysiącami "dostosowanych" i " zinkulturowanych" wariacji lokalnych choć modliłam się już z różnymi grupami i każda w jakiś sposób była grupą lokalną. A zatem innowacje, które zaproponował papież, nie są tak „straszne” dla Różańca, aby nad nimi lamentować, jak to przedstawia autor broszury. Nie są, bo pojawiają się w wyjątkowych okolicznościach i w specyficznych grupach, szczególnie młodzieżowych. Nie ma więc o co „kopii kruszyć”, bo nie ma powodu ku temu, ale – jak mówi niezbyt eleganckie przysłowie: „Jak ktoś chce psa uderzyć, to kij zawsze się znajdzie”.

Ad 13) Wygląda na to, że autor ma świetne rozeznanie odnośnie próśb i życzeń wiernych w Kościele katolickim, ciekawe tylko w jaki sposób uzyskał takie dane. Pisze bowiem, że „wierni w ogóle nie domagali się takiego "ożywienia" różańca; nie było najmniejszych oznak, że tradycyjnej formie różańca potrzeba było "ożywienia"... rodzi się pytanie: kto prosił o tę zmianę ? Z pewnością nie zwykli wierni... św.Pius V zaaprobował tradycyjną formę różańca, która rozwijała się przez wieki jako forma pobożności ludowej.... [Tutaj zaś] dzieje się odwrotnie: nowość zostaje podana w postaci gotowej i wprowadzona odgórnie...”

Tak się złożyło, że przez lata utrzymywałam kontakt z największym polskim współczesnym apostołem Różańca, promotorem Różańca w Polsce, którym był ojciec Szymon Niezgoda (1932-2002), „mobilny” dominikanin, głoszący rekolekcje i misje różańcowe niemal po całym kraju; np. w Laskach/k Warszawy był już 20 razy. Tematykę różańcową przedstawiał słuchaczom „Radia Maryja”, „Radia Józef” i jeszcze w kilku innych rozgłośniach katolickich, jak również w kilku telewizjach, w tym także w istniejącej wtedy TV Niepokalanów. W internecie otworzył stronę różańcową. Uczestniczył w Kongresach różańcowych, na które przygotowywał referaty; przez 15 lat prowadził szkoleniowe rekolekcje różańcowe dla kapłanów; na Jasnej Górze wielokrotnie prowadził nocne czuwania różańcowe; w Lublinie prowadził Maryjne Dni Różańcowe. Pisał też książki o Różańcu m.in. „Biblijne źródła Różańca świętego”, „Ewangeliczne źródła Różańca świętego”, czy o Różańcu dla różnych stanów itp..

W Polsce wciąż obowiązuje Ceremoniał Żywego Różańca, który opracował. Nic więc dziwnego, że „zasypywano” go stertami listów z kraju jak również zza granicy. Po wystąpieniu w „Radiu Maryja” otrzymał ponad 160 listów i 10 petycji zbiorowych skierowanych do dyrekcji tej rozgłośni, z prośbą o ponowne zaproszenie go na antenę.



Dziś Ojciec Szymon już nie żyje, bo się wyniszczył wskutek własnej nadgorliwości w swoim działaniu apostolskim dla Różańca świętego. Nie był już młody, lecz choć mu zdrowie szwankowało, to nieraz mówił, że „nie ma czasu na leczenie”. Bo, rzeczywiście były to zadania ponad jego siły: Na kartce pocztowej z dnia 30.12.1995r. pisał: „Na 35 lat pracy jeszcze nigdy w Adwencie nie byłem tak zapracowany jak w tym roku. Wędrowałem od parafii do parafii...”. Ale jeszcze bardziej absorbujące były rekolekcje wielkopostne: „W tym roku Wielki Post miałem bardzo trudny. Praca w sześciu parafiach, często po trzy kościoły równocześnie i po siedem kazań codziennie. Zaspy śnieżne, trudny dojazd...” (10.04.1996); „W Wielkim Poście w dziesięciu kościołach wygłosiłem 80 kazań, a także rekolekcje różańcowe w dwóch rozgłośniach radiowych...” (2.04.1997); „W Wielkim Poście jeździłem od parafii do parafii – po całej Polsce. Pracę miałem w dużych parafiach. Czułem się bardzo utrudzony. Natomiast Wielki Tydzień jak nigdy dotąd: od rana do wieczora...” (16.04.1998). „Rzeczywiście jestem zapracowany. Nie daję rady z pracą terminową. Nagrywam o Różańcu w pięciu rozgłośniach radiowych, szykuję książkę do druku pt. „Biblijne źródła Różańca”, a już pojutrze wyjeżdżam na rekolekcje różańcowe do ośmiu parafii – do końca kwietnia, ale w maju też mam trzy serie rekolekcji...” (1995r.).

I właśnie ten niezwykle pracowity apostoł bardzo ucieszył się na wieść, że Ojciec Święty dodał część Światła do Różańca. „Dzięki Bogu – powiedział – że papież potraktował poważnie moją propozycję, którą Mu przedstawiłem gdy byłem w Watykanie - aby utworzyć jeszcze jedną część Różańca. Chodziło bowiem o to, by wierni kontemplowali nauczanie Jezusa; Jego działalność pośród ludzi, a zwłaszcza Jego nieustanne wezwania do nawrócenia”. „Cieszę się” – mówił - gdyż to ludzie domagali się tego !!!

A zatem jednak były oznaki, że „tradycyjnej formie różańca potrzeba było "ożywienia"... zaś Ojciec Szymon mając szeroki kontakt z wiernymi, spotykał się z opinią, że Różaniec, o którym Ojciec Święty Pius XII powiedział, iż jest „...streszczeniem całej Ewangelii” - w postaci trzyczęściowej jest – niestety - niekompletny. I tak, kolejny zarzut, mówiący o tym, że „...rodzi się pytanie: kto prosił o tę zmianę ? Z pewnością nie zwykli wierni...” – został obalony. Przez kogo ? Otóż właśnie przez „zwykłych wiernych”, których spotykał Ojciec Szymon jeżdżąc po całej Polsce. A przecież takie sygnały mogły być kierowane pod adresem papieża - i z innych krajów świata...

A poza tym autor przeczy samemu sobie, bo najpierw pisze, że RVM: „jest zasadniczo zbiorem obserwacji, zachęt i propozycji zmian w różańcu, przedstawianych jako sugestie czy opcje” a dalej stwierdza, iż jest to „nowość... wprowadzona odgórnie”. A to już jest na tyle poważna rozbieżność, że – moim zdaniem – wszystkie wywody autora są niewiarygodne.

Ad.14) Co jednak – dalej pyta autor – z modlitwą fatimską... ?” A to - proszę pana autora – że, aby otrzymać odpowiedź na to zapytanie, wystarczy włączyć „Radio Maryja” rano albo wieczorem, albo jakąś dowolną rozgłośnię katolicką, w tym czasie, w którym na antenie odmawia się Różaniec. Wystarczy dołączyć do jakiejkolwiek pielgrzymki; wystarczy wejść do jakiegokolwiek kościoła podczas odmawiania Różańca; wystarczy posłuchać jak poszczególne osoby zrzeszone w Żywym Różańcu, w Rodzinach Różańcowych, w Różańcu za dzieci, za misje, za księży, za więźniów etc. modlą się na różańcu – aby usłyszeć tę modlitwę: "O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia", „którą posłuszni Matce Bożej katolicy na całym świecie [jak również w Polsce]... odmawiają pod koniec każdej dziesiątki” różańcowej.

Ad. 15) Tutaj, doprawdy szkoda słów aby zbić czarne prognozowanie „drastycznego spadku uczestnictwa” w Różańcu, jakie autor ponuro wieszczył w przypadku przyjęcia czwartej części Różańca. Szkoda słów, bo setki dowodów i rozmaitych świadectw można znaleźć na tejże stronie, na której właśnie to czytamy, gdzie ukazano jak wielu ludzi przechodzi samych siebie w pomysłowości na modlitwę różańcową w różnych okolicznościach. Można bowiem pobrać bezpłatną aplikację z Nowenną Pompejańską dla smartfonów i tabletów. Wynaleziono nawet różaniec elektroniczny oraz różaniec dla cyklistów, by można było go odmawiać w czasie jazdy rowerem.

Ciągle powstają nowe wspólnoty podejmujące różne intencje, a ludzie (nawet małej wiary) każdej sytuacji sięgają po różaniec bez względu na status społeczny, na wiek, na płeć, na wykształcenie, na pochodzenie czy na miejsce zamieszkania. Jak w każdym katolickim domu, a którym się słucha jakiejkolwiek rozgłośni radia katolickiego – na głos i bez żenady, nawet 3 razy dziennie odmawia się albo przynajmniej odsłuchuje Różaniec. Masowy udział Polaków w modlitwie różańcowej zadziwia cały świat i obliguje wiele krajów do naśladownictwa. Na skalę ogólnoświatową podejmowane są wielkie inicjatywy z modlitwą różańcową, do których angażuje się młodzież a także dzieci. Od lat są prowadzone krucjaty różańcowe, Jerycha różańcowe, Różaniec nieustający; Różaniec w wojsku i w więzieniach, w środowiskach akademickich; Różaniec mężczyzn kroczących z modlitwą po ulicach miast - jest coraz bardziej popularny i chętnie podejmowany. Nie tylko kraje, ale także całe miasta i gminy są otaczane ochronnym łańcuchem różańcowym, a po ulicach wielkich miast krążą patrole różańcowe modlące się za wszystko. Jest także radio „Różaniec” i „Pompejańskie Radio Różaniec”, z którym odmawia się całą Nowennę Pompejańską (3 częściowego Różańca) – 16 razy dziennie (!!!) – jak komu odpowiada. Internet zaś stworzył możliwość prezentowania Różańca najróżniejszych aspektach na wielu witrynach i kanale You Tube.

Dodam jeszcze, że Różaniec w ramach Nowenny Pompejańskej nagrany na płytach CD, można nabyć we wszystkich księgarniach katolickich. Można ją także pobrać bezpłatnie z internetu i to w dwóch wersjach do wyboru: z fragmentami Ewangelii do konkretnego rozważania, jak i bez tych fragmentów.

Nigdy nie było tylu zjazdów, tylu kongresów różańcowych, tylu rekolekcji na temat Różańca i Różańcowych Dni Skupienia; nigdy nie było tylu apostołów Różańca; nigdy nie było tak wspaniałej prasy różańcowej, która zamieszcza zdumiewające świadectwa skuteczności modlitwy różańcowej. Nigdy nie było tylu apostołów Różańca, a strona różańcowa, na której właśnie jesteśmy (www.rozaniec.maryjni.pl) – w formacie A-4 liczy cztery tysiące stron ! Takiej powszechnej fascynacji modlitwą różańcową – nigdy w historii świata nie odnotowano ! Ja widać - autor zbytnio zagalopował się tą swoją wydumaną troską o drastyczny spadek uczestnictwa w modlitwie różańcowej.



Walka autora z encykliką, tak zaślepiła go, że przeoczył bardzo istotny argument jakim jest historyczny rozwój modlitwy różańcowej, która choć w innej formie, była praktykowana od wielu, wielu wieków.

Na początku, podczas odmawiania 150 "Zdrowaś Maryjo”, każdy wybierał do kontemplacji dowolne tajemnice według własnego uznania. Dopiero święty Dominik, zgodnie z tym, o czym go pouczyła Maryja, dokonał selekcji różnych rodzajów tajemnic i po krótkim pouczeniu odmawiał 10 Zdrowaś Maryjo. W ten sposób ujął Różaniec w odpowiednią formę rozmyślania. Sam zaczął modlić się w ten sposób i takiego Różańca uczył innych ludzi. Ale jego reforma długo się przyjmowała, bo dopiero około roku 1500, sposób odprawiania przez wiernych 150 oddzielnych medytacji (jedna na każde ziarenko), zaczął być wypierany przez rozważanie piętnastu tajemnic...

Jak widać, papież Jan Paweł II nie był ani jedynym, ani pierwszym, który wprowadził zmiany do modlitwy różańcowej, gdyż to był dalszy, historyczny rozwój tej modlitwy. Lecz autor krytycznej broszury nie chciał się z tym pogodzić. Czyżby nie zauważył tego, że pozytywne zmiany zawsze były i są potrzebne ? Jezus nie trzymał się sztywno litery prawa lecz w razie konieczności wprowadzał pewne zmiany (Mk 2,23-28; 3,1-4; Łk 14,5). I wiele spraw związanych z wiarą od czasu pierwszych chrześcijan – bardzo zmieniło się w Kościele lecz ludzie zrozumieli to i akceptowali.

Można by jeszcze jakoś zrozumieć to „święte” oburzenie autora, gdyby zmiana wprowadzona encykliką papieską, choćby w najmniejszy sposób była skierowana przeciw Dekalogowi, gdyby podważała naukę Ewangelii albo zmierzała ku herezji. Wtedy na pewno każdy wierzący, który ma dobrze w głowie, sprzeciwiłby się temu. Lecz tutaj jest odwrotnie !!! Zmiana ubogaciła modlitwę różańcową treściami z Ewangelii; uświadomiła odmawiającym i przybliżyła bardzo ważne akcenty z życia Pana Jezusa, i wydłużyła modlitewną łączność człowieka z Bogiem. I zaangażowała większą liczbę modlących się w np. Żywym Różańcu gdzie dotychczas jedna Róża liczyła tylko 15 osób, zaś obecnie jest wymagane 20 osób w Róży. Podobnie stało się w Rodzinach Różańcowych (jasnogórskiej, loretańskiej czy bonifraterskiej). Czyżby to było złe...?

Różaniec, który odmawiany jest przez 54 dni w Nowennie Pompejańskiej jest, z założenia, trzyczęściowy i takim go przyjmują wszyscy odmawiający: i ci co sami modlą się w zaciszu swoich domów; i ci, co odmawiają go razem z „Radiem Różaniec”; i ci, co dołączają do modlitwy płynącej z nagrania płytowego. I nikt nie widzi w tym problemu, że pomija część Światła; i nikomu przenigdy nie przychodzi do głowy, że: „wolność” w kontynuowaniu tradycyjnej formy różańca [miałaby być] traktowana... jako „integryzm”. Ale jeśli ktoś może i chce odmawiać tę nowennę w czterech częściach Różańca, to – oczywiście – może ! I to jest właśnie wolność, ale bez cudzysłowu, jak postrzega ją autor.



Prawdą jest to, że każdy z nas ma prawo do własnego zdania, ma także prawo do analizy dowolnych treści, do ich oceny według swoich własnych kryteriów. Każdy ma prawo do satysfakcji, ale też każdy ma prawo poczuć się zawiedziony, jeśli jego oczekiwania rozmijają się z tym, czego mógł się spodziewać. Bo tak jak mówi polskie przysłowie: „Jeszcze się ten nie narodził, który by wszystkim dogodził”...

Ale nawet gdy ktoś z czymś bardzo się nie zgadza, to wydając rzetelną, obiektywną opinię, powinien zapanować nad swymi emocjami. Świetnie sobie z tym radzą krytycy literaccy, muzyczni, teatralni, którzy profesjonalnie pomagają zrozumieć to, co jest przedmiotem ich oceny, a w konsekwencji – na wiele szczegółów otworzyć ludziom oczy. Ale czynią to w taki sposób, który nikogo nie obraża, nikogo nie wyszydza, nikogo nie deprecjonuje i nie „wdeptuje w ziemię”. Bo człowiek na pewnym poziomie kulturalnym, może powiedzieć wszystko; może poruszyć nawet najbardziej przykre sprawy w sposób rzeczowy lecz i oględny, bez złośliwości, bez złych emocji, czyli z pełną kulturą. Tu jednak jest inaczej.

Czytając ocenę jaką autor wystawia tej papieskiej encyklice, odnosi się wrażenie, że jest ona nic nie warta – więcej – że czyni wiele szkody promując samo zło, toteż nie mogę pojąć tej strasznej złośliwości kogoś, kto jest zapewne człowiekiem o pewnej kulturze, człowiekiem wierzącym, więc choćby z tego powodu sam sobie powinien narzucić stosowną dyscyplinę. Nie mogę pojąć jak może ktoś, kto się uważa za ucznia Chrystusowego, dla kogo Ewangelia jest wyrocznią życiową – może tak karygodnie wyrażać się o innych i przez szyderstwa, przez inwektywy dochodzić swoich racji. Bo takie słowa, jak: „neokatolicy” lub zwyczajne wyrazy ujęte w cudzysłowie np. „Lud Boży”; a jeszcze bardziej - umieszczone w odpowiednim kontekście: np. „ulepszenie” różańca, zniszczyło harmonię, zakłóciło przesłanie albo: jednak owej „właściwej” interpretacji nie podaje – mają wymowę ironiczną. Bo takie zwroty, jak:

oschła i oklepana frazeologia
bandy neokatolickich komentatorów,
posoborowe nowinkarstwo
wrogów tradycyjnego różańca,
watykańskich biurokratów
destrukcyjny charakter,
pokrętnej argumentacji,
jak na ironię,
niepokojący sposób,
straszliwe nieszczęście,
bezpodstawne twierdzenie Watykanu,
całkowicie nieuzasadnioną innowacją,
zmiana najbardziej złowróżbna,
atak liturgicznej szarańczy,
odróżnić fasadę od rzeczywistości,
żałosny pretekst do manipulowania... nabożeństwem

z całą pewnością nie należą do łagodnych i życzliwych. Takie stwierdzenia, jak:

-  ekumenicznych aparatczyków, którzy zrobili karierę na bagatelizowaniu dogłębnie maryjnego charakteru rzymskiego katolicyzmu

-  doskonałej przykrywki dla pracy neomodernistycznych inżynierów nad demontażem kolejnej tradycji kościelnej.

-  w sprytny sposób wprowadza subtelną reorientację różańca

-  „bomby zegarowe”, niejasności i przypadki pominięcia tradycyjnego nauczania,

-  proces RVM... posłuży rozbiciu do tej pory jednolitego sposobu odmawiania różańca na tysiące „dostosowanych” i „zinkulturowanych” wariacji lokalnych.

-  dojdzie nawet do takiej sytuacji, że koronkę, na której zazwyczaj się go odmawia, będzie się traktować na równi z jakimś amuletem czy przedmiotem magicznym

-  Czy autor [papież ?] tego ustępu [w RVM] myśli, że zwraca się do ciemnych idiotów ?

-  Nowy różaniec stałby się prawdziwą miniliturgią, nowym placem zabaw liturgistów i świeckich przewodniczących różańca.

-  strach bierze na myśl o wszystkich tych teologicznie wątpliwych i politycznie poprawnych formułach i zwykłych banałach

-  w Lourdes w czerwcu 2004 roku. Tradycyjna krótka i skupiona medytacja przeobraziła się w quasi-teatralny spektakl z udziałem tysięcy ludzi.

-  dokument ten został promulgowany i... fakt ten grozi ruiną największemu pozostałemu szczątkowi tradycji kościelnej

-  Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa ten fragment RVM napisany został przez jakichś neomodernistycznych biurokratów... z trudem tających swą pogardę dla tych, których posoborowi reformatorzy lubią nazywać „prostymi wiernymi”.

-  Próba włożenia nowego cyklu tajemnic do różańca jest próbą włożenia nowego rzędu kamieni do budowli kościelnej tradycji. Rezultatem będzie nie tylko zniekształcenie budynku, ale i narażenie samej struktury, przez usunięcie tego, co już zostało położone, i zastąpienie czymś innym, co niezupełnie w to miejsce pasuje.

są w swej wymowie i w kontekście zjadliwe, i pełne pogardy dla wszystkich i wszystkiego, co wiąże się z RVM.

I to cyniczne przytaczanie pewnych propozycji wybranych z Ewangelii: „Jeśli nagle odkryto, że jedynym sposobem na „wyrażenie w pełni” różańcowej „chrystologicznej głębi” jest dodanie medytacji do „tradycyjnego wzorca” – dlaczego jedynie pięciu ? W jaki sposób wyliczono, że akurat pięć jest liczbą wystarczającą do osiągnięcia wystarczającej „chrystologicznej głębi”? Dlaczego nie dodać kazania na górze, cudownego rozmnożenia chleba, wskrzeszenia Łazarza, przeklęcia drzewa figowego etc.? Możliwości są niemal nieograniczone...” - świadczy o braku szacunku nie tylko do Różańca lecz i do Ewangelii.



Nie wiem, czy autor należy do Bractwa św.Piusa X, lecz skoro bractwo zamieściło te wypowiedzi na swojej stronie, to znaczy, że popiera je, że w pełni utożsamia się z takimi stwierdzeniami, które nie licują z duchem stowarzyszenia. Autor bowiem – dosłownie – „przeszedł samego siebie” w poszukiwaniu „dziury w całym”, pisząc, że „RVM przedstawia go [Różaniec] zgodnie z posoborowym wymaganiem ekumenicznym, domagającym się usunięcia z nauczania Kościoła wszystkiego, co mogłoby razić niekatolików”.

Brak słów na taką argumentację, bo niby co – według autora_- zostało usunięte z dotychczasowej, trzyczęściowej postaci Różańca, która, jak wyżej wykazałam, pozostała bez zmian. I jakież miałyby to być wymagania usunięcia czegokolwiek z tej nowej, rozszerzonej części, skoro tam jeszcze dodano, chyba najważniejsze wystąpienie Maryi ? Gdyby papież istotnie miał usunąć to wszystko „co mogłoby razić niekatolików” - z nauczania Kościoła, to najpierw całkowicie usunąłby Różaniec ! A już na pewno nie napisałby pochlebnej encykliki na temat Różańca, gdyż stosunek założyciela religii protestanckiej do modlitwy różańcowej jest nie tylko niechętny, lecz ewidentnie wrogi ! (zakładka: RÓŻANIEC NIE JEST KOCHANY PRZEZ WSZYSTKICH). Cóż więc można powiedzieć o rzetelnym podejściu autora do tematu, który opublikował; do strony merytorycznej omawianej broszury...?

Autor jest oburzony tym, że „Kościół „dialoguje” dziś z tymi, których niegdyś traktował jako heretyków i niewiernych, zagrożonych wiecznym potępieniem, o ile się do niego nie nawrócą”. Tymczasem Jezus kilkakrotnie kazał odpuszczać winy bliźnim i przebaczać nie 7, ale aż 77 razy (Mt 1`8,21-22), czyli zawsze. A poza tym w swojej mowie pożegnalnej, zwracając się do apostołów wyraził życzenie, „by wszyscy stanowili jedno” (J 17,21). Jakże więc można się oburzać na to „dialogowanie” ? Ktoś musiał zrobić pierwszy krok, aby w ogóle zaistniała możność porozumienia i możność pojednania... I nie kto inny, jak właśnie Jezus, choć nie zabraniał – tak w ogóle – zasadnego sądzenia (J 7,24), to zabraniał osądzać innych (Mt 7,1-2) widząc o tym, że sądy ludzkie najczęściej są niesprawiedliwe i często tendencyjne. A tutaj takie są ! I nie dość, że autor osądza najwyższy autorytet, jakim jest Ojciec Święty; nie dość, że chce kształtować jego rozumowanie i jego posunięcia, to jeszcze ingeruje wprost w sumienie papieża, pisząc: „Musimy się modlić, by gasnący papież, który cierpi pod brzemieniem głosu swego własnego sumienia i wyroków swych poprzedników, odrzucił swe własne poglądy”. Przy tym – jak widać - nadaje temu pozory wielkiej troski.

Trudno uwierzyć, że katolikom „dostało się” od swoich; że coś takiego może popierać wspólnota wiernie stojąca na straży tradycji w Kościele, na straży liturgii oraz czystości wiary – wiary opartej na Ewangelii, którą trzeba nie tylko znać, ale też mieć ją w sercu. A co można powiedzieć o autorze broszury, który na pewno zna Ewangelię, ale nie bardzo ją szanuje, skoro jej nie przestrzega. Bo przecież nie gdzie indziej, tylko na kartach tej najświętszej dla katolików Księgi, przytoczono słowa Jezusa, który powiedział: „Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie !” (Łk 6,31; Mt 7,12). A jak autor potraktował wiernych Ojcu Świętemu ? Jak poniżył i upokorzył wszystkich, którzy się przyczynili do ubogacenia modlitwy różańcowej i co autor w swojej broszurze uczynił Kościołowi, który szanuje autorytet namiestnika Jezusa...? J.S.

wróć do strony głównej